Miasto

Erbel: Krytyczna Noc Muzeów

Podczas warszawskiej Nocy Muzeów można było znaleźć również wydarzenia podające w wątpliwość to, że Warszawa jest miastem otaczającym tak troskliwą opieką wydarzenia kulturalne. Komentarz Joanny Erbel.

W ostatnią sobotę w Warszawie (jak i wielu innych miastach Polski) odbyła się Noc Muzeów. Tysiące osób przez kilka godzin mogło odwiedzić ponad 200 miejsc, zarówno muzeów sztuki czy techniki, jak i prywatnych galerii. Noc Muzeów jest jednym z nielicznych miejskich świąt, które cieszą się tak dużą popularnością, niezależnie od poglądów politycznych czy gustów estetycznych zwiedzających. Rok rocznie do najbardziej popularnych muzeów (jak np. Muzeum Narodowe) ustawiają się wielogodzinne kolejki. Patrząc na tłumy na ulicach, nie można było mieć wątpliwości, że kultura warszawianki i warszawiaków interesuje, zwłaszcza, kiedy ułatwi się do niej dostęp. Wstęp do wszystkich instytucji był bezpłatny, a dodatkowo uruchomiono kilka specjalnych linii autobusowych, które ułatwiały przemieszczanie się po mieście.   


Jednak oprócz akcji afirmujących działanie publicznych i prywatnych instytucji umieszczonych w przewodniku wydanym przez m.st. Warszawa, swoje miejsce podczas Nocy Muzeów znalazły również wątki krytyczne. Podawały one w wątpliwość to, że Warszawa jest miastem otaczającym tak szczególną opieką i wsparciem działania kulturalne. Jedną z takich akcji był performens na Placu Defilad, podczas którego Tomek Saciłowski i Tomek Partyka zachęcili swoich gości do wspólnego rozpoczęcia budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wbrew woli władz miasta, które muzeum nie chcą wybudować, artyści postanowili wykonać obywatelski gest i zachęcić mieszkańców do oddolnej inicjatywy. Niegdyś warszawiacy i warszawianki odbudowali Warszawę – dlaczego więc teraz nie mogą wybudować sobie muzeum, zwłaszcza jeśli mogłoby stać się ono wizytówką ich miasta. Podczas performensu, który zaczął się o g. 21.00 w miejscu, gdzie miał powstać budynek Kereza, kilkoro chętnych widzów chwyciło za łopaty i energicznie zabrało się do kopania. W efekcie po godzinie wylano zalążek fundamentów. Mimo początkowych obaw artystów nikt się nową budową nie zainteresował. Od kilku miesięcy plac Defilad wygląda jak plac budowy, najpierw ze względu na budowę II linii metra, a ostatnio przez budowę strefy kibica.  Dziura w ziemi z wlanym betonem była tym bardziej groteskowa, że wcale nie odróżniała się otoczenia. Symbolicznych fundamentów MSN pewnie nikt nie usunie i staną się elementem strefy kibica.


Drugą akcją krytyczną była wystawa PONIŻONE/PONIŻENI. Od Spartakusa do Joli Brzeskiej. Od Koloseum do EURO, zorganizowana w jednym ze śródmiejskich pustostanów, niszczejącej dawnej Bibliotece Krasińskich, przy ul. Okólnik. Była ona polemiką z wystawą w Muzeum Narodowym Wywyższeni. Od faraona do Lady Gagi. Organizatorzy i organizatorki akcji PONIŻONE/PONIŻENI stawiają tezę, że przyjmowanie perspektywy zwycięzców wpływa na nasze postrzeganie historii i decyzje polityczne dotyczące rozwoju miast. Pytają: „Czy historia wyglądałaby tak, jak znamy ją ze szkoły, gdyby, zamiast z perspektywy politycznych i ekonomicznych elit, została opowiedziana przez zwykłych, pozbawionych wpływów ludzi – niewolników w starożytnym Rzymie, chłopów pańszczyźnianych, kobiety skazywane za czary, mieszkańców terenów kolonizowanych w XVI wieku?”. Krytykują władze Warszawy na to, że nie szczędzą publicznych pieniędzy na spektakularne, nagłaśniane medialnie inwestycje, a jednocześnie bronią się argumentem o braku funduszy i kryzysie finansowym przed realizowaniem codziennych potrzeb mieszkańców i mieszkanek, takich jak prawo do mieszkania, dostęp do przestrzeni publicznych, ciepłe zdrowe posiłki w szkołach oraz wiele innych. Dlatego właśnie postanowili powołać do życia muzeum oddolnej historii społecznej, dostępne bezpłatnie dla wszystkich, zarówno zwiedzających, jak i pragnących włączyć się aktywnie w przygotowanie wystaw. 


