Świat

Usługi seksualne czy eksploatacja i niewolnictwo? [Polemika]

Kobieta

W polskiej debacie na temat prostytucji, która odbywa się w mediach liberalnych lub lewicowych, słychać wyłącznie głosy nawołujące do reformy polskiego prawa w kierunku modelu legalizacji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to dość monotonny monolog.

W marcu na łamach Krytyki Politycznej ukazał się tekst seksworkerki, Świętej Ladacznicy, w którym opisuje realia swojej pracy w Polsce oraz wzywa do pełnej dekryminalizacji prostytucji, czy raczej jej legalizacji.

Jej pogląd, chociaż zgodny z kontrowersyjnym oficjalnym stanowiskiem Amnesty International, które w 2015 r. również opowiedziało się za dekryminalizacją prostytucji, jest niezgodny z prawem międzynarodowym, jak choćby Konwencją ONZ w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji z 1949 r., ratyfikowaną przez Polskę w 1952 r., która nakłada na państwa obowiązek wprowadzenia modelu abolicjonistycznego. Konwencja wyraźnie w art. 1, 2, 3 i 4 zobowiązuje państwa do kryminalizacji jakiejkolwiek działalności polegającej na czerpaniu korzyści z prostytucji, ale w żadnym wypadku nie kryminalizacji (ani nawet rejestracji czy kontroli) samych prostytutek.

Seksworkerka: Dlaczego chcę pełnej dekryminalizacji usług seksualnych

W polskiej debacie na temat prostytucji, która odbywa się w mediach liberalnych lub lewicowych, słychać wyłącznie głosy nawołujące do reformy polskiego prawa w kierunku modelu legalizacji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to dość monotonny monolog, gdyż głosy krytyczne lub prezentujące inny model rozwiązania, są w ogóle nieobecne. I szkoda, bo właśnie model alternatywny regulacji prostytucji, tzw. model nordycki, w świecie zachodnim zdobywa coraz większą popularność i ustawodawcy w kolejnych krajach idą dokładnie w przeciwnym kierunku niż legalizacja. W 2016 r. tą drogą poszła Francja, a w lutym 2017 r. Irlandia.

Dekryminalizacja, czyli legalizacja?

Chociaż Ladacznica określa swój postulat jako „pełna dekryminalizacja konsensualnej pracy seksualnej”, nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że chodzi jej o legalizację. Obecnie w polskim porządku prawnym sama prostytucja dobrowolna nie stanowi przecież przestępstwa. Więc w zasadzie, o co jej chodzi? Proponowanie modelu niemieckiego, narzekanie, że nie może założyć firmy, płacić składek, podatków i zrzeszać się z innymi kobietami, wskazuje wyraźnie, że chodzi jej o legalizację, a nie „dekryminalizację”. Ladacznica jest wykształconą kobietą, więc na pewno rozumie różnicę między jednym i drugim słowem, zaś używanie zupełnie błędnego określenia na jej postulat, jest zapewne celowe i ma służyć zmyleniu opinii publicznej. W istocie taka „dekryminalizacja” odnosi się wyłącznie do klientów i sutenerów, a nie prostytutek. Podobnego zresztą określenia używa Amnesty International, krytykowana za swoje stanowisko przez setki organizacji praw kobiet na całym świecie.

Moje ciało, mój wybór? Tak, dlatego pracuję na czacie erotycznym

Światowy ruch na rzecz legalizacji „pracy seksualnej” jest kierowany (i sponsorowany) przez „pracowników” branży seksualnej. Poza prostytutkami zaangażowani są w niego również sutenerzy i stręczyciele, którzy też lubią określać się jako pracownicy branży seksualnej. Alejandra Gil, liderka Global Network of Sex Work Project, która brała udział w konsultacjach Amnesty International, wkrótce potem została skazana w Meksyku na 15 lat więzienia za handel żywym towarem. Albo Douglas Fox, były członek AI, od którego teraz AI się odcina, to aktywista na rzecz legalizacji prostytucji i zarazem właściciel jednej z największych w UK sieci agencji escort girls.

Sex-workerka, czyli wyzwolona businesswoman

Autorka, występująca pod pseudonimem Święta Ladacznica, określa się, jako sekspracownica, to młoda, ambitna i wykształcona kobieta, która od dziecka marzyła o pracy dziwki. Pracuje na własny rachunek, jest niezależna, sama decyduje o zakresie swojej pracy, co, kiedy, za ile i komu zrobić. Nie pasuje do stereotypu biednej ofiary. Pracuje jako prostytutka, bo tak chce. Miała inne opcje, ale wybrała tę.

Jej rodzina o tym nie wie, bo społeczeństwo marginalizuje takie osoby, ale partner i przyjaciele już tak. Chociaż prowadzi działalność gospodarczą, nie ma sekretarki, kierowcy, specjalisty od marketingu ani ochroniarza, jak każdy szanujący się przedsiębiorca. W sumie nie narzeka, wszystko byłoby super, ale nie ma ubezpieczenia, nie płaci składek emerytalnych, podatków też, no i nie może organizować się z innymi pracownicami seksualnymi, bo polskie prawo tego zabrania. „W Polsce nie można zbudować biznesu zarabiającego na usługach seksualnych” – pisze Święta Ladacznica. Jak na przykład w Niemczech lub Holandii. Dlatego może albo wyjechać, albo włączyć się w ruch na rzecz legalizacji prostytucji.

Uprzywilejowana Ladacznica i fikcja „wolnego wyboru”

Szanuję słowa Autorki i jej sytuację. Ladacznica być może rzeczywiście jest wyzwoloną kobietą, która pracuje jako prostytutka, bo to lubi i sama jest sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Być może jej akurat nikt nie eksploatuje, ani się nie czuje skrzywdzona przez nikogo więcej niż złe państwo, które nie pozwala jej organizować się z innymi prostytutkami ani płacić podatków i składek emerytalnych.

Leigh: Nie kryminalizujmy prostytucji

Jednak jej sytuacja, białej kobiety, obywatelki kraju, w którym pracuje na własną rękę i bierze wszystkie zarobione pieniądze dla siebie jest na rynku prostytucji w całej Europie i na świecie (w tym tak wychwalanych przez nią Niemczech) wyjątkiem a nie regułą i zaciemnia prawdziwy obraz zjawiska.

Trudno doprawdy mówić w przypadku kobiet pracujących w prostytucji o wolnym wyborze. Prawda jest taka, że dla większości kobiet prostytucja nie jest żadną opcją, ale efektem braku innych opcji (1). Meksykańska reporterka Lydia Cacho, która przez pięć lat jeździła po świecie i badała zjawisko prostytucji w jej najprzeróżniejszych formach, co później opisała w Niewolnicach władzy, nie pozostawia w tej kwestii żadnej wątpliwości.

Czy kobieta, która decyduje się na pracę w prostytucji z konieczności ekonomicznej, by nakarmić siebie i rodzinę, nie mogąc znaleźć innego zajęcia, lub by zdobyć środki na kolejną dawkę narkotyków, od których jest uzależniona, też jest prostytutką z wyboru? Dlaczego prostytutki niemal zawsze rekrutują się z najniższych warstw społecznych lub są to osoby, które w młodym wieku doświadczyły traumy przemocy seksualnej?

Dlaczego, tak jak sugeruje zeszłoroczny raport Foundation Scelles, większość prostytutek w krajach zachodnich to nielegalne imigrantki z biednych krajów Afryki, Europy Wschodniej, Azji czy Ameryki Pd., które w swoich krajach nie mają możliwości znalezienia normalnej (pozwalającej przeżyć bez konieczności sprzedawania usług seksualnych i intymności) pracy? To niemal zawsze ofiary handlu ludźmi, przemycone z Mołdawii, Rumunii, Nigerii, Kolumbii czy Filipin na bogaty Zachód, kobiety z nizin społecznych i mniejszości, pozbawione perspektyw życiowych, niewykształcone, często ofiary nadużyć seksualnych w dzieciństwie, uzależnione od alkoholu czy narkotyków (często wpadły w uzależnienie w celu znieczulenia się na wykonywaną pracę), mające do odrobienia astronomiczny dług, jaki rzekomo zaciągnęły u alfonsów i przemytników, za to, że je sprowadzili do Europy lub wykupili od innego alfonsa.

W Hiszpanii na około 350 tyś. kobiet parających się prostytucją, aż 80% to cudzoziemki bez prawa legalnego pobytu, głównie z Brazylii, Kolumbii, Nigerii, Rumunii i Rosji i aż 90% z nich to ofiary handlu ludźmi eksploatowane bez umiaru przez zorganizowane grupy przestępcze, pozbawione wszelkich praw, zastraszane i narażone na przemoc zarówno ze strony klientów jak i „opiekunów”. W Niemczech szacuje się, że 60-70% prostytutek to cudzoziemki, czyli w przytłaczającej większości ofiary eksploatacji i niewolnictwa seksualnego. A warto wiedzieć, że według danych Biuro Narodów Zjednoczonych ds. narkotyków i przestępczości 54% światowego handlu żywym towarem to handel (kobietami i dziećmi) w celach eksploatacji seksualnej (nie licząc w celach zmuszenia do małżeństwa) i 71% wszystkich ofiar handlu ludźmi to kobiety i dziewczynki.

Handel ludźmi to zjawisko immanentnie związane ze sprzedawaniem seksu za pieniądze, który w wyniku globalizacji i neoliberalizmu stał się rynkiem, na którym podaż i popyt nie mają żadnych ograniczeń. Rynkiem, na którym kobiety są sprzedawane – „prostytuowane” mężczyznom i z którego zysków nie czerpią same kobiety, ale ich alfonsi i sutenerzy (wśród których nie brakuje też kobiet madams). Prostytutki jak Ladacznica, które afirmują swoją pracę, białe, legalne i dobrowolne obywatelki, niezależne i nieeksploatowane przez żadnego sutenera, to mały procent wszystkich kobiet w prostytucji. A i one są podzielone w tej kwestii legalizacji prostytucji.

Polskie prostytutki badane przez Barbarę Błońską (2), również wykonujące zawód „dobrowolnie”, co nie znaczy, że nieeksploatowane, były przeciwne temu rozwiązaniu.

Bo nawet kobiety, które są „dobrowolnymi” prostytutkami, są narażone na przemoc i eksploatację. Wiele z nich jest uzależniona od alkoholu lub narkotyków, między 55 a 90% było w dzieciństwie lub młodości ofiarą przemocy seksualnej, i aż ponad 60% ma problemy psychologiczne, w tym PTSD na równi z ofiarami tortur i wojny, oraz boleśnie odczuwają stygmatyzację społeczną (1, 2).

Prawdziwy obraz prostytucji to nie radosna, wyzwolona, młoda, ambitna  i niezależna Święta Ladacznica, ale dziewczynka w obskurnym burdelu w Indiach czy Kamobdży gwałcona od 8- 10 razy dziennie przez klientów, „za darmo”.

Grant: Z miłości do perwersji

Kto zarabia na prostytucji?

Współczesna prostytucja to gigantyczny dynamiczny biznes wart według szacunków Foundation Scelles (organizacji działającej „przeciwko wyzyskowi seksualnemu”) 300 mld dolarów – drugi na świecie, zaraz po narkotykach, a przed ropą, sportem czy hazardem, z którego zyski czerpią przede wszystkim zorganizowane grupy przestępcze. Prostytucja to zorganizowany globalny system seksualnej eksploatacji i niewolnictwa, w którym pracuje prawie 30 mln ludzi, prawie wyłącznie kobiet i dzieci! Globalizacja, bieda i kultura uprzedmiotowienie kobiecego ciała są największymi sprzymierzeńcami handlu kobietami.

W komercyjnej eksploatacji seksualnej nie chodzi o seks czy przyjemność, ale raczej o kupno chwili dominacji i władzy nad czyimś ciałem, co w warunkach kulawego, ale mimo wszystko postępującego, równouprawnienia, może się wydawać niektórym mężczyznom tym bardziej atrakcyjne.

W komercyjnej eksploatacji seksualnej nie chodzi o seks czy przyjemność, ale raczej o kupno chwili dominacji i władzy nad czyimś ciałem.

Chodzi zatem o kapitalizm i patriarchat umacniany przez neoliberalne polityki, dyskurs normalizacji eksploatacji seksualnej i pornokrację. Jak zauważa Lydia Cacho meksykańska dziennikarka, autorka Niewolnic władzy, ostatnimi czasy grupy zajmujące się handlem kobietami unowocześniły swoje techniki działania. W niektórych krajach przejęły dyskurs akademicki i części liberalnych feministek, według których „praca seksualna” jest formą wyzwolenia kobiecej seksualności w warunkach ekonomii kapitalistycznej. Nie trzeba już więc porywać młodych kobiet, terroryzować i szprycować narkotykami, wystarczy umiejętnie połączyć i wykorzystać elementy kultury maczystowskiej ubierając ją tak, by wyglądało nowocześnie, elegancko i glamour (4). Dokładnie tak, jak robił to słynny Czarek Mończyk w Balladzie o lekkim zabarwieniu erotycznym lub jak fantazjowała Ladacznica oglądając Pretty Woman.

Zakończenie

Według Świętej Ladacznicy oraz zwolenników legalizacji, „pełna dekryminalizacja” uczyni rzekomo pracę w prostytucji lepszą dla kobiet, bezpieczniejszą i zdejmie z niej stygmat społeczny.

Prawda wygląda jednak inaczej. Kraje, które zdecydowały się na legalizację prostytucji, jak Holandia czy Niemcy, nie tylko odnotowały boom całego sektora handlu seksu, ale towarzyszący mu wyraźny wzrost zjawiska handlu kobietami. Niemcy po zalegalizowaniu prostytucji w 2002 r. rozważają teraz wycofanie się z tego modelu, jako rozwiązania, które nie zdało egzaminu. Z kolei kraje, które skryminalizowały kupowanie seksu (ale nie jego sprzedaż), jako że przestały być atrakcyjnym odbiorcą nowego „towaru”, odnotowały redukcję zjawiska handlu żywym towarem (5). Jeśli legalizacja prostytucji to najlepsze rozwiązanie dla kobiet pracujących w prostytucji, to dlaczego w Niemczech ze wszystkich prostytutek w liczbie między 400 tys. a 1 mln, zaledwie 44 „zalegalizowały” się jako prostytutki?

Uprzywilejowana grupa „pracowników i pracownic seksualnych” domaga się prawa do sprzedaży usług seksualnych za cenę odebrania prawa do nie bycia sprzedaną milionom innych kobiet. Za lobby na rzecz legalizacji prostytucji nie stoją same prostytutki, ale również ludzie czerpiący zyski z seks biznesu i eksploatacji milionów kobiet.

Prostytucja jest wolnym wyborem, niekoniecznie jednak samych kobiet, które tak „pracują”, ale mężczyzn, którzy decydują się płacić za seks. Jeśli więc chcemy ją ograniczyć, bo uznajemy, że płacenie za seks jest niezgodne z ideą równości płci, że utrwala uprzedmiotowienie i instrumentalizację kobiecej seksualności, nie powinniśmy jej legalizować, ale „znieść”.

Bibliografia:

(1) C. MacKinnon, Trafficking, Prostitution, and Inequality, Harvard Civil Rights-Civil Liberties Law Review 46 (2011)

(2) Barbara Błońska, Wyniki badań terenowych nad zjawiskiem prostytucji w Polsce, Archiwum Kryminologii tom XXXIII 2011

(3) Max Waltman, Prohibiting Sex Purchasing and Ending Trafficking: The Swedish Prostitution Law, 33 Mich. J. Int’l L. 133 (2011)

(4) Lydia Cacho, Niewolnice władzy. Przemilczana historia międzynarodowego handlu kobietami, Wydawnictwo Muza 2013

(5) Seo-Young Cho, Axel Dreher, Eric Neumayer, Deos Legalized Prostitution Increase in Human Trafficking?, World Development 41 (1), 2013, pp. 67-82

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Koszty utrzymywania "biznesu" w podziemiu w tym koszty haraczy dla policji, władz lokalnych i wymiaru sprawiedliwości znikną z wielką korzyścią dla bossów. Dla szeregowych pracownic legalizacja zajęcia polegającego w swej istocie na niewoleniu stanie się legalizacją niewolenia. To korzyść?
Przy okazji zachęcam od eksperymentu myślowego i poszukaniu analogii do pracy dzieci. Jej legalizacja też miała by być oznaką postępu?

O jakich eksperymentach myślowych mówisz ty intelektualne zero? Po takim gwałcie na logice popełnionym w pierwszym twoim zdaniu już nie masz prawa się wypwiadać na temat intelektu innych ludzi.

Pełnej dekryminalizacji prostytucji - czyli kupowania, gwałcenia i sprzedawania kobiet oraz dzieci (w większości: dziewczynek) przez mężczyzn - chcą sutenerzy (pimps) i kurwerzy aka "klienci" (johns) oraz kobiety razem z nimi zarabiające na handlu kobietami i dziećmi.
Byłe prostytutki nawet nie nazywają siebie prostytutkami - mówią o sobie "kobiety i dzieci prostytuowane przez mężczyzn". Zakłamana nazwa "sex workers" została wymyślona przez lobby pornograficzno-prostytucyjne. Tak samo wyzwisko "SWERF" - mające za zadanie nieudolnie zamknąć usta prostytuowanym kobietom i dzieciom które pomagają wydostać się ofiarom seksualnego handlu ludźmi z sextrade.

"Odbierałam telefony w wystarczającej ilości burdeli by wiedzieć że najczęstszym pytaniem mężczyzn jest zawsze: "Jaka jest najmłodsza dziewczynka jaką macie?" - RachelRMoran https://twitter.com/RachelRMoran

Nordic Model w praktyce: aresztownaych "klientów" (czytaj: mężczyzn prostytujących kobiety i dzieci): 937, aresztowanych kobiet prostytuowanych: 0
http://www.feministcurrent.com/2017/04/13/whats-current-937-johns-zero-prostituted-women-arrested-france-since-adoption-nordic-model/

Legalizacja zmieniła Niemcy w "Burdel Europy" i centrum handlu kobietami i dziećmi przez mężczyzn:
http://www.feministcurrent.com/2016/05/09/legalization-has-turned-germany-into-the-bordello-of-europe-we-should-be-ashamed/

Rae Story on neoliberalism, ‘sex work,’ and the ‘middle-classing’ of prostitution:
http://www.feministcurrent.com/2016/06/20/rae-story-prostitution-neoliberalism-middle-classing-prostitution/

Amnesty International confirms it no longer supports women’s human rights
http://www.feministcurrent.com/2016/05/26/amnesty-no-longer-supports-womens-rights/

Tag: "prostitution" - wywiady z SURVIVORS czyli kobietami którym udało się wydostać z sextrade oraz artykuły NIE sponsorowane przez mizoginistyczne lobby pornograficzno-prostytucyjne:
http://www.feministcurrent.com/category/prostitution-2/

Facebook:
https://www.facebook.com/CATWIntl/
https://www.facebook.com/DemandAbolition/
https://www.facebook.com/johnfreevan/
https://www.facebook.com/nordicmodelnow/
https://www.facebook.com/traumaandprostitution/
https://www.facebook.com/asianwomenforequality/
https://www.facebook.com/turnofftheredlight/
https://www.facebook.com/pages/Gail-Dines/162153007141976
https://www.facebook.com/PornHarms/
https://www.facebook.com/ENDSexploitation/

#EndDemand #PornHarmsKids #NordicModelNow #PornCulture #PedophileCulture #NordicModel

Mnie dosyć ciężko by było posądzić o mizoginię jakkolwiek idea karania klienta nieprzyjemnie mi się kojarzy z polską polityką narkotykową.

A czy wprowadzenie nordyckiego modelu nie spowodowało wzrostu zjawisk związanych z prostytucją, np. zwiększenia liczby tzw. galerianek lub ogłoszeń erotycznych typu "sprzedam dziewictwo", czy ktoś prowadził takie badania?

Tylko że kobieta to nie jest marichuana... to są dwie różne sprawy - legalizować handel kobietą a marichuaną....

Przyznam, że nie pojmuję w jaki sposób umożliwienie zrzeszania się, płacenia składek emerytalnych i podatków osobom świadczącym odpłatnie i dobrowolnie usługi seksualne miałoby sprzyjać niewolnictwu seksualnemu, zaś rozważania co do pozorności wolnego wyboru w odniesieniu do wszystkich osób, które wybierają ten sposób zarobkowania równie dobrze można zastosować do pań zamierzających zrobić karierę na kasie w Biedronce (podobno atrakcyjność ekonomiczna tego fascynującego zajęcia ostatnio radykalnie wzrosła)

„W komercyjnej eksploatacji seksualnej nie chodzi o seks czy przyjemność, ale raczej o kupno chwili dominacji i władzy nad czyimś ciałem,”Fascynujące. Jedyne co teraz pozostaje to wstać od komputera i spróbować udowodnić tę tezę w sposób akceptowany przez naukę.

No jeśli Pan nie pojmuje, to niestety chyba trudno Panu pomóc w tekście jest to obszernie wyjaśnione. Podobno umiejętność czytania ze zrozumieniem można w jakimś tam stopniu wycwiczyc proszę się nie poddawać! Może Pan spróbować przeczytać tekst kilka razy, może na głos i może w końcu się uda coś pojąć.☺

A może jednak jakaś odpowiedź?

Mam mieszane uczucia w kwestii prostytucji.
Ale nie przekonują mnie Pani argumenty:
- To, że w krajach, ktore zalegalizowały prostytucję obserwuje sie lawinowy wzrost sex biznesu jest oczywiste, bo wychodza z podziemia. Jak w Polsce zostanie zalagalizowana aborcja też zostanie odnotowany lawinowy przyrost branży ginekologicznej.
- To, że pomimo legalizacji większość prostytutek pracuje na czarno jest również oczywiste. W Polsce przeciętny hydraulik też często pracuje na czarno bo nie stać go na płacenie ZUS. To, ze niektorym opłaca się legalizacja nie znaczy, ze wszyscy na niej korzystają.
Przyznaje, ze prostytucja jest szczególnym rodzajem aktywności i jesli ma być legalizowana to na pewno musiała by podlegać szczególnej kontroli. Jednakże Pani argumentacje bardzo mi przypomina argumentacje prawicy na rzecz kryminalizacji marychy.

Nie polemizuje Pan z argumenami przedstawionymi w tekście, zresztą mam wrażenie, że świadomi usiłuje Pan manipulować, co ma taki skutek, że argumenty podane pryey Pana w dwóch kolejnych myślinikach są wzajemnie sprzeczne.
@ pierwszy "-" w tekscie mowa o wzroście takich praktyk jak handel ludzmi i wyzysk pracownic seksualnych. Te praktyki w dalszym ciągu są w Niemczech i Holandii nielegalne, więc nie mogą "wychodzić z podziemia". W tekście postawiona jest teza, że legalizacja prostytucji, wbrew oczekiwaniom, iż zmieniejszy wyzysk i praktyki kryminalne, odniosła skutek przeciwny.
@ drugi "-" tu właściwie dywagacje o hydrauliku mozna by pominąć, gdyby nie to, że ciekawe jest iż w jest w sprzeczności z pierwszym, skoro pisze pan, że lawinowy wzrost "seksbiznesu" to efekt wychodznia z podziemia, to pytanie jak to się ma do tego, że większość prostytutek pracuje na czarno, co jeszcze dodaje Pan, że jest "oczywiste".
To kto tak lawionowo z tego podziemie wychodzi w takim razie skoro prostytutki „oczywiście“ nie? Chyba, że chodzi Panu o sutenerów? No tak zalegalizowanie działaności sutenerów, sturenerom się opłaca. Jest to "oczywiste" i bolesnie tautologiczne, podobnie jak np. twierdzenie zalegalizowanie kradzierzy opłaca się złodziejom, ale w takim razie darujmy sobie argumenty, że niby o coś innego chodzi.

Ale ja nie jestem jakimś fanatycznym zwolennikiem wtłoczenia prostytucji w neoliberalny rynek bo może sie to skończyć tym, ze dostaną fikcyjne śmieciówki i będą mogły zapomnieć o chorobowym. Po prostu uważam, ze obecny stan prawny jest zły, a argumenty autorki mnie kompletnie nie przekonuja.
O tym, że handel żywym towarem kwitnie w najlepsze wiem doskonale choćby ze znakomitej książki Skinnera o współczesnym niewolnictwie (nie tylko seksualnym).
Autorka używa w tekście szeregu ogólników (np. o wyzysku prostytutek, czy o tym, że wiele z nich po legalizacji nadal pracuje na czarno) - dlatego podałem przykład z hydraulikiem bo to, że ktoś pracuje na czarno często wynika z realiów finansowych a nie nie charakteru jego działalności.
Bardzo chętnie posłuchałbym sensownej merytorycznej debaty na temat prostytucji jednak podejscie autorki zupełnie mnie nie przekonuje.
Idea, żeby zakazać wszystkiego co uważamy za złe (aborcja, prostytucja, narkotyki, alkohol, pornografia) jest na wskros prawicowa i zupełnie ignoruje, ze w ten sposób wytwarzamy gigantyczny czarny rynek i zmieniamy świadomosc spoleczną. Na przykład obłąkana polska polityka narkotykawa doprowadzila do tego, że przeciętna polska matka uważa za coś normalnego, ze jej syn pije piwo, ale na wiadomość, że wypalił skręta dostaje histerii.

Ps. Co do kradzieży to argument o jej legalizacji uważam za absurdalny. Natomiast bardzo sensowna byłaby dyskusja, żeby kieszonkowców nie skazywać na więzienie w zawiasach (bo więzienia przepełnione) ale na prace społeczne.

czyli dla Pana zakazanie prostytucji to jest tylko kwestia prawicowości?? Bardzo dziwne, to wręcz szkodliwe podejście, chyba panu się pomieszały płaszczyzny

„Idea, żeby zakazać wszystkiego co uważamy za złe (aborcja, prostytucja, narkotyki, alkohol, pornografia) jest na wskros prawicowa i zupełnie ignoruje, ze w ten sposób wytwarzamy gigantyczny czarny rynek i zmieniamy świadomosc spoleczną“

Nie do końca wiem jak mam to zinterpretować. Skoro przytoczone dane sugerują, że w krajach gdzie zalegalizowano prostytucję jak Niemcy i Holandia czarny rynek wzrósł, a nie zmalał, to do czego ma się to powyższe odnosić? Czy należało by skolei zalegalizować handel ludzmi, żeby nie wytwarzać gigantycznego czarnego rynku? Tak też można w nieskończoność legalizować różne przestępstwa w coraz bardziej ansurdalnej nadziei na ich ucywilizowanie.

Poza tym wydaje mi się, że to jest w ogóle złe postawienie sprawy, jakbyśmy mówili o czymś co jest tam kwestia światopoglądowa, co tam ktoś uważa za złe. Nie mówimy przecież o przygodnym seksie na dyskotece. A to zupełnie nie o to chodzi wyzysk w przemyśle seksulanym jest strasznym i dewastującym psychikę ofiary czynem, jest również formą gwałtu i jako taki powinien być zakazany.

Ok zgadzamy się natomiast rzeczywiście np. po pierwsze w przypadku drobnych kradzierzy stosuje się nie potrzebnie wysokie kary, natomiast w innych przypadkach zadziwijącao niskie np dwa lata w zawieszeniu za gwałt zbiorowy.

No właśnie problem z tym, że autorka przywołuje bardzo małych danych. Mówi o statycznej ilości prostytutek z importu i stwierdza, ze w Niemczech wzrósł handel ludźmi, ale brak szczegółów (w artykule jest znacznie więcej ogólników).

cyt:
"Nie mówimy przecież o przygodnym seksie na dyskotece. A to zupełnie nie o to chodzi wyzysk w przemyśle seksulanym jest strasznym i dewastującym psychikę ofiary czynem, jest również formą gwałtu i jako taki powinien być zakazany. "
To jest właśnie Twoja prywatna opinia. Masz do niej prawo, ale chcesz z niej zrobić prawo powszechne, dokładnie tak jak prawica, która zakazać aborcji/in vitro/marychy itp. bo uważa, ze to najgorsze zło.
Ja np. uważam, ze jedną z najbardziej upokarzających i demoralizujących prac jest praca w call center gdzie uczą tzw. technik sprzedaży czyli świadomego wciskania ludziom niepotrzebnych im ofert (mówię zupełnie poważnie), ale to nie powód, żebym dążył do delegalizacji sprzedaży na odległość.

Tak - w pełni się zgadzamy - procesy o gwałt w Polsce to czysta kpina.

"w Niemczech ze wszystkich prostytutek w liczbie między 400 tys. a 1 mln"
Ludność Niemiec to 80 mln. Przyjmując luźno, że 50% to kobiety, daje nam to liczbę 40 mln. Odejmując te, które ze względu na wiek NIE zajmują się tą profesją, czyli powiedzmy dziewczyny do 15 roku życia i over 60 (Tak wiem, że są wyjątki) wychodzi nam jakieś 20kilka milionów. To znaczy, że według autora w górnej granicy szacunków co 20któraś kobieta w "wieku aktywnym seksualnym" jest prostytutką. Czy tylko mi to się nie kalkuluje?
Jakie źródło tych danych?

"W Niemczech szacuje się, że 60-70% prostytutek to cudzoziemki, czyli w przytłaczającej większości ofiary eksploatacji i niewolnictwa seksualnego."

Wreszcie głos rozsądku. Ale to, że toczy się dyskusja, w której powyższe stanowisko musiało zostać wyartykułowane już świadczy o deficycie etyki na lewicy. A kogo to nie przekona, nich pomyśli o odklejeniu lewicy od rzeczywistości - czy lud, który lewica chce reprezentować roztrząsa podobne dylematy?

