Gospodarka

Chcecie więcej dzieci? Zagońcie ojców do pracy domowej [raport]

Ci, którzy chcą mieć więcej dzieci, potrzebują kompleksowego wsparcia, a nie tylko świadczeń rodzinnych.

Dlaczego tak niewiele dzieci rodzi się dziś w Europie? Od ponad dwóch dekad europejskie rządy zadają to pytanie zespołom eksperckim, które przygotowują analizy i proponują rozwiązania stymulujące przyrost demograficzny. Trwają debaty na temat efektywności polityki wpływającej na decyzje prokreacyjne. Demografowie w pierwszej kolejności koncentrują się na podejmowanej przez kobiety decyzji o posiadaniu dzieci, a dopiero potem – na liczbie dzieci. A jedno dziecko nie wystarczy; jeśli chcemy osiągnąć zastępowalność pokoleń (współczynnik dzietności na poziomie 2.10-2.15), trzeba stworzyć zachęty dla kobiet, aby decydowały się na drugie i kolejne dziecko. Jest to ważne dla zapewnienia długofalowej równowagi w funkcjonowaniu polityki społecznej, a w szerszej perspektywie także finansów publicznych.

Jeśli chodzi o przyszłą, niewystarczającą bazę podatkową (liczbę podatników i płatników składek), istnieją oczywiście rozwiązania alternatywne; oczywistym rozwiązaniem wydaje się przyciągnięcie do Polski migrantów. Ale przy wyznaczaniu scenariuszów rozwoju demograficznego pojawiają się kolejne problemy. Należy choćby pamiętać o powiększającej się grupie osób bezdzietnych z wyboru, które nigdy nie zdecydują się na rodzicielstwo, nawet przy szczodrym wsparciu ze strony rządu. Ponadto długoterminowe prognozy gospodarcze dotyczące ewolucji finansów publicznych zmieniają się w czasie – niemożliwe jest wzięcie pod uwagę wszystkich czynników, a celne prognozy są rzadkie: mało kto przewidywał obecny spadek wskaźników rozwoju demograficznego w społeczeństwach Zachodu.

Ale demografowie i ekonomiści nie są wobec tych problemów zupełnie bezradni, ponieważ dysponują już wiedzą, która pozwala na określenie zrębów polityki sprzyjającej decyzji o rodzicielstwie. Instytucje Unii Europejskiej podkreślają przede wszystkim znaczenie równowagi życia zawodowego i prywatnego. W dokumentach unijnych przytacza się znane fakty: kraje skandynawskie oraz Francja oferują wysoką dostępność usług opiekuńczych, a jednocześnie notują wyższe współczynniki dzietności niż średnia UE. Usługi opiekuńcze wciąż stanowią najważniejszy filar skutecznej polityki rodzinnej, ale motywowanie ojców do dzielenia urlopu z matkami to równie ważny instrument, który wspiera zrównoważony podział obowiązków w opiece nad dziećmi.

Spośród wszystkich państw Europy, to kraje nordyckie mają najbardziej stabilne wskaźniki dzietności: niektóre z nich po tym, jak doświadczyły spadku zahamowania rozwoju demograficznego na przełomie lat 80. i 90., wprowadziły ważne zmiany do swoich polityk rodzinnych, między innymi udzielając większego wsparcia dla zaangażowania ojców. Od tego czasu równość płci stała się jednym z najważniejszych celów polityki społecznej w Europie Północnej; oprócz zapewnienia tanich i dobrej jakości usług opiekuńczych, kraje te wydłużały okres urlopu przysługującego tylko ojcom. Obecnie w Norwegii, Islandii i Szwecji obowiązują trzy miesiące urlopu rodzicielskiego, podczas gdy Finlandia daje ojcom w sumie 9 tygodni.

Islandia od lat plasuje się w czołówce krajów najbardziej sprzyjających równości płci – zajmuje obecnie pierwsze miejsce w rankingu Globar Gender Gap Index. Pozycję lidera kraj ten zawdzięcza w dużym stopniu polityce opieki nad dziećmi nastawionej na równe dzielenie się obowiązkami. W 2001 roku, wzorując się na rozwiązaniach skandynawskich, rząd islandzki wprowadził trzy miesiące urlopu rodzicielskiego z indywidualnymi uprawnieniami dla ojców. Odsetek mężczyzn, którzy korzystali ze swoich nowych uprawnień, już na początku był wysoki – obecnie jest to około 90 proc. ojców [1]. I nawet jeśli wartość tego wskaźnika nieco spadła podczas kryzysu ekonomicznego, najważniejszym efektem islandzkich reform jest włączenie aktywnego ojcostwa w kulturę rodzicielską.

O ile wcześniej presja społeczna zmuszała ojców do roli żywicieli rodziny, a wzięcie urlopu ojcowskiego nie licowało z tą typową męską rolą, o tyle dziś postrzeganie ojcostwa zmieniło się diametralnie.

Ojcowie mogą być negatywnie ocenieni jeśli nie wycofają się z życia zawodowego przynajmniej na kilka miesięcy, by aktywnie zająć się dzieckiem [2].

Jaki jest związek między demografią a równością płci? Dotychczasowe wyniki badań nad wpływem kwot ojcowskich na decyzje prokreacyjne dostarczają tylko fragmentarycznej wiedzy. Ale opierając się na tym, co do tej pory udało się ustalić demografom, można się pokusić o stwierdzenie, że „urlop tacierzyński” stanowi jeden z kluczowych instrumentów polityki pozytywnie wpływającej na dzietność.

Zacznijmy od ankietowego badania preferencji związanych z posiadaniem dzieci. Można mieć wątpliwości już co do metodologii takich badań: bardzo trudno jest tak skonstruować pytanie o chęć posiadania dzieci, żeby respondentom i respondentkom czegoś nie sugerować: przy udzielaniu odpowiedzi mogą nie być pewni swojego zdania, a jedynie odpowiedzieć zgodnie z tym, czego się od nich oczekuje. Ale pomijając te zastrzeżenia, niezależnie od treści zadanych im pytań, znakomita większość kobiet i mężczyzn deklaruje, że chciałaby mieć dwoje dzieci.

Ale zauważamy interesującą rozbieżność: średnia liczba dzieci, które chcą mieć mężczyźni, jest nieco wyższa niż ten sam wskaźnik dla kobiet w krajach takich, jak Polska (m: 2.41, k: 2.05), Portugalia (m: 2.0, k: 1.71), Cypr (m: 2.87, k: 2.65), Niemcy (m: 2.17, k: 1.96) [3]. Nieprzypadkowo są to państwa, które raczej nie znajdują się na szczycie światowych indeksów równości płci, ale są często klasyfikowane jako kraje o „familialistycznym” reżimie płci. Szczególnie zastanawiają polskie wyniki badania preferencji związanych z posiadaniem dzieci dla kobiet i mężczyzn w dwóch sytuacjach: 1) wśród bezdzietnych ludzi młodych (18-24 lat), oraz 2) wśród osób w wieku 30-34 lat, posiadających już przynajmniej jedno dziecko (przedział wiekowy, w którym najczęściej pojawia się drugie dziecko). Podczas gdy młodsze kobiety znacznie bardziej pragną posiadać dzieci niż ich koledzy, sytuacja zmienia się z wiekiem i wraz z pojawieniem się dziecka w rodzinie:

35 proc. męskich respondentów posiadających dzieci chciałoby mieć ich więcej, zaś kobiecy entuzjazm po pierwszym doświadczeniu rodzicielstwa wydaje się gasnąć – w tej tylko 19 proc. kobiet wciąż deklaruje chęć posiadania kolejnego dziecka.

Nie da się tego wyjaśnić tylko średnim późniejszym wiekiem posiadania dzieci przez mężczyzn.

Preferencje dzietności w Polsce według wieku, płci i posiadania dzieci. Źródło: CBOS.

Dlaczego? Czy doświadczenie posiadania pierwszego dziecka najwyraźniej zniechęca kobiety do dalszej prokreacji, podczas gdy mężczyźni są dalej otwarci i gotowi na kolejne potomstwo? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. W jej poszukiwaniu zacząć można choćby od porównania udziału mężczyzn w wykonywaniu obowiązków domowych w krajach europejskich: tam, gdzie występuje mniejsza skłonność mężczyzn do dzielenia się obowiązkami domowymi, czyli tam, gdzie mężczyźni mniej pracują w domu, tam obserwować można również zmniejszoną chęć posiadania dzieci u kobiet.

