Kraj

Kobosko: Zwolennicy Polski 2050 mówią, że albo oddadzą głos na Hołownię, albo zostaną w domach

Duża część mediów liberalnych, centralnych uznała, że jesteśmy problemem i w związku z tym należy nas zwalczać. Mówię np. o całej kampanii, którą prowadzi „Gazeta Wyborcza”, z kolejnymi sondażami obywatelskimi, odbieranymi przez nas jako obywatelskie szantaże – wspomina w rozmowie z Katarzyną Przyborską wiceprzewodniczący Polski 2050 Michał Kobosko.

Katarzyna Przyborska: Czy próg wyborczy dla koalicji, jaką jest Trzecia Droga, nie jest za wysoki? Czy nie lepiej byłoby teraz startować z listy PSL albo Polski 2050, zejść z koniecznych 8 proc. poparcia do 5 proc.?

Michał Kobosko: Trzecia Droga dopiero zaczęła swój rozwój, dopiero na nią weszliśmy, a pani chce już nas skreślać? Nic z tych rzeczy. Do wyborów są ponad trzy miesiące, koło stu dni. Teraz nadszedł czas na wyciąganie wniosków z dotychczasowych działań, w tym z konwencji i licznych spotkań z wyborcami. Jesteśmy i będziemy niezwykle aktywni w czasie wakacji. Liderzy Trzeciej Drogi Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz jeżdżą po całej Polsce, i nie tylko, bo Szymon Hołownia był w tym tygodniu również na spotkaniach w Brukseli. Spotykają się z ludźmi, przedstawiają zadania stojące przed naszym sojuszem, naszą ofertę dla centrowego wyborcy. My mówimy bardzo jasno: wojna polsko-polska Polsce nie służy. Jest niszcząca dla wspólnoty, społeczeństwa i narodu. Im bardziej będziemy pokłóceni, tym więcej dajemy przestrzeni wrogom zewnętrznym, tym wszystkim Putinom i Prigożynom.

Czyli nie obniżacie sobie tej poprzeczki? Pomimo tego, co pokazują sondaże? Nie obawiacie się, że spadniecie pod próg, a głosy wyborców zmarnują się?

Wyniki sondaży się różnią i zmieniają się z tygodnia na tydzień. Po marszu 4 czerwca faktycznie wzrosły notowania Koalicji Obywatelskiej, a spadły nieco Lewicy i Trzeciej Drogi. Po drugiej stronie są niemalejące notowania PiS-u i rosnące notowania Konfederacji, co oznacza, że niestety opozycja demokratyczna znalazła się w gorszym położeniu, niż była.

Każdy kij ma dwa końce, a proca ma trzy. Pl2050 i PSL idą trzecią drogą

No właśnie, Konfederacja w sondażach zajęła miejsce Trzeciej Drogi. Konwencja Konfederacji przypominała widowisko sportowe.

My jesteśmy zadowoleni z przebiegu naszej konwencji. Tam była prawdziwa energia i entuzjazm 4 tysięcy uczestników. Naszym założeniem nie była organizacja gali MMA, bo choć show jest ważny, my poważnie podchodzimy do polityki.

W czasie konwencji PSL w Grodzisku Mazowieckim, z udziałem Polski 2050, największy aplauz wzbudziły postulaty bardzo prospołeczne: asystencja osobista, ale też demontaż Wód Polskich, dopłaty dla rolników do małej retencji. Nawet podwyżki dla nauczycieli spotkały się z żywą reakcją.

W Grodzisku przedstawiliśmy sześć bardzo konkretnych gwarancji dla wyborców. Mamy szerokie plany długoterminowe, jak zwiększenie wydatków na edukację do 6 proc. PKB i przeznaczenie tych pieniędzy na realną poprawę jakości i warunków nauczania. Mamy konkretny pomysł na skrócenie kolejek w ochronie zdrowia. Jeżeli nie możesz zostać przyjęty przez publiczną służbę zdrowia przez maksymalnie 90 dni, to NFZ sfinansuje wizytę u prywatnego specjalisty.

Rozmawiamy z setkami przedsiębiorców, którzy pod rządami PiS (a i wcześniej różnie z tym bywało) czują się traktowani przez aparat państwa jak potencjalni oszuści. Urząd skarbowy może zająć w ciągu paru godzin wszystkie rachunki danej firmy i to ta firma i jej właściciele muszą udowadniać swoją niewinność, co często trwa lata i prowadzi do bankructw. To się musi zmienić, jeśli polska gospodarka ma znów ruszyć do przodu. Mówimy o tym, że VAT powinien być odprowadzany od faktur, które zostały opłacone, a nie tylko wystawione – by przedsiębiorca miał z czego zapłacić podatek. Są w Polsce rzeczy absolutnie podstawowe do naprawienia i trzeba to zrobić szybko.

