Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kto zyskałby na otruciu Karola Nawrockiego?

Komisja ds. zbadania zamachu na życie Karola Nawrockiego w czasie kampanii wyborczej powinna odpowiedzieć na kilka palących pytań. Wiele bowiem wskazuje, że na otruciu przyszłego prezydenta mógł zyskać jedynie PiS.

ObserwujObserwujesz
Pale zombie woman with a blood-streaked face and ragged hair in a tattered blue dress, in a dark scene.
1
Walka

Karolowi Nawrockiemu opłaciło się postawienie na prawdomówność – w ostatnim sondażu IBRiS zaufanie Polaków do niego wzrosło o 8,4 pkt proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Warto jednak podkreślić, że takie stwierdzenie ma sens tylko wtedy, jeżeli uznamy definicję wg której prawdomówność to częste używanie słowa „prawda”.

Owszem, stwierdzenie, że wszyscy politycy kłamią, jest wyblakłym truizmem. Donald Trump, idol, wzór i mentor Nawrockiego, który ironicznie nazwał swoje medium społecznościowe Truth Social, zrobił z kłamstwa kluczowe narzędzie swojej polityki. Ostatnio zresztą mówił o tym, że nie lubił poprzedniego polskiego prezydenta, a Nawrockiego wyniósł na tron z 10 miejsca. Czy amerykański prezydent ma pojęcie o tym, kim jest Andrzej Duda i o co chodzi w polskiej polityce? Bardzo wątpliwe, ale przecież nie ma to znaczenia.

Czytaj także Czy jest pan/pani za dalszą realizacją misji Karola Nawrockiego, która pokazuje, że prezydent w Polsce znaczy niewiele i trudno traktować go poważnie? Łukasz Łachecki

Ale nawet uwzględniając specyfikę momentu historycznego, w którym kłamstwo stało się najlepszą polityczną walutą, polski odpowiednik kłamcy tysiąclecia potrafi zaskoczyć. Zapomnijmy na chwilę o tym, że jedyną jak do tej pory odpowiedzią na zarzuty o pobieranie przez Nawrockiego prowizji od usług pracownic seksualnych w Grand Hotelu był post o tym, że „prawdziwym problemem jest dziś prostytucja polityczna” i zapowiedź procesu wytoczonego dziennikarzom Onetu – nie w trybie wyborczym, a z powództwa cywilnego i słynnego paragrafu 212 (zniesławienie). Wystartuje on we wrześniu, ponad rok po zaprzysiężeniu prezydenta, i choć odbędzie się za zamkniętymi drzwiami, to pewnie poznamy pikantne szczegóły, o których w międzyczasie prawdolubny Nawrocki nawet się nie zająknął.

Zapomnijmy też o innych półprawdach i kłamstwach, które Nawrocki – jak na niespełna półtoraroczną obecność w polityce ogólnokrajowej – generował w tempie iście amerykańskim. Pochylmy się za to nad niezwykłą relacją z próby otrucia wówczas kandydata, a dziś prezydenta, którą prof. Andrzej Nowak podzielił się ze społeczeństwem w gorący czerwcowy weekend.

Co wiemy o zamachu na Nawrockiego?

W udostępnionych fragmentach książki Nowaka Skąd się wziął Karol Nawrocki? czytamy, że 15 maja 2025 roku ówczesny kandydat PiS „nagle osłabł” po spotkaniu z wyborcami w Ząbkowicach Śląskich. Gdy został odprowadzony do kampanijnego autobusu przez trzech najbliższych współpracowników, „kompletnie zbryzgał wszystko gwałtownymi wymiotami”. „Wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu Egzorcysta – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut” – przekazał prezydent zaprzyjaźnionemu publicyście.

Nawrocki nie przepada za dziennikarzami poza wierną grupą bezwarunkowych fanów. Dlatego nie cofa się przed wrzuceniem insynuacji o tym, że „telewizje związane z kontrkandydatem” zachowywały się „dziwnie”. Prezydent oraz jego otoczenie sugerują też, że do zamachu mogło dojść za sprawą trucizny na dłoni jednej ze starszych pań – bo choć nazywany pieszczotliwie Snussolinim polityk, jak sam przyznaje, od początku kampanii był ostrzegany, że zwyczaj całowania kobiet w rękę może narażać go na śmiertelne niebezpieczeństwo, to kiedy wzywa ojczyzna, honorem Nawrockiego jest całowanie dłoni emerytek. Zresztą nie chodzi nawet o leciwe groupies – nawet witając się z Giorgią Meloni, Nawrocki „nie mógł się powstrzymać” przed wycałowaniem włoskiej premierki jak na zamknięciu dożynek. Gdyby prawica wyznawała cywilizowane standardy, pewnie udałoby się uniknąć wielu bakteriologicznych problemów.

Pytania dla komisji śledczej

Niewątpliwie czeka nas drobiazgowe śledztwo związane z próbą zamachu – może komisja śledcza, a może komisja Macierewicza. Taki organ będzie musiał odpowiedzieć na kilka pytań, które prof. Nowakowi nie przyszły do głowy. Co zresztą świetnie świadczy o jego warsztacie dociekliwego historyka.

Pierwsze z nich to oczywiście: komu mogło zależeć na śmierci Nawrockiego tuż przed pierwszą turą wyborów? Ruskim, banderowcom, samemu diabłu? Prezydent sprytnie unika wyjawienia własnych podejrzeń, zostawiając tę robotę zaprzyjaźnionym mediom, np. serwisowi wPolityce, a także samemu prof. Nowakowi, którzy w artykułach i rolkach twierdzą, że stoją za tym Tusk z Trzaskowskim.

Trudno jednak przyjąć hipotezę, że zamordowanie kontrkandydata w wyścigu o prezydenturę przez partię rządzącą byłoby dla tejże „politycznym złotem”. Od końcówki XIX w., gdy polityczne mordy i zamachy były chlebem powszednim europejskiej polityki, sporo się jednak pozmieniało – trudno by było przekonać Koalicji Obywatelskiej zarówno publiczność wewnętrzną, jak i opinię międzynarodową co do tego, że otrucie zajmującego drugie miejsce w sondażach Nawrockiego to normalka.

Wizyta Nawrockiego w Ząbkowicach Śląskich miała miejsce kilka dni przed pierwszą turą, już po intensywnym medialnym show, związanym z fałszywym stwierdzeniem Nawrockiego, jakoby posiadał jedno mieszkanie. Nie było jeszcze wiadomo, że o zwycięstwie zadecyduje niedoszacowany elektorat Grzegorza Brauna, ani że ujawnienie kolejnych barwnych epizodów z życiorysu kandydata – takich jak udział w ustawkach czy multitasking w Grand Hotelu – bardziej mu pomoże, niż zaszkodzi. Nie było też powszechną wiedzą to, że Nawrocki nie potrafi wytrzymać dwóch godzin telewizyjnej debaty bez sięgnięcia po snusa.

Czytaj także Łachecki: Jakim prezydentem będzie Karol Nawrocki? Łukasz Łachecki

Można zatem przypuszczać, że otrucie Nawrockiego nie otwierałoby Trzaskowskiemu drogi do prezydentury, a wręcz przeciwnie – na fali demonstracji i oburzenia nawet wyciągnięty z kapelusza w zastępstwie Marek Kuchciński czy inny Patryk Jaki mieliby większe szanse. Podejrzenie pada zatem na potencjalnie największych beneficjentów zamachu – czyli na środowisko PiS. Śledczy koniecznie muszą znaleźć dowody, wykluczające udział w zamachu zarówno polityków niezadowolonych z kandydata, jak i tych, którzy mogli wpaść na pomysł jego „strategicznego” zabójstwa.

Takie podejrzenia pogłębia zresztą fakt ukrywania zamachu przez ponad rok – przecież wszyscy pamiętamy, że to nieudana próba zamachu na Trumpa i jego triumfalne podniesienie ręki po postrzale spowodowały panikę Demokratów i wymianę Bidena na Kamalę Harris; że był to moment, w którym niemal wszyscy zrozumieli, że Trump znajduje się na autostradzie do Białego Domu. Dlaczego Nawrocki ukrył to przed wszystkimi, żeby rzucić ciężkie insynuacje akurat wtedy, gdy sam zbija kapitał na antybanderowskim waleniu w tarabany, a KO jest w defensywie po ujawnieniu afery szpitalnej? Po co zażynać kurę znoszącą złote jaja?

Co więcej – może mam jakieś dziwne lewackie wyobrażenie na temat procedur związanych z szefem, który dostaje drgawek i wymiotuje jak w Egzorcyście, po czym wygląda na martwego, ale nie powierzałbym wszystkiego woli boskiej. Czy trójka współpracowników, którzy mieli być świadkami nawiedzenia, wykonała podstawowe czynności mające przywrócić Nawrockiego do żywych? Czy przeszli odpowiednie szkolenia BHP, wykonują czynności reanimacyjne w zgodzie z najnowszymi europejskimi standardami, czy potrafią wykonać rękoczyn Heimlicha?