Nierówność płciowa w obowiązkach domowych. Źródło: Harmonised European Time Use Survey oraz moje własne obliczenia (liczba godzin codziennie poświęcanych na prace domowe przez mężczyzn odjęta od liczby godzin codziennie poświęcanych na prace domowe przez kobiety).

Istnieją dowody na przyczynowo-skutkowy związek zaangażowania mężczyzn i chęci kobiet do posiadania większej liczby dzieci – badanie porównujące węgierskie i szwedzkie rodziny wykazało, iż im bardziej wyrównany podział opieki nad pierwszym posiadanym dzieckiem, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego albo nawet trzeciego dziecka; ta relacja potwierdziła się i na Węgrzech, i w Szwecji, pomimo odmiennych kontekstów kulturowych tych dwóch krajów [4].

Brzmi pięknie, ale czy rzeczywiście możemy nakłonić mężczyzn do przejęcia większej części obowiązków domowych i wychowywania dzieci?

Może „kwoty ojcowskie” są tylko dla „progresywnych” społeczeństw, przeważnie oznaczają „zmuszanie” ojców do przerwy w zatrudnieniu wbrew ich woli, a po ich powrocie do pracy zawodowej wszystko wraca do „normy”?

Tu badania na temat zachowania mężczyzn podczas urlopu ojcowskiego znów potwierdzają wagę indywidualnych i niezbywalnych uprawnień dla mężczyzn. Przekonały się o tym dwie badaczki: Lenna Nepomnyaschy i Jane Waldfogel, które obserwowały zachowanie ojców korzystających z dłuższych i krótszych urlopów oraz tych, którzy w ogóle nie zdecydowali się na przerwę w pracy. Najpierw zbadały zaangażowanie mężczyzn w codzienne czynności związane z opieką (zmienianie pieluch, karmienie czy kąpanie dziecka) przed i podczas trwania urlopu, a następnie powróciły do obserwowanych rodzin po 9 miesiącach. Okazało się, że nawet po upływie tego czasu ojcowie biorący dłuższe urlopy rodzicielskie (trwające minimum 2 tygodnie) z większym zaangażowaniem opiekowali się dziećmi niż ci ojcowie, którzy wzięli tylko krótki urlop lub wcale go nie wykorzystali [5]. Innymi słowy, badaczki te udowodniły, że wpływ urlopu ojcowskiego jest i realny i trwały. Pozytywny i realny związek między zorientowaną na równość płci polityką rodzinną a wzrostem zaangażowania ojców w obowiązki domowe potwierdziły również wyniki badań Jennifer Hook [6]. Dlaczego mężczyźni opiekujący się dziećmi rozszerzają tę troskę o opiekę nad całym domem? Skoro już są na urlopie, a ich partnerki w tym czasie pracują zawodowo, to przejmują nie tylko opiekę nad dzieckiem, ale też inne obowiązki (gotowanie, sprzątanie).

Jeśli powrócimy teraz do (pośredniego) wpływu urlopów ojcowskich na postawy kobiet wobec posiadania dzieci (szczególnie po pierwszym dziecku), możemy uzyskać odpowiedź na pytanie, dlaczego „kwoty ojcowskie” są skutecznym, choć wciąż niedocenianym instrumentem polityki rodzinnej. Kobiety nie chcą mieć dzieci z mężczyznami, którzy nie biorą udziału w opiece i wychowaniu, a najlepszym sposobem na zachęcenie ojców do zmiany zachowania w domu jest zaproponowanie im indywidualnych niezbywalnych uprawnień do urlopu ojcowskiego o odpowiedniej długości. Rezultaty wprowadzenia dłuższego urlopu ojcowskiego wychodzą zatem daleko poza cel krótkoterminowy, jakim jest zwiększenie udziału ojców w opiece nad dziećmi.

