Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Bogaci wyjadą, gospodarka upadnie? Nie tak działają podatki majątkowe

Przy okazji każdego sporu o podatki miliarderzy zapowiadają, że wyjadą, jeśli państwo zażąda od nich uczciwego wkładu w finansowanie usług publicznych. Większość polityków bierze te groźby na poważnie, mimo że czarne scenariusze nigdzie się nie spełniły.

ObserwujObserwujesz
Walka

1

Nierówności majątkowe nieustannie rosną i przyzwyczailiśmy się już, że z każdym kolejnym rokiem ustanawiane są nowe rekordy koncentracji światowego bogactwa w rękach nielicznych. Obecnie dwanaście najbogatszych osób posiada więcej niż biedniejsza połowa ludzkości. W tej sytuacji coraz częściej pojawiają się propozycje reform systemów podatkowych, które przesunęłyby część obciążeń z pracy i konsumpcji na majątek oraz kapitał. Za każdym razem odpowiadają im oburzone głosy, które rysują iście katastroficzne wizje.

Jeśli im wierzyć, to w przypadku wprowadzenia podatku majątkowego należy spodziewać się natychmiastowego exodusu bogatych. Z dnia na dzień wynieśliby się oni z kraju, zabierając ze sobą swoje dobra i rozpoczynając nowe życie w bardziej przyjaznym podatkowo miejscu. To z kolei miałoby doprowadzić do zamykania firm, spadku inwestycji i masowego bezrobocia. Krótko mówiąc: ruiny gospodarczej. A jak jest naprawdę?

Czytaj także Opodatkować bogatych, żeby piszczało George Monbiot

Lekcje z Norwegii

Pewnym sprawdzianem tych przepowiedni stała się polityka norweskiego rządu. Po wyborach w 2021 roku władzę w kraju objęła centrolewicowa koalicja kierowana przez Partię Pracy, która w kolejnych latach podniosła obciążenia podatkowe najzamożniejszych. Najwyższa stawka podatku majątkowego wzrosła z 0,85 do 1,1 proc., ograniczono ulgi przy wycenie akcji i podniesiono podatek od dywidend. Rząd zaczął również uszczelniać przepisy dotyczące opodatkowania niezrealizowanych zysków kapitałowych osób wyprowadzających się za granicę. Mimo że nie były to zmiany drastyczne, spotkały się z ostrą krytyką i oporem prawicy.

Co jakiś czas w mediach pojawiały się informacje o kolejnych bogaczach opuszczających kraj, a liberalni komentatorzy traktowali to jako dowód na porażkę polityki Partii Pracy. Przepowiadano, że z powodu wyjazdu najbogatszych podatników wpływy do budżetu spadną, nie będzie nowych inwestycji i cała gospodarka odczuje to negatywnie. Norwegia miała służyć jako przestroga przed wprowadzaniem podobnych rozwiązań w innych krajach. Była to jednak zdecydowanie przedwczesna radość przeciwników podatku majątkowego.

Niedawno ekonomista Marius A. K. Ring opublikował badanie analizujące skutki norweskich reform z ostatnich lat. Jego ustalenia pokazują, że czarne scenariusze nie ziściły się. Zmiany podatkowe skłoniły do wyjazdu co najwyżej setkę zamożnych podatników, co nie wpłynęło znacząco na efekty fiskalne reformy. Według wyliczeń Ringa, gdyby zmiany nie skłoniły nikogo do wyjazdu, wpływy z podatku majątkowego wzrosłyby w latach 2021-2024 o ok. 75 proc. Po uwzględnieniu emigracji wywołanej reformami wzrost ten nadal wyniósł 71,5 proc. Co więcej, autor nie znalazł dowodów na istotne ograniczenie inwestycji w norweskich firmach ani na wzrost liczby bankructw. Przedsiębiorstwa należące do właścicieli, którzy wyemigrowali, pozostawały aktywne gospodarczo i nie zmniejszały inwestycji. Nie stwierdzono również, by reformy zwiększyły odpływ założycieli startupów i wynalazców albo ograniczyły napływ tych grup do Norwegii. Ani w Skandynawii, ani w innych częściach świata nie jest łatwe znalezienie dowodów na szkodliwość podatków majątkowych.

Gdzie jeszcze przedsiębiorczość jest „karana”?

Norwegia nie jest jedynym europejskim krajem, który zdecydował się na opodatkowanie dużych fortun. W Hiszpanii podatek majątkowy od lat zasilał budżety regionów, a w 2022 roku rząd Pedro Sáncheza wprowadził dodatkowy podatek solidarnościowy, którego głównym celem było ukrócenie konkurencji podatkowej między różnymi częściami kraju – konserwatywne władze Madrytu i Andaluzji znosiły własne obciążenia w celu przyciągania zamożnych podatników. Nowa danina wyrównała stawki, niezależnie od regionalnych praktyk. Podatek solidarnościowy objął majątki netto przekraczające 3 mln euro z progresywnymi stawkami opodatkowania, prowadząc do wzrostu wpływów budżetowych, ale nie odpływu miliarderów z kraju.