Wybór wizerunków „poniżonych” nie był narzucony przez organizatorki i organizatorów akcji. Każdy i każda mógł do wieczora przed wysłać swoją kandydaturę w postaci czarno-białej grafiki o wymiarach 90×135 cm wraz z opisem. Oprócz tytułowych Spartakusa i lokatorskiej działaczki Joli Brzeskiej, której spalone ciało zostało znalezione w Lesie Kabackim, znalazły się między innymi portrety feministycznej działaczki – Marii Dulębianki, przywódcy chłopskiej rabacji – Jakuba Szeli, palestyńskiego aktywisty – Salima Shawatmaha czy Warszawskiej Syreny, która uwolniona z rąk chciwego kupca przez młodego rybaka i jego przyjaciół obiecała mieszkankom i mieszkańcom Warszawy swoje wsparcie.


Akcje podczas Nocy Muzeów to nie jedyne inicjatywy krytycznie odnoszące się do polityki władz Warszawy w kontekście Euro 2012. 9 maja grupa Kwiatki z Rabatki wykopała 460 bratków tworzących napis „Euro 2012”, aby potem rozdawać je wraz z ulotkami o społecznych  konsekwencjach Euro 2012 pasażerom tramwajów i autobusów. W Poznaniu powstał mural na którym Donald Tusk z Jarosławem Kaczyńskim grają w piłkarzyki podpisane „Euro 2012. Zabawa elit na nasz koszt”. 


Powstała również inicjatywa „Chleba zamiast igrzysk”, w ramach której obędzie się szereg krytycznych wobec Euro 2012 inicjatyw. Najważniejszą z nich będzie demonstracja w Poznaniu, która ruszy 10 czerwca o godz. 14.00 spod poznańskiej Opery. Jak podkreślają osoby związane z inicjatywą, nie jest ona wymierzona przeciwko kibicom ani piłkarskim emocjom, ale pewnej logice władzy, ignorującej podstawowe potrzeby mieszkańców, z których wielu jest nie tylko kibicami, ale również lokatorami, pracownikami, rodzicami dzieci. W ramach inicjatywy „Chleba zamiast igrzysk” odbędą się również alternatywne mecze – 2 czerwca w Poznaniu  a 3 czerwca w Warszawie


Czas przed Euro 2012 to okres wzmożonej mobilizacji, nie tylko ze strony państwa i władz miast czy firm budowlanych, ale również ze strony społecznej. Wojciech Fusak przekonuje na łamach Gazety Wyborczej, że to nie pieniądze wydane na Euro 2012 są najważniejsze (według wyliczeń Instytutu Globalizacji podatnicy dołożą do każdego biletu na Euro 2012 około 12 tys. złotych), ale efekty pośrednie. Jednak tym efektem wbrew przekonaniu Fusaka będzie nie tylko nowa infrastruktura i przepisy mające na celu sprawniejsze zarządzanie imprezami masowymi, ale przede wszystkim społeczna mobilizacja.


Euro 2012 uczy skomplikowanej matematyki budżetowej. Brak pieniędzy na żłobki, teatry, coraz droższe bilety MPK i wiele innych cięć w miejskich budżetach wymuszonych przez Euro 2012 sprawiają, że nawet po mistrzostwach podsycany gniewem społeczny zapał nie zgaśnie. Zwiększenie społecznej kontroli nad budżetami miast i popularyzacja idei budżetów partycypacyjnych to jedyne, co może nas ocalić przed kolejną katastrofą.

 

 

{gallery}fotorelacje/nocmuzeow2012/{/gallery} 

 

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.