Wygonienie wszystkich pozostających w autobusie pasażerów, zasłonięcie okien, brak kontaktu z lekarzami i ukrywanie przed uczestnikami dalszej podróży faktu, że autobus w całości został pokryty prawdopodobnie toksyczną treścią żołądkową Nawrockiego, nie łapie się w moim odczuciu do kategorii rozsądnego zarządzania kryzysem zdrowotnym. Bardziej przypomina reportaż Wiesława Łuki Nie oświadczam się, w którym świadkowie „zbrodni połanieckiej” deklarują milczenie, przysięgając na całowany z tej okazji krzyżyk.  

Na osobną refleksję zasługuje próba wciągnięcia w sprawę dziennikarzy, którzy nie tylko zachowywali się dziwnie, ale też dopytywali, „czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem”. Co właściwie chce tym samym zasugerować prezydent? Że dziennikarze spodziewali się zamachu? Może nawet zostali o nim poinformowani w ramach tajnego briefingu Tuska dla prasy? Może zachowały się jakieś maile albo informacje prasowe na ten temat?

Taka konwencja

Różnice między kłamstwami Trumpa i Nawrockiego w pewnym sensie pokazują pozycję Polski i jej nietuzinkowego władcy.

Czytaj także Polska i Ukraina: Partnerstwo afektywno-strategiczne Olena Babakova

Gdy Trump buduje osiedla i wieżowce na połowie Bałkanów i w ćwierci Wietnamu, Nawrocki przepisuje na siebie kawalerkę w Gdańsku od sędziwego dziadka, którego wysłał do DPS-u. Gdy Trump mataczy w sprawie domniemanych pedofilskich orgii, w których brał udział ze swoim przyjacielem Epsteinem, Nawrocki broni się przed zarzutami o bycie żenującym, bo jako Tadeusz Batyr incognito chwalił Karola Nawrockiego, i nazywa to „konwencją”. Gdy Trump kłamie o wojnie w Iranie, na której jego zausznicy robią wielkie pieniądze, wyciągając przy okazji informacje niezbędne do sukcesów na rynkach predykcyjnych, Nawrocki sprzedaje prawicowemu profesorowi bajkę, która może i podniesie nieco sprzedaż książki historyka, ale której poza lojalnymi mediami nie traktuje zbyt poważnie nawet najbardziej hardcore’owy elektorat.

Opowieści z krypty Nawrockiego i Nowaka żyrują politycy o tak samo kontrowersyjnym podejściu do prawdy. Podejrzewany o fałszowanie podpisów w 2014 roku Adam Andruszkiewicz twierdzi, że był „poniekąd świadkiem” tej sytuacji i „w żadnym wypadku to nie jest publicystyka”. W podobnym duchu wypowiedział się Przemysław Czarnek. Z kolei media niechętne Nawrockiemu szybko obróciły w sprawę w żart, zakładając pewną nienegocjowalność tego, że prezydent po prostu gada co mu ślina na język przyniesie i czasem zapomina o przełączeniu się z jednej persony na drugą; że będąc prezydentem, nie może po prostu pod osłoną nocy zmieniać się w Batyra i tworzyć kiepskich scenariuszy o sobie samym.

I trochę to rozumiem: podobnie jak w przypadku kampanii Aleksandry Wiśniewskiej z Koalicji Obywatelskiej do wyborów w 2023 roku, tak i o zamachu na Nawrockiego wolałbym myśleć – lepiej, żeby to było kłamstwo, dużo gorzej, jeśli to prawda. Bo wtedy okaże się, że żyjemy w jakimś upadłym państwie, gdzie można próbować przeprowadzić zamach na kandydata na prezydenta i nie spotkać się z żadną reakcją, w tym samej niedoszłej ofiary. Twierdzenie, że przeciwnicy chcieliby zrobić z Nawrockiego narkomana, który przedawkował snusy, jest groteskowe – prezydent musi dysponować chyba niezbyt mocnymi kwitami na swoją niedyspozycję i jej tajemnicze źródła, a swoje uzależnienie w pełnej krasie zaprezentował dopiero dwa dni później, na debacie w TVP.

Czytaj także Jeśli Wiśniewska zmyśla, to pół biedy. Gorzej, jeśli to wszystko prawda Łukasz Łachecki

Polacy bardzo lubią słuchać „prawdy” o sobie jako o narodzie wiecznych ofiar, o niepomszczonym Wołyniu i bohaterskich powstaniach. Kochają łykać anestezjologiczną propagandę, która pozwala im uniknąć konfrontacji z mniej przyjemnymi aspektami polskości. Honor, duma i prawda to nasze surowce strategiczne, dlatego nie kręcimy nosem nawet wtedy, gdy obnosi się nimi notoryczny kłamca o narcystycznym rysie. A jak pokazują rankingi zaufania – może nawet podoba nam się to bardziej.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x