Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

E-faje, leki, śmieci. Jak zgównowaciło się Vinted

Vinted miało dawać ubraniom drugie życie. Dziś można tam kupić e-papierosy, Xanax i śmieci z Temu. Co poszło nie tak?

ObserwujObserwujesz
Na tle wysypiska śmieci: sweterek w krowy, e-papieros, fiolki z lekami, tajemnicza paczka zawinięta folią, różowa kaszkietówka z haftem kury, opakowanie Xanaxu
Walka

Kupiłam coś ciężkiego w obklejonym grubą taśmą worku. To paczka w ciemno z Vinted, trzydzieści złotych z przesyłką. W ogłoszeniu sprzedawca napisał: „Zaryzykuj, a będziesz zadowolony”. Ma więcej takich aukcji.

„Ludzie są szczęśliwi, nawet bardzo” – chwali się w wiadomości prywatnej i nie wiem, czy bardziej się boję, czy ekscytuję.

Dwa dni robocze i jest.

Gdy odbieram paczkę z punktu, pan patrzy na mnie z niepokojem.

– Jak to przywieźli, to się skaleczyłem. Co pani zamówiła?

– Nie wiem.

Legenda o Vinted

Dawno, dawno temu, w roku 2008, żyła sobie dwudziestotrzyletnia dziewczyna o imieniu Milda. Los kierował ją ku studiom w Wilnie, gdzie miała zamieszkać w małej komnacie, by pomieścić wszystkie stroje. Z trwogą wpatrywała się w górę ubrań – część z nich utraciła swój blask, ale wciąż nosiła w sobie wspomnienie minionych chwil. Jakże mogłaby bezdusznie wyrzec się swoich skarbów?

Pewnego dnia Milda przybyła do baru i zwierzyła się Justasowi – człowiekowi znającemu język maszyn.

Mężczyzna odparł, że jeśli tylko zapragnie, stworzy miejsce, w którym ludzie będą mogli wymieniać się ubraniami.

Czytaj także „Myszko, co się dzieje?”, czyli co robi z nami Vinted Paulina Januszewska, Jakub Szafrański

Oczy Mildy rozbłysły. To rozwiązałoby jej problem!

Tak powstała magiczna kraina, w internetowym świecie znana jako Vinted. Przypominała sekretny targ ukryty między uliczkami. Przybywały tam kobiety niosące sukienki, płaszcze, buty. Brodziły wśród ofert niczym w skrzyni pełnej skarbów.

„To piękne. Dajemy ubraniom drugie życie!” – myślały kobiety, mierząc suknie, które kiedyś tańczyły na weselu, scenie, koncercie. Wysyłając sobie odzienie, pobierały jedynie symboliczną opłatę, a do paczek dorzucały karteczki z dobrym słowem lub drobne słodkości.

Lecz pewnego dnia krainę zaatakowały bomby z gówna. Od tej chwili już nic nie miało pozostać takie samo. Krainę Vinted odbiły hordy handlarzy, resellerów i dropshitterów.

Gównowacenie, część pierwsza

Wystarczy minuta, by zamówić na Vinted e-papierosa. Jeszcze mniej, gdy już wyuczysz algorytm, czego szukasz. Na początku warto spróbować słowami: „pomadka”, „powerbank” albo „marker”.

Tak znajduję pierwszego e-papierosa.

Można wpisać: „dyfuzor zapachowy”. Albo bezczelniej: „długopis aromatyczny”.

Wchodzę na profil jednego z handlarzy. Sześcioro obserwujących – same dzieci. Wystawia ubrania w kategorii 14-15 lat, więc prawdopodobnie sam ma niewiele więcej.

Gdy klikniesz w jeden produkt, algorytm podrzuci więcej. To raj dla czternastoletnich jaraczy. Łatwo dokupić liquidy w różnych smakach: Coca-Cola na lodzie, brzoskwinia z mango, truskawkowy Chupa Chups. Wysyłka prosto do paczkomatu. Na Vinted nikt nie zapyta cię o wiek. Można się targować i wyposażyć w e-faje całą podstawówkę.

Według regulaminu Vinted sprzedaż „wyrobów tytoniowych, takich jak papierosy, cygara, fajki, e-papierosy, urządzenia vape oraz inne przyrządy do waporyzacji i powiązane z nimi akcesoria” jest zabroniona. Zakazuje jej też polskie prawo. Ale najwyraźniej losowe dzieciaki żądne jarania syntetycznej mandarynki są potężniejsze niż moderacja Vinted i krajowe przepisy.

Moderacja ma problem z usuwaniem ogłoszeń, bo użytkownicy nie są kompletnymi kretynami i nie piszą w ogłoszeniu: „Hej, oto nielegalny e-papieros i owocowe liquidy”. Jednak niespecjalnie się też kryją:

Nastolatki i dorośli handlują, jakby jutra miało nie być, wystarczy opis: „kontakt priv”. I co, poza tym, że gówno? Jeden rabin powie: „To nie wina platformy, przecież nie może odpowiadać za to, co publikują użytkownicy, Vinted jest bezradne”. Drugi zrzyga się na pierwszego i powie: „Chwileczkę, przecież problem jest masowy, platforma powinna wdrożyć rozsądniejsze systemy moderacji i może reagować szybciej?”.

Zgłaszam kilka ofert, reakcja Vinted jest dość losowa.

Pierwsze zgłoszenie: „Nie możemy podjąć dalszych kroków w związku ze zgłoszoną przez Ciebie treścią użytkownika” (przedmiot został już sprzedany).

Drugie: „Zgłoszona przez ciebie treść narusza standardy naszej społeczności, w związku z czym podjęliśmy odpowiednie kroki”.

Pozostałe: „Dziękujemy za poświęcenie czasu na zgłoszenie treści, które Cię zaniepokoiły. Po wnikliwej analizie stwierdziliśmy, że zgłoszona przez Ciebie treść nie narusza standardów społeczności Vinted, a co za tym idzie, nie możemy podjąć działań wobec użytkownika lub użytkowniczki”.

Kontaktuję się z rzeczniczką prasową serwisu. „Po zidentyfikowaniu potencjalnie nielegalnych ogłoszeń, takich jak e-papierosy, podejmujemy odpowiednie działania” – odpowiada. Zapewnia też, że „zespoły wsparcia dokładnie analizują każde zgłoszenie i podejmują odpowiednie działania”.

Nie wiem, czym są „odpowiednia działania”, bo pływam po morzu e-papierosowego łajna, oferty nie mają końca. Niektóre zgarnęły już kilkadziesiąt serduszek, wiszą na stronie od kilku dni.

Gdybym była nastolatką, zamawiałabym jak zła.

Gównowacenie, część druga

Vinted tonie w ciuchach z Temu. By to zauważyć, wystarczy intuicja i tryb wyszukiwania obrazem w Google. Weźmy taki sweter z krową.

Ładny? To sweter, który ktoś zamówił z Temu za 64 złote, a potem wrzucił na Vinted za 139 złotych i oznaczył hasztagami „vintage” i „aesthetic”. 177 osób dało serduszko.

To nie wyjątek. Temumaxxing wszedł w Vinted gładko jak mikroplastik z produkcji odzieży w ocean. Reselling Temu jest codzienną praktyką vintedziar i vintedowców, więc porozmawiajmy o czymś ciekawszym, czyli o aukcjach magicznych.

Poliester może się przeobrazić w bawełnę, jeśli masz w sobie wystarczająco odwagi. Lub, eee, pomylisz się. Przecież nie jesteś profesjonalnym sprzedawcą. A chyba nikt nie próbowałby kłamać na temat składu odzieży, prawda?

Symbolem upadku platform i smrodliwości Vinted niech zostanie ta oto czapka z wyhaftowaną na daszku kurą. Czytam, że to bawełna. Cena: 76 złotych. Tymczasem po dziesięciosekundowym „śledztwie” widać, że to w stu procentach poliestrowy wycieruch za mniej niż piątaka.

Lawina kombinatorstwa, wyroby tytoniowe i masa ubrań z Temu dowodzą, że Vinted zamieniło się w śmietnisko. Zupełnie jak Facebook i wiele innych platform, które miały zbliżać społeczność, a stały się słupami reklamowymi czy bazarami z fajkami spod lady, które próbuje, nieudolnie, ograniczać moderacja. To nie ma prawa się udać, dopóki „podejmowaniem odpowiednich działań” jest moderowanie treści na Vinted z prędkością marketingowców aplikujących do kampanii reklamowych „młodzieżowe trendy”. Znacznie szybszy i sprytniejszy jest algorytm Vinted, który już po chwili uznaje, że warto zaproponować mi e-papierosy oznaczone jako świece zapachowe z Zary. Oficjalnie jedyną miłą stroną internetową została ta, na której można podejrzeć na kamerach kotki jedzące chrupki.

Gównowacenie, część trzecia

„Gównowacenie” to za słabe słowo. To, co można wykopać na Vinted, zasługuje na coś mocniejszego. Może: „fekalna dywersyfikacja”, jako że na platformie można kupić też leki.

80 osób lubi ofertę Xanaxu. To znaczy: „laptop, model Xanax 2 m’g, 30 tab”.

Na ofertę trafia „detektorka patologii wśród zachowań kupujących/sprzedających” – mikroinfluencerka, która nagrywa rolki demaskujące najgorsze oferty znalezione z Vinted.

Ludzie w komentarzach piszą:

„Nie masz co robić? Weź się za robotę”; „Skoro jest popyt, to czemu nie? Wiesz, że każdy handel na tym polega? Kupujesz tanio w hurtowni i sprzedajesz drożej”; „Jest wolny rynek”.

Xanax – „nowy, z metką” – można było kupić za 265 złotych z wysyłką i Ochroną Kupujących. To lek o silnym potencjale uzależniającym, który upośledza motorykę psychoruchową i jest wypisywany na receptę. Na Vinted mogą go kupić zupełnie losowe osoby, w tym dzieci.

„Nie chcesz, to nie kupuj i spie*dalaj”; „Ku*wo, nie psuj mi biznesu” – denerwują się użytkownicy na Instagramie.

Po kilku minutach scrollowania Vinted widzę własne inspiracje na srogi shopping: Liposhoock+. Według ulotki: „Preparat przeznaczony jest wyłącznie do użytku profesjonalnego przez lekarzy oraz personel medyczny ze specjalistycznym przeszkoleniem z zakresu stosowania produktów lipolitycznych”; „Przed wykonaniem zabiegu należy bezwzględnie przeprowadzić wywiad medyczny”; „Produkt prowokujący stan zapalny. Może powodować obrzęki i bolesność tkanek”.

A więc mamy swój darknet w domu i to na estetycznej stronie, która reklamuje się jako przestrzeń mająca „dać ubraniom drugie życie”. Gdybym chciała, leki za dwa dni czekałyby na mnie w paczkomacie razem z wiśniowym e-fajem.

Pokój Życzeń

Wystarczy potrząsnąć, a z Vinted wypadnie:

– pistolet RazorGun Maverick 84 (jest legalny w Polsce bez zezwolenia dla osób pełnoletnich, ale Vinted nie jest w stanie zweryfikować wieku kupującego);

– orzeszek ziemny za sześć złotych (z wysyłką) oznaczony jako „#charliekirk”;

– tabliczka z numerem zamówienia z McDonalds;

– mniszek z cytryną własnej roboty przelany do butelki po soku Tarczyn;

– 50 butelek kaucyjnych za 55 złotych;

A nawet „paczka w ciemno”.

Unboxing

Tajemniczą paczkę przynoszę do redakcji, boję się detonować sama.

Przecinam grubą taśmę. To ładunek napchany wieloma przedmiotami: dwoma wieszakami, labubu, siedmioma silikonowymi wieczkami, czterema losowymi torebkami z klockami Lego, przezroczystą figurką psa, dwudziestoma plastikowymi rurkami o tajemniczym przeznaczeniu.

Labubu nawet ładne.

„Brat mi przesyła różne rzeczy z Anglii” – pisze sprzedawca tajemniczych paczek. „Ma tego dużo, bo pracuje w Amazonie”.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x