Felieton

Czy żyjemy w raju?

Okazuje się, że zdaniem twórców i innych przedstawicieli środowiska kreatywnych wystarczy mała poprawka w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną, abyśmy znaleźli się w raju. Co prawda tylko w raju dla portali pirackich, ale zawsze. Nie jestem portalem, a jednak chciałbym znaleźć się w raju. Dlatego martwi mnie, że Apel reprezentantów środowisk kreatywnych, żeby z ustawy usunąć punkt 12a, odniósł pozytywny skutek. Czy jedyna szansa na raj została utracona z powodu tajemniczych fobii środowisk kreatywnych? 

A może już żyjemy w raju? Tylko o tym nie wiemy? Najwyraźniej poprawka nie była wcale taka ważna, skoro MAC bez problemów zgodziło się ją usunąć. W efekcie „zapisy projektu ustawy nie odnoszą się do wyszukiwarek”, więc wszystko zostaje po staremu. Będzie można w legalnych wyszukiwarkach wyszukiwać nielegalne treści. Zresztą nawet, gdyby poprawka w ustawie została, to i tak odnosiłaby się wyłącznie do wyszukiwarek, które mają siedzibę w Polsce. Trzeba być naprawdę kreatywnym twórcą kultury, żeby wierzyć, że objęcie (lub nieobjęcie) odpowiedzialnością właścicieli wyszukiwarek, może Polskę zmienić w raj (albo i nie). No, ale może sygnatariuszom apelu chodzi w rzeczywistości o dobro przemysłu kreatywnego. Wyobraźmy sobie świat, w którym każdy właściciel wyszukiwarki może być pociągnięty do odpowiedzialności za to, że można dzięki niej znaleźć linki do nielegalnych treści. Ilu kreatywnych pracowników musiałby taki przedsiębiorca zatrudnić? Już widzę, jak dzięki temu polskie PKB szybuje w górę niczym Tu-154. Doprawdy wspaniały widok.

Ale dość tych żartów. W końcu kultura to poważna sprawa, jak słusznie zauważają przedstawiciele środowisk kreatywnych. Żeby ten fakt kreatywnie zobrazować, postanowili nawet zacytować Sapkowskiego: „Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną”. Nie wiem, co złego jest w zagranicznej kulturze, ale widocznie coś jest, skoro nie wypada jej mieć. Mam nadzieję, że twórcy kultury pozbyli się obcej kultury, sygnujące dokument. Prosiłbym też o adresy domowe, gdyż chętnie bym sobie trochę z tej porzuconej kultury pożyczył. Skoro twórcom jest już ona niepotrzebna. 

Prawdę mówiąc, czytając ten apel, miałem wrażenie, że jego autorzy kultury pozbyli się już dawno. I to nie tylko cudzej, ale własnej też. W końcu fakt, że zauważa się potrzebę kultury, nie znaczy, że się ją ma. Wręcz przeciwnie nawet. Widocznie kultury komuś brakuje, skoro jej potrzebuje. Apelują nasi drodzy twórcy np. o: „Przestrzeganie jasno określonych kompetencji konstytucyjnych ministrów, zgodnie z którymi szeroko pojętymi sprawami kultury, twórczości i jej upowszechniania winien zajmować się minister ds. kultury i dziedzictwa narodowego.”. No, ale nie wiem, jak sobie wyobrażają prace nad ustawę o dotyczącą internetu prowadzone w sposób taki, żeby nie zahaczały o sprawy kultury. Może należałoby najpierw usunąć całą kulturę z internetu i wtedy mogłoby Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, spokojnie pracować, nie wchodząc w niczyje kompetencje? A może to minister kultury powinien napisać ustawę o internecie? Tylko, czy w takim przypadku nie wejdzie w czyjeś inne kompetencje? W końcu nie tylko wyszukiwarki kultury są w sieci, ale też np. wyszukiwarki połączeń kolejowych. Minister transportu mógłby się obrazić. A może trzeba stworzyć specjalny Internet dla kultury? Żeby minister kultury mógł się tylko nim zajmować? W każdym razie szkoda, że apelujący nie piszą więcej, jak sobie to wyobrażają. 

Piszą też twórcy kultury i ich przedstawiciele, że gdzieś tam „zapisuje się nieprawdę”. Kultura wymagałaby napisać, gdzie konkretnie. Mnie przynajmniej uczono, że jak się komuś zarzuca kłamstwo, to wypadałoby powiedzieć, co to za kłamstwo. Argument: „Kłamiesz!” nie jest argumentem, tylko obelgą. Cały zresztą apel jest napastliwy, a groźba, że otwarcie zasobów publicznych spowoduje masową pauperyzację twórców oraz ich wyjazd za granicę, budzić może chyba tylko śmiech. Kulturę wypadałaby mieć własną, ale jak nie będzie ona taka, jak sobie życzą twórcy apelu, to wyjadą krzewić ją za granicą? Już się boję, ale trochę też cieszę. I tak mamy za dużo twórców, więc – gdy Jacek Bromski czy Zbigniew Hołdys opuszczą kraj – tym którzy zostaną, będzie się żyło tylko lepiej. W sumie, po co nam twórcy kultury, którzy nie potrafią nawet napisać porządnego apelu.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.