Kraj

Jestem przedsiębiorczynią i chcę płacić podatki, nawet wysokie [LIST]

Nie będę narzekać, gdy okaże się, że moje podatki zapewnią mieszkanie do wynajęcia na start dla młodych wchodzących w dorosłe życie.

Czytając ostatnie listy do redakcji dotyczące ogólnych założeń nowego programu rządu – Polskiego Ładu – pragnę zabrać głos jako przedsiębiorczyni, matka (w tym dziecka z niepełnosprawnością), feministka i socjalistka do szpiku kości.

Chcę płacić podatki, nawet wysokie.

Od szesnastu lat prowadzę jednoosobową firmę. Początki były trudne. Narzekałam na duże obciążenia, gdy nie stać mnie było na zapłatę ZUS-u, bo stawka ubezpieczenia nie zależy od dochodów, lecz jest ryczałtem. Nierzadko nie było szans zarobić na ZUS. Nie było wtedy jeszcze niższej składki dla początkujących przedsiębiorców, więc choć pracowałam, pozostawałam na utrzymaniu męża. Pozycję w swojej branży, mocno zmaskulinizowanej, budowałam powoli. O etacie mogłam zapomnieć, bo przy niepełnosprawnym dziecku nie ma komfortu pracy od do. Musisz mieć elastyczność. Wybór działalności gospodarczej był dla mnie jedyną opcją jakiejkolwiek pracy i zarobkowania. Świadczenie pielęgnacyjne, specjalny zasiłek dla opiekuna dziecka niepełnosprawnego, nie wystarcza na utrzymanie niepełnosprawnego dziecka (obecnie to 1971 złotych), a oznacza jednocześnie zakaz jakiegokolwiek dorobienia.

„Od lat walczę o to, żeby móc pracować”

W chwili obecnej nie tylko płacę podatki, ale muszę leczyć dzieci prywatnie, bo ich schorzenia wymagają szybkich reakcji, a nie czekania miesiącami w kolejkach do specjalistów. Rehabilitacje też są płatne. Szkoły – niby darmowe, ale co miesiąc płacisz za przybory szkolne. O podręcznikach nie wspomnę – za te licealne słono się płaci.

Nie uważam, żeby doszło do zarżnięcia mnie, jeżeli za pobraniem ode mnie znacznej części zarobionych pieniędzy pójdą konsekwencje związane z tym, że nie będę musiała z dziećmi łazić po prywatnych lekarzach, jak dziś.

Nie będę płakać, gdy moje dzieci będą miały prawo do kształcenia przez dobrych nauczycieli wynagradzanych sowicie za trud wychowywania młodego obywatela, w szkołach, w których program będzie dostosowany do dzisiejszego, szybko zmieniającego się świata.

Ten model edukacji jest zabójczy i dla naszej psychiki, i dla naszego świata

Nie będę czuć się wykorzystywana, gdy moje podatki spowodują, że nawet na działalności choroba nie sprawi, że moja rodzina nie będzie miała co jeść, a na starość będę miała opiekę (system emerytalny to odrębny wątek).

Nie zubożeję, gdy będę mogła spokojnie jechać do klienta autobusem, tramwajem, koleją, a podróż będzie komfortowa, szybka, bo siatka połączeń w końcu zepnie małe wsie, jak ta, w której mieszkam, z dużym miastem, w którym najczęściej pracuję, i nie będę czekać godzin na połączenia.

Nie będę narzekać, gdy okaże się, że moje podatki zapewnią mieszkanie do wynajęcia na start dla młodych wchodzących w dorosłe życie. Dla wielu z nich spłata raty kredytu może nie byłaby problemem, ale problemem jest posiadanie zdolności kredytowej w sytuacji, gdy pracuje się na „śmieciówce”.

Profesorka narzeka na podatki, bo spłaca hipotekę. Ja nie mam nawet zdolności kredytowej [LIST]

Jestem przedsiębiorczynią, ale też socjalistką. Podatki służą nie tylko wsparciu tych mniej zamożnych – to również poprawa mojego komfortu życia.

W tej chwili mam wobec podwyższenia podatków tylko jedno zastrzeżenie: obawiam się, że obecnie te pieniądze mogą zostać zmarnowane, zamiast wydane z pożytkiem dla całego społeczeństwa.

Joanna Chruściel – przedsiębiorczyni, matka, feministka, socjalistka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij