Bezwzględny i wszechmocny, ma siłę transformacji słów. Trzyma pod butem twórców i twórczynie. Bronią się gwiazdkami i synonimami. Chcą go zadowolić, choć on nigdy nie wydaje konkretnych zaleceń. Nie wiadomo, jakie słowa wywołają jego gniew. Ma moc zdejmowania postów, kont, wysyłania ostrzeżeń, przepuszczania najgorszych, najdziwniejszych wideo bez mrugnięcia okiem, kasowania tych z edukacyjną intencją. Zwodzi i dezorientuje.
Użytkownicy Facebooka, Instagrama, TikToka, Twitcha i YouTube’a boją się Nieodgadnionych Reguł Algorytmu, bo jego nieprzychylność oznacza ryzyko ograniczenia widoczności treści, demonetyzację.
Tak z piany algorytmicznego gówna wyłonił się algospeak (algorithm speak) – specjalny język formułowania wypowiedzi o wrażliwych treściach w taki sposób, by nie pisać o nich wprost. To uboga wersja języka ezopowego czerpiącego z metafor i aluzji. Algospeak również czasem po nie sięga, choć najczęściej ogranicza się do lekkiego zaszyfrowania słowa.
Według sondażu z 2022 roku 51 proc. Amerykanów spotkało się z algospeakiem, a 42 proc. ankietowanych przyznało, że liczba algospeakowych wypowiedzi rośnie. Twórcy każdego dnia wyruszają w językową podróż niczym rabusie do domu Kevina. Próbują przełamać zabezpieczenia algorytmu, aż nagle dostają w twarz żelazkiem – leci shadowban.
Tak z Facebookowego rowerka spadło ostatnio AboTak. Konto przychodni aborcyjnej zostało zawieszone. „Znów jesteśmy cenzurowane, bo piszemy, jak bezpiecznie przerwać ciążę w Polsce. Pamiętajcie, że wszystkie niezbędne informacje znajdziecie na adt.pl”.
– Strategia, którą stosuję, to ciągła gra w kotka i myszkę z algorytmem – zdradza seksedukatorka. – Zniekształcamy słowa, żeby filtry nie blokowały zasięgów. Niektórzy piszą „cecualność” zamiast „seksualność”. Gdy mówię na jakiś temat, ograniczam się do podstaw, żeby mnie „nie wyciszali”, a i tak miałam shadowbana. Moje rolki miały po 100-200 wyświetleń i nie dało się wyszukać mojego konta.
Fikołki
By edukować i nie zostać pogrzebanym na algorytmicznym cmentarzu, content creatorzy wykonują spektakularne uniki:
- Celowe przekręcanie słów
Zamiast „seks” piszą „seggs”, „keks” i inne słowa, które przypominają słowo, do którego się odnoszą. Analogicznie: „keksualny”, „keksualność”.
- Dodawanie liczb/znaków między literami w słowie
„S3x”, „s””ks”, a nawet „$X”. Zamiast „tabletka awaryjna” – „t*bletka awaryjna”. Wśród anglojęzycznych twórców: „b00bs”, „bl00d”.
To częsty przypadek, nawet na zamkniętych grupach. W regulaminie jednej z nich, w której można uzyskać poradę na tematy seksualne, widnieje zapis zobowiązujący do „wstawienia dwóch znaków pośrodku wyrazów związanych z seksem. Posty bez cenzury nie będą publikowane”.
- To samo co w drugim, ale podkręcone
Aborcja = @b0rc!@
Zastąpienie liczbami/znakami wszystkich samogłosek. Przy użyciu tej strategii słowa coraz mniej przypominają słowo oryginalne z obawy, że system moderacji nie jest tak głupiutki i połączy, że pisanie o keksie w kontekście wizyty u ginekologa niekoniecznie wiąże się z biszkoptowym ciastem.