Ale tego typu programy muszą posiadać jednocześnie przynajmniej trzy podstawowe cechy:

1. Urlop musi być uprawnieniem indywidualnym i niezbywalnym. Gdy rodzina jako całość otrzymuje prawo do urlopu, korzystają z niego głównie kobiety. Dzieje się tak z powodu powszechnych przekonań co do wyznaczonych społecznie ról dla mężczyzn i kobiet, stereotypów dotyczących macierzyństwa i ojcostwa, ale też z uwagi na czysto ekonomiczną kalkulację: ponieważ większość mężczyzn zarabia więcej niż ich partnerki, a zasiłek rodzicielski (jeśli jest!) prawie nigdy nie rekompensuje całości wynagrodzenia, rodzina straci więcej, jeśli to ojciec przerwie pracę zawodową. Dodatkowo, w takiej sytuacji pracodawcy wiedzą, że zarówno ojciec, jak i matka mają prawo skorzystać ze swoich własnych, osobnych uprawnień do 2-3 miesięcy urlopu. Zmniejsza się więc prawdopodobieństwo, że to matka przerwie pracę: pracodawcy i współpracownicy ojca otrzymują sygnał, że opieka to niewyłącznie zadanie kobiet, co może przyczynić się do spadku dyskryminacji kobiet w miejscu zatrudnienia. Można powiedzieć, że to „zmuszanie” ojców do skorzystania z urlopu, że to „rodzina powinna decydować”. Należy jednak zwrócić uwagę, że urlop ojcowski to uprawnienie i ojcowie nie muszą z niego korzystać. Wszyscy mamy jakieś uprawnienia, z których nie musimy korzystać. Wystarczy wymienić choćby czynne i bierne prawo wyborcze – wszyscy dorośli obywatele są uprawnieni do głosowania w wyborach, a głosuje tylko połowa i nie jest do tego „zmuszana” (choć, tak jak w przypadku ojców korzystających z urlopu, pewnie lepiej by było, żeby wszyscy uprawnieni obywatele głosowali). Podobnie, nie możemy tego uprawnienia komuś „oddać”, np. partnerce, ani się nim „podzielić” w ramach rodziny.

2. Urlopowi powinien towarzyszyć sensowny poziom zastąpienia dochodu. Bezpłatne urlopy lub symboliczne świadczenia zawsze pogorszą finansową sytuację rodziny (patrz punkt 1). Im dotkliwsza strata dochodu, tym mniejsze prawdopodobieństwo wykorzystania urlopu przez ojca, nawet przy indywidualnym uprawnieniu.

3. Okres urlopu powinien również być względnie długi i wynosić przynajmniej miesiąc, a najlepiej dwa-trzy (najbardziej sprawiedliwy podział to równe części dla ojca i matki). W przeciwnym razie wpływ urlopu na podział pracy opiekuńczej w rodzinie może być niewielki. Ojcowe muszą mieć czas na prawdziwe włączenie się w codzienną rutynę opieki nad dzieckiem.

Nie twierdzę, że każdy musi mieć (dużą) rodzinę. Niektóre osoby pozostaną przy jednym dziecku niezależnie od okoliczności, inne pary zdecydują się na bezdzietność, jeszcze inne pomyślą o przeludnieniu na świecie i zaadoptują dziecko. Ale ci, którzy naprawdę chcą mieć więcej dzieci, potrzebują odpowiedniego wsparcia, które nie kończy się na hojnych świadczeniach rodzinnych czy długich urlopach. Czy rzeczywiście europejskie rządy chcą zwiększyć dzietność? Jeśli tak, to muszą nakłonić ojców, by więcej pracowali – w domu.

**

dr Dorota Szelewa (Fundacja ICRA)

Tekst ukazał się na portalu In Genere w marcu 2015.

[1] Ásdís A. Arnalds, Guđný Björk Eydal and Ingólfur V. Gíslason. 2013. “Equal rights to paid parental leave and caring fathers ‐ the case of Iceland”. Icelandic Review of Politics and Administration Vol. 9, Issue 2 (323‐344).
[2] Poczyniłam tę uwagę dzięki rozmowie z Hrannar em Björnem Arnarssonem.
[3] Childbearing preferences and family issues in Europe, Eurobarometer 2006.
[4] L. Olah. 2003. “Gendering fertility: Second births in Sweden and Hungary”. Population Research and Policy Review 22 (2):171-200.
[5] L. Nepomnyaschy & J. Waldfogel. 2007. „Paternity leave and fathers’ involvement with their young children: Evidence from the American ECLS-B”. Community, Work and Family, 10, 427-453.
[6] J. L. Hook. 2006. “Care in Context: Men’s Unpaid Work in 20 Countries, 1965-2003”. American Sociological Review 70:639-660.

**Dziennik Opinii nr 266/2015 (1050)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.