Gospodarka

Czy energetyka wiatrowa szkodzi zdrowiu?

Prawdopodobnie nie bardziej niż ruchliwa autostrada.

Energetyka wiatrowa jest technologią wciąż nową, nie tylko w Polsce, ale także na świecie. W związku z tym budzi wiele obaw: co do jej wpływu na środowisko naturalne, zdrowie ludzi czy rozwój lokalnych społeczności. W internecie rozprzestrzeniają się więc często nieprawdziwe bądź przesadzone informacje na temat zagrożeń środowiskowych i zdrowotnych, jakie powodują elektrownie wiatrowe.

Tak dezorientująca sytuacja wywołała już liczne protesty społeczności lokalnych. Na portalu www.stopwiatrakom.eu zarejestrowano protesty w kilkuset miejscowościach. Polska nie jest odosobniona. 4 października 2008 r. w Paryżu kilka stowarzyszeń z 4 krajów zarejestrowało Europejską Platformę Przeciwników Farm Wiatrowych (EPAW). Obecnie EPAW zrzesza 474 organizacji z 22 państw. Stowarzyszenie złożyło skargę do instytucji europejskich, wnioskując o moratorium w sprawie wszystkich nowych projektów budowy farm wiatrowych oraz tych, które zostały już zatwierdzone. Komisja Europejska wniosek odrzuciła.

Nie można jednak lekceważyć ruchu o tak szerokim zasięgu. Jako pierwsi do tych ludzi wyciągnęli rękę działający lokalnie posłowie PiS-u, a konsekwencją tego jest złożony przez grupę posłów PiS (a nie przez rząd) projekt ustawy, która – jeśli wejdzie w życie w obecnym kształcie – wprowadzi moratorium na budowę elektrowni wiatrowych na 99% powierzchni kraju.

Czy faktycznie konieczne są tak restrykcyjne przepisy? Przypomnijmy: największe kontrowersje budzi art. 4 projektu, zgodnie z którym wiatrak powinien być zlokalizowany w odległości 10-krotnie większej od zabudowań niż wynosi jego wysokość w najwyższym punkcie. Przepis ten nie tylko efektywnie uniemożliwi budowanie nowych elektrowni, ale także uniemożliwi stawanie nowych zabudowań w gminach, w których już są elektrownie wiatrowe i obniży w nich ceny gruntów.

Przyjrzyjmy się najważniejszym argumentom przeciwko budowie elektrowni wiatrowych.

Wpływ wiatraków na środowisko naturalne

Wiele kontrowersji wzbudziły doniesienia o tym, że elektrownie wiatrowe są niebezpieczne dla ptaków, zwłaszcza dużych ptaków drapieżnych. Istotnie, zdarzają się zderzenia ptaków z turbinami wiatrowymi, jednak nie przekraczają one ilości wypadków, jakie mają miejsce w zderzeniach z masztami telekomunikacyjnymi i są znacznie mniejsze niż zderzenia z samochodami czy budynkami. Również zwierzęta domowe, zwłaszcza koty, są dużo groźniejsze dla ptaków od turbin wiatrowych. To koty domowe odpowiadają za większość związanych z działalnością człowieka śmierci dzikich ptaków. Istnieją wyniki badań, które pokazują, że ptaki uczą się omijać farmy wiatrowe w swoich wędrówkach. Istnieją także przypadki zakładania gniazd przez ptaki na gondolach turbin wiatrowych (co dowodzi, że ptaki potrafią zaadaptować się do nowego elementu krajobrazu).

Z drugiej strony raport NIK z lipca 2014 roku stwierdza, że brak jednoznaczności przepisów, rzecznictwa i doktryny prowadził np. do „lokalizacji elektrowni wiatrowych na obszarach o istotnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych. Przepisy zezwalały inwestorom na lokalizowanie elektrowni wiatrowych w takich miejscach (np. na obszarze chronionego krajobrazu), pomimo że wzbudzało to wiele kontrowersji i protestów. W efekcie turbiny wiatrowe na wiele lat staną się elementem krajobrazu m.in. pojezierza suwalskiego (w tym Doliny Rospudy) czy też Goplańsko-Kujawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu (Babiak)”.

