Kraj

Konieczny: Rząd tańczy tak, jak mu zagra Łukaszenka

Działania PiS nie tylko są sprzeczne z troską o potrzebujących i prawami człowieka, ale i nie gwarantują również Polsce bezpieczeństwa. Dla wewnętrznych celów politycznych rząd wdaje się w absurdalną grę z Białorusią. Jej efektem jest to, że mamy bałagan i przeciekającą granicę, przez którą zdążyło już przejść wiele osób o nieustalonej tożsamości – mówi nam poseł Razem, Maciej Konieczny.

Paulina Januszewska: Lewica jest jedynym klubem w polskim parlamencie, który twardo i w całości opowiada się za pomocą uchodźcom przebywającym na granicy z Białorusią i stosowaniem demokratycznych procedur. Jakie macie szanse, by urzeczywistnić swoją narrację?

Maciej Konieczny: Rząd próbuje nas przekonać, że istnieje sprzeczność pomiędzy bezpieczeństwem Polski i granicy a przestrzeganiem praw człowieka i elementarnym humanitaryzmem. Lewica się z tym nie zgadza i staramy się do swoich racji przekonywać tak partnerów na opozycji, jak i społeczeństwo. Wszystko, co robi obecnie PiS: wprowadzenie stanu wyjątkowego, nielegalne pushbacki, wywożenie dzieci do lasów nie tylko jest nielegalne i antyludzkie, ale jednocześnie nie zapewnia żadnej ochrony polskim obywatelom.

Rząd przekonuje jednak, że kieruje się dobrem Polek i Polaków, w co spora część społeczeństwa zdaje się wierzyć.

Jeżeli PiS chciałby realnie zadbać o nasze bezpieczeństwo, powinien po prostu rejestrować i ustalać tożsamość każdej osoby, która przekracza polską granicę, a nie wdawać się w jakieś chaotyczne i okrutne przepychanki z Aleksandrem Łukaszenką. Bezpieczna granica to taka, na której nikt nie ginie i na której porządku nie dyktuje obcy reżim znany z brutalności i łamania praw człowieka.

Czy mamy narzędzia do tego, by takie działania podjąć, biorąc pod uwagę, że w ostatnim czasie liczba osób próbujących przekroczyć granicę zwiększyła się z setek do tysięcy?

Wciąż nie są to liczby, z którymi ponad trzydziestomilionowe, europejskie państwo nie byłoby w stanie sobie poradzić bez wprowadzania stanu wyjątkowego i łamania międzynarodowych zobowiązań. Stan wyjątkowy na granicy tak naprawdę służy PiS-owi do ukrywania tego, co faktycznie się tam dzieje, i podgrzewania emocji politycznych. I bez tego straż graniczna wraz z innymi służbami byłaby w stanie chronić granicę, weryfikować tożsamość osób ją przekraczających i zgodnie z prawem procedować wnioski azylowe bez narażania nikogo na utratę zdrowia i życia. Oczywiście nie wszystkie wnioski zostałyby rozpatrzone pozytywnie, a część osób wróciłaby do krajów pochodzenia. To wszystko absolutnie znajduje się w zasięgu naszych możliwości.

Bez konieczności budowy muru?

Budowanie murów pomiędzy ludźmi rzadko kończy się dobrze. W tym momencie najważniejsze jest zadbanie o zdrowie, życie i bezpieczeństwo osób, które aktualnie znajdują się na granicy.

Mucha: Prowizoryczny płot stawiany na granicy bardziej nas ośmiesza, niż nam pomaga

A mamy gdzie przyjąć tych, którzy ubiegają się o azyl?

Tak. W tym momencie ośrodki dla cudzoziemców w Polsce nie są przepełnione. Zgodnie z deklaracjami, które otrzymaliśmy na spotkaniu z komendantem głównym Straży Granicznej, państwu udało się liczbę miejsc w tych ośrodkach zwiększyć w krótkim czasie ponad trzykrotnie.

Opowiada się pan za tym, by w działania na granicy włączyli się funkcjonariusze Frontexu. Dlaczego?

Ich pobyt na terenie Polski miałby funkcję kontrolną. Potrzebujemy kogoś z zewnątrz, kto nie przyjmuje rozkazów bezpośrednio od ministra Kamińskiego. W tym momencie do strefy stanu wyjątkowego niedopuszczeni są lekarze, prawnicy, organizacje społeczne i media, więc trwała obecność Frontexu – pomimo wielu zastrzeżeń do działań tej agencji – stanowiłaby pewien bezpiecznik i gwarancję, że jest tam ktoś, kto patrzy polskim pogranicznikom na ręce.

Wspomniał pan wcześniej o podgrzewaniu emocji politycznych, na których w oczach wyborców próbuje zyskać PiS. Lewica ustami Włodzimierza Czarzastego wskazuje, że nie będzie uczestniczyć w tej grze, choć poparcie z tego powodu raczej wam spada, niż rośnie. A co pańskim zdaniem robi przywódca największej partii politycznej, któremu słowo „uchodźcy” do niedawna nie przechodziło przez gardło? Przejmuje taktykę PiS-u?

Zdaje się, że Donald Tusk stara się po prostu nie przegrać. Czy jest to chłodna kalkulacja polityczna? Być może, choć nie wiem, czy skuteczna. Pierwsze twarde zapewnienia o ochronie granic rzeczywiście współgrały z tym, co robił PiS, ale – jak się okazało – rozminęły się z oczekiwaniami znacznej części elektoratu Platformy Obywatelskiej.

To znaczy?

Donald Tusk był przekonany, że wszyscy pójdą za nim, ale dla wielu wyborców jego partii łamanie praw człowieka w przypadku uchodźców i wolności obywatelskich wobec mieszkańców Polski jest nie do zaakceptowania. Dlatego teraz były premier stara się stanąć okrakiem na barykadzie. Nie wygląda to dobrze. Nie czas na gimnastykę polityczną, gdy w grę wchodzą ludzkie życie i konieczność ochrony absolutnie fundamentalnych wartości.

Donald Tusk zadba o święty spokój nieradykalnych Polaków

W badaniach opinii publicznej przeważa poparcie dla niehumanitarnych działań rządu lub obojętność wobec losu uchodźców. Czy to znak, że jako społeczeństwo przestaliśmy rozumieć wartość życia ludzkiego?

Paradoks polega na tym, że potrzeba bezpieczeństwa, zmuszająca wielu uchodźców do porzucenia swoich domów, udania się wraz z najbliższymi i dziećmi w długą, ryzykowną podróż, jest tą samą, która polskim rodzinom, nastraszonym przez wszelkiego rodzaju podżegaczy, każe obawiać się migrantów. Zagrożenie jest oczywiście skrajnie wyolbrzymione, ale to niestety działa. Dlatego rząd to wykorzystuje i gra ludzkim strachem.

Jak przeciwdziałać tej narracji?

Nie ignorować obaw ludzi, bo te emocje są prawdziwe. Tłumaczyć, że działania PiS nie tylko są sprzeczne z troską o potrzebujących i prawami człowieka, ale i nie gwarantują również Polakom bezpieczeństwa. Dla wewnętrznych celów politycznych rząd wdaje się w absurdalną grę z Białorusią. Jej efektem jest to, że mamy bałagan i przeciekającą granicę, przez którą zdążyło już przejść wiele osób o nieustalonej tożsamości. To nie służy nikomu, ani osobom więzionym w tym momencie na naszej wschodniej granicy, ani mieszkańcom Polski.

Czy możemy liczyć na to, że w sprawę bardziej zaangażuje się Unia Europejska? A może PiS tak naprawdę realizuje jej cele?

