Kraj

Donald Tusk zadba o święty spokój nieradykalnych Polaków

Czy na pewno da się zmobilizować opór przeciw PiS, broniąc prawa do tego, by mieć w dupie wszystkich i wszystko oprócz własnego domu, wygody i konta w banku?

Od pierwszego sierpnia, jeśli wierzyć danym, jakie podaje KPRM, udaremniono ponad 6,5 tysiąca prób przekroczenia granicy. W piątek 17 września Sejm przegłosował prawo, które pozwala nie przyjąć wniosku o azyl. W jego myśl ludzi proszących o pomoc na polskiej ziemi będzie można bezkarnie wywozić do lasu, a nawet wypchnąć za granicę pod groźbą użycia broni.

Co oznacza błąkanie się po lasach, bez schronienia, ciepłego jedzenia, suchych ubrań, z małym dzieckiem na ramieniu, kiedy noce są zimne? Choroby, a także śmierć z wychłodzenia.

Wiedzieliśmy, że tak będzie – i teraz tak jest. Doniesienia straży granicznej o znalezieniu trzech martwych ludzi po polskiej stronie i jednej zmarłej osoby po stronie białoruskiej nie powinny nikogo dziwić. To proste konsekwencje pozostawienia ludzi bez pomocy.

PiS znów złamie konstytucję. Żeby móc wywozić dzieci do lasu

Tymczasem w sobotę na konwencji PO w Płońsku przemawiał Donald Tusk. Jeśli ktoś liczył, nawet tak po cichu jak ja, że odniesie się on jakoś do przegłosowanych w piątek zmian w przepisach o cudzoziemcach, uchwalonych wbrew konstytucji i wbrew konwencji genewskiej, to się srogo rozczarował.

Donald Tusk wspomniał o granicach, owszem, ale po to, żeby zrugać Franka Sterczewskiego za polityczną krótkowzroczność. Bo − jak przypomniał − wyborcami PO są zwykli Polacy, którzy po prostu chcą być bezpieczni, Polacy nieradykalni. Tacy jak dziewczyna, która występowała po przewodniczącym PO: dziewczyna zwykła, która chodzi do kościoła, ma średnie marzenia i nawet głos ma średni: w chórze jest mezzosopranem.

Taką opowieść o Polakach snuje Donald Tusk: o średnich, nieradykalnych Polakach, których najwyraźniej nie rusza nic oprócz ich własnego domu, wygody i konta w banku. Średni, nieradykalni Polacy chcą mieć święty spokój, a Donald Tusk o ten ich święty spokój zadba. Dlatego kibicuje straży granicznej.

Średniopolacy nie chcą, by PiS im bruździł i wyprowadzał ich z Unii, ale i o uchodźcach też nie chcą słyszeć. Dlatego niech poseł Sterczewski nie wygłupia się na granicy, a straż graniczna niech dalej robi swoje. Od tego ona jest, a my nie musimy tego oglądać. Łatwiej będzie zamknąć oczy, odwrócić głowy, samych siebie przekonać, że straż graniczna się uchodźcami dobrze zajmie, że będzie dobrze. Że wszystko będzie, kurwa, dobrze.

Dajmy działać straży granicznej, a nie będziemy z bliska oglądać tych matek leżących na mokrym mchu, tych bezradnych piętnastolatków, którzy gwałtownie muszą dojrzeć, którzy mogą pomyśleć, że tu przecież mieszkają ludzie, że ktoś im przecież pomoże. Sorry, dzieciaki, tu mieszkają zwykli, pragnący tylko spokoju Polacy, więc zadzwonią po straż graniczną i odwrócą wzrok.

Uchodźczy dylemat opozycji

Odwracanie oczu to jednak czasem nawet dla twardych i pragmatycznych średniopolaków nie lada wyzwanie, dlatego mamy Kościół − tu Tusk zrugał posła Nitrasa za pomysł „opiłowania” katolików z przywilejów. Kościół jest potrzebny, żebyśmy nie musieli się przejmować sumieniem, żebyśmy je bezpiecznie w owym Kościele zdeponowali, żeby to on się o nasze delikatne sumienia troszczył, koił je i uspokajał. A w razie czego rozgrzeszył.

Bo my niewinni! To Łukaszenka winien: po co ich tu przywoził samolotami i wypuszczał do lasu, kiedy zimno? My niewinni, my tylko bronimy granic.

A to, że bronimy ich nie przed wojskiem, nie przed kolumnami wozów pancernych, tylko przed zmarzniętymi, głodnymi ludźmi, zwykłymi ludźmi, dziećmi, rodzicami, babciami i dziadkami? Mniejsza o to, bo patrz wyżej: za nimi stoi przecież Łukaszenka.

Tylko czy to jest ta opowieść o Polakach, której chcemy? I czy na pewno da się zmobilizować opór przeciw PiS, broniąc prawa do tego, by mieć wszystko i wszystkich w dupie? Broniąc małostkowości, konformizmu i samolubstwa? Broniąc braku wartości?

Obcy w naszym kraju. Gniew, żal i strach podlaskiego pogranicza

W Tuskowej opowieści właśnie tacy jesteśmy i tacy mamy pozostać: spacyfikowani, bezradni, nijacy, dla których podanie spragnionym wody, głodnym chleba i zmarzniętym koca jest nadzwyczaj, kurwa, radykalne.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij