Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kurs na Morawexit

Walczące ze sobą frakcje w PiS obrały kurs na rozłam. Wykopanych między nimi rowów nie da się raczej zasypać, a frakcja Morawieckiego ryzykuje, że w ostatniej chwili zostanie wycięta z list.

ObserwujObserwujesz
Manewry wojsk państw Grupy Wyszehradzkiej, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii w 2019 roku. Mateusz Morawiecki stoi z żołnierzami, przyglądając się serii wybuchów
Kontekst

⚔️ W PiS narasta ostry konflikt frakcyjny, a powołanie przez Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia Rozwój Plus wskazuje na realne przygotowania do możliwego rozłamu.

📉 Spadające poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego oraz rywalizacja wewnętrzna zwiększają napięcia. „Jedynki” z przodu PiS nie widziało od wielu lat, tymczasem w ostatnich sondażach partia notuje 18 proc. poparcia

🔀 Ewentualne odejście Morawieckiego może przetasować scenę polityczną, osłabiając prawicę i otwierając nowe możliwości współpracy z ugrupowaniami centrowymi. To dobra informacja dla Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy – komentuje Piotr Wójcik.

4
WTF
Serce
Celnie!

6

Istnienie Telewizji Republika ma niewątpliwie jedną, ogromną zaletę. Dzięki stacji Tomasza Sakiewicza PiS jest jak otwarta księga. Wystarczy tylko przyzwyczaić się do krzykliwego, napastliwego i stronniczego przekazu Republiki, zacząć traktować śledzenie jej programów jako czyste guilty pleasure i już ma się doskonały wgląd w nastroje, podziały i kierunki polityki środowiska Jarosława Kaczyńskiego.

Po zeszłotygodniowej naradzie komitetu politycznego PiS Mateusz Morawiecki pojawił się w programie szczerze zatroskanej Danuty Holeckiej. Wyszedł jeszcze w trakcie rozmów, by dotrzeć z Nowogrodzkiej na Plac Bankowy. Ku jego zdziwieniu, Holecka przerwała na moment program, by wysłuchać konferencji rzecznika prasowego partii, Rafała Bochenka. Poseł wypowiadał się w tonie dużo ostrzejszym niż wynikało z rozmów kierownictwa. Wprost stwierdził, że założenie Mateusza Morawieckiego i jego współpracowników Stowarzyszenia Rozwój Plus jest sprzeczne z interesami partii, a więc i członkostwo w nim jest niezgodne z jej statutem. Każdy, kto się do niego zapisze, poniesie konsekwencje dyscyplinarne.

Bochenek dodał również, że komitet polityczny zdecydował o utworzeniu Rady Ekspertów, w której będzie wykuwać się nowy program PiS. Dzięki temu Mateusz Morawiecki dostanie platformę, na której mógłby spełniać swoje ambicje.

Holecka zapytała wyraźnie zaskoczonego sytuacją gościa, czy w związku z tą zapowiedzią zamierza skorygować swoje plany. Były premier po chwili zastanowienia odparł, że pomysł Rady Ekspertów musiał się pojawić już po jego wyjściu z zebrania. Zdecydowanie zapewnił, że nie zamierza rezygnować z budowy stowarzyszenia, które w żadnym stopniu partii nie zagraża.

Stowarzyszenie Morawiecki plus

Jarosław Kaczyński uważa jednak inaczej i ma ku temu podstawy. Podczas konferencji prasowej dzień po spotkaniu komitetu wskazał między innymi na fakt, że Morawiecki nie tylko założył Rozwój Plus, ale też rozbudowuje jego struktury terenowe. Prezes PiS nie wytłumaczył dokładnie, z czego bierze się takie przeświadczenie, ale można się ich domyślać. Przede wszystkim, liczba i skład osobowy członków nowego podmiotu znacznie wykracza poza środowisko ludzi byłego premiera. W mediach pojawiła się lista aż 38 nazwisk, w tym 37 parlamentarzystów PiS.

Oczywiście dominują tam ludzie wiceprezesa PiS. Poza samym Morawieckim jako liderem, osobami funkcyjnymi zostaną Janusz Cieszyński i Michał Dworczyk. Są tam też między innymi Marcin Horała, Piotr Müller, Daniel Obajtek, Olga Semeniuk-Patkowska czy Waldemar Buda – tutaj zaskoczeń nie ma. Do ugrupowania mieli dołączyć również wyrzucony na out Ryszard Terlecki czy zawieszony za krytykę weta prezydenta (w sprawie ograniczenia stosowania aresztów) Krzysztof Szczucki. Łukasz Schreiber, Łukasz Kmita czy Wiesław Krajewski to już jednak dosyć nieoczywiste nazwiska.

Czytaj także Sukcesja w PiS: Lepsi cynicy Morawieckiego niż dogmatycy Czarnka Piotr Wójcik

W organizacji mają się również znaleźć osoby, które w PiS są niezakorzenione, więc obawiają się o swoje miejsca na listach – m.in. Agnieszka Ścigaj (która drogę do PiS przebyła od Kukiza przez PSL) czy nawet była posłanka Lewicy, a potem gowinowców, Monika Pawłowska, która w trakcie Strajku Kobiet pokazywała się w studiach z błyskawicą na maseczce.

Morawiecki chce więc przyciągać do siebie nie tylko myślących podobnie, ale też ludzi, którzy wątpią w swą reelekcję z list PiS. Po przyszłorocznych wyborach klub partii Kaczyńskiego niewątpliwie się zmniejszy, więc nawet przyzwoite miejsce na liście nie daje żadnej gwarancji pozostania w Sejmie. W nowym ugrupowaniu można spróbować pokazać się na nowo, a mniej znane twarze mogłyby nawet udawać kogoś zupełnie świeżego, nieobciążonego drugą kadencją rządów PiS – bo już ta pierwsza wyborcom kojarzy się raczej dobrze.

Właśnie w tym celu Morawiecki przedstawia swoją organizację jako ofertę dla ludzi, którym coś nie podoba się w każdej partii po prawej stronie. Z PiS-em włącznie, o co prezes ma pretensje. Skoro Rozwój Plus ma być alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości, to siłą rzeczy oba podmioty znajdą się na kolizyjnym kursie.

Kolejnym argumentem Kaczyńskiego oraz frakcji zwalczającej Morawieckiego jest niechęć byłego premiera do aktywnego wspierania Przemysława Czarnka jako premiera w przyszłości. Brak entuzjazmu Morawieckiego dla tej kandydatury jest wręcz ostentacyjny.

Już podczas konwencji PiS, gdzie prezes zaprezentował byłego ministra edukacji jako potencjalnego szefa kolejnego rządu prawicy, mina Morawieckiego mówiła wszystko. Krótko po wydarzeniu, gdy Czarnek zadeklarował chęć obsadzenia Morawieckiego w roli wicepremiera od spraw gospodarczych, ten drugi w studiu telewizyjnym stwierdził, że „niekoniecznie” ma na to ochotę. Poza tym Morawiecki notorycznie odmawia brania udziału w wydarzeniach organizowanych przez kandydata PiS na premiera. Sam za to regularnie organizuje własne spotkania z wyborcami, podczas których unika wszelkich symboli kojarzonych z partią. Na dodatek spotkał się na debacie z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, czyli wicepremierem z ramienia obecnej koalicji. Dla wierchuszki PiS było to wręcz niepojęte.

Ciosy z prawej i „lewej”

Szczerość prezesa PiS podczas wspomnianej konferencji prasowej wskazuje, że Kaczyński jest faktycznie przejęty i zasadniczo nie pali się do wyrzucenia Morawieckiego. Zdradził, a właściwie potwierdził wiele szczegółów na temat zebrania liderów i nastrojów w partii, chcąc pokazać elektoratowi, że ewentualny rozłam nie będzie z jego winy. Sam bowiem zrobił wszystko, by do tego nie dopuścić – ale jeśli zostanie zmuszony do twardych kroków, ręka mu nie zadrży.

Ogólnie stonowany Kaczyński mieszał wypowiedzi koncyliacyjne z bardzo ostrymi. Wskazywał, że Morawiecki ma wiele możliwości, by spełniać ambicje poprzez formaty istniejące w ramach partii. Mowa o frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w której były premier jest wiceprzewodniczącym, oraz Zespole Pracy dla Polski, czyli utworzonym w 2024 r. podmiocie tworzącym program partii na kolejne wybory. Jeśli mimo tego Morawiecki nie zrezygnuje z równoczesnej pracy nad strukturami Rozwoju Plus, będzie to oznaczało „pasożytnictwo” na zasobach partyjnych w celu budowy własnego ugrupowania.

Odejście ludzi Morawieckiego w tym momencie byłoby bardzo niekorzystne dla PiS, gdyż dodatkowo osłabiłoby partię w niezwykle trudnym momencie. W ostatnim sondażu CBOS poparcie dla partii wyniosło zaledwie nieco ponad 18 proc.

Czytaj także Z Budapesztu, z miłością. Nawrocki, Morawiecki i Orbán pokazują przyszłość polskiego dziennikarstwa Łukasz Łachecki

Jedynki z przodu PiS nie widziało od wielu lat. Tak naprawdę do pierwszych miesięcy pandemii, czyli pierwszej połowy 2020 roku, sondaże dawały im nawet 40 proc. Taki spadek poparcia w ciągu sześciu lat musiał zrobić duże wrażenie na wielu posłach i posłankach, którym przed oczami stanęła realna perspektywa wypadnięcia poza politykę parlamentarną, co często kończy karierę polityczną.

PiS zbiera ciosy od prawej strony i to od dwóch ugrupowań naraz (Konfederacja i Korona), a przecież Kaczyński przez lata robił wszystko, by nie pozwolić wyrosnąć po prawej stronie żadnej poważnej konkurencji. Gdyby teraz partia dostała jeszcze silne uderzenie od strony bardziej centrowej, to mogłaby się nie pozbierać.

Odejście Morawieckiego dałoby oczywiście szansę odcięcia się od kontrowersyjnych działań jego rządu – szczególnie na prawicy, która pamięta (słuszne) restrykcje pandemiczne oraz poparcie dla polityk unijnych (też zresztą słuszne). Problem tkwi jednak w nowym kandydacie PiS na kolejnego premiera – Przemysław Czarnek, jako były minister edukacji w rządzie Morawieckiego, będzie mało przekonujący podczas tej operacji, która i bez niego na sztandarze byłaby bardzo trudna.

Czytaj także Czarnek jest niestety utalentowanym politykiem Kastor Beck-Kużelewski

Nie zmienia to faktu, że mainstream PiS oraz alt-prawica Czarnka-Jakiego obrały już kurs na rozejście się ze środowiskiem Morawieckiego. Obecnie gra toczy się o to, ilu pójdzie za byłym premierem. Zaufanie między prezesem a wciąż jeszcze wiceprezesem zostało już tak zdegradowane, że te rowy trudno będzie zakopać. Morawiecki doskonale zna Kaczyńskiego, więc wie, że ten potrafi bez skrupułów obchodzić się z tymi, którzy go – w jego mniemaniu – zdradzili.

Gdyby środowisko tak zwanych harcerzy zdecydowało się jednak zostać, podjęłoby ogromne ryzyko wypadnięcia z list w ostatnim momencie, gdy na stworzenie własnego komitetu będzie już za późno. Trzeba pamiętać o praktyce, jaką PiS stosuje w odniesieniu do składania list. Robi się to na ostatnią chwilę, często dokonując zmian tuż przed złożeniem do okręgowych komisji wyborczych. Morawiecczycy nie mieliby więc pewności, czy w ogóle wystartują w wyborach, dopóki listy nie zostałyby fizycznie dostarczone do komisji.

Na starcie z kulą u nogi

Kurs na Morawexit obrano również dlatego, że były premier dostrzega konsolidację przeciwników. W samym komitecie politycznym, liczącym 55 osób, znajdują się zaledwie trzy, które dołączyły do stowarzyszenia, nie licząc jego założyciela – to Marzena Machałek, Krzysztof Lipiec i Ryszard Terlecki. We władzach partii, które tworzą prezes i 11 wiceprezesów (tzw. PKP, czyli prezydium Komitetu Politycznego), Morawiecki mógłby liczyć wyłącznie na wsparcie Beaty Szydło. A nawet ona była jego zagorzałym przeciwnikiem aż do chwili, kiedy nie wypadła na out po awanturze w małopolskich strukturach, próbując przeforsować swych ludzi wbrew Kaczyńskiemu.

Czytaj także Powrót bestii: czy obrońca pedofilów Jan Paweł II zaszkodzi Czarnkowi? Łukasz Łachecki

Były premier zdaje sobie jednak sprawę, że nie może odejść sam, gdyż w ten sposób utraci poparcie w elektoracie PiS, w którym wciąż jest jednym z popularniejszych polityków. Jego pozycja w oczach wyborców to główny kapitał w starciu z wygrywającą dziś w partii alt-prawicą. Na spotkania z Morawieckim przychodzi bardzo wiele osób i są to inni ludzie niż ci, którzy ściągają na spotkania z Czarnkiem czy powoli odchodzącym mainstreamem PiS. U byłego premiera widać więcej osób młodszych, mniej zacietrzewionych i bardziej zainteresowanych merytoryką. Jeśli zostanie z partii wyrzucony, to może się w ich oczach jeszcze zbudować. Jeśli odejdzie sam, to może zostać uznany za zdrajcę. Dlatego Morawiecki nadal będzie ostentacyjnie prowokować przeciwników, by ci przekonali prezesa, że nie ma innego wyboru niż usunięcie jego ekipy.

Równocześnie jednak cała ta gra jest dla Morawieckiego ryzykowna. Żeby zyskać poważne poparcie, dające szanse wejścia do Sejmu z kilkudziesięcioma osobami, musi przekonać nie tylko część elektoratu PiS, ale też osoby z centrum, które wcześniej głosowały na partie z obozu antypisu. A to będzie niezwykle trudne, gdyż w oczach tej grupy jest on jednoznacznie kojarzony z rządami lat 2015-23.

Czytaj także Red is Bad: nikt nie mówi tak pięknie o patriotyzmie jak bandyci i złodzieje Jaś Kapela

Jego sytuacja jest tym trudniejsza, że wisi nad nim afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Jego bliski współpracownik i były szef RARS Michał Kuczmierowski wciąż próbuje się wymigać od ekstradycji, przebywając w Wielkiej Brytanii. Morawiecki nie zamierza się ukrywać, więc areszt mu nie grozi, ale prokuratorskie zarzuty już tak. Wychodząc z PiS, traci wsparcie partii i większości jej wyborców podczas procesu. A jeśli afera RARS nabierze rozpędu, to dla centrowych wyborców antypisu będzie to kolejny powód, by nie głosować na jego nowe ugrupowanie.

Jak przekonać umiarkowany antypis

W jednym z sondaży poparcie dla ewentualnej partii Morawieckiego osiągnęło kilkanaście procent. Pytanie jednak brzmiało, czy pan/pani rozważałaby oddanie głosu na jego inicjatywę polityczną. A to nie to samo, co tradycyjne sondaże badające aktualne poparcie dla konkretnych partii. Te kilkanaście procent to niewątpliwie w zdecydowanej większości elektorat PiS.

Szansa dla Morawieckiego pojawiła się jednak w koalicji rządzącej. Aktualnie trwa tam spór o to, czy głosować za czy przeciw wotum nieufności wobec ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski. Ministra ma zażartych wrogów nie tylko wśród pozostałości Polski 2050, z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz na czele, ale też znacznej części PSL. Jeśli PSL i Polska 2050 zagłosują za wotum nieufności dla Hennig-Kloski, w koalicji zawrze, a dymisja nieznoszącej przez Tuska ministry Pełczyńskiej-Nałęcz będzie już oczywista.

Pojawi się więc okazja, by zbudować nową inicjatywę polityczną wspólnie z PSL i Polską 2050. Tym bardziej że mający koszmarnie niskie poparcie ludowcy tradycyjnie szukają środowiska, na którego plecach mogliby znów wejść do Sejmu. Przecież w poprzednich dwóch elekcjach najpierw zbliżyli się z Kukizem i banitami z PO, tworząc Koalicję Polską, a w 2023 r. stworzyli Trzecią Drogę z Hołownią.

Właśnie dlatego Morawiecki wyciąga rękę do Kosiniaka-Kamysza. To mogłoby uwiarygodnić ludzi Morawieckiego w oczach umiarkowanego antypisu. Takie ugrupowanie, przy bardzo dobrych wiatrach, mogłoby liczyć nawet na dwucyfrowy wynik. Startując samodzielnie, środowisko Rozwoju Plus najpewniej modliłoby się o przejście progu wyborczego.

Tak czy inaczej, prawdopodobny rozłam w PiS to zła wiadomość dla prawicy, a dobra dla Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. Głosy wyborców prawicowych rozłożą się na cztery podmioty, a KO po połknięciu Centrum może jeszcze się umocnić na prowadzeniu. Jeśli Nowa Lewica z solidną nawiązką przekroczy próg, a KO zbierze premię za zwycięstwo, którą daje przeliczanie głosów metodą d’Hondta, przedłużenie rządów centrolewu będzie całkiem prawdopodobne.

Główny problem wciąż będzie jednak zamieszkiwać pałac prezydencki. Karol Nawrocki stanie się niekwestionowanym liderem prawicy, będąc jeszcze bardziej zaciekłym przeciwnikiem rządu. W ten sposób Polska będzie znajdować się w politycznym klinczu przez kolejne trzy lata. Jakiekolwiek poważne reformy nadal będą blokowane, a rząd wciąż będzie się tłumaczyć, że „prezydent nie podpisze” i trzeba zacisnąć zęby do kolejnych wyborów.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
4 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
4
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x