Chociaż sama afera Zondacrypto jest smutna, zwłaszcza w kontekście ludzi, którzy kolejny raz uwierzyli prawicowej ideologii łatwego i szybkiego zysku, to jednak trudno się nie uśmiechnąć, patrząc, jak prawica – zwłaszcza ta pisowska – wije się w tłumaczeniach i jakie robi fikołki.
Jeszcze niedawno słyszeliśmy od nich o najwyższych standardach przy okazji afery Szpitala Południowego, przy jednoczesnym niedopuszczaniu do jakiegokolwiek niuansowania sprawy. Dziś okazuje się, że w przypadku Zondacrypto niuansować trzeba, a przyjmowanie pieniędzy od upadłej giełdy, podejrzewanej nie tylko o oszukiwanie ludzi, ale i o „zniknięcie” jej byłego prezesa Sylwestra Suszka, to nic takiego.
Jak prawica broni się przed aferą Zondacrypto
Czytamy, że Zbigniew Ziobro otrzymał 450 tysięcy na swoją fundację od ostatniego prezesa Zondacrypto Przemysława Krala, który nic nie chciał w zamian. Jak wiadomo, blisko pół miliona przekazywane za pośrednictwem byłego agenta CBA to zwykłe drobne. Z kolei z ust Sebastiana Kalety słyszymy, że to skandal, że świadkiem koronnym zostaje skruszony przestępca, bo zostawać nimi powinni chyba jedynie niewinni harcerze. Słyszymy też, że poseł Moskal miał tak dobre serce, że za własne pieniądze latał na jeden dzień na Ibizę. Czego się nie robi dla własnych wyborców…
Protegowany Sasina, Radosław Piesiewicz z PKOl, miał dostawać zegarek za drobne 175 tysięcy zł, ale ponoć Kral tylko mu go rezerwował u jubilera. A Tomasz Sakiewicz, na którego telewizję Zondacrypto potrafiła wydawać blisko 70 proc. swojego budżetu na reklamę, był kolejnymi milionami Zondy po prostu prowokowany.
Swoistą „truskawką na torcie” jest prezydenckie oskarżanie Tuska, że ten chodził w koszulce Zondacrypto. Tymczasem była to chyba po prostu koszulka Lechii Gdańsk, podarowana mu przez… młodych piłkarzy po tym, jak Tusk przyniósł im pizzę. Oni więc pewnie też należą do tuskowej mafii.
Desperacja PiS jest tak wielka, że chcąc się odciąć od sprawy, Kaczyński najpierw zaproponował zakaz kryptowalut w Polsce w ogóle, a teraz politycy partii żądają powołania komisji śledczej. Rzecz jasna, podobnie jak przy każdej komisji śledczej, nie chodzi o jakiekolwiek wyjaśnienia. Chodzi o paraliż jej prac, ośmieszanie, wekslowanie tematów drugorzędnych i powoływanie absurdalnych w danej sprawie, ale głośnych świadków. A także, co być może najważniejsze, dostęp do materiałów prokuratorskich.
Radio Zet kilka dni temu donosiło, że lada moment mają się pojawić taśmy związane ze sprawą. PiS oraz generalnie cała prawica (wszak poseł Wipler też otrzymywał płatności za usługi konsultingowe) może mieć problem. Bo nie wiadomo, co i z kim ten cały Kral nagrał.
Zakochana w sobie ferajna
Przy takim pożarze wydawałoby się, że koalicji nie pozostało nic, jak tylko stać i się przyglądać, od czasu do czasu dolewając benzyny. Tyle że to niekoniecznie się musi udać. Zondacrypto działała wedle mechanizmu rug pull, który oznacza najpierw szerokie uwiarygodnianie się medialne, a dopiero potem wyciąganie dywanu spod nóg i ucieczkę z pieniędzmi. Po prostu sponsorujesz, co się da, by potencjalne ofiary uwierzyły, że przecież tak poważna firma to na pewno nie jest oszustwo. Przecież są w telewizji, na koszulkach, na banerach. Są wszędzie. A gdy już ludzie zaufają i wpłacą, to nagle zwijasz dywan. I znikasz.
