Felieton

Spotkałem na siłowni Ziemkiewicza

RAZ postanowił zacząć walczyć z systemem, dopiero gdy ten już upadł. W sumie wygodnie. Po co się narażać.

Spotkałem Ziemkiewicza na siłowni. Nie uderzyłem go. Trochę dlatego, że uważam, że przemoc to nie jest rozwiązanie. Trochę dlatego, że na żywo jest jeszcze bardziej obrzydliwy niż w mediach i brzydziłem się go dotknąć. Trochę też dlatego, że zrobiło mi się go żal, że choć jest ode mnie dwa razy większy, to od razu chce wzywać ochronę. Smutny, wielki Polak.

Ale od początku. Wszystko zaczęło się od tego, że Ziemkiewicz powiedział, że ma nadzieję, że Matka Boska da Wałęsie po mordzie za wielokrotne krzywoprzysięstwo. Ciekawe to wyobrażenie o Matce Boskiej jak na katolika. Ale pewnie RAZ jest niepraktykujący, więc może też nie wiedzieć, co porabia Matka Boska. Bardziej jednak jest ciekawe, że człowiek taki jak autor Zgreda ma czelność wypowiadać się nie tylko w kwestii tego, co Matka Boska powinna robić, ale również zasług Wałęsy. Oczywiście każdy ma prawo wypowiadać się w każdej sprawie. Ale nie wszyscy tak bezczelnie z tego prawa korzystają.

Osobiście powiedziałbym, że jeśli w czasach PRL-u było się tchórzem, to nie powinno się oceniać postawy tych, którzy wtedy byli bohaterami.

Skąd wiem, że RAZ był tchórzem? Sam się tym chwali. O tym jak walczył z komuną opowiedział między innymi w książce Wkurzam salon: „Jaruzelski próbował udaremnić moją karierę dziennikarską. Na konkurs literacki, w którym wtedy startowałem, można było przesyłać utwory do końca grudnia 1981 roku, a ten drań, żeby mi to uniemożliwić, wprowadził stan wojenny i pozamykał wszystkie placówki pocztowe. Ale ja byłem uparty: po prostu pojechałem i dowiozłem swoje opowiadania osobiście pod wskazany adres, do Naszej Księgarni na Powiśle. I wygrałem ten konkurs, zdobyłem jedną z głównych nagród i jeszcze wyróżnienie, razem zarobiłem dziesięć tysięcy złotych. To były całkiem zdrowe pieniądze jak na 1982 rok, wystarczyły mi na długo.”

Jak widać mimo aktywnego antykomunistycznego sprzeciwu RAZ nie zawahał się wziąć pieniędzy od zbrodniczego systemu.

Nie zawsze jednak fantasta tak dokładnie pamięta swoją ówczesną działalność. Gdy w TVP Żakowski zarzucił Ziemkiewiczowi, że ludzie jego pokroju, którzy w czasach PRL nie byli w opozycji, próbują niszczyć postać Wałęsy, RAZ odpowiedział, że był wtedy w podstawówce. Na uwagę Żakowskiego, że to nieprawda, stwierdził, że był jednak w liceum. Żakowski znów się obruszył się i wyszło na to, że Ziemkiewicz jednak studiował. Urodzony w 1964 roku rzeczywiście zdążył skończyć studia i trzymać się z dala od polityki czy jakiejkolwiek inne formy walki z reżimem. Autor fantastyki postanowił zacząć z nim walczyć, dopiero gdy ten już upadł. W sumie wygodnie. Po co się narażać.

O tym, jak tchórzliwie i podle się Ziemkiewicz zachowywał, wiem też z relacji znajomego polonisty, którego przyjaciele studiowali z odnoszącym już wówczas pierwsze sukcesy autorem fantastyki. Ziemkiewicz wprost odmawiał udziału w jakimkolwiek, choćby biernym proteście. Trząsł się ze strachu nie tylko wobec propozycji kolportowania „bibuły”, ale nawet jej czytania. Z relacji kilkorga współstudentek i studentów wynika, że mówił, że „nie weźmie TEGO do ręki”, że zajmuje się science-fiction i fantasy, bo to ciekawsze niż polityka (sic!). Na starość widocznie mu się zmieniło. Choć czasem podejrzewam, że RAZ ciągle zajmuje się fantastyką. Po prostu nasza polityka coraz bardziej ją przypomina. Nic dziwnego, że fantasta tak dobrze się w niej odnajduje. Nie tylko ten jeden zresztą. Coraz więcej mamy fantastów w polityce. I nie wszyscy są tacy tchórzliwi jak RAZ. Niektórzy całkiem odważnie twierdzą, że w Smoleńsku była sztuczna mgła i zamach.

Co jest nie tak z tymi ludźmi? Dlaczego tchórz Ziemkiewicz zarzuca tchórzostwo Wałęsie czy – toutes proportions gardées – mi, samemu będąc takim tchórzem, że ledwie się zdążyłem przedstawić na siłowni, zaczął mi grozić, że wezwie ochronę? A ja przecież tylko chciałem wiedzieć, jak to jest być takim obłudnym i złym człowiekiem.

No, dobrze. Trochę też chciałem dać mu w mordę. Ale jednak nie biję słabszych. Tylko trochę smutno, że ci źli, słabi i tchórzliwi ludzie zdobyli w Polsce rząd dusz i stołków i nie wahają się ich używać by opluwać, obrażać i niszczyć. I do tego wszystkiego są jeszcze zadowoleni z siebie. Jak to osiągnąć? Czy ktoś może mi zdradzić ten sekret?

 

**Dziennik Opinii nr 58/2016 (1208)

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.