Katarzyna Przyborska i Michał Kobosko. Fot. Jakub Szafrański

Konfederacja przedstawiana jest dziś jako „trzecia siła”, rywal dla Trzeciej Drogi. Wynika to z sondaży, ale Konfederacja ma zupełnie innego wyborcę. Wasz jest w średnim wieku, łagodny, chadecki, umiarkowany. Zastanawiam się tylko, czy macie teraz wystarczająco dużo przebojowości, siły, by te głosy nie przepadły? 

My nie zakładamy, że te głosy przepadną. Obserwujemy niezwykłe rozchwianie sondażowe. W jednym jedynym, zadziwiającym badaniu CBOS mieliśmy 5 proc., potem dwa sondaże, tak zwane „obywatelskie”, ale przeprowadzane przez zwykłą sondażownię dały nam około 7 proc. Po czym przyszedł IBRIS dla „Rzeczpospolitej”, 10,8 proc. i United Survey dla Wp.pl 12,8 proc. z ponad 2 proc. wzrostu. Także nasze własne sondaże lokują nas na poziomie powyżej 10 punktów.

To jest zresztą dość niezwykłe, że robione w ciągu kilku dni sondaże, pokazują tak diametralnie różne wyniki. Uwagi, że jesteśmy zagrożeni, że jesteśmy przy progu wyborczym, uznajemy za element toczonej z nami walki politycznej.

No i chyba walki skutecznej. Szymon Hołownia na konwencji w Grodzisku mówił w tonie niemal proszącym: „mamy prawo walczyć o swoje”, „nie odbierzecie nam prawa, by wejść do polityki”, „jesteśmy czterdziestolatkami i mamy prawo”. To nie był ton mocy, raczej kogoś solidnie już poobijanego.

Szymon Hołownia ma pełne prawo, by odpowiadać tym, którzy, również ze strony opozycyjnej, uparcie twierdzą, że nie ma miejsca na Trzecią Drogę, że drogi są tylko dwie, a wszyscy polscy demokraci mają się zapisać na jedną listę. Odpowiadamy na to bardzo jasno, że jest miejsce w polityce dla kilku milionów ludzi, którzy nie widzą powodu, żeby głosować na PiS albo na Platformę.

Czyli postanowiliście nie dać się zjeść?

Wielu liczyło, że nas już nie będzie, że znikniemy, a nasi wyborcy przepłyną do elektoratu PO. No więc nie znikniemy i nie przepłyną. Bardzo regularnie badamy naszą bazę wyborczą, zwolennicy Polski 2050 mówią: albo oddamy głos na Hołownię, albo zostajemy w domach.

Tylko antytuskowy Hołownia może pozbawić PiS władzy

Chcemy też trafić do tych wszystkich, którzy dzisiaj są niezdecydowani, którzy albo w ogóle nie głosowali przez ostatnie 30 lat, albo oddają głos z rzadka. Przed nami bardzo dużo pracy, więc trochę szkoda nam czasu na zastanawianie się, czy balansujemy na granicy progu wyborczego.

Konfederacji jest łatwiej być między PO a PiS-em niż wam, bo są bardziej antysystemowi, bardziej wywrotowi. Nawet jak na nich ktoś się obrazi, jeśli po wyborach wejdą w układ z PiS, to to zlekceważą, spłynie to po nich. Was niszczy już samo podejrzenie, że możecie kiedyś zechcieć współpracy z PiS, co zasugerował na okładce ostatni „Newsweek”.

Powiem bardzo krótko, mówiłem to zresztą już wielokrotnie: nie ma mowy o naszej współpracy z PiS. Nie ma i nie będzie.

Ale taka deklaracja utrudnia też bycie pośrodku.

Czego by Konfederacja teraz nie mówiła, jak nie zaprzeczała, to oni chętnie wejdą w oficjalną lub nieoficjalną koalicję z PiS-em – jeśli tylko PiS-owi będzie na tym zależało. Bo jeżeli nie, to PiS będzie wyjmował poszczególnych posłów z bloku konfederackiego, to po pierwsze.

