Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Europa pozornie otwarta. Konkurencyjność zamiast spójności i członkostwo drugiej kategorii

Unia Europejska zamierza na poważnie dołączyć do globalnej rywalizacji gospodarczej. Niestety, europejskie centrum chce tego dokonać przykręcając kurek z pieniędzmi mniej zamożnym regionom UE i dokręcając śrubę poza unijnym peryferiom.

ObserwujObserwujesz
Wielka flaga Unii Europejskiej, na środku między kołem z gwiazd uchylone drzwi, przed nimi dwa dobermany
Kontekst

🇪🇺 Komisja Europejska zaproponowała budżet UE na lata 2028–2034 o wartości niemal 2 bln euro. Jego ostateczny kształt wymaga uzgodnienia między państwami członkowskimi i Parlamentem Europejskim.

💶 Polska jest największym beneficjentem unijnych funduszy na politykę spójności (zmniejszającą różnice rozwojowe między regionami) i rolnictwo w latach 2021–2027.

🗳️ Unia Europejska rozważa nowe zabezpieczenia przy przyjmowaniu kolejnych państw, m.in. możliwość ograniczania ich prawa do udziału w głosowaniach. Wśród kandydatów są Ukraina, Mołdawia, Albania, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Serbia, Macedonia i Armenia.

Celnie!

1

Podczas gdy polska opinia publiczna jest zajęta codziennymi skandalikami i krajowymi przepychankami politycznymi, rząd w Warszawie staje przed najpoważniejszym tegorocznym wyzwaniem – i nie będzie to wcale starcie z Karolem Nawrockim. Negocjacje dotyczące kształtu kolejnej perspektywy budżetowej UE, które powinny zostać zakończone do końca tego roku, rozstrzygną o kierunku integracji europejskiej na kolejne siedem lat, a może i więcej, gdyż przyjęte rozwiązania zapewne zaważą także na kolejnych Wieloletnich Ramach Finansowych (WRF) Unii Europejskiej.

Polska może stracić miliardy z funduszy unijnych

Polska przechodziła to już kilkukrotnie, zazwyczaj z dobrym skutkiem, o czym przypomina słynne „yes, yes, yes” premiera Kazimierza Marcinkiewicza z 2005 roku, gdy negocjowano WRF na lata 2007-2013. Po tym słynnym wydarzeniu Warszawa mogła jeszcze dwukrotnie ogłosić sukces, gdyż kolejne dwie perspektywy budżetowe również były korzystne dla Polski. W kończących się właśnie ramach obejmujących lata 2021-2027 po raz kolejny byliśmy największym beneficjentem funduszy unijnych. Około dwóch trzecich stanowiły fundusze spójności, a jedną trzecią wsparcie dla rolnictwa ze wspólnej polityki rolnej (WPR).

Czytaj także 7 błędów polskiej komunikacji strategicznej Piotr Wójcik

Nadchodząca siedmiolatka prawdopodobnie będzie już znacznie mniej hojna dla Polski. Komisja Europejska proponuje, by przyszły budżet opiewał na 1,76 bln euro, czyli nominalnie o dwie trzecie więcej niż w latach 2021-2027. Nie oznacza to jednak, że Warszawa otrzyma do dyspozycji odpowiednio więcej pieniędzy. W ostatnich burzliwych latach stare wartości mówiące o konwergencji, spójności, klimacie czy zielonej ekonomii poszły w odstawkę, a ich miejsce zajęły konkurencyjność, ryzykowne innowacje i zażarta rywalizacja gospodarcza między globalnymi mocarstwami. Z jednej strony trudno się obrażać, że UE próbuje się odnaleźć w świecie z nadmiernie asertywnym Waszyngtonem, coraz bardziej ekspansywnym Pekinem i agresywną Moskwą. Z drugiej, taka zmiana podejścia może być niekorzystna dla Polski, gdyż priorytetem stanie się wspieranie silniejszych, a nie słabszych.

