Miasto

Boże, chroń cara! Czyli jak zostać dyrektorem

Jest praca w Krakowie. Dobrze płatna i na kierowniczym stanowisku.

Najwyraźniej mylił się Maciej Nowak, gdy pisał ostatnio w „Gazecie Wyborczej”, że „Kraków nie jest do roboty, tylko do picia i tracenia czasu”. Wczoraj prezydent miasta Jacek Majchrowski udowodnił, że w Krakowie jest robota i to całkiem dobrze płatna, na kierowniczym, urzędniczym stanowisku – i tę robotę dostaje człowiek oskarżony w 13 sprawach karnych.

O nowym dyrektorze krakowskiego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu (w skrócie ZIKiT) powinienem zatem chyba pisać per Jan T.  T. pełnił już w Krakowie ważne funkcje. Był dyrektorem poprzednika ZIKiT-u, czyli Zarządu Dróg i Transportu (ZDiT). Właśnie z tego czasu pochodzi zdecydowana większość zarzutów, jakie mu postawiono. Został już oskarżony o korupcję, poświadczenie nieprawdy, przekroczenie uprawnień, niegospodarność, ale także o mobbing, molestowanie pracownic, naruszanie praw pracowniczych, znieważenie pracowników Państwowej Inspekcji Pracy oraz naruszanie praw związków zawodowych w zakładzie pracy. Miał przyjmować jako łapówki m.in. zegarki, złote spinki oraz pobyt w luksusowym hotelu.

Na 13 spraw sądowych pana T. tylko jedna do tej pory skończyła się wyrokiem: w marcu T. został uznany za winnego fałszowania dokumentacji przetargowej na remont siedziby ZDiT. Oczywiście od wyroku odwołała się zarówna obrona, jak i oskarżenie. Jan T. nie jest więc osobą skazaną prawomocnym wyrokiem sądowym. Można też powiedzieć – już nie jest. T. w 2008 roku został prawomocnie skazany za niedopełnienie obowiązków, które skutkowało paraliżem komunikacyjnym w Krakowie zimą 2005 roku. 19 stycznia 2005 roku T. opóźnił decyzję o wysłaniu na ulice niezbędnego sprzętu odśnieżającego, co przyczyniło się do ponad 200 wypadków komunikacyjnych w mieście. Po 5 latach ten wyrok uległ zatarciu i T. nie figuruje już w rejestrze karnym.

Zgodnie z przepisami urzędnik powinien charakteryzować się „nieposzlakowaną opinią”.

Może jednak należałoby temu sformułowaniu przypisywać szersze znaczenie niż tylko brak prawomocnego wyroku za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Tymczasem Majchrowski, jak stwierdził wczoraj na konferencji prasowej, konsultował się w sprawie T. z prawnikami i według nich pod względem formalnym wszystko jest w porządku. Majchrowski przyznaje przy tym, że powołał T., by doprowadził do sprawnej organizacji Światowych Dni Młodzieży, wprowadzając w ZIKiT „rządy silnej ręki”, co brzmi jak kpina w kontekście zarzutów o uporczywe łamanie przez T. praw pracowniczych. Na szczęście więcej od Majchrowskiego widzi prokuratura, która dziś rozważa zastosowanie wobec T. zakazu zbliżania do pokrzywdzonych, których teraz będzie starym-nowym przełożonym.

Sławomir Shuty w rozmowie z Dziennikiem Opinii stwierdził, że Kraków to dziś „prowincjonalne i konserwatywne miasto”. „Miasto, które przypina sobie kolejne ordery i zmienia się w zatęchłą dziurę” – dodał. Choć nie nazwałbym Krakowa miastem prowincjonalnym, obyczaje w urzędzie, zwłaszcza w zakresie sposobu obsadzania stanowisk, najwyraźniej do takiej opinii przystają. Dodatkowo Majchrowski wysyła nam, mieszkańcom Krakowa, całkiem konkretny komunikat: mogę powołać T., bo nic mi nie zrobicie.

Ta sytuacja pokazuje, jak kuleje demokracja w warunkach Polski lokalnej.

Nawet w dużych miastach, gdzie, wydawałoby się, media są silniejsze i mogą władzy uważniej patrzeć na ręce, tworzą się udzielne folwarki, księstwa, wręcz caraty. Oznacza to jasno, że kontrola obywateli nad władzą jest iluzoryczna. Ten deficyt demokracji trzeba będzie załatać. Czy drogą do tego okaże się kolejne krakowskie referendum? A może wystarczy przepis o ograniczeniu kadencyjności prezydentów miast, burmistrzów i wójtów?

Bio

Michał Wszołek

| Aktywista, polityk
Współprzewodniczący krakowskiego koła partii Zielonych, aktywista inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.