Felieton

Minister zdrowia przebiera się za fajkę

A minister środowiska za górnika. Niby głupio, ale czy naprawdę nas to dziwi?

„Społeczność międzynarodowa postawiła sobie za cel niedopuszczenie do tego, by średnia temperatura wzrosła o 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej”, czytamy w relacji ze szczytu klimatycznego w Limie. „Żaden kraj w kwestiach klimatycznych nie uczynił wystarczająco wiele, by zapobiec niebezpiecznym zmianom klimatu, które pod koniec XXI wieku mogą skutkować globalnym wzrostem temperatury o 2 stopnie Celsjusza”, podkreślają autorzy raportu The Climate Change Performance Index 2015, analizującego postępy 58 badanych krajów w redukcji emisji CO2. Znamienne, że trzy pierwsze miejsca w rankingu pozostały puste. Żaden kraj nie znalazł się na podium w wyścigu o zatrzymanie zbliżającej się klimatycznej katastrofy.

Zagadka: czy społeczność międzynarodowa osiągnie cel, który sobie postawiła?
Odpowiedź: Hehe.

Zagadka: z czego składa się społeczność międzynarodowa, skoro żaden kraj nie zrobił wystarczająco wiele?
Odpowiedź: Na pewno nie z krajów.

Przecież gdyby wszystkie kraje się zgadzały, to pewnie by coś z tym zrobiły. Z drugiej strony nie wystarczy się z czymś zgadzać, żeby to zrobić. Ja na przykład zgadzam się, że nie należy jeść słodyczy przed snem. A jednak to robię. Dlaczego więc oczekuję, że społeczność międzynarodowa będzie rozsądniejsza ode mnie? Bez sensu oczekuję.

Nie bez powodu nasze Ministerstwo Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa zmieniło nazwę na Ministerstwo Środowiska. Nazwa nie tylko krótsza, ale lepiej oddająca rzeczywistość.

Środowiska już się nie da ochronić, można co najwyżej administrować jego degradacją.

No i trochę głupio by wyglądało, gdyby minister ochrony środowiska pojawiał się na Barbórce. A przecież powinien się tam pojawiać (i to robi), bo w końcu to gałąź przemysłu mająca istotny wpływ na środowisko. Choć niespecjalnie na jego ochronę. Niektórzy, co prawda, wyzłośliwiają się, że pojawienie się ministra środowiska w stroju górnika na święcie górników to trochę tak, jakby minister zdrowia przemawiał na konferencji przemysłu tytoniowego przebrany za wielka fajkę. Ale przecież żyjemy w kraju, którego była ministra zdrowia, a obecnie pani premier, jest nałogową palaczką, a za swojej kadencji aktywanie walczyła z zakazem palenie w miejscach publicznych. A dziś walczy o to, żeby cena energii nie podniosła się ani o grosz. Co w Polsce oznacza hojne dotacje dla bankrutujących kopalni. Sprzeczności, sprzeczności, sprzeczności. Życie jest ich pełne.

Siedzę w górach w domu po dziadkach i obserwuję wujka, który pracowicie zakręca kaloryfery przed wyjazdem. Niby też wiem, że należy to robić, ale rachunki za prąd płacę tak małe, że często zapominam. Na przykład teraz zapomniałem, wyjeżdżając na trzy tygodnie. Za oknem topnieją bałwany. Wczoraj było jeszcze widać dwa smutne, przybrudzone kikuty. O, dziś już ich nie ma. Normalnie w połowie grudnia można był je lepić. Amatorzy zimowego szaleństwa mogą być rozczarowani, choć ciągle jest dla nich nadzieja – jeśli tylko temperatura spadnie poniżej zera, pójdą w ruch armatki śnieżne. Nie zawiedziemy ich. Będziemy walczyć. Mamy armaty i nie zawahamy się ich użyć.

Wczoraj rozmawiałem z ciotką. Mówi, że żyjemy w epoce schyłkowej. Coś jak ostatni wiek Cesarstwa Rzymskiego. Przez chwilę się zastanawialiśmy, kto przetrwa upadek cywilizacji i co przyjdzie po niej. Ale nie doszliśmy do żadnych wniosków. Więc przestaliśmy narzekać i włączyliśmy film Charliego Kaufmana Adaptacja. Gdy główny bohater zupełnie już nie mógł sobie poradzić ze scenariuszem, który miał napisać, poszedł po pomoc do scenariuszowego guru, który mu powiedział, że najważniejszy w filmie jest ostatni akt. To on ustawia odbiór całego filmu. Ciocia poszła spać przed końcem, ale prosiła, żebym jej rano opowiedział, co było dalej. Gdy się obudziłem, pamiętałem jej prośbę, ale nie za nic nie mogłem sobie przypomnieć, jak skończył się ten film. W końcu włączyłem sobie go jeszcze raz, żeby sprawdzić.

Głupio się kończy. Nic dziwnego, że zapomniałem. Bohater wyrusza przed siebie zadowolony i pełen nadziei.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.