Po drugie, uważamy, że gdyby Konfederacja była częścią przyszłej władzy, to byłoby wielkie nieszczęście dla Polski. Konfederacja swoje poglądy w tej chwili dość sprawnie schowała, tylko wystąpienie pana Brauna na konwencji 24 czerwca trochę tę maskę podniosło. Skoro Braun straszy dziś banderowcami, mamy przez to rozumieć, że oni by chcieli wypowiedzieć Ukrainie wojnę? Poważnie? Realizacja ich poglądów doprowadziłaby do katastrofy, konfliktu, wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Już nie wspomnę o ich pomysłach na ograniczanie praw kobiet, zakazie aborcji, zakazie rozwodów itd. To jest średniowiecze.

Konfederacja korzysta na tym, że wyborcy uodpornili się na radykalizm

Mentzen już nie mówi, że Polska bez PIT, CIT, VAT, PiS, PO, Żydów i Niemców. Wycofał się z tego.

Różnica między nami jest taka, że my się nie będziemy co chwilę wycofywać ze swoich poglądów w zależności od kierunku wiatru. Przez szacunek dla wyborców, którzy mają prawo wiedzieć, na kogo i na co głosują.

Opowieści o tym, że każdy Polak chce mieć domek z ogródkiem, dwa auta i grill, jest piękna, tylko że nic z tego się nie da zrealizować w systemie, który oni sami proponują. Konfederacja ma ofertę dla tych, którzy są zdrowi, młodzi, przedsiębiorczy, dobrze sobie radzą w życiu, są nieźle sytuowani. Ich odpowiedzią na fakt, że jesteś biedny, jest, to żebyś… przestał być biedny. Można się śmiać z takiego niezrozumienia świata, ale oni naprawdę tak myślą. W świecie konfederatów nie ma miejsca na choroby, utratę pracy, a nawet na to, żeby się zestarzeć.

Po czasach pandemii, w czasie recesji, wojny za wschodnią granicą, w tak trudnej sytuacji, w jakiej jest społeczeństwo, nie można powiedzieć, że nie ma roli dla państwa. Chodzi o to, i to jest podstawa naszego programu, by jakość usług oferowanych przez państwo obywatelom, szkoły, pogotowie, sądy, urzędy, była na dużo wyższym poziomie niż dzisiaj. O tym jest nasz program.

Mocną, charakterystyczną cechą Polski 2050 była proeuropejskość. Czy PSL podziela wasze przekonania?

Tak, my jesteśmy mocno proeuropejscy. Nie naiwni, nie miękiszony, nieodpuszczający, gdy idzie o polskie interesy. Ale świadomi, że pod rządami PiS zostaliśmy wraz z Orbánem wyrzutkami Europy, wytykanym palcami oddziałem specjalnej troski. I to się musi, w naszym polskim interesie, gwałtownie zmienić.

PSL należy do innej frakcji w Parlamencie Europejskim niż Polska 2050. PSL jest w EPP, my w Renew Europe, ale nie ma między nami żadnych różnic, jeżeli chodzi o zaangażowanie i myślenie o polskiej przyszłości w Unii. Oczywiście oni mogą mieć większą wrażliwość na tematy dotyczące rolnictwa, dotacji dla rolników…

Mięsa i hodowli?

Na przykład. Za to, co do stojącej przed Polską ogromnej transformacji energetycznej, konieczności skokowego przyspieszenia rozwoju OZE jesteśmy dokładnie tego samego zdania – to jeden z kluczowych punktów naszej wspólnej listy spraw.

Joanna Mucha: nie ma miłości między nami i PSL

I my, i PSL uważamy, że Polska powinna w końcu zostać jednym z głównych państw w Unii Europejskiej. Polska do 2015 roku była aktywna. Po tegorocznych wyborach Warszawa nie powinna odgrywać roli jakiegoś ubogiego krewnego wobec Berlina czy Paryża, tylko jako największy kraj regionu powinna być jego ambasadorem. To nie będzie łatwe, ale trzeba się za to zabrać bez zwłoki. Stąd między innymi nasze zdecydowane poparcie dla planu rozpoczęcia przygotowań do wprowadzenia w Polsce waluty euro.

Czy i tu PSL się z wami zgadza?

Wydaje mi się, że nie ma tu między nami fundamentalnej różnicy, jest zgoda co do kierunku, choć oni nie stawiają tej sprawy tak jednoznacznie. Polska 2050 jest jedyną partią w tej chwili, która tak otwarcie deklaruje poparcie dla euro.