Dlatego jest pewnie masa podmiotów, które brały od Zondy pieniądze na eventy w dobrej wierze. A prawica teraz będzie to wykorzystywać: tu darowizna Zondy na WOŚP, tam sponsorowanie klubu piłkarskiego, eventu dobroczynnego, walki z rakiem. Może to coś nieco innego niż branie zegarka albo pieniędzy przez Piesiewicza, ale to już sprawa drugorzędna. KO też brało i Owsiak też bierze – tak będzie brzmiał pierwszy spin polskiej prawicy.
Ułatwi to sam Roman Giertych, który jako poseł KO jednocześnie reprezentuje Krala jako adwokat, co samo w sobie jest pewną patologią. Zważywszy na to, że Giertych sam oskarżany jest przez prawicę w aferze Polnordu i poza betonowym elektoratem KO jest powszechnie, delikatnie mówiąc, nielubiany, łatwiej będzie sprawę Krala przedstawić jako odwetowy spisek Giertycha z Kralem, aby umoczyć jak zawsze niewinną prawicę.
Tym bardziej że KO nie potrafi medialnie rozgrywać afer. Nie ma aż tak posłusznych tub medialnych i każde polityczne złoto potrafi zepsuć. Były przecież dwie wieże, była afera Funduszu Sprawiedliwości z taśmami Mraza. I co? Wiele ugrać się nie udało. Panujące w KO przekonanie, że afery same, bez medialnej obróbki, strategii czy nawet wynajętej firmy PR będą zatapiały partię, która zaraz sobie tych doradców weźmie, jest jedną z cech charakterystycznych dla tej zakochanej w sobie ferajny. Zamiast robić grafiki, zalewać sociale informacjami, tłumaczyć, jak działa nadzór nad krypto, a jak jego brak, aktyw KO będzie szerować kolejne wpisy Giertycha, co się spotka z kolejnym wielkim ziewem.
Afery i obietnice
Pierwsze oznaki błędów już widać. Rząd ma ponoć po raz czwarty postawić projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem krypto, przygotowany w uzgodnieniu z – przypomnijmy – powołanym przecież swego czasu przez PiS przewodniczącym KNF. Ten ruch ma w końcu doprowadzić do zgięcia karku przez prawicę i prezydenta.
Tyle że prawica może celowo przedstawić swoje własne projekty, jak ten całkowicie zakazujący kryptowalut PiS czy całkowicie liberalny Mentzena, który udaje przed opinią publiczną wielkiego znawcę nadzoru finansowego. Cały efekt pójdzie na marne i to KO będzie się niemrawo tłumaczyć. A jeśli po zatrzymaniu Piesiewicza nie będzie dalszych aresztów, to sprawa nie tylko ucichnie, ale Koalicja Obywatelska znowu okaże się ciamciaramcią, która z jednej strony afery wyolbrzymia, a z drugiej nie potrafi nikogo zamknąć, nawet na krótko.
Przez całe ostatnie 8 lat nieprzerwanego potoku prawicowej plutokracji wierzono po stronie antypisu, że kolejna afera na pewno pogrzebie partię Kaczyńskiego tak, że nie będzie co zbierać. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło i pewnie nie nastąpi. A jeśli nawet PiS tendencję spadkową utrzyma, to przecież głosy nie spłyną magicznie na koalicję, tylko posili się nimi inna prawica – od Morawieckiego do Brauna.
Dlatego być może powinna sobie koalicja rządząca uświadomić, iż żadna afera opozycji nie uratuje władzy, jeśli władza nie potrafi zrealizować najbardziej podstawowych obietnic wyborczych.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!