Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czy jest pan/pani za dalszą realizacją misji Karola Nawrockiego, która pokazuje, że prezydent w Polsce znaczy niewiele i trudno traktować go poważnie?

Zapowiedziane przez prezydenta referendum dowodzi, że traktuje on Polaków jak ludzi niespełna rozumu. Na szczęście jego pozycja ustrojowa jest zbyt słaba, żebyśmy musieli się tym przejmować.

ObserwujObserwujesz
Karol Nawrocki z podekscytowaną miną wskazujący na coś palcem, w tle karta referendalna
1
Walka

1

Za kilka dni minie rok od pierwszej tury wyborów prezydenckich. Rafał Trzaskowski w tym czasie nie próżnował i zrobił wszystko, co mógł, żeby złagodzić nieprzyjemne objawy rządów swojego konkurenta, udowadniając, że jest politykiem pozbawionym nie tylko finezji, ale choćby szacunku w szeregach własnej Partii Anestezjologów. Ale Karol Nawrocki również może zameldować wykonanie zadania – idealnie sprawdza się jako kontynuator misji wszystkich głów państwa od 2005 roku, pokazujących, że prezydent jest w Polsce systemowo skazany na rolę tragikomicznego zawalidrogi.

Eksprezydent na pasku fintechów

Weźmy takiego Andrzeja Dudę. Pamiętacie jeszcze tego faceta? W mediach społecznościowych odzywa się już rzadko, ale gdy pod koniec kwietnia wypalił z postem zachwalającym swojego aktualnego chlebodawcę, ZEN.com, dał nam wszystkim wiele radości. Wybór momentu na publikację był bowiem wzruszający – trwała (i trwa) inba wokół Zondacrypto i roli prawicy w podejrzanym procederze, w którym straty klientów wyceniane są wyżej niż imponująca zbiórka Łatwoganga, a dwa dni przed postem Dudy media doniosły, że prokuratura zajmie się samym ZEN. Niełatwy to czas dla finchetów z domieszką polskiej krwi! Były prezydent wziął zatem na siebie ocieplanie wizerunku firmy, niezbyt licząc się ze swoim chyba i tak już nie największym autorytetem.

Czytaj także 5 argumentów przeciwko zmianie konstytucji Piotr Wójcik

Gdy chwilę wcześniej Mateusz Morawiecki wywołał popłoch w szeregach PiS, a nad słabnącą w sondażach partią zawisło widmo rozpadu, Andrzej Duda nie pojawiał się na giełdzie nazwisk, które mogłyby wyciągnąć z tego jakieś korzyści albo poprowadzić prawicę pod eksprezydenckim sztandarem ku kolejnym triumfom. Duda jest dziś oczywiście jednym z najbardziej oddalonych od realnej władzy polityków w Polsce i długie 10 lat jego rządów niczego tu nie zmienia. Ale większość z nas, traktujących go dziś z należytym dystansem, zapomina o bardzo zabawnym sondażu z końcówki kadencji, który świetnie rymuje się z sondażem nowszym, sprzed zaledwie miesiąca.

W czerwcu 2025 roku, czyli już po tym, jak wybrano następcę Dudy, 28,4 proc. Polaków chciało, by po zakończeniu prezydentury został on premierem. Niestety, dobre chęci to nie wszystko, ponieważ w samym PiS na ambicje autora książki To ja, która miała pokazać go jako męża stanu i człowieka, który nie zamierza poprzestać na roli komentatora, a raczej stanąć na czele rządu PiS i Konfederacji, reagowano salwami śmiechu. Jednak politowania godna siła politycznego przebicia byłego prezydenta blednie przy Karolu Nawrockim. Gdy w Bułgarii wygrała partia byłego prezydenta Rumena Radewa, SW Research przygotowało dla Rp.pl sondaż, z którego wynika, że Nawrockiego w roli premiera po zakończonej prezydenturze widzi zaledwie… 22,8 proc. pytanych.

KonfoPiS Nawrockiego na razie nie wypalił

Wygląda na to, że energia przychylnych Nawrockiemu kanałów i armia aktywnych w mediach społecznościowych sebixów – jak krew w piach! Ciągnący się za Nawrockim kryptowalutowy smród, odejście Sławomira Cenckiewicza z BBN (nawet dla słynącego z oszołomskich poglądów profesora niektóre decyzje Nawrockiego okazały się intelektualnie zbyt wymagające), kolejne groteskowe ciała doradcze z youtuberami dezinformacyjnymi, Marek Jurek i Józef Zych wezwani do pisania konstytucji dla kolejnych pokoleń – nic nie pomogło w przybliżeniu Nawrockiego do płynącej nawet z nieprzychylnych prezydentowi mediów fantazji o stworzeniu konfederacko-pisowsko-braunowskiego potwora pod biało-czerwono-brunatnymi chorągwiami byłego szefa IPN.

Nie pomoże w tym też raczej zapowiedziane właśnie referendum, w którym Polacy mają odpowiedzieć na jakże pozbawione tezy pytanie: „Czy jesteś za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?” Forma ta dowodzi, że Nawrocki myśli o Polakach jako o ludziach w daleko posuniętym stadium kretynizmu i miejmy nadzieję, że odbije mu się przynajmniej taką czkawką, jak w 2015 roku, gdy inny polski prezydent wykonał ukłon w kierunku populistów, zapowiadając głosowanie w kwestii JOW-ów.

Czytaj także „SAFE 0 procent” zamiast unijnego programu finansowania zbrojeń? Nawrocki i pułapka na Glapińskiego Piotr Wójcik

Zresztą nie trzeba sięgać dekadę wstecz – nawet sprytny pomysł wrzucenia referendum do wyborów w 2023 roku skończył się głupią klęską PiS, który pytał Polaków o mur na granicy, wyprzedawanie majątku państwowego zagranicy, podniesienie wieku emerytalnego i przyjmowanie migrantów z Afryki i Azji. Ale osobne referenda kosztują znacznie więcej – w 2015 roku ponad 70 milionów złotych. Parę ładnych milionów mniej, niż niesławne i niedoszłe wybory kopertowe, które też PiS-owi sympatii nie przysporzyły.

Wetomat działa pełną parą, ale bez większych skutków

Niemal równocześnie dowiadujemy się o sile prezydenckiego wetomatu. W tym tygodniu Komisja Europejska zatwierdziła umowę pożyczkową SAFE dla Polski – i tyle wyszło z całej buńczucznej gadki otoczenia prezydenta. Narodowy Bank Polski przedstawił sprawozdanie finansowe za 2025 rok, z którego wynika, że bank centralny RP odnotował w ubiegłym roku rekordową stratę 35 mld zł – choć jeszcze niedawno wyciągnięty przez prezydenta w akcie rozpaczy Adam Glapiński zapowiadał, że sfinansuje polskie zbrojenia bez Niemca ni Francuza. Za zablokowanie możliwości szybkiego rozwodu osobom, które się nie kochają, z pewnością pokochały Nawrockiego miliony, ale czy to wystarczy, by przykryć dowody licznych ograniczeń sprzeciwu krewkiego prezydenta wobec prac rządu?

Czytaj także Polsce lepiej przysłużyłby się system kanclerski Jakub Majmurek

Nieporadność prezydenta Nawrockiego z pewnością działa na korzyść argumentów Jakuba Majmurka i zmian w kierunku systemu kanclerskiego. Skoro od 20 lat w Pałacu Prezydenckim zasiadają głównie wyciągnięci z kapelusza figuranci prezesa Kaczyńskiego, których weta ostatecznie tylko wydłużają proces realizacji celów rządu, zatrudniając armię urzędników do ich obchodzenia – to na co oni komu?

Powiedz sam(a), bez googlowania – jak się nazywa aktualny prezydent Niemiec? Podpowiem – w przyszłym roku minie 10 lat, odkąd został przywódcą naszych zachodnich sąsiadów. Nic? Oby i kolejni przewrażliwieni na punkcie ceremoniału prezydenci najjaśniejszej Rzeczypospolitej działali konsekwentnie na ośmieszanie swojego stanowiska i dowodzenie własnej nieistotności – bo to chyba najlepsze, co możemy dostać od Karola Nawrockiego.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x