W związku z tą zmianą strategii KE planuje zmniejszyć udział funduszy obejmujących polityki spójności, rolną i migracyjną w całym unijnym budżecie z 62 proc. do 43 proc. Polityka spójności i rolna trafią do jednego programu, określonego jako Krajowe i Regionalne Plany Partnerstwa (KRPP), który opiewać będzie na 771 mld euro. Skojarzenia z KPO są jak najbardziej na miejscu, gdyż otrzymanie tych środków najprawdopodobniej także będzie uzależnione od wdrażania określonych reform i przestrzegania unijnych norm. KE planuje również poszerzyć swoją kontrolę nad wydatkowaniem unijnych pieniędzy za pomocą zwiększenia puli funduszy, które trafiłyby do jej dyspozycji. Mowa głównie o Europejskim Funduszu Konkurencyjności, który mógłby sięgnąć 207 mld euro. Do programu Horyzont Europa, wspierającego rozwój nauki i technologii, trafić miałoby 155 mld euro, a na unijną politykę międzynarodową 190 mld.

Konkurencyjność i bezpieczeństwo to dwie główne wartości zbliżającej się perspektywy budżetowej UE, co znajduje odzwierciedlenie w zaproponowanym podziale środków. Według analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego w cenach stałych (tj. uwzględniając inflację) w latach 2021-2027 Polska otrzymała niespełna 130 mld euro z polityki spójności i rolnej. Według propozycji KE w latach 2028-2034 otrzyma na te cele około 10 mld euro mniej. Polska nie będzie wyjątkiem – dokładnie każde z państw UE w propozycji KE będzie odpowiednio stratne w obszarze spójności i rolnictwa.

Sześć bogatych państw UE chce głębszych cięć

To dopiero początek problemów. W związku z ujawnieniem się grupy państw nastawionych na większą oszczędność, sprawująca przewodnictwo w pierwszej połowie 2026 roku prezydencja cypryjska przedstawiła propozycję obniżenia kolejnych WRF z 1,76 do 1,73 bln euro. Zmiany te były dosyć kosmetyczne – przykładowo spójność i rolnictwo miały stracić miliard euro, fundusz konkurencyjności 8 mld, a Horyzont Europa 6 mld. Niestety, te delikatne cięcia zaproponowane przez Nikozję nie miały prawa zadowolić zamożnych państw europejskiego rdzenia, którym spójność nie leży już na sercu, chcą za to włączyć się na poważnie w technologiczny wyścig.

Pod koniec września liderzy sześciu państw członkowskich (Niemiec, Austrii, Holandii, Szwecji, Danii i Finlandii) przesłali do premiera sprawującej obecnie prezydencję Irlandii list, w którym domagali się znacznie głębszych zmian. Ich zdaniem cięcia w unijnym siedmioletnim budżecie powinny sięgnąć nawet kilkuset miliardów euro, a nie ponad 30 mld, jak zaproponował Cypr. Równocześnie grupa oszczędnych domaga się przesunięcia akcentów jeszcze bardziej w stronę konkurencyjności i bezpieczeństwa, by obszar ten zyskał względem obecnych ram finansowych. Siłą rzeczy proponowane przez „szóstkę” cięcia dotknęłyby więc przede wszystkim spójności i rolnictwa, które dotychczas pochłaniały przytłaczającą większość funduszy europejskich płynących nad Wisłę. Oczywiście nie oznacza to, że Polska nie mogłaby zdobyć dodatkowych źródeł finansowania z dopieszczonej konkurencyjności, jednak musiałaby w tym obszarze rywalizować z czołowymi gospodarkami Europy.

Czytaj także Niedobór leków. Europa nie jest gotowa na kolejne kryzysy Piotr Wójcik

W związku z tą ponurą perspektywą powstała także inicjatywa tak zwanych przyjaciół spójności. To grupa 17 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej, które sprzeciwiają się cięciom proponowanym przez sześciu sknerusów. Przyjaciele spójności nie oponują przeciw dofinansowaniu innowacji, technologii i obronności, jednak nie chcą, by odbyło się to kosztem konwergencji gospodarczej oraz producentów rolnych. Przed dokonaniem cięć przestrzegła również szefowa KE Ursula von der Leyen w swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim. Według niej propozycja odchudzenia WRF na nadchodzące siedem lat o kilkaset miliardów euro pozbawi UE atutów i zdolności reagowania w krytycznych momentach.

Jakby tego było mało, krytyczne zdanie na temat propozycji budżetowej Komisji ma Parlament. Według PE budżet powinien być o 10 proc. większy, ale KE należałoby pozbawić kontroli nad wydatkowaniem środków na konkurencyjność na rzecz niezależnych ekspertów. Innego zdania jest prezydencja irlandzka, która wysunęła propozycję obcięcia kolejnych WRF aż o 159 mld euro, jednak nie ze spójności i rolnictwa. Jak donosi Politico, 38 miliardów euro obcięto z pomocy zagranicznej, 75 miliardów z konkurencyjności, a co najmniej 22 miliardy z funduszy rezerwowych. Najbardziej poszkodowana zostałaby w ten sposób Komisja Europejska. Według urzędników KE cięcia w zakresie elastyczności spowodują, że Europa nie będzie miała możliwości udzielenia pomocy rolnikom i regionom, gdy nadejdą kryzysy spowodowane zmianami klimatu lub napięciami geopolitycznymi. „Przyjaciele spójności” przyjęli propozycję Dublina przychylnie, „skąpa szóstka” wręcz przeciwnie.

Rozszerzenie UE, ale z członkostwem drugiej kategorii

Głębokie zmiany obejmą prawdopodobnie także politykę dotyczącą rozszerzenia Unii. Deklaratywnie Zjednoczona Europa planuje przyjąć całą grupę państw z różnych rejonów kontynentu. Mówi się nawet o ośmiu. Najbliżej integracji jest Czarnogóra, która dołączyła już do NATO, a do UE wejdzie być może w 2028 roku. Daleko posunięte negocjacje akcesyjne toczą się również z Albanią, która planuje przystąpić do Wspólnoty Europejskiej w 2030 roku. Stosunkowo blisko jest również Mołdawia, stowarzyszona z Unią od 2014 roku, która status państwa kandydującego otrzymała w 2022 roku, a negocjacje akcesyjne rozpoczęła dwa lata później. Największy problem Mołdawii stanowi jednak jej integralność terytorialna, gdyż rząd w Kiszyniowie nie kontroluje całego swojego terytorium – głównie Naddniestrza na wschodzie kraju, chociaż na południu funkcjonuje tam również autonomia Gaugazji. Także w 2024 roku negocjacje akcesyjne rozpoczęła Ukraina, w której przypadku problemów jest znacznie więcej – tocząca się wojna, sprzeciw unijnych rolników czy kwitnąca korupcja. W orbicie UE znajdują się także Bośnia i Hercegowina, Serbia, Macedonia i Armenia.

To otwarcie się UE na nowe państwa jest jednak pozorne. Równocześnie Unia planuje gruntowną przebudowę procesu akcesyjnego tak, by zawierałby szereg okresów przejściowych. Mówi się o dziesięcioletnim okresie próbnym, w którym państwa nie miałyby pełnego dostępu do wspólnego rynku i polityki rolnej. Planowane jest także wprowadzenie tak zwanych klauzul ochronnych, które zobowiązywałyby świeżo upieczonych członków do powstrzymywania się od wetowania decyzji UE i blokowania akcesji kolejnych państw. Pytanie tylko, czy taki status członka drugiej kategorii usatysfakcjonuje potencjalnych kandydatów. Kijów już zapowiedział, że niepełne członkostwo w UE go nie interesuje.

Europejskie centrum staje się więc coraz mniej skłonne do dzielenia się swoim bogactwem i coraz bardziej nieufne wobec sąsiadów UE aspirujących do Zjednoczonej Europy. To jednak mniej zamożne regiony Unii oraz jej peryferie mają znacznie większy potencjał wzrostu gospodarczego niż old money z zachodu, nomen omen, Starego Kontynentu. Najwyraźniej rdzeń Europy wciąż jest przekonany, że ci mniej zamożni to przede wszystkim obciążenie.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x