Mieliście bardzo dobry pomysł na Polskę 2050 złożoną z trzech solidnych elementów, czyli ruch społeczny, część polityczną i zaplecze eksperckie. Wydawałoby się, że to przepis na sukces, a stoicie w narożniku.

W żaden sposób nie czujemy się zepchnięci do narożnika. Czasem nas porównują do Nowoczesnej, do Palikota, do Kukiza. Ale oni wszyscy zaczynali swoją karierę na kilka miesięcy przed wyborami. To były szybkie projekty. A my idziemy w długim marszu. Zaczęliśmy działać tuż po wyborach prezydenckich w 2020 roku. To było momentum, jak to się ładnie mówi. Ogromne zainteresowanie Szymonem Hołownią i dwadzieścia parę tysięcy osób, które robiły kampanię jako wolontariusze – dlatego zaczęliśmy jako ruch społeczny. Wiedzieliśmy, że jak będziemy się zbliżać do wyborów, to będziemy musieli powołać partię. Partie są w Polsce różnie postrzegane. Zasadniczo zbyt dobrego PR-u politycy nie mają.

Wydaje mi się, że osiem lat rządów PiS nauczyło nas, że wszystko jest polityczne i politycy jednak się przydają.

Politycy są z jednej strony nielubiani, nie cieszą się szacunkiem, a z drugiej strony to oni mogą zmienić świat na lepsze i do czegoś się przydają, co pokazało wiele ostatnich dramatycznych wydarzeń. Dlatego właśnie mówiłem o istotnej roli państwa.

Weszliśmy w kolejny etap rozwoju naszego ruchu, czyli w wybory. Są dwie wielkie siły polityczne, które toczą między sobą niekończący się bój. Ten bój wyjaławia polską politykę, zniechęca wiele osób do wchodzenia do świata polityki, nawet do udziału w wyborach. Polski system polityczny jest zabetonowany, nasze doświadczenie pokazuje, jak bardzo system nie chce wpuszczać nowych graczy politycznych, nowych partii.

A my uparliśmy się, żeby otworzyć ten rynek i żeby wielu nowych ludzi, którzy działali w naszym ruchu społecznym, do tej polityki weszło. Teraz mówi się, że to jest nasza słabość, bo nie mamy wielu znanych nazwisk, no ale wszystkie nazwiska w polityce były nieznane, nim stały się rozpoznawalne.

Nie wystarczy być nieznanym, żeby wejść do polityki. Według tego, co mówił Szymon Hołownia, trzeba jeszcze być młodym.

Szymon Hołownia i Kosiniak-Kamysz są przedstawicielami młodszego pokolenia polityków. Są młodymi ojcami, nie dziadkami. Jest między nimi bardzo dobre porozumienie, jest chemia. To był niezwykle istotny czynnik na etapie tworzenie koalicji.

Kosiniak-Kamysz to polityk, jak dostanie lepszą ofertę od Tuska, a dostaje je często, może okazać się, że dziarski dziadek z młodym ojcem jednak znajdą wspólne tematy do rozmów.

Dziś pojawiają się najróżniejsze spekulacje. Choćby taka, że Platforma jest już dogadana na wspólną koalicję z Konfederacją. Nie mam pojęcia, czy to prawda. Ja trzymam się ziemi. Wiem, na co panowie Kosiniak-Kamysz i Hołownia się umówili. I mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że obie strony dotrzymują słowa. Idziemy razem.

Wracając do Polski 2050, skąd, przy tak dobrej konstrukcji partii takie błędy, jak niedawna propozycja debaty o edukacji? Przecież posłanki Polski 2050 uczestniczą w pracach nad paktem dla edukacji, razem z przedstawicielkami innych partii opozycyjnych i organizacji pozarządowych. Zamiast nagłośnienia tego udanego projektu zapraszacie na debatę i ostatecznie zostajecie sami z PiS-em.

Oczywiście, uczestniczymy od miesięcy w rozmowach dotyczących paktu dla edukacji, to jest całościowy plan naprawy szkolnictwa napędzany przez organizacje pozarządowe – i bardzo dobrze, że oni to robią. My wyszliśmy z bardzo konkretną inicjatywą polityczną podniesienia wydatków budżetowych na edukację. Powiedzieliśmy o tych 6 proc. PKB na edukację, przypomnieliśmy postulaty: angielski po podstawówce, ciepły posiłek w szkole, wyprowadzenie ideologii ze szkół. Zaprosiliśmy wszystkie ugrupowania, które są w Sejmie, tak jak robiliśmy poprzednio, przy każdym elemencie programu Polski 2050. Wcześniej to PiS i Konfederacja z definicji nie przychodziły na nasze konsultacje, tym razem Platforma i Lewica uznały, że taktycznie im się opłaca nie wziąć udziału.

