Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Umiesz liczyć? Licz na siebie. Ceuta i kompromitacja projektu europejskiej solidarności

W jeden dzień do hiszpańskiej Ceuty przedostało się kilkadziesiąt tysięcy osób, nazajutrz większość wróciła do Maroka. To wystarczyło, by obnażyć gotowość Maroka do wykorzystywania migrantów jako narzędzia nacisku oraz iluzoryczność europejskiej solidarności.

ObserwujObserwujesz
Pedro Sanchez na tle budynku i flag UE
3
Celnie!
Cyrk
Płacz

4

Rząd Hiszpanii z Pedro Sánchezem na czele od dawna jest na cenzurowanym u światowej prawicy. Do jego największych grzechów należy uregulowanie statusu pół miliona imigrantów. Podczas gdy kolejne państwa prześcigają się w zaostrzaniu polityki migracyjnej, Madryt postawił na rozwiązanie pragmatyczne: zalegalizowanie pobytu ludzi, którzy i tak od lat mieszkali, pracowali i płacili podatki w Hiszpanii. Europejska prawica ostrzegała, że przyciągnie to kolejne fale migracji.

Dlatego złośliwą satysfakcję u niektórych wywołały wydarzenia z końcówki lipca, gdy w ciągu jednego dnia do Ceuty wdarło się ok. 60 tysięcy ludzi. Cały świat zobaczył nagrania, na których Marokańczycy wpław docierali na plaże hiszpańskiej enklawy w Maghrebie, aby następnie koczować na ulicach, pod okiem bezradnych hiszpańskich służb. Takie obrazy miały symbolizować klęskę liberalnej polityki migracyjnej i zwiastować nową inwazję na Europę. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała katastroficzne wizje, popularne zwłaszcza w kręgach skrajnej prawicy.

Czytaj także Sangama: o świecie zglobalizowanym, ale nie dla wszystkich otwartym Kinga Dunin

Marokańska prowokacja

Zachętą do masowej migracji miał być czerwcowy wyrok hiszpańskiego Sądu Najwyższego, który często w mediach błędnie interpretowano jako uniemożliwienie szybkiej deportacji osób przybyłych do Hiszpanii drogą morską (a więc również wpław). W rzeczywistości nie zmienił on zbyt wiele, ale inaczej sprawę przedstawiali przemytnicy ludzi z Maghrebu, zachęcając biednych i zdesperowanych Marokańczyków do wędrówki w stronę Ceuty. Podobny wydźwięk miały liczne wpisy w mediach społecznościowych, według których Hiszpania czekała na nich z otwartymi rękami. Kto za nimi stał? Trudno powiedzieć, ale na pewno podobny cel przyświecał marokańskim służbom. Przepytywani przez dziennikarzy imigranci opowiadali, że policjanci nie tylko usuwali się z drogi, ale nawet kierowali ich na Ceutę i wyjaśniali, jak się przedostać do hiszpańskiej enklawy

Wykorzystywanie migrantów jako środka nacisku na Hiszpanię to nie pierwszyzna dla Maroka – wielokrotnie pogorszenie relacji między sąsiadami prowadziło do napięć na granicach. Przykładowo w 2021 roku hiszpański rząd zapewnił leczenie liderowi okupowanej przez Maroko Sahary Zachodniej, a wkrótce potem osiem tysięcy imigrantów przedostało się do Ceuty, korzystając z przyzwolenia i pomocy marokańskich władz. Pogranicznicy w tajemniczy sposób zniknęli ze swoich stanowisk, o czym grupy zajmujące się przemytem zapewne zostały wcześniej uprzedzone. Dla Madrytu oznaczało to poważny ból głowy i konieczność poradzenia sobie z nagłym napływem imigrantów.

Teraz pretekstem do takiego „ukarania” Hiszpanii mogło być zbliżenie się Madrytu z Algierem, tradycyjnym przeciwnikiem Rabatu. Sánchez odwiedził Algierię zaledwie kilka dni przed wybuchem kryzysu, zapowiadając zacieśnienie współpracy między obydwoma krajami. Dla Maroka to poważny afront, który podsycił wrogość do hiszpańskich enklaw na śródziemnomorskim wybrzeżu. Ich istnienie nigdy nie zostało w pełni zaakceptowane przez północnoafrykańskie państwo, mimo licznych traktatów regulujących stosunki z Hiszpanią.

W kontekście kryzysu imigracyjnego odnotowano też, że w ostatnich miesiącach nie zabrakło płynących ze Stanów Zjednoczonych oraz Izraela wyrazów poparcia dla marokańskich roszczeń terytorialnych. Hiszpania należy do najbardziej propalestyńskich państw Europy, a przed kilkoma miesiącami Pedro Sánchez ściągnął na siebie gniew Waszyngtonu za sprawą sprzeciwu wobec eskalacji konfliktu z Iranem. Politycy oraz publicyści bliscy administracji Donalda Trumpa (oraz ich izraelscy odpowiednicy) zaczęli przekonywać, że Ceuta i Melilla powinny należeć do Maroka. Wewnątrz głównego światowego supermocarstwa nagle zatriumfowała myśl antykolonialna, co przejawiło się m.in. w niedawno zatwierdzonym przez Izbę Reprezentantów dokumencie, według którego hiszpańskie enklawy są położone na marokańskim terytorium.

Czytaj także To się nie może dobrze skończyć. Remigracja wkracza do mainstreamu Jakub Majmurek

Zawiodła nie tylko prawica

Praktycznie pewnym jest, że za kryzys w Ceucie odpowiadało Maroko, które cynicznie wykorzystało zdesperowanych migrantów do wywarcia nacisku na hiszpański rząd, mając przy tym świadomość międzynarodowego poparcia dla swoich działań. Jak zareagowała Europa, gdy przez zewnętrzne siły zaatakowane zostało jedno z większych państw UE? Poniżej wszelkiej krytyki – Unia całkowicie zawiodła jako wspólnota polityczna zdolna do solidarnej obrony swoich państw członkowskich przed agresją ze strony innych aktorów.

Zamiast potępić instrumentalne wykorzystywanie migrantów przez Maroko, wielu konserwatywnych przywódców, na czele z Giorgią Meloni, uznało kryzys za dogodną okazję do ataku na Pedro Sáncheza. Odpowiedzialnością za chaos obarczono przede wszystkim hiszpański rząd, jak gdyby to on organizował przeprawę tysięcy ludzi przez granicę. Polskie władze nie posunęły się tak daleko, ale Donald Tusk wykorzystał sposobność do pochwalenia się polską polityką graniczną i pyszałkowatego pouczania Hiszpanów. A przecież jako państwo doświadczone działaniami Białorusi powinniśmy mieć więcej zrozumienia dla państw, przeciwko którym migrację wykorzystuje się w roli oręża politycznego. Na pewno zabrakło go prawicowej opozycji, ponieważ PiS i obie Konfederacje dołączyły do chóru europejskich liderów apelujących o objęcie sankcjami nie Maroka, a Hiszpanii, poprzez wyłączenie jej ze strefy swobodnego przepływu ludzi.

To postulat o tyle kuriozalny, że Ceuta nawet nie znajduje się w strefie Schengen. Aby przedostać się z niej na kontynent europejski, trzeba wsiąść na statek i okazać stosowne dokumenty, więc wdarcie się kilkudziesięciu tysięcy migrantów do hiszpańskiej enklawy nie otwierało im jeszcze drogi do Paryża, Berlina czy Rzymu. Na dodatek według danych Frontexu to Włochy, a nie Hiszpania stanowią główny hub dla nielegalnej imigracji. W tym pierwszym kraju nielegalnych przekroczeń granicy było w ostatnich latach blisko pół miliona, w drugim dwukrotnie mniej. Jeśli Meloni żąda wyrzucenia Hiszpanii ze strefy Schengen ze względu na niekontrolowaną imigrację, to w następnej kolejności powinna obarczyć sankcjami własny kraj. Swoją drogą, z podobnym kryzysem migracyjnym Włochy miały do czynienia stosunkowo niedawno, gdy w 2023 roku dziesięć tysięcy ludzi wylądowało na Lampedusie. Wtedy o wyrzucaniu z Schengen nie było mowy. Albo Meloni ma bardzo krótką pamięć, albo prowadzi cyniczną grę polityczną, licytując się na radykalizm ze skrajnie prawicowymi rywalami.

