Felieton

Epitafium dla Miasteczka Wilanów (i nie tylko)

epitafium3-bruno-althamer

Do pewnych rzeczy po prostu nie damy rady się zaadaptować, a stoimy w obliczu szóstego wielkiego wymierania, więc sprawę wypadałoby potraktować poważnie. Musimy walczyć z przyczynami, a nie skutkami, czyli zmniejszyć emisję CO2.

Ile lexusów potrafi zamienić się w amfibie? Czy sushi wróci, skąd jego ród? A leśne przedszkola zamienią się w wodne? Może już dziś należałoby uczyć dzieci nie tylko życia w lesie, ale również mieszkania na wodzie i budowania klimatyzacji z butelek PET? Czy Świątynia Opatrzności Bożej uchroni Miasteczko Wilanów przed zalaniem? Tego oczywiście nie wiem, ale za to przeczytałem, że „w przypadku katastrofalnej powodzi na Wiśle znacząca część Wilanowa może zostać zalana 2–3-metrowym słupem wody”. Co prawda powódź z 2010 roku była największą od 160 lat, ale to oczywiście nie znaczy, że przez następne sto pięćdziesiąt lat Warszawa będzie bezpieczna.

Wręcz przeciwnie. Już dane historyczne pokazują, że katastrofalna powódź może wystąpić częściej niż raz na stulecie, a dane historyczne stają się mało miarodajne w przypadku ekstremalnych zjawisk pogodowych, które nas czekają wraz z postępującymi zmianami klimatu.

Miejskie klimaty

Oczywiście nie tylko Wilanów jest zagrożony. Do miejsc o największym zagrożeniu klimatycznym w Warszawie zalicza się dzielnice: Pragę-Południe, Pragę-Północ, Wolę i Śródmieście. Poza zagrożeniem powodziowym i podtopieniami w najgorętsze dni temperatura na Pradze-Północ może być o 4–5 stopni wyższa niż poza miastem, a na Woli i w Śródmieściu nawet 5–6 stopni wyższa. Również Mokotów, Żoliborz i Ochota będą musiały się mierzyć z falami upałów.

Szczególnie męczące dla mieszkańców będą gorące noce z temperaturą powyżej 20°C, które nie pozwalają organizmowi się zregenerować. W przypadku katastrofalnej powodzi Dolny Mokotów prawie w całości może zostać zalany nawet 2–3-metrowym słupem wody. Z kolei na Ursynowie w związku z przewidywanym znacznym wzrostem liczby budynków mieszkaniowych do roku 2030 wzrośnie ryzyko podtopień. Podtopienia nie oszczędzą zresztą prawie żadnej z dzielnic stolicy, a silnie zabetonowane tereny będą nagrzewać się nawet do ponad 40°C, zwiększając uciążliwość warszawskiej wyspy ciepła.

Jaki klimat dla polityki?

czytaj także

Jaki klimat dla polityki?

Adam Kiedrowski

Wcale nie zmyślam, żeby was straszyć. Wszystko to wiem, bo Warszawa przygotowała dokument Strategia adaptacji do zmian klimatu dla m.st. Warszawy do roku 2030 z perspektywą do roku 2050, z którego można się zresztą dowiedzieć znacznie więcej ciekawych rzeczy, niż tutaj przytaczam w wyimkach. Polecam się z nim zapoznać, nie tylko jeśli się zastanawiacie, czy warto brać kredyt hipoteczny na trzydzieści lat na mieszkanie w Warszawie, bo od razu mogę powiedzieć, że jest to ryzykowna inwestycja.

Generalnie zmieniający się klimat Warszawy będzie się objawiać falami ciepła, powodziami, podtopieniami, suszami i coraz częstszymi i silniejszymi wiatrami huraganowymi. Nie wiem jak was, ale mnie już głowa boli i mam problemy ze spaniem, gdy przez Warszawę przechodzi orkan. A będzie tylko gorzej. Słabym pocieszeniem jest fakt, że dzięki uprzejmości Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dostaję SMS-a, żeby nie wychodzić z domu. Bo w domu też mnie głowa boli, a to przecież nie jest najgorsze, co może spotkać mieszkańców i mieszkanki Warszawy.

Czyje właściwie jest miasto?

czytaj także

Długotrwałe fale upałów mogą doprowadzić do licznych zgonów. Choć podczas konsultacji społecznych miejskiej strategii adaptacji urzędnicy podawali liczbę 200 ofiar rocznie, to można podejrzewać, że jest ona niedoszacowana. Jakub Jędrak, fizyk współpracujący ze SmogLabem, i Anna Sierpińska z portalu Nauka o klimacie zwracali uwagę, że fale upałów mogą mieć znacznie bardziej tragiczne skutki. Naukowcy szacują, że z powodu globalnego ocieplenia latem 2003 w całej Europie zmarło 70 tysięcy osób. A przecież od tamtego czasu emisje ciągle rosną. W poprzednim sezonie w Japonii, w lipcu, gdy temperatura sięgnęła 41°C, do szpitali trafiło ponad dwadzieścia tysięcy osób z powodów udarów.

Sachs: Nie ma ucieczki z przegrzanej planety

Rzadko chodzę na konsultacje społeczne, ale tym razem się wybrałem, bo zmiany klimatu to moja pasja i trochę się jednak zastanawiam nad tym kredytem, więc fakt, czy za trzydzieści, a może nawet – daj boże – pięćdziesiąt lat będzie się dało mieszkać w Warszawie, żywotnie mnie interesuje. Konsultacje były wyjątkowo ciekawe. Strategia adaptacji wydaje się bardzo rzetelnie przygotowanym dokumentem, a na spotkaniu pojawiła się rzesza mieszkańców, ekspertów i aktywistów, którzy dodatkowo wzbogacili dyskusję.

Jak adaptować się do katastrofy?

Konsultacje miały miejsce w odnowionym niedawno (i pięknie, byliście tam w kiblu? ja byłem i wow) pawilonie Zodiak. Niestety przyjechałem na rowerze, więc nie mogłem nie zauważyć, że inwestorowi nie przyszło do głowy, żeby przed wejściem zamontować stojaki. Zważywszy że inwestorem było przyjazne rowerom i adaptujące się do zmian klimatu miasto Warszawa, nie sposób nie dostrzec tu pewnego paradoksu. Mamy jeździć rowerami, ale ich nie parkować? Problem rozwiązał fakt, że zapomniałem kluczyka do ulocka, więc ostatecznie rower został schowany w pomieszczeniu gospodarczym przez uprzejmego pana ochroniarza. Trudno jednak postulować, aby stało się to rozwiązaniem systemowym.

8 dowodów na wyższość rowerów nad samochodami

Dzięki Extinction Rebellion Polska wszyscy wchodzący na konsultacje, a także przechodnie mijający pawilon Zodiak mogli zobaczyć wypisane na chodniku hasła „Ziemia płonie”, „Adaptacja nie wystarczy”, „Zero CO2 do 2025” czy „Zagłada klimatyczna nadchodzi”.

W trakcie spotkania urzędnicy przedstawili zarys dokumentu i problemy, z jakimi będą się mierzyć mieszkańcy i mieszkanki. Choć prezentacja była przyjazna i interesująca, nie zadowoliło to zaniepokojonych obywateli i obywatelek. W imieniu mieszkańców i mieszkanek Warszawy, którzy dołączyli do światowego ruchu Extinction Rebellion, Borys Lewandowski zwracał uwagę, że strategia adaptacji to tylko początek koniecznych działań, bo do pewnych rzeczy po prostu nie damy rady się zaadaptować, a stoimy w obliczu szóstego wielkiego wymierania, więc sprawę wypadałoby potraktować poważnie. Musimy walczyć z przyczynami, a nie skutkami, czyli zmniejszyć emisję CO2.

