Felieton

Pierdoły z Pierdolino

Kupiliśmy sobie pociąg piękny i drogi, jaka szkoda, że większości Polaków nie stać teraz na bilet.

„Pendolino sunęło bezszelestnie, kelner przyszedł z kartą dań, w głośnikach angielszczyzna komunikatów była bez zarzutu. Byłem podłączony do Wi-Fi, pracowałem spokojnie, tak samo jak wielokrotnie przedtem w wygodnych pociągach dalekobieżnych Szwecji czy Niemiec”, pisze profesor astrofizyki Marek Abramowicz w swoim artykule wychwalającym, jak nam się pięknie Polska rozwinęła. Od razu widać, że typ jest z kosmosu, bo w Pierdolino nie ma Wi-Fi. Jest za to kolejka do kibla. Włosi najwyraźniej sikają mniej niż Polacy, bo w wagonie jest tylko jedna mała toaleta i do tego ciągle zajęta. Nie wiem, do czego był podłączony profesor astrofizyki, ale może lepiej niech to odstawi, bo najwyraźniej powoduje to poważne zaburzenia postrzegania.

Wi-Fi nie ma w Pendolino, bo w 2008, gdy ogłaszano przetarg, nikt w PKP takich wymyślnych technologii nie potrzebował. Zapewne wtedy standardem przesyłania danych w tej firmie ciągle były dyskietki. Co prawda, gdy Pendolino wjeżdżało na polskie tory, Wi-Fi było już w pociągach Intercity, ale z zainstalowaniem go w pociągach klasy Intercity Premium pojawił się problem. Firma Alstom za zainstalowanie ich w zamówionych pociągach zażyczyła sobie ceny równie premium. A firma Intercity nie chciała takiej ceny zapłacić. I do dzisiaj nie chce. Chciała, żeby internet zainstalował tańszy polski kontrahent. Ale Alstom zagroził, że jeśli tak zrobimy, stracimy dwudziestoletnią gwarancję na pociągi. Czy jest nadzieja, że z tej patowej sytuacji uda się wyjść wcześniej niż za dwadzieścia lat, nie wiadomo.

Profesor Abramowicz jednak o tym nie wie, bo jest podłączony do Wi-Fi, którego nie ma, więc pracuje jak w Szwecji, zamiast dostrzec problemy, które ma na wyciągnięcie ręki. Na przykład taki, że Skarb Państwa zamawia pociągi zbyt szybkie by mogły korzystać ze swoich możliwości na naszych rzadko i słabo modernizowanych torach. Ale po co się wgłębić w problemy, gdy się sunie bezszelestnie przez pięknie rozwinięty kraj, a kelner przynosi kartę dań. Na marginesie polecałbym profesorowi sprawdzić znaczenie słowa „bezszelestnie”, bo trudno tak określić kolebiący się po naszych starych szynach Pierdolino. No, ale oczywiście może mamy inną tolerancję na hałas.

Gorzej, że najwyraźniej mamy też inną tolerancję na nierówności społeczne. Pan profesor nie widzi, że może sobie podróżować Pendolino kosztem likwidowanych, ponoć nierentowanych, połączeń lokalnych, których oczywiście z okien pociągu klasy premium nie widać.

I pewnie też nie słyszy powtarzanego przez głośniki komunikatu, że osoby bez ważnego biletu zostaną ukarane srogą „opłatą manipulacyjną”. Ponoć to już nie jest 650 PLN, jak było na początku, tylko 130, ale wciąż, jeśli doda się do tego koszt biletu, wychodzi niebagatelna kwota. A przecież każdemu może się zdarzyć, że w roztargnieniu kupi bilet na inny dzień. Znam takie przypadki. Ale nie ma zmiłuj. Płać i płacz.

Zaleta kolejki do kibla jest taka, że można sobie porozmawiać z konduktorem. Dowiedziałem się dzięki temu, że w wysokiej opłacie manipulacyjnej chodzi o to, żeby pociągiem nie jeździły osoby „wczorajsze”, który by stały na korytarzach i chuchały siedzącym. Bardzo to piękne, że Intercity tak dba o komfort swoich pasażerów, ale – jak słusznie zauważyła współpasażerka również stojąca w kolejce do toalety – nie ma chyba aż tak dużo tych „wczorajszych” osób, które by było stać na zapłacenie 150 złotych za bilet. Więc to już chyba wystarczająca bariera, zapewniająca komfort świeżym i pachnącym pasażerom. Sam jechałem Pendolino tylko dlatego, że od pewnego czasu bilety w weekendy i wieczorami kosztują pięćdziesiąt złotych. Widocznie nie ma w Polsce aż tylu świeżych i pachnących ludzi, którzy zapełniliby nasze nowoczesne pociągi. Ponoć też Polska musi się przed UE wykazać określoną ilością pasażerów, bo inaczej będziemy musieli zwracać ich unijne dofinansowanie. Zła Unia niestety uważa, że pociągi powinny służyć do tego, żeby jeździli nimi ludzie, a nie do tego, żeby zadowoleni z siebie panowie mogli cieszyć się, jak nam się pięknie udało rozwinąć kraj.

Bo trochę się udało, a trochę się nie udało. Pendolino jest zresztą tego pięknym przykładem. Za pieniądze z programu Pomocy Regionalnej kupiliśmy sobie taki piękny i drogi pociąg, że większości Polaków nie stać, żeby kupić sobie na niego bilet. To, że większości Polaków nie podoba się taki model rozwoju regionalnego, pokazały dobitnie wyniki ostatnich wyborów. Może więc zamiast onanizować się tym, jacy jesteśmy wspaniali, warto się zastanowić, dlaczego tak wielu ludziom się tutaj nie podoba? Bo jest ku temu wiele powodów i brak Wi-Fi w Pierdolino wcale nie jest najpoważniejszym z nich.

**Dziennik Opinii nr 193/2015 (977)

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.