Warto tu odnotować, że kompromitacja UE nie jest ograniczona do prawicowych polityków – wrogie Hiszpanii stanowisko zajęła również Mette Frederiksen. Mimo że sama przed kilkoma miesiącami potrzebowała wsparcia europejskich sojuszników w związku z grenlandzkimi zakusami Trumpa i je otrzymała, m.in. od Madrytu, w chwili próby odmówiła Hiszpanii solidarności., próbując zbić kapitał polityczny na antyimigranckim teatrzyku. Pokazuje to tylko, jak bardzo debatę publiczną zdominowała retoryka skrajnie prawicowa. W tematach związanych z migracją niemożliwe jest już prowadzenie rzeczowej dyskusji. Każdy napływ migrantów automatycznie staje się dla Europy kwestią życia lub śmierci, nawet gdy mowa o kryzysie dwudniowym i bez większych konsekwencji, bo tak było w przypadku Ceuty.

Czytaj także Saharyjscy twórcy walczą o białego wielbłąda na festiwalu filmowym w obozie dla uchodźców Dominik Sipiński

Kryzys zażegnano, ale mleko się rozlało

W ciągu zaledwie doby okazało się, że nie ziści się przepowiadana przez skrajną prawicę inwazja dziesiątek tysięcy Marokańczyków na Europę. Dzień po przybyciu do hiszpańskiej enklawy zdecydowana większość imigrantów została przez wojsko i policję odprowadzona z powrotem do swojego kraju. Wbrew sugestiom nacjonalistycznych polityków nie trzeba było przy tym stosować brutalnej siły czy strzelać do przybyszy. Mimo to nie obyło się bez ofiar śmiertelnych – blisko setka Marokańczyków straciła życie, głównie podczas przepływania do Ceuty. Po stronie hiszpańskiej nikt nie zginął, co nie przeszkodziło w rozpowszechnianiu fałszywych informacji o rzekomym przejęciu Ceuty przez migrantów, załamaniu się hiszpańskiej kontroli nad granicą czy groźnych zamieszkach. Wobec braku materiałów z enklawy, często manipuluje się przekazem poprzez błędne podpisywanie nagrań z Maroka lub sprzed lat. To musi wystarczyć, skoro Ceuta uniknęła przepowiadanego Armagedonu.

Tym samym ośmieszone zostały pomysły wykluczenia Hiszpanii z Schengen. Madryt sprawnie poradził sobie z bezprecedensową falą migracyjną, działając zdecydowanie i zarazem humanitarnie. Być może to od Hiszpanów należy uczyć się postępowania z nagłymi kryzysami migracyjnymi. Rząd unika jednak wskazania winowajcy, czyli Maroka. Hiszpański premier chwali sąsiadów za współpracę przy odsyłaniu imigrantów, a milczy na temat ich sprawstwa w wywołaniu kryzysu. Można się zastanawiać, czy to słuszna strategia, skoro maghrebskie państwo po raz kolejny narusza hiszpańskie granice. Przy braku konsekwencji powtórka z rozrywki jest bardzo prawdopodobna. Sánchez ma jednak ograniczone pole manewru, ponieważ na arenie międzynarodowej to Maroko cieszy się większą sympatią – wracamy więc do iluzoryczności europejskiej solidarności.

Reakcje na ostatnie wydarzenia pokazują, że nie można liczyć na jedność UE, gdy pojawia się temat migracji. Większość przywódców albo zbudowała swoją popularność na straszeniu imigrantami, albo obawia się utraty wyborców na rzecz ugrupowań czyniących z migracji główny temat polityczny. W takiej atmosferze solidarność z państwem, które padło ofiarą zewnętrznej prowokacji, schodzi na dalszy plan. Znacznie łatwiej dołączyć do chóru oskarżeń, niż ryzykować zarzut „miękkości” wobec migracji. Może to zrozumiałe, jeśli za priorytet uznać doraźne korzyści polityczne, ale nakręcanie ksenofobicznej paniki i ignorowanie faktów ustanawia niebezpieczny precedens – gdy ginie prawda, społeczeństwa stają się podatne na demagogię najgorszego sortu. Nagrania z Ceuty będziemy oglądać jeszcze przez wiele następnych lat – i gdzieś po drodze zniknie świadomość, że te tłumy Marokańczyków to nie były najeźdźcze hordy, a ludzie wykorzystani i zmanipulowani przez własne państwo, do którego w ciągu doby zostali odesłani.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
3
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x