Czytaj także Opodatkować miliarderów już można. Trzeba tylko chcieć Jake Johnson

Przez lata wielkie fortuny były opodatkowane również we Francji, dopóki nie zrezygnował z tego Emmanuel Macron, chcąc w ten sposób zwiększyć gospodarczą konkurencyjność kraju. Chociaż negatywnych efektów podatku majątkowego nigdy nie dowiedziono, to skutki jego likwidacji oraz innych ulg dla bogatych oraz biznesu są za to aż nadto widoczne – za kadencji liberalnego prezydenta dług publiczny osiągnął rekordowe rozmiary, za co w dużej mierze odpowiada regresywna polityka podatkowa, która w zależności od wyliczeń kosztowała od kilkudziesięciu do kilkuset miliardów euro.

Macron i jego obóz polityczny najchętniej przerzuciliby koszty na niezamożnych poprzez cięcia w usługach publicznych. Lewica jako alternatywę wskazuje właśnie przywrócenie podatku majątkowego w nowej formie. Ekonomista Gabriel Zucman zaproponował wprowadzenie minimalnego podatku w wysokości 2 proc. majątku netto przekraczającego 100 mln euro. Najzamożniejsi nie mogliby sprowadzać swoich łącznych obciążeń podatkowych poniżej tego poziomu, niezależnie od korzystania z rozmaitych ulg lub luk w systemie finansowym. Oparty na tej idei projekt został w 2025 roku przyjęty przez Zgromadzenie Narodowe, ale odrzucił go konserwatywny Senat. Tłumacząc swój sprzeciw, liberałowie i prawica sięgali po standardowe argumenty – ich zdaniem byłoby to karanie przedsiębiorczości, prowadzące do spadku inwestycji i masowej emigracji bogaczy.

Jednym z zabezpieczeń przed uciekaniem miliarderów za granicę jest tzw. exit tax, czyli podatek od niezrealizowanych zysków kapitałowych. Nie jest to kara za samą przeprowadzkę, ale podatek od wzrostu wartości majątku (np. akcji), który powstał, gdy bogacz mieszkał w danym kraju. Dzięki temu państwo pobiera należne podatki, nawet jeśli właściciel sprzeda swój majątek dopiero po wyjeździe. Norwegia zaostrzyła tego rodzaju przepisy w 2022 i 2024 roku. Prawdą jest natomiast, że optymalnym byłoby, gdyby za sprawą upowszechnienia się podatków od wielkich fortun tego rodzaju zabezpieczenia nie były potrzebne.

Opodatkować wszystkich miliarderów

Wiele problemów rozwiązałoby wprowadzenie globalnych standardów podatkowych na tym polu. Wspomniany już Gabriel Zucman należy do głównych promotorów tej idei. W raporcie przygotowanym w 2024 roku oszacował, że wprowadzenie minimalnego podatku w wysokości 2 proc. majątku miliarderów przyniosłoby nawet 250 mld dolarów rocznie. Rozszerzenie go na osoby o majątkach przekraczających 100 mln dolarów mogłoby oznaczałoby kolejne 100-140 mld dolarów wpływu podatkowego. Międzynarodowa koordynacja utrudniłaby najbogatszym wykorzystywanie różnic między krajami, kładąc kres ucieczkom do rajów podatkowych. To wciąż stosunkowo skromna propozycja, ponieważ majątki miliarderów rosną znacznie szybciej niż 2 proc. rocznie.

Czytaj także Opodatkujmy wreszcie najbogatszych! Peter Singer

Między innymi dlatego ambitniejsza od Zucmana jest lewica amerykańska. Bernie Sanders przedstawił w tym roku projekt ustawy Make Billionaires Pay Their Fair Share Act, która wprowadziłaby coroczny podatek majątkowy w wysokości 5 proc. obejmujący prawie tysiąc amerykańskich miliarderów. Miałby on przynieść 4,4 bln dolarów w ciągu dziesięciu lat, co zdaniem pomysłodawców pozwoliłoby sfinansować rozszerzenie ubezpieczeń zdrowotnych, budowę mieszkań dostępnych cenowo i bezpośrednie wsparcie wielu gospodarstw domowych. Oczywiście obecnie nie ma szans na przyjęcie propozycji Sandersa, jako że Stanami rządzą właśnie miliarderzy.

Media i politycy podporządkowani interesom najbogatszych będą tłumaczyć, że podatki majątkowe to czyste zło i ekonomiczne samobójstwo, wbrew wszelkim danym empirycznym z różnych państw. Zresztą nawet gdyby rzeczywiście miały prowadzić do tak negatywnych skutków, jakimi się straszy, to czy na pewno należałoby się tym martwić? Ucieczka miliarderów nie oznaczałyby przecież zniknięcia bazy produkcyjnej, wykwalifikowanych pracowników oraz infrastruktury niezbędnej do kontynuowania działalności przez „osierocone” firmy lub zakłady. Przy bardziej aktywnej polityce gospodarczej państwa i wsparciu spółdzielczości mogłyby one bez przeszkód kontynuować działalność. Nie potrzebują do tego ludzi, którzy dla własnych korzyści są gotowi pogrzebać demokrację.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x