Kraj

Powrót Tuska, odcinek 276

Nie wiemy, który to już raz wraca dyskusja o powrocie Tuska do polskiej polityki. Jeśli miałby wracać, musiałby wymyślić siebie na nowo. Cudowne dziecko III RP to zdecydowanie za mało, aby zyskać władzę w Polsce. Być może jednak wcale nie taki jest zamysł.

Jest, wróci. Na pewno? Może nie na pewno, ale to baaardzo, bardzo możliwe. Może jeszcze nie dziś, nie jutro, ale już coś wielkieeeeego szykuje. Prawdziwy, wielki powrót. Czyj powrót? Jak to czyj powrót? Powrót Donalda Tuska.

Trudno nie mieć wrażenia, że po sześciu latach kolejnych łomotów wyborczych liberalna opozycja zatoczyła koło. Rad udziela Bronisław Komorowski i Grzegorz Schetyna, nowy KOD w postaci Tour de Konstytucja rusza w Polskę, a Donald Tusk, tym razem już naprawdę, wraca ponoć do polityki. Liberalni publicyści i wyborcy przebierają nogami, ktoś zaprowadzi porządek w tej piaskownicy. Powrót srogiego Tuska na białym koniu, który jednym, dwoma ruchami pokona tych prymitywnych PiS-owców to trwające sześć lat marzenie, które wreszcie ma się zmaterializować.

Łatwo z tego wszystkiego kpić, trudniej zachować powagę, ale mimo wszystko warto jedno Tuskowi oddać. To jest wytrawny polityk, który wciąż jednak przerasta konkurentów. To nie jest polityk, który niczym Borys Budka opowiadałby w wywiadach, że niczego nie może, a zapowiedź budowy Ruchu Trzaskowskiego nie wypaliła, bo mu się coś niechcący wymsknęło.

Borysa Budki szczera deklaracja bezradności

To nie jest polityk, który popełniłby tak katastrofalny błąd jak Schetyna odrzucający koalicję z SLD, przez co Lewica jest dziś w Sejmie odrębnym klubem i wybija się na niepodległość. Wreszcie, sam fakt, że Tusk chce wrócić właśnie teraz, gdy sondaże nie dają już PiS-owi władzy w kolejnych wyborach, świadczy, że jest politykiem o wiele cwańszym niż swoi koledzy. W końcu to Tusk swego czasu potrafił zachować zimną krew i dać PiS-owi wejść w koalicję z Samoobroną i swoim obecnym kolegą Giertychem, by potem na fali oburzenia przejąć władzę.

Opozycja dostanie więc poważnego gracza i stąd te wszystkie spazmy zachwytu u liberalnych publicystów. Sęk w tym, że Tusk roku 2021 to już nie Tusk roku 2007. W polityce minęła cała epoka, i to zarówno w odniesieniu do polityków, jak i elektoratów. O ile Tusk wcześniej miał coś ciekawego do powiedzenia, o tyle od paru dobrych lat w polityce krajowej robi, poza tym, że za dżokeja na białym koniu, za anty-PiS-owca jeżdżącego prętem po twitterowych kratach. I nic więcej.

W przeciwieństwie do chociażby aktywnej na tym samym Twitterze europosłanki Sylwii Spurek Tusk właściwie nie pokazuje wyborcom, co tak naprawdę załatwia naszej wspólnocie w Brukseli. Jakie ma osiągnięcia, w czym Polsce lub całej Europie pomógł? Wszystko, czego mogą się dowiedzieć, to że Donald Tusk spotyka się z wielkimi tego świata i pisze aluzyjne tweety o Kaczyńskim. To może się podobać żelaznemu elektoratowi, ale komu więcej? Zwłaszcza że na scenie pojawili się młodsi, którzy mimo wszystko lepiej „czują” polskich wyborców, bo nawet zamknięci w bańce, co jakiś czas ją opuszczają. A Tusk siłą rzeczy tkwi w niej niemal non stop.

Make Life Tusker! [Szczerek recenzuje pamiętniki Tuska]

Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia dla swoich grup docelowych są przez to bardziej wiarygodni, bo są tutaj, na miejscu. Dodatkowo dla wielu młodszych wyborców Tusk jest politykiem emerytalnym. W istocie, za rok skończy 65 lat i rzeczywiście będzie mógł pobierać emeryturę. Czym taki polityk może porwać młodszych wyborców, tych, dla których jest niemal postacią z politycznej historii – trochę jak ciut młodszy Leszek Miller, ten od wprowadzenia Polski do UE?

Ale nie o samego Tuska tu chodzi. Chodzi także, a może przede wszystkim, o elektorat. A ten się zmienił. Po 500+, obniżeniu wieku emerytalnego, wzroście płacy minimalnej i braku tak często zapowiadanej zapaści gospodarczej drugiej Wenezueli, wolnorynkowe tyrady Tuska niekoniecznie muszą dziś padać na podatny wyborczy grunt.

Dodatkowo, w przeciwieństwie do Hołowni, Tusk absolutnie ma być za co rozliczany po latach swoich rządów. A rozliczać go może właśnie PiS, który nie tylko potrafił wzmocnić ochronę socjalną, ale uzyskiwał całkiem podobne wyniki gospodarcze. Jak wiadomo, te są raczej pochodną sytuacji ekonomicznej w Eurolandzie niż genialnego rządzenia polskich premierów. O tym PiS i jego rządowe media oczywiście wspominać nie będą. Niemniej jednak ekonomiczny blask III RP słabnie, skoro ich następcy wcale nie radzą sobie gorzej pod względem bezrobocia czy wzrostu płac, a czasami nawet radzą sobie po prostu lepiej. Rzecz jasna Tusk może ostro stawiać sprawę praworządności, ale też, jak przyznają sami protestujący w sprawach wolnych sądów, zainteresowanie społeczne spada, a i PiS-owska maszyna szykanowania sędziów co rusz się zacina.

Tusk: Jeśli będzie trzeba, Putin zaakceptuje scenariusz częściowej kontroli nad Białorusią bez Łukaszenki i z opozycją u władzy

Tusk musiałby więc wymyślić siebie na nowo. Cudowne dziecko III RP to zdecydowanie za mało, aby zyskać władzę w Polsce. Być może jednak wcale nie taki jest zamysł. Być może Tusk już wie, że powrót PO do roli hegemona jest na ten moment niemożliwy. I jego celem nie jest stawanie na czele nowego rządu, ale dowiezienie przyzwoitego wyniku wyborczego PO, a następnie start w wyborach prezydenckich. Wówczas wiek emerytalny, unijna powaga i „arystokratyczna” znajomość wielkich tego świata rzeczywiście byłaby w oczach wyborców atutem. Zwłaszcza po niemalże kompletnej kapitulacji z obowiązków prezydenta Andrzeja Dudy i przejściu przez niego w tryb znużonego kibica w kapciach.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij