Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Wiedziałem, co robię”. Ciotka Offka o sterydach i dragu

W programie „Czas na Show. Drag Me Out” widzimy Dawida po niecałych dwóch cyklach. Rok później zdecydował się na kolejny. Dziś jego cel to 100 kg. Potem zostaje podtrzymanie tego, co udało się zbudować przy pomocy sterydów.

Drag performer striking a strong bodybuilding pose in a black mesh bodysuit and leather skirt in an urban alleyway
Walka

Ciotka Offka udaje, że śpiewa, robiąc lip sync. Stoi na scenie Domu Qultury, stanowiącego element festiwalu Open’er w Gdyni. Słychać piosenkę You Don’t Own Me Lesley Gore, a przy fragmencie „I’m young and I love to be young; I’m free and I love to be free” wskazuje na dziewczynę stojącą pod sceną i zdecydowanym ruchem palca daje znak, by ta do niej podeszła. Następnie odwraca się plecami i pokazuje, że ma jej rozpiąć haftki. Biustonosz opada. Wśród publiczności rozlegają się piski.

Z Dawidem, czyli Ciotką Offką, po raz pierwszy rozmawiamy miesiąc przed jej występem na Gender Blender, burleskowo-dragowym show na Open’erze.

Dawid lubi, gdy jego sceniczna persona przedstawiana jest jako muscle mommy. I choć zdarzają się żarty, że jest Mariuszem Pudzianowskim polskiej sceny dragowej, to on woli właśnie „umięśnioną mamuśkę”. Przed występem podrzuca to określenie osobom konferansjerskim i prosi, by tak go przedstawiały. Na platformach takich jak Instagram czy TikTok hasztag muscle mommy rzuca wyzwanie tradycyjnym normom społecznym i emancypuje kobiety, które – zamiast stawiać ponad wszystko rodzinę i dzieci – wyznaczają sobie ambitne cele na siłowni i wytrwale je realizują.

Czytaj także Trzaskowski na Paradzie Równości to znak, że ta impreza nic już politycznie nie znaczy Galopujący Major

Mężczyźni jako ofiary kultu „idealnego” ciała

Dawid urodził się na Śląsku, do Warszawy przeniósł się na studia. Pierwszy kontakt z siłownią był dla niego trudny. Tak jak dla wielu, ze względu na brak wiedzy i towarzystwa, z którym mógłby ćwiczyć. Tak jak dla już niewielu, ze względu na wygląd. – Raz mam ochotę być takim szarakiem, a kiedy indziej prawie się roznegliżować w różowym tank topie, gdzie jeden krok wystarczy i widać mi sutki – mówi. Zawsze lubił eksperymentować z ubraniami, szczególnie z kolorami. O uwadze, jaką przywiązuje do wyglądu, przekonuję się podczas drugiego spotkania. Dobrze pamięta, co miał na sobie dwa miesiące wcześniej, gdy widzieliśmy się po raz pierwszy.

Na początek odwiedził dwie lokalne siłownie: jedną na rodzinnym Śląsku, drugą na Szmulkach, owianym złą sławą osiedlu na warszawskiej Pradze. – Zbyt wiele tam było lokalnego folkloru – stwierdza. Obie siłownie opisuje jako miejsca, gdzie czas zatrzymał się w latach 90. Zarówno w kwestii wyglądu samej siłowni, jak i ćwiczących tam mężczyzn. Te miejsca są dla niego „no-go, zbyt shady”. Bardziej regularnie zaczął ćwiczyć w wieku 21 lat, czyli sześć lat przed naszym pierwszym spotkaniem. Z ówczesnym chłopakiem poszli do sieciowej siłowni. Dawid wspomina, że „błąkali się tam przez wiele miesięcy”. Po rozstaniu z partnerem wrócił do punktu wyjścia. Nie było efektów. Nie było wiedzy. Nie było z kim iść na siłownię.

Niezadowolenie z własnego wyglądu jest powszechnie kojarzone głównie z kobietami. Dane komplikują ten obraz. Według raportu CBOS Co Polacy sądzą o swoim wyglądzie? z 2024 roku, opartego na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski, co czwarty mężczyzna nie jest zadowolony ze swojej sylwetki i wyglądu zewnętrznego – kobiet dotyczy to tylko nieznacznie częściej. Od 2017 roku odsetek niezadowolonych wzrósł o pięć punktów procentowych. W środowiskach gejowskich presja na wygląd jest, jak mówi Dawid, jeszcze większa.

Tymczasem on ma 186 cm wzrostu i ważył niecałe 60 kg. Uważa, że był „chudą szkapą”. Nie czuł się atrakcyjnie.

Zestaw małego alchemika

Czas płynął, a Dawid poznawał nowe osoby interesujące się poprawianiem sylwetki, choć nigdy nie zawierał tych znajomości na siłowni. Zaprzyjaźnił się też z chłopakiem, który zadeklarował, że będzie z nim trenował. Minęły miesiące. Tym razem efekty były widoczne. Na imprezie poznał innego chłopaka, który trenował na siłowni. Ta przyjaźń zaowocowała znaczącą przemianą Dawida.

Robert był od niego o kilkanaście lat starszy i doskonale rozumiał sytuację, w jakiej znalazł się Dawid. Sam przechodził przez to samo. Też chciał lepiej wyglądać. Chciał się podobać. Siłownia była rozwiązaniem. Wspólnie trenowali w sieciówce w centrum Warszawy i choć z czasem nie udało im się utrzymać wspólnych regularnych treningów, to ta konkretna siłownia już na zawsze została miejscem, gdzie Dawid czuł się bezpiecznie. Po kilku latach osoby, których się bał, zaczęły mówić: „Siema, Dawid, co tam?”

Robert przekonał się, że Dawid na poważnie podchodzi do siłowni. Nie tylko do ćwiczeń, ale też odżywiania, czyli dwóch kluczowych czynników sukcesu. – Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, ale Robert bardzo długo mówił mi, że dopóki nie będzie wiedział, że jestem w pełni samodzielny na siłowni i że jest to moją rutyną, nie da mi żadnych kontaktów. Nie pomoże załatwić sterydów.

W końcu otrzymał „zestaw małego alchemika” w urodzinowym prezencie od przyjaciół. W skład wszedł hormon wzrostu, mający opinię bezpieczniejszego od sterydów anabolicznych. I dużo suplementów. Suplementy to drogi, ale bardzo ważny dodatek. Są istotne, ponieważ przy gwałtownym wzroście masy szczególnie obciążone są stawy i serce. Niezbędne są też regularne badania krwi.

Poza kontrolą i poza systemem

– To jest ciało 50-60-latka, a nie młodego człowieka. Wystarczy takiemu zrobić test wydolności i zmierzyć szczytowe pobieranie tlenu, żeby zobaczyć, w jakim jest stanie. Organy takich osób są zniszczone, a przewidywana długość życia skrócona – takimi słowami kardiolog sportowy prof. dr hab. n. med. Łukasz Małek kwituje deklaracje osób biorących sterydy, że „wszystko mają pod kontrolą”

Kardiolog, choć naturalnie skoncentrowany na swojej specjalizacji, zwraca uwagę na szersze problemy, jakie wywołują sterydy anaboliczne. Mają ogromny wpływ na zdrowie psychiczne, mogą też skutkować problemami tożsamościowymi – te pojawiają się u osób, które nagle muszą zmienić swoje życie, aby to życie ratować. A gdy wszystko, co robią, nieraz i prywatnie, i zawodowo związane jest z obecnością na siłowni i wyglądem ich ciała, pojawiają się bariery. Czasem nie do przeskoczenia. Profesor Małek wspomina mężczyznę, u którego zdiagnozował poważną chorobę serca – trenera personalnego i właściciela siłowni w małej miejscowości. Jedyne dostępne rozwiązanie: rezygnacja z „mikstur od alchemika”. Pacjent nie wrócił na kolejną wizytę, a lekarz do dziś zastanawia się, czy ten jeszcze żyje.

Czytaj także Homofobiczny PESEL pokonał Koalicję Obywatelską Aleksandra Kasprzak

Ponad rok od otrzymania „zestawu małego alchemika” Dawid zdecydował się na kolejny krok. Tym razem samodzielnie zaaplikował sobie cykl. – Po pierwszym doświadczeniu z hormonem wzrostu, już z mniejszym strachem, wszedłem w sterydy anaboliczne, czyli w testosteron – opowiada. –  Rozwaliłem się hormonalnie i miałem stany depresyjne. Po tym doświadczeniu zrobiłem przerwę w braniu czegokolwiek. Wystraszyłem się. Zastrzyki trzeba robić grubymi igłami. W mięsień. A ja wtedy jeszcze bałem się robić w tyłek, gdzie boli mniej, bo mięsień jest większy. Byłem głupi. Robiłem zastrzyki w uda. Były na tyle bolesne, że doszedłem do wniosku, że pierdolę. Schodzę z tego. Kolejną głupotą było to, że zszedłem gwałtownie, a powinno się stopniowo. No i trzeba odpowiednio stosować leki odblokowujące. A tego też nie robiłem.

Czytaj także Ciałopozytywność u mężczyzn jest martwa Przemysław Witkowski

Jak zwraca uwagę prof. Małek, zgodnie z przysięgą Hipokratesa lekarz nie może prowadzić pacjenta na sterydach, jeśli ten nie ma jasnych wskazań medycznych. W takich przypadkach można co najwyżej wspierać proces wychodzenia z używania tych substancji.

Osoby, które zdecydują się na ich stosowanie, są systemowo wykluczone z opieki medycznej w tym zakresie. Poza ogromem nieuporządkowanych i często wyrwanych z kontekstu informacji dostępnych w internecie, pozostają zdani na wiedzę z szatni, bardziej lub mniej odpowiedzialnych trenerów personalnych. Na jednym z forów użytkownik o nicku Diego zadaje pytanie dotyczące wyników krwi i doboru leków. „To mówisz lepiej zamienić acard na natokinase? Z tego, co wyczytałem na forach (nie tylko tym) acard leciał u większości osób na cyklu (gdzie bazą był teść) profilaktycznie, żeby zapobiegać nadmiernej krzepliwości krwi” – pisze Diego. Odpowiada mu „ekspert” o nicku Krzychu, użytkownik z wieloletnią historią postów: „Tak, natto jak poczytałem badania to mnie nie przekonało w ogóle, wnioski były takie, że jest skuteczne u Japońców, którzy całe życie wpieprzają tę soje fermentowaną. Jako suplement dla białasów wątpliwe. Ale praktyka u wielu osób na forum pokazała, że to działa”.

Czas na Show. Napakowane ciało w dragu

W programie Czas na Show. Drag Me Out, emitowanym na kanale TVN, gdzie prawdziwe drag queens przyuczają do fachu mniej i bardziej znanych celebrytów, widzimy Dawida po niecałych dwóch cyklach (nagrania miały miejsce w lutym 2024 roku). Niestety, jury złożone z Andrzeja Seweryna, Anny Muchy i Michała Szpaka nie dopuściło go wraz z podopiecznym do drugiej połowy programu. Na ogół na ekranie widać Ciotkę Offkę, ale w pojedynczych ujęciach pokazany jest też Dawid. Ma długie włosy, podgolone po bokach. Wyraźnie umięśnioną sylwetkę, choć mniejszą niż to, co widzę na żywo półtora roku później.

Rok później Dawid zdecydował się na kolejny cykl. Tym razem szesnastotygodniowy. Ponoć  najdłuższy, jaki można „odpowiedzialnie” przejść. Znalazł wyspecjalizowanego trenera i pod jego opieką po raz drugi spróbował sterydów anabolicznych. Trener z czasem stał się jego pierwszym heteroprzyjacielem.

Szesnastotygodniowy cykl stanowił część rebrandingu Ciotki Offki. Dawid z wykształcenia jest orientalistą, co znajduje odzwierciedlenie na jego wytatuowanych ramionach. O przemianie opowiada tak: –  To był mój gimmick, zawsze coś orientalnego. Ale jak już zbudowałem sylwetkę, to ona stała się moim znakiem rozpoznawczym. Człowiek trochę nie wie, na co patrzy, gdy widzi gigantyczne, umięśnione męskie ciało w dragu. To ludzi na tyle zszokowało, że łyknęli od razu.

Strojami też dezorientuje widza. Przykład: suknia, gorset, ale zamiast stanika same naklejki na sutki, co dodatkowo podkreśla szeroką i umięśnioną obręcz barkową. Proces budowy sylwetki też bazował na szoku. Dawid zrezygnował z wielu występów dragowych. Nie pokazywał zdjęć w mediach społecznościowych. Pracował. Na koniec cyklu masowego pani Anna, krawcowa szyjąca stroje Ciotki Offki, odpisała na jego relację na Instagramie: „Kyrie eleison, nie będę mieć czasu na poszerzanie tego wszystkiego”.

Czytaj także Dziki Trener, lookmaxing i ubóstwienie ciała Przemysław Witkowski

Rezygnacja z wielu występów – poza chęcią wywołania efektu wow na końcowym etapie – miała też inne przyczyny. Zmęczenie. Cykl oznacza ciężkie treningi i dużo jedzenia. Dodatkowy testosteron dawał poczucie o 20 proc. większej siły, więc Dawid trenował na 120 proc. swoich możliwości. Mięśnie wymagają budulca, więc jadł – a właściwie wmuszał w siebie – 4,5 tys. kalorii dziennie. Trzymał i do dziś trzyma „czystą miskę”, czyli bardzo dba o to, aby jedzenie było zdrowe i odżywcze. Do tego niezwykle ważna jest regeneracja. Bez jakościowego ośmiogodzinnego snu ciężko o zadawalające efekty. Przez te cztery miesiące wszystko było podporządkowane cyklowi. Na koniec doszedł do 88 kg, z czego 15 kg „wrzucił na siebie” w trakcie ostatniego cyklu. Od Dawida, który pierwszy raz wszedł na siłownię, dzieli go łącznie 30 kg.

Dla przyspieszenia efektów Dawid – pomimo złych doświadczeń – zdecydował się na cykl sterydami anabolicznymi. Przyznaje, że „droga naturalna jest niesamowicie mozolna” i deklaruje: – Jeśli ktoś pyta, to nigdy nie mówię, że naturalnie zbudowałem sylwetkę. Wiem, że to może być problem psychologiczny, mający źródło chociażby w tym, co widzi się w mediach społecznościowych.

Dawid nie chce pogłębiać tego problemu. Stąd otwartość, z jaką dzieli się swoją historią.

Efekty uboczne są, jest też ciągła satysfakcja

Dawid chodzi do lekarzy i otwarcie komunikuje, co robił. Zdarzają się połajanki, ale nie bierze tego do siebie. Twierdzi, że jest świadom konsekwencji swoich wyborów, a część już ponosi. Mimo młodego wieku zaczęły mu się robić zakola. To częsty efekt stosowania sterydów – pod wpływem wysokiego poziomu testosteronu występuje łysienie androgeniczne. Uporał się z tym problemem z pomocą suplementów, ale też ściął włosy na krótko. Dziś nie ma śladu po kucyku z Czas na Show. Drag Me Out. Kolejnym efektem ubocznym jest problem z trądzikiem. Ale i na to udało się znaleźć rozwiązanie. Izotek, bardzo obciążający dla wątroby lek. Bierze więc kolejne suplementy, tym razem wspierające wątrobę.

Jak na razie wiele negatywnych konsekwencji brania sterydów pozostaje w sferze możliwości. Problemy z libido. Ginekomastia, potocznie mówiąc „męskie piersi”. By tego uniknąć, konieczne są regularne badania krwi i leki na zbyt wysoką prolaktynę. Lista jest długa.

Czytaj także „Felicita!”: pierwsza polska artystka, której udało się zrobić światową karierę Piotr Szarota

Pod opieką trenera – tego samego, co przy szesnastotygodniowym cyklu – oraz po „pokątnych” konsultacjach u androloga Dawid zdecydował się na tzw. mostki. Zamiast „odbloków” między cyklami przyjmuje hormonalną terapię zastępczą. Pozwala mu to zachować efekty cyklu, a jednocześnie dać organizmowi czas na odpoczynek i regenerację. Dawid wie, że naturalna produkcja testosteronu może nigdy nie wrócić, ale dzieci i tak nie planuje.

Czy taką wiedzę ma 27-letni użytkownik o nicku Przemons? Na forum pyta: „Od jakiś 4 lat jestem na cyklu. Za 2 miesiące lecę do Tajlandii, gdzie nie mogę wziąć żadnych sterydów. Czy starać się odblokować w 2 miesiące, ewentualnie 3, czy brać teścia do końca? Chodzi o to żeby jakoś w miarę przeżyć te 3 tygodnie w Tajlandii bez teścia. Nigdy nie odblokowywałem się”. „Ekspert” o nicku Bizon radzi: „Nie rób odbloku, wbijasz teścia dzień przed wylotem”.

Jest masa badań, które należałoby wykonywać, aby faktycznie mieć „wszystko pod kontrolą”. Jak zwraca uwagę profesor Małek, pojawia się pytanie, co dokładnie mieści się pod hasłem „badania krwi”. Morfologia, profil lipidowy, próby wątrobowe. Ocena gęstości. Do tego już wspominane testy wydolności, EKG, echo serca. I kluczowe: ustalenie norm. Decyzja, kiedy mówimy, że jest „źle”. To nie jest matematyka – w medycynie każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny i holistycznego podejścia do pacjenta. A tego nie ma, ponieważ nie ma obok lekarza, nie może być. To znaczy może, jeśli ktoś załatwi to sobie po znajomości. Tak ostatecznie zrobił też Dawid. Mniej obrotni skorzystają z rad kolegów z forów internetowych, swoistej wirtualnej szatni. Wzajemna ocena wyników badań nie należy do rzadkości.

Dawid cieszy się ze swoich rezultatów. Dziś jego cel to 100 kg, wtedy chce powiedzieć „koniec”. Po tym już tylko podtrzymanie tego, co udało się zbudować. Twierdzi, że przy odpowiednim zarządzaniu cyklami można robić to „odpowiedzialnie”.

Gdy pani Anna – krawcowa Ciotki Offki – pyta Dawida o potrzebne zapasy materiałów w strojach i plany przyrostów, słyszy: „Jeszcze parę centymetrów urosnę”. Pozostaje żartować, że w końcu zacznie szyć z gumy, a kostiumy Ciotki Offki nigdy nie zostaną oznaczone w jej notesie jako ukończone.

**

Natalia Jaworska – absolwentka socjologii na Karowej na Uniwersytecie Warszawskim i Polskiej Szkoły Reportażu. Na co dzień zajmuje zarządzaniem projektami w IT.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x