Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Najpierw odebrali nam gwiazdy, teraz chcą odebrać noc

Instytucja powołana do utrzymywania porządku w eterze i regulowania tego, co trafia na naszą orbitę, przegrywa z kapitalizmem i gigantycznymi ambicjami ekscentrycznych CEO z Doliny Krzemowej.

Geograf, klimatolog, dziennikarz
Satelity okrążające Ziemię
Walka

Na początku lipca amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) wydała zgodę na umieszczenie na niskiej orbicie gigantycznego lustra, które na żądanie ma odbijać światło słoneczne tam, gdzie aktualnie panuje noc. Za projekt odpowiedzialna jest firma Reflect Orbital, na której czele stoi Ben Nowack, były pracownik firmy SpaceX.

Na jednym lustrze się nie skończy. Przedsiębiorstwo z Hawthorne w Kalifornii do końca dekady chce umieścić na orbicie 5 tysięcy luster, a do 2035 roku – 10 razy więcej. Ten ambitny projekt ma znaleźć szerokie grono odbiorców. To m.in. służby ratunkowe, firmy budowlane, rolnicy, farmy słoneczne czy wojsko. Wiązka światła o średnicy 5 km, prawie 20 kilometrówkwadratowych, to dość, by zamienić noc w dzień w Radzyniu Podlaskim, Lądku Zdroju, Skawinie, Brzezinach czy Pruszkowie – o natężeniu od pełni księżyca, przez światła lamp ulicznych, po „biały dzień” – ma kosztować 5 tys. dolarów za godzinę.

Ale zanim na orbicie pojawi się pierwsze lustro, zapytajmy: czym jest noc – i czy obecnie mamy prawdziwe noce?

Czytaj także Nie ma ucieczki od światła Agnieszka Łuczak

Prawdziwa ciemność staje się dobrem luksusowym

Z astronomicznego punktu widzenia – tak. Nocą słońce oświetla drugą połowę planety, a z naszej perspektywy chowa się poniżej 18 stopni pod horyzontem. Jest wtedy ciemno. Czasem całkowicie, a czasem nie, gdy pełnia Księżyca jest na tyle intensywna, by człowiek rzucał cień. To w tych warunkach wyewoluowaliśmy, tak jak wszystkie inne gatunki. My oraz inne zwierzęta „dzienne” do tego, by w nocy odpoczywać, zbierać siły. Zwierzęta nocne do tego, by właśnie wtedy działać.

Pojawienie się kolejnych wynalazków, które nieco odbierały nocy jej „nocowość”, od lamp ulicznych, gazowych i później elektrycznych, na migających ekranach kończąc, zaburzyło nasze środowisko. My, ludzie, męczymy się i nie wysypiamy. Zwierzęta nocne są zdezorientowane, ich zmysł nawigacji wariuje, stają się bardziej podatne na ataki drapieżników i same mają utrudnione polowanie.

Światło stało się wręcz zanieczyszczeniem. Kto pamięta programy naukowe o kosmosie, z których można było się dowiedzieć, że we wszechświecie są miliardy galaktyk, a w nich miliardy gwiazd? Wystarczy spojrzeć w górę i chłonąć ogrom kosmosu.

Tylko że wcale nie.

W dzisiejszych miastach na nocnym niebie można zobaczyć co najwyżej kilkadziesiąt gwiazd, jeżeli w ogóle jakąkolwiek. Naukowcy na łamach czasopisma „Science” obliczyli na podstawie spadku widoczności gwiazd, że każdego roku niebo nocą staje się jaśniejsze o około 10 proc.

Widok gwiazd staje się dobrem luksusowym, na które pozwolić mogą sobie wybrani. Nie wystarczy wyjrzeć przez okno albo pojechać kawałek za miasto. Trzeba wybrać się na wycieczkę do jednego z nielicznych miejsc na tyle oddalonych od „cywilizacji”, by nocne niebo było prawdziwie nocne. Powstała nawet specjalna sieć takich miejsc, zrzeszona w Dark Sky International. Jest ich prawie 300 i gwarantują doświadczenie prawdziwej nocy. W Polsce natomiast znajdziemy dwa Parki Ciemnego Nieba – jeden w Górach Izerskich, drugi w Bieszczadach.

Odpowiedzią na te problemy jest zrozumienie, że prawdziwa noc jest potrzebna nam i naszemu środowisku. Nie chodzi o zgaszenie wszystkich świateł i egzystowanie w egipskich ciemnościach, ale o umiejętne oświetlenie naszych miast i zastanowienie się, czy każdy ich fragment musi być oświetlony tak intensywnie i to przez całą noc.

Tysiące satelitów i kosmicznych luster

Ale nawet gdy całkowicie rozwiążemy ten problem, a na zenicie znowu pojawią się gwiazdy i smuga Drogi Mlecznej, między nimi migać będą odblaski tysięcy satelitów, przemykających z ogromną prędkością po niskiej orbicie. Tylko samych satelitów Starlink w kosmosie jest już ponad 11 tysięcy (to dwie trzecie wszystkich umieszczonych na niskiej orbicie). W ciągu najbliższych kilku lat ich liczba ma wzrosnąć kilkukrotnie. Dodajmy do tego 50 tysięcy luster od Reflect Orbital oraz dziesiątki, a może i setki tysięcy innych, które planują umieścić na niskiej orbicie amerykańskie firmy, a kilkaset kilometrów nad naszymi głowami zrobi się tłoczniej niż na Zakopiance.

Teraz jest podobnie. By wyruszyć w podróż dookoła księżyca, misja Artemis II czekała na odpowiedni moment, by po drodze nie rozbić się o jeden z satelitów Elona Muska. Ryzyko zderzenia się z satelitą albo jednym z ponad setki milionów kosmicznych śmieci jest coraz większe. A efektem kolizji może być tzw. Syndrom Kesslera – ciąg kolejnych zderzeń, który doprowadzi do skokowego wzrostu ilości kosmicznego gruzu i znaczącego utrudnienia korzystania z orbity ziemskiej.

Czytaj także Wymęczeni światłem Piotr Wójcik

Wróćmy do Bena Nowacka i jego pomysłu. Reflect Orbital, jak niemal każda korporacja, zasłania się wielkimi hasłami – firma „tworzy czystą, masową energię na żądanie” oraz istnieje, ponieważ „niezawodna i tania energia jest fundamentem ludzkiego postępu, wzrostu gospodarczego i zdrowszej planety”. Promienie słoneczne kierowane przez dziesiątki tysięcy luster mają zasilać farmy słoneczne, by produkowały więcej czystej energii. Mają pomóc w akcjach ratunkowych, wydłużać dzień pracy na budowach czy wspierać wojskowe manewry obronne. Zarobek jest oczywiście na drugim planie, jeżeli nie na trzecim. Na pierwszym jest oczywiście misja, by nam wszystkim było lepiej.

Szkoda tylko, że na ostatnim miejscu są koszty społeczne i środowiskowe. A te mogą być niemałe. W „czystej energii” od Reflect Orbital nie bierze się pod uwagę kosztu wyprodukowania oraz wyniesienia luster na orbitę ani ich późniejszego spalenia w atmosferze. Jej skład już teraz jest zmieniony przez spalające się satelity, człony rakiet i kosmiczne śmieci. Jeżeli w przyszłości w atmosferze będą spalać się dziesiątki tysięcy nieaktywnych satelitów, może to mieć katastrofalne skutki dla warstwy ozonowej i samej atmosfery.

Kto kontroluje kosmos?

To nie koniec kontrowersji. Jak wskazują astronomowie, tysiące luster mogą utrudniać obserwacje astronomiczne, a puszczane przez nie „zajączki” w czasie manewrów uszkodzić aparaturę pozostającą na Ziemi oraz tę zainstalowaną w innych satelitach. Niebezpiecznie może być również wtedy, gdy zmieniające swoją pozycję lustro oślepi pilota samolotu. Reflect Orbital broni się swoją strategią o odpowiedzialności, ale wiemy, jak jest w życiu –pięknie do pierwszego Dieselgate.

Zupełnie oddzielną kwestią jest to, czy kosmos, a w szczególności nasza niska orbita, będąca wspólną przestrzenią wszystkich mieszkańców Ziemi, powinna być zawłaszczana przez amerykański biznes (spoiler – nie powinna, mówi o tym traktat z 1967 roku).

Zgodę na to wszystko wydała Federalna Komisja Łączności. Instytucja, która od niemal stu lat odpowiada za przydział pasm radiowych dla różnych usług komunikacyjnych – m.in. telewizji, telefonii komórkowej czy Wi-Fi. Odpowiada również za zgody na umieszczanie na orbicie konstelacji satelit, w tym m.in. Starlinków. Rzecz w tym, że „ryzyko szkód związanych z reflektorem słonecznym Reflect Orbital nie mieści się w zakresie kompetencji Komisji” – mówi sama Komisja.

Instytucja, która wydaje zgody na to, by na niskiej orbicie znalazły się w przyszłości setki tysięcy amerykańskich satelitów, nie ma kompetencji, by oceniać ryzyko z nimi związane. Nie chodzi tylko o satelity dostarczające internet albo wielkie lustra, ale również inne projekty, w tym kosmiczne elektrownie przesyłające energię na Ziemię za pomocą wysokoenergetycznych wiązek promieniowania czy kosmiczne centra AI. Projekty czasem tak dziwne, że zauważa to sama FCC w swoim dokumencie pod tytułem Spectrum Abundance for Weird Space Stuff (Przestrzeń Radiowa dla Dziwnych Kosmicznych Rzeczy).

A jeszcze prościej – instytucja powołana do utrzymywania porządku w eterze i regulowania tego, co trafia na naszą orbitę, przegrywa z kapitalizmem i gigantycznymi ambicjami ekscentrycznych CEO z Doliny Krzemowej. My zaś, tak jak obecnie nie mamy nocy z gwiazdami, niedługo możemy nie mieć również samej nocy. A to wszystko za jedyne 5 tys. dolarów za godzinę (w pakiecie taniej).

**
Jan Ochnio – geograf, klimatolog, dziennikarz, współzałożyciel i zastępca redaktora naczelnego niezależnego lokalnego portalu zpruszkowa.pl

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x