- Tworzenie nowych skrótów
SH = selfharm
ED = eating disorder
Nie rzucają się tak w oczy, są drobnym uśmiechem w stronę algorytmu – to tylko dwie niewinne literki, na pewno nie materiał edukacyjny skierowany do nastolatków.
- Emoji owoców i warzyw
Creme de la crème algospeaku, który nie wymaga słów, prawdopodobnie najbardziej powszechny. Emoji owoców zastępują narządy płciowe i wie to każdy, kto spędził choć kilka sekund w aplikacjach randkowych.
- Słowa, które brzmią podobnie do słów, do których się odwołują.
Szczególnie prężnie działa w tej sferze anglojęzyczny TikTok. Można tam znaleźć „le dollar bean”, czyli „lesbian”; „grape”, które oznacza „rape”; „not see” – „nazi”, a nawet „nip nopps” będące określeniem na „nipples”.
Strategia ta zyskała na popularności po 2017 roku. To wtedy zauważyli, że ich filmy na YouTubie były demonetyzowane za użycie słowa „gay”. By wciąż nagrywać treści, nie tracąc przy tym monetyzacji, zamienili skrót „LGBT” na „leg booty”, a „homophobia” przemieniła się w „cornucopia”.
- Słowa, które są, jakie są i musimy się z tym pogodzić.
Boss eufemizacji. To metoda, która przypomina listy XVIII-wiecznych panien przebąkujących o „stanie błogosławionym” zamiast „ciąży”.
Nigdy nie zapomnę zaskoczenia, gdy uświadomiłam sobie, że „reunion trasy koncertowej Backstreet Boys” to tak naprawdę „pandemia COVID-19”. Tak samo jak „panini” i „panda express” – to słowa-zamienniki, których używali twórcy, by w okresie pandemicznym algorytm nie uznał ich filmów za szerzące dezinformację.
Jednym z popularniejszych algospeakowych zawodników jest słowo „unalive”. „To be unalived”, jeśli tłumaczyć dosłownie, oznaczałoby „być unieżywionym”, co pozwala na uniknięcie wrażliwych sformułowań takich jak „zabić się” oraz „samobójstwo”. W tej grupie mieście się też wiele innych, znaczeniowo podobnych: „self-delete” –„samousunięcie” lub skrótowiec „kms” od „kill myself”, a w przypadku depresji – „spicy sadness” – „pikantny smutek”.
Jest też inny kontekst słowa „unalive”. W 2023 twórcy zwracali uwagę na ograniczone zasięgi postów, które informowały na temat Izraela i Palestyny. Dzięki algospeak i zapisaniu państwa Izraeal jako zbitki słów „is real” możliwe było napisanie, bez konsekwencji algorytmicznych, zdania: „Is real unalived 64 thousand children in Gaza”.
Czas na mój ulubiony przejaw algospeaku:
- Ironiczne cenzurowanie słów, których nie trzeba cenzurować, by pokazać, że zjawisko jest tak złe, że aż wymaga cenzurowania.
Czasem jest to P*t!n zamiast Putina, Tr*mp, żeby nie pisać Trump.
Niektóre kobiety, w ramach algorytmicznego żartu, cenzurują też słowo „m#żczyzn@”.
Czy to wszystko gusła?
Być może. I to najciekawszy wątek, który odróżnia algospeak od języka ezopowego. W przypadku cenzurowania treści przed cenzorem wytyczne były, mniej więcej, znane, podczas gdy kryteria przydzielania shadow*anów są rozmyte. Nie powstała kompletna lista blokowanych słów, spis zakazanych zagadnień. Nikt nie wie na pewno, jakich dokładnie treści i słów unikać, a to wywołuje ostrożność, zmusza do autocenzury. I nigdy nie wiadomo, kiedy algospeak faktycznie działa, a kiedy nie. Można spekulować, eksperymentując i analizując liczbę wyświetleń oraz watchtime, ale trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie wytyczne faktycznie mają wpływ na algorytm.
Oczywiście możliwe jest opublikowanie rolki, w której ktoś nie wypikuje słów takich jak „seks” i „samobójstwo”, ale, jak podejrzewają twórcy, ten materiał nie będzie wyświetlany tak często jak rolka bez słów wrażliwych.
Istnieje bardzo dużo wyobrażeń i teorii na temat działania algorytmu, ale tak naprawdę wiele z nich to powtarzana od twórców do twórców plotka. Powody, dla których jakaś rolka o edukacji seksualnej ma słabe wyświetlenia, mogą być bardziej skomplikowane niż to, że twórczyni napisała „seks” zamiast „kek$”. Zawinić mogło wiele rzeczy: słaby dźwięk, nieatrakcyjny kadr, brak hooka lub słodkiego kotka. Udowadnia to amerykański lingwista, Adam Aleksic, który zaczyna swój film na TikToku słowami:
– Nazista, pedofil, heroina, samobójstwo – wypowiada prosto w kamerę, co brzmi jak, nomen omen, zabicie swojego własnego profilu. Aleksic ma inną teorie: jego filmy są edukacyjne i platforma to rozumie, więc nie zakłada, że Adam nagle postanowił namawiać obserwatorów do ćpania i samobójstwa. Algorytm, na podstawie jego poprzednich materiałów, ocenia film jako treść językoznawczą. Jego zasięgi nie spadają.
Choć tak naprawdę tego też nie wiadomo na pewno. Publikowanie materiałów na temat aborcji lub edukacji seksualnej przypomina pływanie w morskim ścieku, w którym czasem coś przyklei się do grzbietu ultraszybkiego marlina i wywinduje hen, hen daleko na złotej fali algorytmu. Innym razem dopracowany edukacyjny materiał spadnie gdzieś na samo dno, gdzie nie zobaczy go nikt, nawet twoja mama, mimo iż trzeci raz wysyłasz jej link.
Resuscytacja konta
AboTak poradzi sobie z zawieszeniem konta. Paradoksalnie to nie jest tak zła sytuacja – wypadnięcie z jednej platformy to możliwość zbijania zasięgu na drugiej, dzięki nagłośnieniu faktu zawieszenia na pierwszej. Nie jest to scenariusz idealny, ale przynajmniej zgromadzi odrobinę dodatkowej uwagi w ramach rekompensaty. Tak się dzieje: pod postem AboTak na Instagramie ludzie wklejają przepisy kulinarne i sposoby na upały, a treść się niesie i niesie, i spoko.
Cmentarzysko skasowanego contentu
Istnieje strona internetowa „Zuck Got Me For”, czyli „Cmentarz Memów” – miejsce, gdzie spoczywa część zbanowanego contnetu.
„Algorytmy Instagrama i moderatorzy kontrolujący treści przekształcili platformę sprzyjającą twórczej ekspresji i wspaniałemu chaosowi w płonący panoptikon cenzury. Oto zbiór postów i komentarzy na Instagramie, które spotkały kres” [tłum. red] – czytamy. – „Dziękujemy wszystkim odważnym żołnierzom Instagrama, który udostępnili tę treść”.
Ton niczym z opasłego tomu mrocznego fantasy jest oczywiście przesadny i niepokojąco zbliżony do rantów fanów absolutnej wolności słowa. W rzeczywistości mało kto na tyle nienawidzi siebie, by chcieć drugą platformę X na Instagramie. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że obecne algorytmy wymierzają shadowbany i zawiasy na ślepo – w AboTak, w konta satyryczne, w losowe posty na temat edukacji seksualnej. Ta płynność sprawia, że twórcy tym mocniej próbują inaczej: intensyfikują algospeak, szukają wyrwy, chcą przechytrzyć algorytm, piszą: „another le dollar bean self-deleted”.
I wtedy wszyscy przypominamy postać z memu wygrzebanego prosto z cmentarza – skrajnie przemęczona postać chwyta rękoma za oczy i rozciąga je do granic możliwości, prezentując ziejącą czerwień, chroniczne wyczerpanie.






!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!