Krótszy prysznic i gaszenie światła nie uratują nas przed katastrofą

Urzędnicy co prawda zwracali uwagę, że konsultowany dokument dotyczy adaptacji, a zaktualizowane dokumenty programowe dotyczące zarządzania energią zostaną przedstawione jeszcze w 2019 roku. Cóż jednak z tego, skoro nie ma powodów uważać, żeby były specjalnie bardziej ambitne, niż wymaga tego od nas Unia Europejska, czyli 20% redukcji emisji CO2 do 2020 roku i 40% do 2030 w stosunku do roku 2010. To oczywiście za mało, żeby powstrzymać zmiany klimatu. Podobnie jak działania podejmowane w ramach 24. Szczytu Klimatycznego plany te są tak mało ambitne, że mogą być prostą drogą do tego, żeby temperatura na ziemi do końca stulecia wzrosła od trzech do pięciu stopni. O ile w ogóle te działania podejmiemy.

Bińczyk: Ludzkość jest dziś jednocześnie supersprawcza i bezradna!

Nowe domy na terenach zalewowych? Proszę bardzo!

epitafium-bruno-althamer
Rys. Bruno Althamer

Polski rząd już w styczniu przyznał, że nie osiągniemy planowanego na 20% udziału odnawialnych źródeł energii w 2020 roku. Będzie to raczej poniżej 14%. Może więc jednak pozostaje nam się adaptować, bo zmiany klimatu są nie do uniknięcia przy obecnym klimacie politycznym? Ostatni raport IPCC nie pozostawia złudzeń. Mamy 11 lat, aby powstrzymać zmiany klimatu i utrzymać podwyższającą się temperaturę w miarę na bezpiecznym poziomie, czyli o 1,5°C wyższym niż w epoce przedprzemysłowej.

Osiągnięcie tego pułapu wymaga „szybkiej i dalekosiężnej” transformacji, obejmującej energetykę, przemysł, użytkowanie terenu, transport i aglomeracje. Jeśli widzicie gdzieś w okolicy tę szybką i dalekosiężną transformację, to chyba macie lepszy wzrok ode mnie, a prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nie musiałem odwiedzać okulisty. Oczywiście możecie też mieszkać w Chinach, wtedy przepraszam.

Od lat 50. XX wieku średnia temperatura roczna w Warszawie zwiększyła się o ponad dwa stopnie Celsjusza – od 7–8 do 10 stopni w centralnych rejonach miasta. Zauważalny jest też wzrost sumy opadów w naszym mieście. Ale dopiero 1 lipca 2014 roku rozpoczął się projekt „Przygotowanie strategii adaptacji do zmian klimatu miasta metropolitalnego przy wykorzystaniu mapy klimatycznej i partycypacji społecznej”, w skrócie ADAPTCITY. Lepiej późno niż wcale, ale oczywiście istnieje uzasadniona obawa, że w tym tempie może nam się nie udać zaadaptować do czekających nas wyzwań.

Co prawda strategia adaptacji jest już prawie gotowa i zawiera wiele pięknych postulatów, jak stworzenie większej liczby terenów zielonych, a także zbiorników retencyjnych, jednak nie sposób nie zauważyć, że jednocześnie miasto pozwala na liczne wycinki drzew i budowanie całych osiedli deweloperskich na terenach zalewowych.

Zmiana klimatu? Nie, zmiana systemu!

czytaj także

Temat ograniczenia zabudowy terenów zalewowych pojawił się oczywiście w czasie konsultacji. Co prawda takiego postulatu nie ma w strategii miasta, ale pojawił się jako głos w dyskusji i wzbudził kontrowersje nawet wśród osób prezentujących dokument. Podobno w Warszawie 600 tysięcy osób mieszka na terenach zalewowych, więc pomysł, żeby nie budować więcej nieruchomości w miejscach podatnych na zalanie, wydaje się całkiem sensowny. Dyrektor Biura Infrastruktury Leszek Drogosz uznał go jednak za nierealny, co wzbudziło sprzeciw dr. Wojciecha Szymalskiego, który prezentował miejską strategię adaptacji. Drogosz wytłumaczył jednak, że nawet gdy miasto nie wydawało zgody na budowę na terenach zalewowych, deweloperzy odwoływali się do sądu, który budować pozwalał. I tak oto słuszne postulaty rozbijają się o mur obecnego systemu społeczno-gospodarczego, który wolny rynek stawia wyżej niż życie i zdrowie przyszłych pokoleń.

Rozsądek cenniejszy niż węgiel

Nie sposób się nie obawiać, że wprowadzanie warszawskiej strategii adaptacji będzie się spotykało z tego rodzaju biurokratycznymi problemami, dopóki dla naszego państwa walka ze zmianami klimatu nie stanie się jednym z priorytetów. A na to oczywiście obecnie są nikłe szanse.

Polityka energetyczna w Polsce to polityka „gaszenia pożarów”

Czy to oznacza, że nie ma sensu nic robić? Wręcz przeciwnie. Warto kibicować urzędnikom i racjonalizować wprowadzane pomysły. Jak podpowiada aktywista miejski Borys Lewandowski, na przykład zamiast propagować polewanie asfaltu wodą w czasie upałów, można by pomalować jezdnię na jasny kolor. Tym bardziej że wody może nam brakować. Już dziś średnia temperatura roczna w Warszawie jest podobna do tych, jakie występowały przez ostatnie 250 lat w Bratysławie czy Budapeszcie. Co pewnie może niektórych ucieszyć. Podobnie jak to, że prawdopodobnie dotrzemy do średniej rocznej temperatury charakterystycznej dla Bolonii. Tylko że wcale nie będzie to takie wesołe, jak się może wydawać na pierwszy rzut oka. Bolonia nie jest Warszawą i to, do czego Włosi i Włoszki zdążyli przywyknąć, może być zabójcze dla warszawiaków i warszawianek.

Czy to oznacza, że nie ma sensu nic robić? Wręcz przeciwnie. Warto kibicować urzędnikom i racjonalizować wprowadzane pomysły.

W trakcie konsultacji pojawiło się sporo sensownych propozycji, jak na przykład takie, żeby na co piątym miejscu parkingowym posadzić drzewo albo w ogóle zakazać prywatnego ruchu samochodowego w mieście. Oczywiście takich postulatów również nie było w strategii adaptacji, ale nie chciałbym być w skórze urzędnika, który próbowałby w miejski dokument wpisać zakaz ruchu aut, bo pewnie następnego dnia zostałby zwolniony. I raczej nie pomogłoby tłumaczenie, że pomoże to nie tylko w walce ze zmianami klimatu, ale również ze smogiem.

W efekcie trudno nie zgodzić się z Jakubem Jędrakiem, który o miejskiej strategii adaptacji opowiadał w Tok FM. To, co nam się wydaje szalone, jest tak naprawdę głosem rozsądku. A to, co jest głosem rozsądku w naszym węglowym kraju, jest szaleństwem.

Polityczny realizm wiedzie do katastrofy

czytaj także

PS Wymyśliłem jeszcze jeden postulat dla strategii adaptacji miasta Warszawy do zmian klimatu. Jest to oczywiście promocja diety wegańskiej. Wiemy dobrze, że zmiany pogody wpływają na samopoczucie, a najmocniej odczuwają je ludzie dotknięci chorobą wieńcową, nadciśnieniem tętniczym, zmianami miażdżycowymi i w centralnym układzie nerwowym. Gdyby miasto przekonało ludzi, żeby jedli więcej warzyw, to może mniej ich będzie bolał zmieniający się klimat, a do tego będą zdrowsi. Tymczasem przez ostatnie trzy lata Unia Europejska wydała 300 milionów złotych na promocję mięska.

Kapela: Wierzę, że świat może i powinien być wegański

Wpłać na Krytykę #pozdrowGlinskiego

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.