Niestety trudno być tutaj optymistą. To, co dzieje się teraz w Polsce, nie jest czymś wyjątkowym. Nielegalne pushbacki odbywały się także chociażby na Węgrzech oraz w Chorwacji. Sama Unia Europejska nie jest w tej kwestii bez skazy. Bez wątpienia powinniśmy dążyć do maksymalnego umiędzynarodowienia kryzysu na polsko-białoruskiej granicy, ale bez złudzeń, że w tej kwestii Unia Europejska stanowczo stanie w obronie praw człowieka. Tak niestety nie będzie.

Czyli UE będzie czekać z założonymi rękami na rozwój wypadków?

Powinniśmy zabiegać na arenie międzynarodowej o zablokowanie szlaków przerzutu ludzi na Białoruś. Tak aby oszukiwani przez Łukaszenkę nieszczęśnicy w ogóle nie docierali na granicę. Należy w tym celu naciskać na wszystkie kraje zaangażowane w ten proceder. Ostatnio miałem okazję rozmawiać o tym z fińskim ministrem spraw zagranicznych, Pekką Haavisto, który deklarował, że to właśnie stara się robić i że rozmawiał na ten temat z przedstawicielami Turcji oraz Iraku na forum ONZ.

Z nimi UE będzie negocjować warunki podobne do tych z 2015 roku? Co powinien zrobić rząd, gdyby takie rozmowy chciano przeprowadzić bezpośrednio z Polską?

Sytuacja Polski jako członka Unii Europejskiej jest jednak odmienna. Powinniśmy powrócić do rozmowy o mechanizmach solidarnościowych w ramach UE.

Czy UE uruchomi mechanizm relokacji?

W tej chwili liczba osób próbujących przekroczyć polską granicę jest niewielka, więc Polska poradziłaby sobie spokojnie sama. Natomiast w kontekście czekających nas w przyszłości większych ruchów migracyjnych powrót do mechanizmu relokacji i międzynarodowej współpracy, który był torpedowany m.in. przez Polskę wtedy, kiedy dotyczył sytuacji w krajach południowych, może się okazać potrzebny. Ówczesny brak solidarności może jeszcze odbić nam się czkawką.

Unia tu nie pomoże. Na granicy z Białorusią PiS realizuje jej politykę

Gdybyśmy więc inaczej postąpili kilka lat temu, w tej chwili działania UE byłyby inne? Czy ten scenariusz jest jedynie istotny w kontekście tego, co nastąpi?

Oczywiście, mogłoby być inaczej. Przekonanie, że działamy solidarnie jako Unia, osłabiłoby możliwość wywierania presji z zewnątrz na poszczególne państwa. Siłą rzeczy Łukaszence trudniej byłoby zdestabilizować wtedy sytuację Litwy, Łotwy czy też Polski. Co innego szantażować dwumilionową Łotwę, a co innego ponad czterystamilionową Unię.

Może jednak PiS liczy na to, że po tylu porażkach w polityce międzynarodowej postawienie się Łukaszence będzie przekonującym pokazem siły?

Trudno mówić o postawieniu się, gdy na granicy trwa kompletny chaos, z którym rząd sobie nie radzi. Mamy pierwszy po 1989 roku stan wyjątkowy, co raczej nie wróży niczego dobrego. Jeżeli cokolwiek tutaj widać, to jedynie zwiastun kolosalnej porażki PiS-u, który próbuje być twardy, a jedynie obniża pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Gdyby rząd po prostu zdecydował się przestrzegać prawa azylowego, zaopiekować się osobami potrzebującymi, przyjąć je lub – gdyby była taka konieczność – zgodnie z prawem deportować, moglibyśmy mówić o zwycięstwie. W tym momencie rząd tańczy tak, jak mu zagra Łukaszenka.

***

Maciej Konieczny – poseł Lewicy z Katowic. Socjalista. Współzałożyciel partii Razem i członek jej zarządu krajowego.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij