Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Jedni głosują przy urnie, inni w banku: oto prawicowa wizja demokracji

W obecnej sytuacji osoba bogata posiada moc wpływu na politykę przekraczającą wielokrotnie zdolności przeciętnego wyborcy. Propozycja finansowania partii sformułowana przez Macieja Wilka z Tak dla CPK niesie jeszcze większe zagrożenia.

Politolog, redaktor naczelny „Magazynu Gromady”
Group of men in business suits at a press conference, speaking into microphones.
Walka

Polscy populiści od dawna starają się znieść system publicznego finansowania polityki. Prawica liczy, że nastąpi okres populistycznego wzburzenia i rozczarowanie klasą polityczną wśród Polaków, otwierając drogę do oparcia finansowania partii na prywatnych darowiznach, odpisach podatkowych i ulgach dla bogatych.

Projekt likwidacji publicznych subwencji postulował już Paweł Kukiz podczas wyborów prezydenckich w 2015 r., a następnie w projekcie poselskim z 2018 r. Obecnie pałeczkę w tej kampanii przejęło związane z PiS stowarzyszenie Tak dla CPK. W proponowanym przez Macieja Wilka projekcie obywatelskiego referendum znalazło się siedem, częściowo bezzasadnych i groźnych, propozycji zmian – jak np. obniżenie progu ważności referendum i redukcja liczby posłów.

Czytaj także Na co partie powinny wydawać pieniądze? Patrycja Wieczorkiewicz

Ostatnie z pytań dotyczy systemu finansowania polityki. Zwolennicy pisowskiego megalotniska chcą zadać Polakom pytanie: „Czy jesteś za zastąpieniem budżetowego finansowania partii politycznych systemem dobrowolnych odpisów podatkowych dokonywanych przez obywateli na rzecz wybranych przez siebie partii, posłów lub senatorów?”.

Lobbing bogaczy na koszt podatnika

Systemy oparte na odpisach i ulgach podatkowych wiążą się z fundamentalną niesprawiedliwością: bogaty podatnik może zasilić partię wyższymi kwotami niż biedny. Za rozwiązaniami tego typu stoi więc logika otwarcie plutokratyczna. Obecny system już teraz przyzwala na pokaźne darowizny prywatne, a w zgodzie z rozwiązaniem proponowanym przez organizację Wilka dodatkowo państwo miałoby zaangażować się w finansowanie przywilejów politycznych klasy wyższej.

Podobne do proponowanego przez Tak dla CPK rozwiązanie wprowadzono we Włoszech, w reakcji na falę skandali politycznych w latach 90.: jednocześnie zlikwidowano subwencje państwowe i wprowadzono system dobrowolnego odpisu 2 promili podatku na partie. System miał fatalne skutki – środki otrzymywane przez partie spadły drastycznie, co – jak wskazuje Julia Cagé w The price of democracy – musiało skłonić polityków do większego zabiegania o sympatię zamożnych darczyńców.

Jednocześnie zaledwie kilka procent Włochów korzysta z odpisów. Gdyby wszyscy podatnicy faktycznie odpisali 2 promile podatku, kwota finansowania przekroczyłaby przewidziany ustawowo limit nawet dziesięciokrotnie. System został zaprojektowany z myślą o tym, że korzystać będzie z niego niewielu obywateli (partie nie potrzebują setek milionów euro, które stanowią faktyczne 2 promile podatku dochodowego, a nawet nie powinny ich otrzymywać).

Pytanie z referendum Wilka nie precyzuje, jaką formę miałby mieć odpis. W referendum sprowokowanym przez Kukiza przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2015 r. proponowano zniesienie publicznych subwencji bez podawania alternatywy – w domyśle więc chodziło o oparcie finansów partii na darowiznach prywatnych. W późniejszych latach kukizowcy zajmowali wahliwą postawę w kwestii alternatywy do obecnego systemu: w 2016 r. zaproponowali dość egalitarny system odpisu kwotowego (5 zł dla każdego obywatela), ale już w projekcie z 2018 r. chcieli zastąpić subwencje wyłącznie darowiznami.

Czytaj także Nowy duopol obali ten system [raport Sierakowskiego i Sadury] Sławomir Sierakowski, Przemysław Sadura

Nie powinniśmy nabierać się nawet na pozornie egalitarny pomysł z 2016 r., gdyż w uzasadnieniu ustawy autorzy wprost twierdzą, że oczekują realizacji scenariusza włoskiego, który de facto zmusiłby partie do zawiśnięcia na klamce zamożnych grup interesu: „Wnioskodawca zakłada, iż po wprowadzeniu zmian, zwłaszcza w pierwszych latach obowiązywania nowych zasad, budżet państwa na nich zaoszczędzi, gdyż zniechęceni do obecnej klasy politycznej obywatele chętniej nie będą przeznaczać żadnych środków na rzecz partii”. O tym, skąd partie wezmą pieniądze, populiści nic nie raczyli wspomnieć.

Manipulacja po libertariańsku

Wiązanie finansowania partii z systemem podatkowym grozi całkowitym wypaczeniem demokracji. Szczególnie rażącym przykładem jest Francja, w której możemy uzyskać ulgę podatkową w wysokości ⅔ darowizny, do nawet 5 tys. euro. Jak podaje Cagé, ulgi z tego tytułu między 2013-2016 r. wynosiły średnio w sumie 56 mln euro, z czego 60 proc. dotyczyło najbogatszych 10 proc. społeczeństwa.

Czytaj także W Polsce nie ma oligarchów, ale upolitycznienie spółek skarbu państwa to realny problem Paweł Musiałek

Czy powinniśmy bronić obecnego systemu, w którym główną rolę odgrywają subwencje i zwroty kosztów kampanii? Niektórym może wydawać się on kompromisem, który należy zachować, bo umożliwia małym ugrupowaniom otrzymywanie dużego wsparcia z budżetu państwa. Trzeba jednak pamiętać, że głównym argumentem za jego wprowadzeniem na początku obecnego stulecia była konieczność stabilizacji systemu partyjnego.

Prawica, choć wykorzystuje ten argument cynicznie, ma rację w krytykowaniu panujących reguł za to, że umożliwiają koncentrację władzy w największych partiach. Obecnie wydatki na kampanie są zwracane według ustalonego przelicznika, zależnego od wyników wyborów. Duża partia polityczna może więc zaciągnąć wielomilionowy kredyt, przeznaczyć go na wyspecjalizowane narzędzia psychologicznej manipulacji, aby następnie otrzymać zwrot poniesionych kosztów. Dla przykładu Platforma Obywatelska zaciągnęła na kampanię w 2023 r. kredyt w wysokości 35 665 000 zł.

Oczywiście argumenty prawicy są przykładem dobrze znanej, libertariańskiej manipulacji: krytykuje się patologie koncentracji władzy publicznej, ignorując problem jeszcze gorszej w skutkach dominacji prywatnych grup interesu.

W tym kontekście trzeba zwrócić uwagę, że ważną rolę w rozmontowywaniu ograniczeń dla prywatnych darczyńców odegrał PiS, uchwalając w 2018 r. pozornie nieznaczącą nowelizację kodeksu wyborczego. W aktualnej wersji zniesiony został wymóg zgody komitetu wyborczego na udział w agitacji osób trzecich, co de facto – jak wskazywali eksperci Fundacji Batorego – uniemożliwia późniejszą ewidencję wydatków na kampanię przez PKW. Przepisy w polskim Kodeksie Wyborczym nie są sformułowane precyzyjnie (a może wręcz sprzecznie): w teorii wyłącznie komitet wyborczy może finansować kampanię, choć jednocześnie nie musi wyrazić zgody na wydatki zewnętrznych sympatyków.

Alternatywa dla dwóch wadliwych systemów

Obecny system jest dziurawy także na poziomie finansowania własnych kampanii przez rząd, co stało się szczególnie widoczne w 2023 r. Środki o wielkości nieznanej opinii publicznej zostały wówczas wydane przez instytucje państwa na wspieranie kampanii PiS.

