Galopujący Major

Desperacja Ordo Iuris i zalążek lewicowego „Progresso Iuris”

www.atlasnienawisci.pl

Fikołki prawne Ordo Iuris doprowadziły do sytuacji, w której pary LGBT+ powinny teraz wprost domagać się od samorządów ochrony gejowskich i lesbijskich rodzin.

 

Mimo dość smutnej historii, trudno się jednak nie uśmiechnąć, widząc, jaki popłoch wywołała publikacja interaktywnego Atlasu nienawiści. Przypomnijmy, atlas ten to mapa wskazująca miejsca w Polsce, w których przyjęto lub rozważano przyjęcie dyskryminujących uchwał (takich jak sprzeciw wobec „ideologii LGBT”, Samorządowa Karta Praw Rodzin itp.). Uchwały te, rzecz jasna, suflowało Ordo Iuris.

Dla samorządów, które „ordoiurisową” pigułkę połknęły, sprawa zaczęła być mało sympatyczna. Polscy wyborcy, zwłaszcza na prowincji, są wyczuleni na to, w jakim świetle stawiany jest ich ukochany heimat, a już szczególnie na to, co się o nim mówi za granicą. A kolejne rezygnacje zagranicznych miast partnerskich pokazały, że ów heimat postrzegany jest jak najgorzej.

Dla samych samorządowców cała ta awantura oznacza nie tylko mniej tak przez nich lubianych gościnnych wizyt w miastach partnerskich, ale też coraz więcej tak nielubianej samorządowej roboty. Uchwały czasami nakładają bowiem na miasta dodatkowe obowiązki, jak na przykład analizę skutków głosowanych uchwał pod kątem dobra rodziny, czego, rzecz jasna, samorządowcy nie musieli do tej pory robić. A złośliwi mieszkańcy o realizację tych obowiązków zaczynają pytać. Nie dziwne więc, że część samorządów zaczyna zdawać sobie sprawę, w co wdepnęła, i zamierza się rakiem z całego tego bałaganu wycofać.

W niepewnym, rozpadającym się świecie ultrakonserwatyści karmią się strachem

Dla Ordo Iuris jest to oczywiście wiadomość fatalna. W przypadku efektu kuli śniegowej nie tylko wyrzucony do kosza zostanie ten infantylno-makiaweliczny sposób dyskryminowania LGBT szantażowaniem dobrem rodzin, ale przede wszystkim podważy się skuteczność tych rzekomo tak bardzo profesjonalnych ekspertów. A miraż skuteczności jest główną dźwignią ich fundraisingu. Stąd nieco desperacka próba pozywania autorów Atlasu nienawiści i ciągłego powtarzania, że w uchwałach samorządom chodzi tylko o prawa rodzin, a nie o żadną dyskryminację osób LGBT+.

Niestety, aktywistów pozywają miasta, a prawnicy Ordo Iuris są jedynie pełnomocnikami, co jest o tyle pechowe, że w uzasadnieniu samorządowych uchwał często wprost jest napisane, że dokumenty są odpowiedzią na warszawską kartę LGBT+. Jeśli więc coś jest odpowiedzią, jeśli, co pewnie wiele osób pamięta, radni przed kamerami grzmieli przeciwko LGBT+, to trudno uznać, że intencje uchwały nie były skierowane przeciw LGBT, a chodziło jedynie o to, aby mamusia z tatusiem mogli wygodnie wychowywać swoją córeczkę. To będzie więc ciekawy proces, zwłaszcza gdy ci radni zaczną zeznawać w sądzie i mówić, co sądzą o osobach LGBT+.

Świat według Ordo Iuris

czytaj także

Rzecz jasna, cały ten śmieszno-straszny pomysł Ordo Iuris polega właśnie na tym, że jak się dostatecznie dużo napisze o prawach rodziny, bo ta jest wymieniona w samej konstytucji, to się znajdzie wehikuł, który powstrzyma emancypację mniejszości LGBT i realizację ich konstytucyjnych praw, także przez samorządy. Niestety, po przyjrzeniu się wspomnianemu wehikułowi bliżej, widzimy, że wszystko zaczyna w nim trzeszczeć.

Wciąż bowiem mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że rodzina nie jest zdefiniowana w konstytucji. Słynny artykuł 18. stanowi bowiem, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Mamy więc nie tylko oddzielenie związku małżeństwa i rodzicielstwa od rodziny, ale także mamy brak definicji. Ba, definicji tej nie zawiera także kodeks rodzinny i opiekuńczy, przez co od lat trwają spory, kto tak właściwie do rodziny należy, a kto nie. Definicję rodziny zawiera dopiero ustawa o świadczeniach rodzinnych oraz ustawa o pomocy społecznej. Wedle tej pierwszej para LGBT nie może być rodziną, ale może być rodziną na mocy tej drugiej, gdyż wedle art. 6 pkt 14 ustawy o pomocy społecznej rodziną są „osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące”. Ktoś powie, że to definicja tylko na potrzeby pomocy społecznej, i będzie miał rację, jednakże trudno dziś mówić, że para gejów czy lesbijek na pewno rodziny w świetle prawa nie stanowi.

I ty możesz zatrzymać prawicowy hejt na osoby LGBT+. Sprawdź jak

Jeszcze gorzej, przynajmniej dla Ordo Iuris, jest w przypadku ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, gdyż w art. 2 zdefiniowano członka rodziny (a w konsekwencji także rodzinę) w taki sposób, że członkiem rodziny jest „osoba najbliższa w rozumieniu art. 115 § 11 kodeksu karnego a także inna osoba wspólnie zamieszkującą lub gospodarującą”. I tu zaczyna się cała zabawa, gdyż zgodnie z art. 115 § 11 kodeksu karnego osobą najbliższą jest „osoba pozostająca we wspólnym pożyciu”, zaś jak stwierdził Sąd Najwyższy w uchwale siedmiu sędziów z 25 02.2016 (sygn. Sygn. akt I KZP 20/15) „odmienność płci osób pozostających w takiej relacji nie jest warunkiem uznania ich za pozostających we wspólnym pożyciu w rozumieniu art. 115 § 11 k.k.” A więc pozostająca we wspólnym pożyciu para LGBT jest w świetle ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie po prostu rodziną. Jest to o tyle kluczowe, że owe karty samorządowe często zawierają szereg odwołań do ochrony rodziny właśnie przed przemocą, do autonomii tej rodziny, nawet jej integralności. Oznacza to więc, że, przynajmniej w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie, samorządy przyjęły kartę chroniące te pary LGBT+, które pozostają we wspólnym pożyciu.

Fikołki prawne Ordo Iuris doprowadziły więc do sytuacji, w której pary LGBT+ powinny teraz wprost domagać się od samorządów realizacji ochrony rodzin LGBT, bo rodziny chroni przecież art. 18 konstytucji, a oni w świetle ustawy i uchwały Sądu Najwyższego są przecież rodziną. W tym oczywiście powinny domagać się ochrony przed… samym Ordo Iuirs. Ich wypowiedzi o LGBT godzić mogą przecież w bezpieczeństwo i integralność tęczowych rodzin, nieprawdaż?

Takich zabawnych trików jest oczywiście więcej. Jednym z moich ulubionych jest wykorzystywanie faktu, że dobra chronione prawem często znajdują się w pewnej kolizji (np. prawo do wolności słowa a dobre imię). W zależności od tego, co akurat ideologicznie pasuje Ordo Iuris, w przypadku takiej kolizji powołują się to na jedną wartość, to na inną. Czasem więc wybierana jest przez nich wolność prowadzenia działalności gospodarczej – kiedy drukarz odmawia druku plakatu na imprezę LGBT, to drukarz ma niby rację. Innym razem nie ma znaczenia nie tylko ta ubóstwiana wolność gospodarcza, ale nawet obawy innych pracowników o swoje życie i zdrowie – to przypadek, w którym pracownik IKEI wkleja cytaty o tym, jak się wedle Biblii powinno mordować gejów. No więc w sprawie IKEI kluczowe były wolność słowa i ochrona uczuć religijnych – wtedy to niby pracownik miał rację. Podobnie zresztą jest z wykładnią językową – raz cytowanie Biblii o mordowaniu gejów ma nie być dosłownym rozumieniem tekstu, bo kto dosłownie rozumie Biblię, a raz uchwały przeciwko karcie LGBT+ w Warszawie mają być rozumiane bardzo dosłownie, a więc jedynie jako wsparcie dla praw rodzin.

Oczywiście wszystkie te śmieszno-straszne pomysły Ordo Iuris nie powinny być lekceważone przez opinię publiczną. Zestaw ich trików prawnych, ale także językowych, został właśnie opisany przez Wielką Koalicję za Równością i Wyborem. W raporcie, dostępnym za darmo do pobrania, prezentowany jest cały arsenał – zdaniem autorek – po prostu manipulacji Ordo Iuris, takich jak wybiórcze interpretacje przepisów, manipulacje językowe, strategia przejęcia języka praw człowieka, strategia legitymizacji przy ONZ, mieszanie opinii z treścią normatywną itd. Osobom, które z analizą przepisów prawnych mają wiele wspólnego na co dzień, takie zabiegi znane są od dawna. Dla innych – np. dyrektorów szkół czy w ogóle przedstawicieli administracji publicznej – lektura powinna być pouczająca.

Lewica natomiast, zanim raport ten ściągnie i uważnie przeczyta, aby mieć merytoryczne argumenty w sporze z Ordo Iuris, powinna się wreszcie zdecydować na utworzenie własnego „Progresso Iuris”, czy jak to się będzie poprawnie i lewicowo nazywało. Warto, a nawet trzeba, zatrudniać prawników, którzy na bieżąco będą nie tylko świadczyć pomoc osobom zastraszanym. Będą także uczestniczyć w projektach legislacyjnych i uchwałodawczych na wszystkich szczeblach, aby dawać merytoryczny odpór fundamentalistycznej propagandzie. Inaczej Atlas nienawiści będzie trzeba co roku poszerzać o kolejne pozycje.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij