Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Sangama: o świecie zglobalizowanym, ale nie dla wszystkich otwartym

Powieść Kiran Desai pochłonęła mnie na długo nie tylko dlatego, że ma 800 stron, ale dlatego, że jest tak wielopłaszczyznowa, zachęca do poszukiwania dodatkowych informacji, pozwalających zrozumieć kontekst indyjski. Czasami wspaniale jest móc zanurzyć się tak w jakiejś książce.

ObserwujObserwujesz
Woman with dark hair and red scarf smiling in a bookstore, shelves of books behind her and a glass globe in the foreground.
Walka

Kiran Desai, Samotność Sonii i Sunny’go, przeł. Jerzy Kozłowski, Wyd. Literackie 2026

Słońce pozostało zanurzone w zimowej szarości świtu, gdy Ba, Dadadźi i ich córka Mina Foi, otuleni szczelnie chustami, wyszli na werandę, ażeby przy herbacie drogą skrupulatnej eliminacji uzgodnić jadłospis na resztę dnia. Polecenie należało wydać kucharzowi w trakcie śniadania, by mógł od razu udać się na targ.

Jest rok 1996, a Mina Foi obchodzi pięćdziesiąte piąte urodziny, baranina na kebaby już się marynuje, ale nie będzie to żadne wielkie przyjęcie, tylko nieco lepsza niż zwykle rodzinna kolacja. Małżeństwo Miny rozpadło się zaraz po ślubie, musiała wrócić do rodziców – i nie jest to zbyt dobra pozycja dla kobiety. Na przykład nie wolno jej samej korzystać z telefonu, bo to zbędny luksus. Tego dnia jednak dzwoni do niej brat Manaw, z życzeniami, które przyjmuje, lecz przy drugim aparacie jest już jej ojciec i to on rozmawia z synem. Pyta o swoją wnuczkę Sonię.

Samotność migrujących

Zauważcie, że dość długo czekamy na pojawienie się tytułowej i ważnej bohaterki. Najpierw musimy poznać jej rodzinę – dziadka, babcię, ciotkę, ojca. Dowiadujemy się, że starsi mieszkają w Allahabadzie (dziś Prajagradź). Dadadźi pochodzi z innego stanu w Indiach, z Gudźaratu, prawdopodobnie musiał go opuścić podczas zamieszek religijnych i ogromnych migracji, do których doszło po tym, jak Indie Brytyjskie odzyskały niepodległość i zostały podzielone wg kryterium religijnego na Indie i Pakistan. W tym czasie 10 mln ludzi emigrowało, a setki tysięcy zginęło w zamieszkach.

O tym szczegółowo w powieści nie przeczytacie, ale żeby zrozumieć kontekst społeczny i historyczny warto dowiedzieć się trochę o Indiach. W każdym razie ja musiałam trochę pogrzebać w internecie, żeby się douczyć. Allahabadad też nie jest przypadkowym miejscem. To starożytne miasto, gdzie łączą się rzeki Gangesu, Jamuna i niewidzialnej rzeki Saraswati. To święte miejsce – Trvati Sangam, tu wrzuca się do wody prochy i kości przodków. W sanskrycie słowo sangama oznacza zlanie się, połączenie, także związek dwojga ludzi. I jest to słowo-klucz do tej powieści.

Czytaj także Indie kontra Pakistan: eskalacja konfliktu między nuklearnymi rywalami Agnieszka Kuszewska-Bohnert

Wróćmy jednak do rodzinnej sagi – bo jest to też rodzinna saga. Ojciec Sonii, który mieszka w Delhi, w rozmowie z jej dziadkiem mówi, że Sonia, od trzech lat studiująca w Vermont w Stanach Zjednoczonych, dzwoni wciąż z płaczem, skarży się na depresję, i na to, że doskwiera jej samotność. To samotność trudna do zrozumienia w Indiach. Tu nikt nie jest tak samotny, owszem ludzie tutaj bywają samotni, ale inaczej. „Nigdy jednak nie spali w domu sami, nigdy nie posilali się sami, nigdy nie mieszkali gdzieś, gdzie ich nie znają, nigdy nie budzili się bez kucharza przynoszącego herbatę lub witającego się z kilkoma osobami”. Każdy jest bardziej członkiem wspólnoty niż jednostką. Obok umieszczonych na wstępie drzew genealogicznych dwóch rodzin wymienione są też imiona służących i przyjaciół . A nawet psa.