Moim zdaniem większość osób dowiedziała się tylko, że zostaliście sami z PiS-em, a nie o 6 proc. PKB na edukację.

Nie planujemy kolejnych tego typu negocjacji czy konsultacji przy innych naszych punktach programowych. Przez te 100 dni do wyborów wszystko już będzie rozgrywką polityczną. Niestety nie wszystkie partie zwracają uwagę na sprawy programowe, tylko bardziej na to, kto z kim będzie siedział i czyje zdjęcie będzie w mediach.

Zwiększacie udział zaplecza eksperckiego w kampanii?

Szefowa naszego think tanku, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, została szefową naszego formującego się sztabu wyborczego. Teraz ona jest w samym centrum organizowanych przez nas wydarzeń politycznych. Koncentrujemy się na tych punktach, które przedstawiliśmy w Grodzisku, z punktem dla nas kluczowym, czyli dziś istniejącym podziałem na „Polskę gospodarną” i na „Polskę marnotrawną”, którą pokazują kolejne afery PiS-u. Nie ma już podziału na Polskę solidarną i liberalną, linie sporu idą gdzie indziej.

Ale 500 plus zostaje?

500 plus zostaje, to oczywiste. Ale pomysł waloryzacji dla wszystkich do 800 zł nas nie przekonuje. 800 plus? A właściwie dlaczego nie dać po 1000 czy 1200? Rozdać można wszystko, szczególnie że PiS rozdaje nie swoje, tylko nasze.

To, co robi PiS, to najbardziej prymitywna forma polityki. Widzimy, że ludzie są coraz bardziej na nią uodpornieni. Samo hasło „rozdawnictwa” w naszym elektoracie wywołuje oburzenie.

Był pan dziennikarzem. Jak pan patrzy na przedwyborczą debatę, na rolę mediów w tej układance politycznej?

Prawdę mówiąc, ze smutkiem. Powiedziałbym, że są trzy grupy mediów w tej chwili w Polsce. Jest grupa mediów, które próbują dotrzymywać pewnych założeń i zadań podstawowych tego zawodu i próbują możliwie profesjonalnie podchodzić do tego sporu politycznego. Widzę także po stronie mediów opozycyjnych, nierządowych, niepisowskich zachowania stadne.

Polaryzacyjne?

Czasami przekraczające wszelkie granice.

Jak okładka „Newsweeka”?

Niestety także. Wiem z własnej praktyki, że okładka ma sprzedać gazetę. Tygodniki walczą dziś o życie. Ale jest jednak pewna granica, której szanujące się pismo nie przekracza.

Kampania Lewicy będzie miała twarz kobiety

Jak by opisywał pan politykę tak, żeby konflikt pozostał, ale przestał być tak destrukcyjny? I jeszcze, żeby to było czytane i klikane?

To, co pani dodała po przecinku, to jest pewnie ważny element, bo poza wszystkim jest jeszcze tak zwany rynek oczekiwań odbiorców, które niestety zostały nakręcone także przez media. Dziś odbiorca jest zadowolony, jeśli dostaje od swojego medium aż i tylko to, czego oczekuje. Jak go coś zaskoczy, to gotów jest się obrazić albo podejrzewać o zdradę. To postępujące zawężanie pola debaty, zubażanie jej, sprowadzanie do życia w bańkach informacyjnych.

Nam zarzuca się chęć współpracy z PiS, tymczasem Lewica paktowała z PiS-em w sprawie na przykład unijnego planu odbudowy, Platforma dogadywała się z PiS już przy wyborach prezydenckich, ostatnio chciała z PiS zmieniać konstytucję. Nam wolno mniej? Nie zgadzamy się na to!

Strategia tłumaczenia się, że ktoś coś niedobrego też zrobił, nie działa. To jest gra z narożnika.

Ja wychodzę z założenia, że jak ktoś mnie atakuje, to się bronię. Nie udaję, że deszcz pada, jak ktoś mnie opluwa. Jest duża część mediów liberalnych, centralnych, które uznały, że jesteśmy problemem i w związku z tym należy nas zwalczać. Mówię np. o całej kampanii, którą prowadzi „Gazeta Wyborcza” z kolejnymi sondażami obywatelskimi, odbieranymi przez nas jako obywatelskie szantaże.

Trwa wymiana ciosów między partiami demokratycznymi?

To nie jest wymiana ciosów, my nie atakujemy, bo naszym rywalem jest PiS.

Popieracie lewicowy pakt o nieagresji?

On jest zbieżny z tym, co myśmy ogłosili już na początku 2022 roku. Proponowaliśmy wtedy Konferencję o Przyszłości Polski, żeby cztery strony, cztery partie usiadły ze sobą do rozmowy o programie i punktach wspólnych. Wtedy Lewica i PSL były za, ale Platforma nie była do tego przekonana.

Czy Lewica jest nudna?

Dzisiaj w warunkach, kiedy – wszystko na to wskazuje – będą trzy listy wyborcze, w jakimś stopniu konkurujące ze sobą, trudno sobie wyobrazić daleko idącą współpracę w kampanii wyborczej między partiami demokratycznymi. Natomiast absolutnie można sobie wyobrazić jakiś rodzaj paktu o nieagresji, ograniczenie wzajemnych ataków po stronie demokratycznej. Taki dokument powinien też dotyczyć zasad tworzenia przyszłego rządu, zasad współpracy w ramach przyszłej koalicji.

Na wypadek wygranej?

Nie wyobrażamy sobie kolejnej kadencji rządów PiS, razem z Konfederacją. Do wygranej trzeba się przygotować. Naszym zdaniem – i tu zgadzamy się z Lewicą – o przyszłej współpracy trzeba rozmawiać teraz. Na przykład, gdy idzie o sądy. To jest mój ulubiony przykład. Naprawdę sądy w Polsce dobrze funkcjonowały przed czasami PiS-u? Mam inne wspomnienia. My mówimy twardo, że nie ma powrotu do tego, co było. Rzeka płynie, oczekiwania są większe.

Teraz może być nawet gorzej. Już słyszałam głosy polityków opozycji: PiS tak działał, to my też możemy iść na skróty.

PiS niestety stworzył wiele mechanizmów, wiele konstrukcji, które przyszłej, nazwijmy to, „niemoralnej władzy”, mogą się spodobać. Dostaną od PiS-u foremki i napełnią je swoim piaskiem. Temu chcemy zapobiec i porozumieć się z partiami demokratycznymi jeszcze przed wyborami, żeby w takie pułapki nie wpaść. Donald Tusk mówi, że on wyprowadzi Adama Glapińskiego z gabinetu prezesa NBP. Jak? Chce działać pozaprawnie, pozasystemowo? Glapiński jest najgorszym prezesem, jakiego NBP miał od trzydziestu paru lat, ale jest wybrany legalnie, na określoną kadencję.

Trzeba w pełni rozliczyć tych, którzy przyczynili się do destrukcji instytucji, ale my nie będziemy populistycznie zapowiadali, że ich wszystkich w pięć minut wsadzimy do więzienia. Od wsadzania do więzienia są niezawiśli sędziowie, a nie politycy.

A co z grupą roboczą ds. przywracania praworządności?

Porozumienie dla Praworządności. Popieramy założenia i myślenie o naprawie szkód wyrządzonych przez PiS. Myśmy wtedy nie podpisali tego dokumentu, mieliśmy spore wątpliwości co do propozycji zbiorowego unieważnienia nominacji wszystkich neosędziów powołanych w ostatnich latach. Jesteśmy przeciwni odpowiedzialności zbiorowej, są różni sędziowie i nie wszyscy podejmowali politycznie motywowane decyzje.

Ale jesteśmy tu otwarci na dialog, rozmawiamy m.in. ze Stowarzyszeniem Sędziów Polskich Iustitia i Wolnymi Sądami na temat porozumienia dla praworządności. I tak, to jest jeden z absolutnie podstawowych elementów, które powinniśmy mieć uzgodnione, gotowe do uruchomienia zaraz po wyborach.

**

Michał Kobosko – pierwszy wiceprzewodniczący Polski 2050 Szymona Hołowni. Wcześniej przez lata pracował w mediach. Był dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, kierował m.in. „Forbesem”, „Newsweek Polska” czy „Gazetą Prawną”, był redaktorem naczelnym „Dziennika Gazety Prawnej” oraz tygodnika „Wprost”. Kierował polskim oddziałem waszyngtońskiego instytutu geopolitycznego Atlantic Council.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij