Felieton

Rada mędrców

Publicyści przejęli się Manifą. Co prawda na niej nie byli, ale swoje widzieli i słyszeli w mediach. Widzieli transparenty, słyszeli okrzyki i się zaniepokoili. Postanowili więc powołać Radę Mędrców, czyli nieformalną grupę ds. dobrych dar i dobrze doradzić feministkom, co powinny na transparentach pisać, co krzyczeć i w ogóle, jak się Manify organizować powinno. Starzy wyjadacze i wyjadaczki, co to niejedno widzieli, słyszeli i czytali, postanowili pochylić się z ludzką troską nad feministkami, którym coś organizacja Manif nie wychodzi. Trzynaście lat Manify chodzą po ulicach miast, w tym roku przeszły po ulicach kilku miast – Łodzi, Gdyni, Olsztyna, Wrocławia, Krakowa, Torunia, Warszawy, Szczecina, Białegostoku – ale to przecież kropla w morzu waszych feministycznych możliwości. Stać was na więcej. Jak? Podpowiedzą szacowni publicyści.


Dzień po Manifach głos zabrała zatroskana Agata Nowakowska, tłumacząc feministkom na łamach „Gazety Wyborczej”, że Manifa trochę zboczyła z trasy. Zamiast zajmować się zmianą mentalności społeczeństwa, zajmują się kasą Kościoła i piłką nożną. Co ma piernik do wiatraka – co ma finansowanie przez państwo Kościoła do niefinansowania przez państwo aborcji? „Aborcji z powodów społecznych czy in vitro nie ma w Polsce nie dlatego, że księża doją pieniądze z budżetu, ale dlatego, że jest wokół tego poważny spór światopoglądowy” tłumaczy zatroskana zbaczającymi z trasy manifami Nowakowska. Finansowanie Kościoła nie ma oczywiście drogie feministki z kwestiami światopoglądowymi żadnego związku. Albo Euro. Kolejna świętość, której czepiają się feministki. Nowakowska szczerze przyznaje, że „sama zastanawiam się nad sensem wydania na Stadion Narodowy 2 mld zł”. Ale przestała te wątpliwości mieć, bo „dla wielu Polaków piłkarskie mistrzostwa Europy to święto” tak jak święta jest lekcja religii w szkole i państwo powinno za nią płacić. Tego Nowakowska nie pisze, ale to chyba oczywiste. A tak w ogóle drogie feministki, to „nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy, że ktoś odwoła Euro”, więc po co to wasze gadanie? Może po to, żeby ktoś się choć chwilę zastanowił nad sensem wydania na Stadion Narodowy 2 mld., żeby jakaś zmiana w mentalności społecznej nastąpiła? Bo powinny się przecież Manify zmianami w mentalności zajmować. Chyba ten wywód zbacza z trasy niczym Manifa.


Do Agaty Nowakowskiej dołączyli panowie publicyści, którzy jednym głosem mówili feministkom „Nie idźcie tą drogą”. „Manifa utraciła społeczny słuch wrzucania na transparenty najważniejszych spraw kobiet” tłumaczył zatroskany Tomasz Machała. Jakie to sprawy świetnie wiedział występujący z nim w porannej audycji TOK FM Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”: równe pensje, przedszkola. Nie zastanawiajcie się drogie feministki nad tym, jakie tematy na Manifach poruszać. Poruszajcie te, które już dostały się do mainstreamu, które nikogo już nie bulwersują, może mówcie o parytetach, tzn. kwotach. Nie przebijajcie głową muru, nie radźcie się swoich koleżanek profesorek socjologii czy działaczek społecznych, poczytajcie zrobione już badania i jak wasi koledzy politycy nastawcie „słuch społeczny” na to, co już do debaty publicznej weszło. Zaoszczędzicie sobie roboty, nerwów. Idźcie sprawdzoną drogą cynizmu i podążania za tym, co wywalczone, a nie walczenia o to, za czym podążać będą za parę lat inni.


Do kroczenia drogą nie wymagającą przecierania szlaku namawia feministki szczerze zatroskany Tomasz Lis, który – podobnie jak koledzy – dostrzegł, że feministki wybrały na transparenty nie te tematy, co trzeba. W tekście Samobój feministek pisał: „Nie znam […] żadnej kobiety, która uważałaby, że Euro to debilizm, Stadion Narodowy to bzdet i głupi wydatek, a same mistrzostwa to samcze igrzyska.” A skoro Lis takich kobiet nie zna, to pewnie takie w ogóle nie istnieją, czyli feministki sobie problem wymyśliły. „Miliony kobiet obejrzą mecze Polaków, miliony żon, owszem z lekką ironią, ale z życzliwością będzie patrzyło na swych mężów i synów (oraz na bardzo wiele córek), które żyją mistrzostwami”. Ciekawe czy o niezamężnych kobietach Lis nie wspomina, bo takich też nie zna.


Do grona szczerze i z głębi zatroskanych serc dobrze radzących feministkom dołączyła Monika Olejnik. Ona – podobnie jak wspomniani wyżej specjaliści od tego, o co walczyć powinny kobiety, wie, że „feministki powinny żądać dostępu do środków antykoncepcyjnych, uczciwego awansowania kobiet, równych płac, a to nie jest domena Kościoła”. Feministki – pisze Olejnik – „uważają, że to przez Kościół aborcja w Polsce nie jest w pełni dopuszczalna, zapominając o tym, że to politycy tak naprawdę decydują o prawie”. Wszystko się wam drogie feministki pomieszało. To politycy głosują w sejmie, polityków wybiera społeczeństwo, społeczeństwo wychowane na lekcjach religii w szkołach, społeczeństwo wychowane w szkołach, w których na ścianach wiszą krzyże, odwiedzające szpitale, w których wiszą krzyże, urzędy, w których wiszą krzyże, przychodzące na wycieczki szkolne do sejmu, w którym wiszą krzyże, więc polskie prawo i wychowanie nie mają nic wspólnego z Kościołem. „Kościół już przyznaje się do pedofilii” pisze dalej Olejnik, więc przestańcie się go panie feministki tak czepiać.


Zorganizujcie drogie feministki Manifę pod jakimś mniej kłopotliwym hasłem. Np. „Kobiety = mężczyźni”. Choć może to zbyt kontrowersyjne, znaczyłoby, że kobiety są takie same jak mężczyźni, identyczne. To może: „Kobiety i mężczyźni są sobie równi”. Albo nie – bo to by mogło oznaczać, że mają takie samo prawo zostania księdzem, a to nie przejdzie i znowu będzie o Kościele. Może zorganizujcie Manifę pod hasłem „Kobiety!”. Proste i jasne. Wszyscy je poprą, bo już wiedzą, że trzeba kobiety w życiu społecznym wspierać, bo takie przekonanie weszło już do obiegu gazetowo-rzepowo-lisowego. Bo z trafnymi postulatami, jest jak z ulubionymi piosenkami – najlepsze są te, które już znamy. A że nie pamiętamy, że to wy feministki nas ich uczyłyście, to już zatroskanym publicystom jakoś umyka.

 

 

 

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.