Od strony matki, która opuściła ojca, Sonia ma ciekawego przodka – dziadka Niemca, zajmującego się malarstwem i jakąś ezoteryką. Dziadek wyruszył w góry, pewnie Himalaje, w tajemniczym celu i zaginął. Pozostawił Sonii mieszane pochodzenie i talizman, o którym jeszcze napiszę. Jej studia są zupełnie niepraktyczne, humanistyczno-społeczno-filozoficzne, a Sonia pragnie zostać pisarką.

Splot rodzinnych zależności

Ale pewno czekacie już na Sunny’ego. Jest on synem bardzo zaborczej matki. Babita jest już wdową (nigdy nie kochała męża) i mieszka w dużym domu z dwoma braćmi, z którymi jest śmiertelnie pokłócona. Sunny skończył studia dziennikarskie w Stanach i pracuje Associated Press w Nowym Jorku, redagując i zajmując się depeszami agencyjnymi. Nie pisze własnych tekstów, a jak napisze, okazują się problematyczne. Jednak jego esej o sytuacji Hindusa na Zachodzie zdobywa ważną nagrodę. Jest też wnukiem Pułkownika, który prowadził jakieś nieudane interesy z dziadkiem Soni.

Aby zaradzić problemom Sonii, rodzina postanawia zaaranżować jej małżeństwo z Sunnym. Jego rodzina podchodzi do tego bez entuzjazmu, ale młodzi dostają listy z taką propozycją. Oboje wyśmiewają ją i wyrzucają listy do kosza. I taki jest początek ich historii miłosnej, która będzie miała liczne meandry, będzie się zdawało, że to sprawa beznadziejna, choć czytelniczki będą pewno im kibicować i liczyć na happy end. To główny wątek powieści, często jednak przykrywany innymi.

Wszystkie te zawiłości rodzinne, a jest ich więcej: pełniący symboliczną rolę Allahabad, ulubione jedzenie, wychowanie, zwyczaje, które znają od małego, zobowiązania rodzinne (skoro zostali wysłani do Ameryki i sfinansowano ich studia, są coś winni rodzicom) – to bagaż zależności, nawyków i tradycji, którego nie do końca chcą się pozbywać, choć czasem im ciąży. Są zwesternizowani, jednak świat często przypomina im, że są brązowi, więc inni. Są wyobcowani jako imigranci, nie odnajdują się w pełni w amerykańskim świecie, mimo znajomości języka i kultury. Zatem kolejnym ważnym tematem powieści są kwestie związane z tożsamością budowaną z różnych elementów, życiem w nieokreślonej przestrzeni między Indiami i Stanami, między Wschodem i Zachodem. I ważnym – także dla autorki – pytaniem, jak pisać, żeby nie powielać stereotypów, nie orientalizować, nie być protekcjonalnym dziennikarzem, który na problemy brązowych patrzy okiem białych.

Czytaj także Dlaczego kastowość wciąż tyle znaczy w indyjskiej polityce? Weronika Rokicka

Są samotni, niepasujący ani tu, ani tam. Musieli też nauczyć się samodzielności – sami prać, gotować, sprzątać. I czyścic swoje toalety. Sunny uważa, że powieści takie jak na Zachodzie można pisać tylko, jeśli ludzie czyszczą własne toalety. Bohaterowie tych powieści są indywidualni, w Indiach każdy jest częścią społecznej sieci zależności.

