Felieton

Psychiatrzy zamiast monopolowych

Nie ma się co dziwić, że Polacy leczą choroby psychiczne wódką.

Od pewnego czasu środowisko psychiatryczne bije na alarm. Jest za mało lekarzy, za mało szpitali, za mało pieniędzy, za mało wszystkiego. Warunki są katastrofalne. Tylko pacjentów jest dużo.

A powinno być jeszcze więcej. Z raportu Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że w Polsce jedynie co czwarta osoba z zaburzeniami psychicznymi otrzymuje fachową pomoc. Co się dzieje z resztą? Jeśli w kolejce do psychiatry czeka się kilka miesięcy, z pewnością zdarza się kolejkowiczom nie dotrwać i skorzystać z być może mniej fachowej, ale skuteczniejszej metody, jaką jest sznur konopny. Kurczę, konopny chyba raczej nie, bo przecież konopie to marihuanen, a marihuanen to zło, więc pewnie sznury na wszelki wypadek też należałoby zdelegalizować. Jeszcze ktoś się takim sznurem upali i depresja mu przejdzie. I co wtedy? Oczywiście będzie trzeba go wsadzić do więzienia!

Nie może wszak być tak, żeby ludzie mieli odmienne stany świadomości niż te, których wymagają od nich politycy i księża.

Jest tylko jeden dobry stan świadomości, a próby zmieniania go są naganne i powinny być srogo karane. No, chyba że ktoś sobie zmienia świadomość wódką. Wódka jest smaczna, zdrowa i dobra. Od wódki jeszcze nikt nie umarł, a przynajmniej nie ma na to chyba żadnych poważnych dowodów, zważywszy że jeden sklep monopolowy przypada w Polsce na dwustu pięćdziesięciu Polaków. Dla porównania warto dodać, że mamy sześciu psychiatrów na 100 tysięcy mieszkańców. Zagadka: ilu psychiatrów przypada na sklep monopolowy?

Nie chce mi się liczyć. Ale proporcje są zatrważające. Czy zatem można się Polakom dziwić, że choroby psychiczne leczą wódką? Wódka jest tańsza, łatwiej dostępna i szybciej pomaga. Pomaga jednak tylko na chwilę, na dłuższą metę pogłębia problemy psychiczne. Za to marihuana naprawdę może pomóc ludziom wyjść z depresji. Jednak marihuana jest nielegalna i w naszym smutnym kraju nie może pomóc nawet dzieciom chorym na lekoodporną padaczkę.

Czasem myślę, że cały ten kraj stoi na głowie. Ale potem przypominam sobie, że ludzie nie są racjonalni. A alkohol jest naszym kulturowym dziedzictwem. Podobnie jak katolicyzm, Powstanie Warszawskie i Jan Paweł II. I choćby nawet naukowo udowodniono ich szkodliwe działanie na ludzi i społeczeństwo, to i tak będziemy się do nich modlić. W końcu lubimy te piosenki, które już znamy. I tylko chyba ja jestem jakiś pojebany, że szukam ciągle nowej muzyki, bo stara mnie nudzi. No, może nie tylko ja, jest jeszcze parę innych takich osób. Niektórzy są w to nawet bardziej zaangażowani ode mnie. Ale nie będę tutaj pozdrawiał znajomych muzykofilów, bo chciałem o wódce i psychiatrii.

Bo choroby psychiczne to w Polsce poważny problem. Zmaga się z nimi co czwarty Polak. A czytając niektóre komentarze, można odnieść wrażenie, że w polskim internecie to nawet chyba co trzeci. Osiem milionów ludzi to spory elektorat. Można by coś dla nich zrobić, co nie? Ale może choroby psychiczne to też nasze kulturowe dziedzictwo i nie powinniśmy ich leczyć?

Odpowiedzią na apele środowiska psychiatrycznego miał być Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Miał być, bo na 9 września planowane jest głosowanie, które ma sprawić, że stanie się on częścią Narodowego Programu Zdrowia. Dlaczego to źle? „Budżet NPOZP w latach 2011-2015 miał wynieść blisko 1,3 mld zł, w tej kwocie zawierały się dużej mierze wydatki na inwestycje i leczenie. W ramach Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) w latach 2016-2020 nakłady na zadania związane ze zdrowiem psychicznym (poza profilaktyką alkoholową i uzależnień) mają wynieść 275 mln zł, w zasadzie tylko na działania profilaktyczne”.

Jest za mało pieniędzy na leczenie psychiatryczne? Co by z tym zrobić? Może dajmy jeszcze mniej pieniędzy, a wariaci wykończą się sami?

Chyba taka logika kierowała ustawodawcami, którzy specjalną strategię w dziedzinie, w której jest naprawdę potrzebna, postanowili zredukować o 80%. A szkoda. Nawet nie będąc psychiatrą, z obserwacji ław sejmowych łatwo wyciągnąć wnioski, że wielu posłów i posłanek potrzebuje pilnej pomocy. Oby tylko trollowali. Zresztą nawet jeśli nie trollują, tylko naprawdę mają problemy, to stać ich na wizyty prywatne. Tylko musieliby jeszcze umieć się przyznać, że mają problem. A z tym jest ciągle w Polsce kłopot. Depresja kwitowana jest wzruszeniem ramion i radą, żeby przestać się lenić. Paranoję też trudno traktować jak chorobę, zważywszy że stała się zwykłą cechę polskiego życia publicznego, odkąd ton zaczęło mu nadawać PiS i nieoceniony Antoni Macierewicz.

Istnieje jednak prostu sposób, aby ograniczyć problemy psychiczne Polaków. Należałoby sprawić, żeby chlali mniej wódki. Dlaczego sklepy monopolowe nie mogą być czynne tylko do 22.00? Czy naprawdę alkohol jest dobrem pierwszej potrzeby, który musi dostępny zawsze i o każdej godzinie? Jest wiele badań wskazujących, że nadmierna dostępność alkoholu prowadzi do wzrostu agresji i przestępczości. Może więc byłoby lepiej spróbować ograniczyć jego sprzedaż? Chyba nic by się nikomu nie stało, gdyby po 22.00, zamiast po kolejne piwo do sklepu, poszedł spać?

Oczywiście ograniczenie sprzedaży alkoholu nie rozwiąże wszystkich problemów psychicznych Polaków. Wszystkich problemów Polaków nic nigdy nie rozwiąże. Ale skoro sprzedajemy tak dużo alkoholu, to może część zysków z akcyzy przeznaczyć na Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego? Rozumiem, że jest wielu chętnych, którzy za pieniądze na profilaktykę będą chcieli robić kolejne debilne kampanie społeczne w stylu „Wyloguj się do życia”. Ale może część z nich przeznaczyć na realną pomoc osobom, które jej potrzebują? Zamiast na wzrost PKB w sektorze kreatywnym. Agencje reklamowe z pewnością potrzebują publicznych pieniędzy, ale szpitale psychiatryczne potrzebują ich bardziej.

Smaku sytuacji dodaje fakt, że projekt ustawy o zdrowiu publicznym został ogłoszony po raz pierwszy w siedzibie organizacji Pracodawcy RP. Ale to jednak powinien być program dotyczący zdrowia publicznego, a nie wzrostu PKB. Na wszelki wypadek przypominam, że chorzy psychicznie są mniej produktywni, a czasem wręcz doprowadzają do gwałtownego spadku produktywności, zabijając siebie lub innych.

 

**Dziennik Opinii nr 241/2015 (1025)

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.