Kwestią fundamentalną, która jest zupełnie pomijana przez elity intelektualne w Polsce, pozostaje uprzywilejowanie bogatych darczyńców, uprawnionych do wpłacania 15-krotności płacy minimalnej rocznie na konto wybranej partii. W obecnej sytuacji osoba bogata posiada moc wpływu na politykę przekraczającą wielokrotnie zdolności przeciętnego wyborcy. Tę formę partycypacji kukizowcy w uzasadnieniu projektu z 2018 r. bałamutnie zrównali z aktywnością obywatelską: „Osoby fizyczne [po likwidacji subwencji – przyp Ł.O.: trzeba zaznaczyć, że logicznie treść uzasadnienia nie wynika z propozycji, gdyż projekt nie mówi nic o podwyższeniu limitów wpłat] będą mogły przedstawiać swoje preferencje polityczne nie tylko za pośrednictwem głosowania w wyborach czy też udziału w debacie publicznej, ale również poprzez możliwość regularnego dofinansowania opcji politycznych, które w ich przekonaniu zasługują na dodatkowe środki”.

Czytaj także Przeciw populizmowi referendalnemu. O co i po co rząd chce nas pytać? Jakub Majmurek

A więc jednym przysługuje tylko krzyżyk przy urnie, innym przelew bankowy. Czy taka wizja polityki jest akceptowalna z pozycji demokratycznych? Odpowiedź musi być przecząca, jeśli traktujemy pojęcie demokracji poważnie – w tym miejscu bycie socjalistą i demokratą jest tożsame.

Część partii korzysta jednak na obecnym systemie, otrzymując sumarycznie darowizny nieproporcjonalnie wysokie względem swojego poparcia społecznego. Jeśli porównamy sprawozdania PKW z 2023 r. okaże się, że taką partią-ulubienicą prywatnych darczyńców jest na przykład Polskie Stronnictwo Ludowe, które w 2023 r. otrzymało więcej niż partie lewicowe, mimo posiadania we wszystkich latach bieżącej kadencji Sejmu niższego poparcia.

Żeby krytykować aktualny stan rzeczy, należy zaproponować alternatywę. Najlepszą znaną mi propozycję opisała Cagé: po pierwsze ograniczenie prywatnych darowizn do minimum osiągalnego dla przeciętnego obywatela, po drugie wprowadzenie powszechnych bonów, które co roku każdy może przeznaczyć na wybraną przez siebie partię. Rozwiązanie to mogłoby rozbić jednocześnie koncentrację wpływów prywatnych i publicznych oraz zmusić rząd do częstszego zabiegania o zadowolenie obywateli. W praktyce wymagałoby dodatkowo surowego uszczelnienia wspomnianych wyżej dziur, przez które przepływają środki publiczne i prywatne.

Czy propozycja Cagé ma jakieś potencjalne wady? Być może, ale jest to jedyna alternatywa do dwóch wadliwych systemów finansowania polityki – publicznego i prywatnego – która jednocześnie może być atrakcyjna dla wyborców, ponieważ przekazuje im więcej władzy.

Gdy prawica debatuje nad konstytucją

Prawica mobilizuje się od dawna w celu wprowadzenia w życie plutokratycznej wizji polityki. Czy lewica jakkolwiek się temu przeciwstawia? Wygląda na to, że nie. Strategia Czarzastego i Zandberga polega głównie na prezentowaniu oburzenia w reakcji na posunięcia oponentów, w nadziei na to, że dzięki potknięciom liberałów i atakom prawicy ich poparcie wzrośnie. Jeśli ktoś spytałby mnie o to, jaką wizję zmian systemowych proponuje Razem lub Nowa Lewica, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Już na samym poziomie programowym Lewica nie ma obecnie racji bytu jako wiodący obóz polityczny.

Tymczasem radykalna prawica prowadzi konsekwentną ofensywę ideologiczną, dyktując mediom, o czym ma się toczyć dyskusja. Obecnie szczególną aktywnością wykazuje się Karol Nawrocki, który powołał radę ds. zmiany konstytucji. Prawica forsuje bezustannie swoją wizję zmian systemowych i odnosi na tym polu sukcesy. Lewica tymczasem woli pozycjonować się jako obóz mikroreform, zapominając, że bez systemowej alternatywy koncepcje prawicy, zmierzające do oligarchizacji polskiego systemu politycznego, w końcu zwyciężą.

**

Łukasz Ostrowski – redaktor naczelny „Magazynu Gromady”, politolog. Ukończył studia na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW oraz Wydziale Filozofii UW. Jest doktorantem w Szkole Doktorskiej Nauk Społecznych UW.


Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x