Rodziny Sonii i Sunny’ego były dostatecznie bogate, żeby wysłać ich na studia, ale to stare bogactwo, które już się kończy. Często zdobyte w niezbyt moralny sposób. Korupcja i nepotyzm są wszechobecne. Dzieci mają jednak być czyste, dostać nowe życie. Te resztki „starego bogactwa” często spoczywają od lat w bankowych skrytkach – trochę złota i biżuterii ze zmętniałymi klejnotami. Kiedy chce się je sprzedać, okazuje się, że są niewiele warte. To odchodząca dawna, dość jeszcze tradycyjna klasa średnia.

Demon przemiany i aranżowane związki

Początek lat 90. to w Indiach wielka liberalna reforma, która potrzebuje nowocześniejszych biznesmenów i informatyków. Sonia i Sunny wciąż mają jakieś rodzinne zabezpieczenie, ale niezbyt wielkie. I zawody nie najbardziej poszukiwane. Będą musieli sami zdobyć miejsce w tym albo innym społeczeństwie. Sunny dostał zieloną kartę, ale Sonia, która wróciła do Indii, nie może dostać wizy amerykańskiej. Bo świat jest zglobalizowany – odwiedzą Wenecję, Sunny sporo czasu spędzi w Meksyku – ale nie jest otwarty w tym samym stopniu dla wszystkich. Podczas zamachu na WTC w 2001, kiedy runą dwa wieżowce, Sunny, jak wszyscy, jest wstrząśnięty, niepokoi się o znajomych w Nowym Jorku, ale w głębi duszy odczuwa pewną satysfakcję, że Amerykanie dowiedzieli się, że także mogą zostać zranieni. 

Kiedy Sunny dostaje list z propozycją małżeństwa, jest w związku z amerykańską dziewczyną, mieszka z nią i ukrywa to przed hinduską rodziną. W tym czasie w związku jest też Sonia i jest to toksyczna relacja z dużo starszym od niej mężczyzną. Ilan de Toorjen Foss jest bogaty, pochodzi gdzieś z Europy, może to Holandia? Jest narcystycznym, spragnionym sławy, którą w końcu zdobędzie, malarzem. Oraz potworem, który „pożera” Sonię – podporządkowuje swoim kaprysom i potrzebom, uczy właściwego myślenia, krytykuje jej orientalne nawyki, jednocześnie fascynując się nimi. A na koniec brutalnie porzuca kompletnie uzależnioną emocjonalnie od niego dziewczynę i przywłaszcza sobie też jej talizman, ołtarzyk przedstawiający demona Badal Baba (tak jak Europa przywłaszczała sobie kulturę Orientu?).

Sonia uważała, że to amulet ochronny, ale myliła się. Badal Bada jest demonem przemiany – zmusza do konfrontacji z ciemną stroną siebie, z koniecznością sprostania swojej sytuacji, w której własne tradycje trzeba połączyć z zachodnimi. Tutaj psychologiczna warstwa powieści łączy się z mistycyzmem, dostajemy też trochę realizmu magicznego. Sonię, która utraciła swój talizman, prześladuje biały demoniczny ogar. Będzie musiała go odzyskać i zrobi to w magiczny sposób. W końcu nie chodzi tu o przedmiot, tylko odzyskanie siebie.

Czytaj także „Love is Blind Polska”: Nie szarpnęliśmy się nawet na Ukrainkę Kinga Dunin

Ta powieść pochłonęła mnie na długo nie tylko dlatego, że ma 800 stron, ale dlatego, że jest tak wielopłaszczyznowa, zachęca do poszukiwania dodatkowych informacji, pozwalających zrozumieć kontekst indyjski. Stawia wiele pytań. Opisy w niej zwarta są tak plastyczne, że nie tylko widzimy obrazy, ale czujemy też zapachy. Jest w niej również sporo humoru. Czasami wspaniale jest móc zanurzyć się tak w jakiejś książce.

A jednym zdaniem? Cóż, ostatecznie aranżowane związki czasem jednak okazują się tymi właściwymi.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x