Wpływ wiatraków na zdrowie

Brakuje kompleksowych badań nad wpływem wiatraków na zdrowie żyjących w ich sąsiedztwie ludzi. A ponieważ takowych brakuje, wiele osób podpiera się wadliwymi metodologicznie i mało wiarygodnymi badaniami, które mają dowodzić jednej lub drugiej tezy. Dużo rozgłosu zyskała np. praca dr Niny Pierpoint, z której wynika, że hałas i drgania niskiej częstotliwości wywołane przez turbiny wiatrowe wpływają na zaburzenia snu, rozdrażnienie i powoduje cały zespół dolegliwości, w tym tachykardię, problemy z koncentracją, zawroty głowy, nudności. Badania te jednak zostały poddane krytyce przez wielu ekspertów ze względu na metodologię, a objawy wymienione w pracy przypominają te, jakie występują także w innych społecznościach ludzi żyjących w stresie.

Warto też pamiętać, że wiatrak wytwarza przeciętnie podobną ilość decybeli co ruchliwa autostrada, a nikt nie postuluje budowania autostrad w odległości 2 km od zabudowań.

Fot.  Alan Parkinson, Flickr.com

Propozycje rozwiązań

Jakie rzeczywiste rozwiązania mogłyby pomóc rozładować konflikty i problemy związane z inwestycjami wiatrowymi bez wprowadzenia moratorium na ich budowę na 99% powierzchni kraju?

Po pierwsze, konieczne są zakrojone na szeroką skalę całoroczne badania nad wpływem wiatraków na zdrowie i samopoczucie ludzi – w tym przy wietrze o wysokich prędkościach. Ponieważ takowych brakuje, wiele osób podpiera się mało wiarygodnymi badaniami.

Po drugie, zamiast odsuwać wiatraki na irracjonalne odległości – można postawić naturalną barierę w pobliżu domostw, która odgrodzi od wiatraka. Barierę taką mogą tworzyć szybkorosnące drzewa, takie jak brzoza brodawkowata, lipa, topola biała, daglezja, modrzew. Rząd drzew nie tylko ograniczałby hałas, ale także migotanie cienia rzucanego przez wiatrak. Drzewa te powinny być sadzone na koszt inwestora i takie rozwiązanie można wpisać do ustawy.

Po trzecie, wiele konfliktów wynika po prostu z faktu, że zyski z inwestycji dzielone są nierówno. Często jest tak, że czerpie je tylko rolnik, na którego ziemi został on postawiony, a inne skutki inwestycji – czy to w formie hałasu, czy choćby „popsutego krajobrazu”, dotykają całej społeczności. Powoduje to niesnaski między sąsiadami, którzy mają poczucie niesprawiedliwości. Ponadto, NIK wskazuje na potencjalnie korupcjogenny charakter inwestycji wiatrowych – często były one stawiane na ziemi wójta bądź członków rady gminy, która podejmowała decyzje.

Rozwiązanie? Włączenie społeczności lokalnych w proces podejmowania decyzji na etapie oceny oddziaływania na środowisko oraz częściowy podział zysków z inwestycji pomiędzy ludzi mieszkających w okolicy instalacji.

A w dalszej perspektywie – wprowadzenie regulacji promujących powstawanie w Polsce kooperatyw energetycznych, w których inwestycja jest własnością całej społeczności. Rozwiązania takie są już rozpowszechnione na zachodzie Europy.

Po czwarte, Polska ma duży i zupełnie niewykorzystywany potencjał morskiej energetyki wiatrowej. Zaletą takich inwestycji jest fakt, że zlokalizowane kilka kilometrów od linii brzegowej wiatraki nie wywołują protestów lokalnych społeczności, a ponadto konstrukcje stawiane na morzu są dużo większe i produkują znacznie więcej energii. Ich wadą jest duża kosztochłonność inwestycji, która sprawia, że nie garną się do nich mali i średni prywatni inwestorzy. Ale państwo i jego duże spółki energetyczne mogłyby odegrać tu dużą rolę, gdyby była taka wola polityczna. Szkocja już dziś czerpie 100% swojej energii ze źródeł odnawialnych, właśnie dzięki potężnym inwestycjom w morskie farmy wiatrowe.

**

Artur Wieczorektrener, kampanier i wykładowca specjalizujący się w tematyce edukacji rozwojowej, zmian klimatycznych i problematyce zrównoważonego rozwoju. Obecnie prowadzi zajęcia na University of Muhammadiyah Malang (Indonezja). Działacz Partii Zieloni.

 

**Dziennik Opinii nr 109/2016 (1259)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać