Felieton

Czy wieńce dożynkowe uratują Częstochowę?

Artur Warzocha, kandydat na prezydenta Częstochowy, wierzy, że może pomóc wszystkim. Wiara jest tu kluczowym słowem.

Kandydat na prezydenta Częstochowy Artur Warzocha, aby zatrzymać proces wyludniania się miasta, chce „zrobić wszystko, żeby przedstawić alternatywę, dobre rozwiązania młodym mieszkańcom”. Jaką alternatywę i jakie rozwiązania? Jako wykładowca na Akademii Jana Długosza wie, że uczącej się na niej młodzieży doskwiera fakt, że w duchowej stolicy Polski nie ma uniwersytetu. Zatem chce, żeby taki uniwersytet powstał. Chęć godna pochwały. Zresztą istnieje realna szansa, że rzeczona akademia zostanie przekształcona w uniwersytet, więc nie jest to chęć nierealistyczna. Problem pojawia się, gdy przysłuchamy się dalszym obietnicom potencjalnego prezydenta. W końcu po ukończeniu uniwersytetu młodzież może żywić ambitne oczekiwania co do swojej przyszłości. Na przykład chciałaby pracować na stanowiskach, na których mogłaby realizować swoje aspiracje i godziwie zarabiać.

Dla częstochowskiej braci studenckiej nie mam jednak dobrej wiadomości. Owszem, Warzocha chce „od pierwszego dnia urzędowania” tworzyć miejsca pracy i ściągać do Częstochowy kapitał, ale gdy zaczyna o tym opowiadać, okazuje się, że głównie do specjalnych stref ekonomicznych, znanych z niskich zarobków i łamania praw pracowniczych.

Z pewnością każdy absolwent częstochowskiego uniwersytetu będzie przeszczęśliwy, że oferuje mu się pracę w montowni na umowie śmieciowej za stawkę dziesięć złotych brutto za godzinę i całe 15 minut przerwy. Być może uda mu się nawet zarobić pensję minimalną.

Dobrze, że Warzocha mówi: „Myślimy pod kątem szczęśliwości i dobrobytu mieszkańców”, bo ktoś mógłby pomyśleć, że chodzi mu o szczęśliwość i dobrobyt inwestorów. Zresztą ktoś bardziej złośliwy mimo wszystko mógłby pomyśleć, że rzeczywiście mu o to chodzi, bo jako prezydent chciałby na specjalne strefy ekonomiczne wydać osiemdziesiąt milionów złotych. Co jednak może być trudne, zważywszy, że specjalną strefę ekonomiczną chciałby stworzyć na terenach należących do Skarbu Państwa. Nie wiadomo jednak, co Skarb Państwa na to. Do tego PiS nie ma większości w radzie miasta, w której raczej rządzić będzie koalicja SLD-PO. No, ale może rzeczywiście ściągnięcie do Częstochowy taniej siły roboczej z okolicznych wsi i miasteczek zatrzyma depopulację miasta. Ale czy przez to młodzież uniwersytecka przestanie wyjeżdżać z miasta? Jakoś nie sądzę.

Na szczęście dla lokalnej młodzieży kandydat ma też inne pomysły. Uważa na przykład, że miasto powinno tworzyć infrastrukturę i atrakcje dla pielgrzymów. Kiedy ostatni raz byłem w Częstochowie, infrastruktury dla pielgrzymów raczej nie brakowało. Dostrzegłem raczej brak infrastruktury dla osób, które niekoniecznie chciałyby spędzać cały swój czas w klimacie Jasnej Góry. Ale tego kandydat PiS oczywiście nie zauważa. Sądzi raczej, że infrastruktury dla pielgrzymów powinno być więcej. Marzą mu się „pawilony i wydarzenia multimedialne o wysokim poziomie kulturalnym nawiązujące do tego, co się działo przed wiekami”. Czyli, że co? Multimedialny potop szwedzki? Interaktywna konfederacja barska? Rekonstrukcja krwawego poniedziałku?

Wyobrażam sobie, że przy multimedialnej rekonstrukcji potopu szwedzkiego mogłoby znaleźć pracę kilku absolwentów wyższych uczelni. Ale nie jestem pewien, czy rzeczywiście jest to szczyt ich aspiracji.

Jeśli nie, będą mieli też inne możliwości. Potencjalny prezydent duże nadzieje wiąże z dorocznym dożynkami. „Zróbmy wszystko, by ten klimat nie trwał dwa, trzy dni, ale parę miesięcy, a może nawet cały rok”, mówi. Dożynki przez cały rok to niewątpliwie dobre, alternatywne rozwiązanie dla młodzieży. W końcu kto powiedział, że żniwa mają być tylko raz w roku? W Częstochowie, mieście cudu jasnogórskiego, na pewno można tę sytuację zmienić. A przynajmniej można zbudować „olbrzymi pawilon przeszklony, gdzie można by gromadzić wszystkie pamiątki, cudowne dzieła sztuki, wieńce dożynkowe”. Przy zbieraniu, pilnowaniu i konserwowaniu wieńców dożynkowych widzę możliwość pracy dla kolejnych absolwentów przyszłego Uniwersytetu Jana Długosza. Widziałbym tu szczególnie absolwentów kierunku Analityka i kreatywność społeczna, a także bezpieczeństwa narodowego, a może nawet biotechnologii? W końcu wieńce często składają się z materiałów biologicznych, a ich tworzenie nierzadko wymaga skomplikowanej technologii.

Trochę sobie żartuję, a trochę nie.

Skoro Warzocha parom cierpiącym na niepłodność proponuje naprotechnolgię zamiast in vitro, to dlaczego biotechnologom nie miałby proponować pracy przy wieńcach dożynkowych?

W końcu naprotechnologia, polegająca głównie na obserwacji śluzu i niemogąca pomóc większości par cierpiących na niepłodność, ma się do metod zapłodnienia pozaustrojowego mniej więcej tak jak biotechnologia do wyplatania wieńców dożynkowych. No, ale kandydat na prezydenta wierzy, że może pomóc wszystkim. Wiara jest tu kluczowym słowem.

Warzocha wierzy też w inne cuda-niewidy. Na przykład proponuje ulgi w podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców, bo wierzy, że „jeżeli przedsiębiorca nie będzie musiał oszczędzać, kombinować, ukrywać kosztów, to więcej zainwestuje w powstawanie nowych miejsc pracy i w wynagrodzenia swoich pracowników”. Wierzyć można w różne dziwne rzeczy, ale ponieważ akurat tę wiarę podziela polski mainstream, to możemy łatwo sprawdzić, na ile jest ona prawdziwa. Pomimo licznych ulg podatkowych dla przedsiębiorców (choćby w coraz liczniejszych specjalnych strefach ekonomicznych) prawda jest taka, że: „Udział wynagrodzeń w PKB przy średniej unijnej 49,2 proc. w Polsce wynosi 37,4 proc., co daje nam w UE trzecie miejsce od końca”. Co do inwestowania w nowe miejsca pracy, to również jest to mit. Pomimo miliardowych oszczędności polskie firmy nie tylko ich nie inwestują, a już na pewno nie w podwyższenie zarobków pracowników, a wręcz zalegają z wypłatami pensji. No, ale zawsze można wierzyć, że zmienią swoje postępowanie, jeśli zaproponuje im się jeszcze więcej ulg. I da się im jakieś wieńce. Nie zapominajmy o wieńcach. Wieńce i dożynki przez cały rok na pewno zachęcą przedsiębiorców do wynagrodzenia pracowników lepiej i uchronią Częstochowę przed depopulacją. Albo i nie.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.