Felieton

Umysłowa odwaga Doroty Masłowskiej

W świetle przytłaczającego promo najnowszej książki Doroty Masłowskiej łatwiej zrozumieć decyzję o porzuceniu dotychczasowego wydawcy Pawła Dunina-Wąsowicza, mimo że wcześniej pisarka zapewniała, że nigdy nie odejdzie od Lampy i człowieka, któremu zawdzięcza karierę. No ale cóż, świat się zmienia, ludzie też, a „obrona konserwatywnych wartości jest jedyną alternatywą wobec milczenia”, jak tłumaczy w wywiadzie pisarka. Odcinanie kuponów i porzucanie niezależnego wydawcy na rzecz międzynarodowego korpo to niewątpliwie konserwatywne wartości. No ale skoro alternatywą miałoby być milczenie, to chyba powinniśmy się cieszyć? Prawdę mówiąc, wolałbym już milczenie. 

Są nawet różne przysłowia na ten temat, ale nie będę ich tu cytował, skoro wszyscy je znamy. Pisarka jednak nie zmilczała, więc ja też nie muszę na ten temat milczeć. A co tak bardzo autorce Wojny polsko-ruskiej… przeszkadza, że obrona konserwatywnych wartości staje się jednym wyjściem? W skrócie prawa gejów, aborcja i rozrachunek z polskim antysemityzmem. Czym zatem pisarka różni się od Rafała Ziemkiewicza? Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ktoś mógłby powiedzieć, że Masłowska głosi to ironicznie i z przekory, ale to samo przecież można powiedzieć o publicyście „Uważam Rze”. Jedyna różnica byłaby więc nie w zbieżnych poglądach, tylko ich medialnym odbiorze. Nikt nie wpuściłby do „Newsweeka” RAZ-a, żeby odpowiadał o tym, że jedyną alternatywą dla walki o prawo do aborcji jest obrona konserwatywnych wartości. A Masłowską nie tylko zapraszają z pocałowaniem rączek, ale jeszcze spijają jej z ust całe to pierdololo. I to jest dopiero ciekawe!

Ale przytoczę cały ten debilny cytat, żeby nie było, że coś zmyślam: „Myślę, że to bardzo wywrotowe. W Warszawie walka o prawa gejów do małżeństwa, rozrachunek z polskim antysemityzmem czy opowiadanie się za prawem kobiet do aborcji uchodzi za znak nie tylko politycznej niepoprawności, ale i umysłowej odwagi. Tymczasem to zestaw najbardziej oczywistych, miałkich wręcz komunałów, w dodatku przyjmowanych bezrefleksyjnie i do zrzygania poprawnych”. No brawo. Na szczęście Dorota Masłowska jest niepoprawna i niezależna prawie jak „Gazeta Polska Codziennie”. Tylko czekać, aż się zacznie zastanawiać, czy z tym Smoleńskiem to władza rzeczywiście mówi nam całą prawdę. Od razu pisarce podpowiem, że nie. 

Dobrze, że Masłowska zaznaczyła, że chodzi tylko o Warszawę, bo zaraz ktoś by jej zarzucił, że wystarczy ze stolicy wyjechać, żeby się przekonać, jak bardzo prawa gejów nie są bezrefleksyjnym i poprawnym postulatem, że można się bać przyznać przed najlepszym przyjacielem, że się go popiera, a prawo do aborcji oznacza prawo do nażarcia się leków na wrzody (jeśli ma się szczęście i uda się skombinować receptę albo kupić na czarnym rynku). Całe szczęście prozaiczka pisze tylko dla warszawiaków i nie opuszcza stolicy, więc nie musi takim problemami swojego umysłu zaprzątać. Co nie znaczy, że swojej umysłowej odwagi wcale nam nie prezentuje.

Na przykład w tym samym wywiadzie stawia niebanalną tezę: „Myślę, że to właściwy moment do zadania sobie pytania: co to znaczy «być Polakiem?» i nawet nie – na ile to nas determinuje, ale na ile mamy tego świadomość”. Ja co prawda uważam, że obecny moment nie jest jeszcze właściwy. Ale całe szczęście, że są takie odważne umysłowo osoby jak Dorota Masłowska, które chcą się zastanawiać nad tym, co to właściwie znaczy. Bo do tej pory trzeba było ich ze świeczką szukać. „Polskość”? To jakaś nowozelandzka ryba? Nie wiem, nie słyszałem.

Co nie znaczy, że się z pisarką nie zgadzam. Aborcja, prawa gejów, walka z antysemityzmem to oczywiście komunały. Słuszne i mądre, ale komunały. Najwyraźniej jednak nie tak całkiem poprawne, skoro ustawa aborcyjna jest, jaka jest, związków partnerskich i poszanowania dla mniejszości nie ma. Też mi jest przykro, że nie mogę walczyć o coś bardziej oryginalnego. Na przykład anarchomonarchizm. Z pewnością to poprawia samopoczucie.

Proszę mi wierzyć, że codziennie ubolewam nad tym, jak nudne jest dobro i walka o nie. Cierpię jak Maria Peszek w Bangkoku. Tylko nie stać mnie na wyjazd do Bangkoku, więc cierpię tam, gdzie akurat przebywam. Nie jestem jednak wcale pewien, czy zostawanie konserwatystką, bo prawa gejów są nudne, jest dużo ciekawsze. Z pewnością jest dużo bardziej obmierzłe. Oczywiście pisarka ma prawo mieć poglądy głupie, ale oryginalne. Ale niech na litość boską będą oryginalne. Bo powtarzanie za Ziemkiewiczem to naprawdę nie jest jakaś brawura. Choć oczywiście fakt, że Masłowska robi to w „Newsweeku” i nikt jej nie przeszkadza, jest jakoś zabawny. 

Jak rozumiem, pisarka stara się walczyć z uproszczonym obrazem świata, jaki kreują media. Ale jak bardzo musi sama posiadać uproszczony obraz świata, żeby wypowiadać zdania w stylu: „Jeśli opiszę dobrą, sympatyczną lesbijkę, to książkę uzna za ważną «Krytyka Polityczna», a jeśli złą, wulgarną, zagubioną, to «Uważam, Rze»”. Chciałbym zapytać o jakieś przykłady, ale przecież to tylko taka anegdota, na którą żadnych przykładów nie ma. Tylko jest mi po ludzku przykro, bo ciągle pamiętam, jak się jarałem, że w końcu ktoś z nas napisał książkę o nas.

No, ale to było dawno. Teraz będzie o tym, „że to i tamto jest napisane na Facebooku, że nie wolno jeść ziemniaków. To nagminne, to nas otacza i nikt nie robi temu zdjęć”. Ja co prawda parę razy robiłem zdjęcia Facebookowi, choć częściej screenshoty. Ale może rzeczywiście Facebook to taki świat nieprzedstawiony, którym nikt się nie interesuje, więc dobrze, że pisarka postanowiła go przybliżyć czytelnikom. Tylko czy w ten sposób Masłowska nie staje w obronie wykluczonego i nie rujnuje swojej postawy literatki ostentacyjnie niezaangażowanej?

 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.