Rozkwit prostytucji jest wynikiem zbyt biednej biedy. Młodej kobiety nie stać na pracę w Biedronce po podwyżkach za 2300 brutto, bo wynajęcie kawalerki kosztuje 1500 pln netto. Jak wiemy z śledztw dziennikarskich (Newsweek) i badań naukowych. Dochody umiarkowanie pracującej prostytutki wynoszą 10 tys. pln miesięcznie przy 4 klientach dziennie, 20 tys. przy ośmiu, co już oznacza wyniszczenie psychiczne i fizyczne. Atrakcyjne młode kobiety mając taką alternatywę dokonują czasami wyboru tej podłej pracy z powodu przymusu ekonomicznego. W Polsce jest podobni 250 tys. prostytutek (Newsweek, 2012) do czego dochodzą Polski masowo pracujące za granicą (Niemcy, Wielka Brytania, Irlandia, Francja, Włochy), być może razem nawet 500 tys. młodych kobiet 20-40 lat, co daje jakieś 10% damskiej populacji. Jeżeli szacunki medialne dla sensacji są przesadzone, to niech będzie 5% i tak ogromna ilość. Próba walki z prostytucja na pewno rozwścieczy te Panie, bo odbierze im po prostu źródło zarobku. Klientami prostytutek są zwykle starzy kawalerowi, rozwodnicy, wdowcy, etc., którzy odczuwają brak relacji seksualnej z kobietą. Legalizacja prostytucji w Europie zaczęła się w Europie w okresie Oświecenia, np. w Prusach Fryderyka II. Prostytutki dekryminalizowano, poddano nadzorowi lekarskiemu, ubezpieczono i uregulowano prawnie wykonywaną przez nie pracę. Ponowna kryminalizacja nastąpiła w okresie romantycznego skrętu na prawo w XIX w. KK miał do prostytucji stosunek ambiwalentny, od średniowiecza prostytucja była potępiana, ale jednocześnie traktowana jako sposób zaspokajania potrzeb seksualnych mężczyzn nieżonatych, który nie uderzał w "dziewice", a więc panny i mężatki. Nazywano prostytucję nieładnie kloaką w pałacu. Mężczyźni mieli załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne w określonym miejscu, a nie na zamkowych korytarzach.

Ale prostytutki są zdekryminilazowane... Podnoszenie argumentu "bo mężczyźni po prostu potrzebują się zaspokoić" i łączenie skrętu w prawo z ograniczeniem tej możliwości, wskazuje jednoznacznie że bardziej Cię interesują te zaspokojone potrzeby męskie niż nędza większości prostytutek i znaczenie legalizacji handlu kobietami.
'

Święta Ladacznica

Dowiedziałam się z polemiki ze mną, że choć piszę o dekryminalizacji, chodzi mi o legalizację. Mansplaining w wykonaniu feministki, brawo, brawo!

W ogóle wyjątkowo patriarchalny ten artykuł: w odpowiedzi na realne doświadczenie kobiety z Polski - powódź argumentów, cyferki, Indie, Kambodża, manipulacje i umniejszanie wiarygodności osób takich jak ja, które na własnej skórze doświadczyły dyskutowanego problemu. Wszystko okraszone Katedrą Kryminologii, żeby nie było wątpliwości co do mądrości eksperta. Tak właśnie dyskutują mężczyźni o zakazie aborcji.

Order z ziemniaka przyznaję za użycie frazy "handel żywym towarem". Niby to taki empatyczny tekst, niby gwałcone dziewczynki z Kambodży, wzruszenie - aż tu nagle ŻYWY TOWAR. Brr.

Merytoryczną dyskusję z cyferkami zostawię mądrzejszym od siebie. Z Katedr takich i innych. Ja, jako radosna pracownica seksualna, w dodatku młoda i ambitna, nie mam przecież kwalifikacji, żeby mówić o pracy seksualnej.

święta kunegunda

Ja pierniczę, serio Ty nie czaisz w ogóle problemu, albo manipulujesz bo jesteś twarzą jakiegoś lobby. Wierzę dużo bardziej tej kryminolożce, niż Tobie, bo ona przynajmniej wyszła ze swojego apartamentu i wygrzebała różne dane. Są o tym książki filmy dokumentalne - to jest coś bardzo realnego -serio nie myślałaś żeby może sprawdzić jak żyją te kobiety??? Myślałaś o konsekwencjach legalizacji? Sorry ale to Ty jest patriarchalna, i do tego bez wyobraźni czy empatii, roztaczasz jakąś propagandę czy manipulację, nie nabierzesz mnie 🙂

Myślę że artykuł mówi, że nie masz racji kwalifikacji żeby opowiadać się za całą społeczność prostytutek. I doswietla te elementy które są być może niedostępne wykształconym i inteligentnym osobom, które pracują w usługach seksualnych z wyboru.
Myślę że artykuł wychodzi z fundamentalnie różnego założenia i rzeczywiście po prostu prezentuje odmienne zdanie. To ważne żebyśmy mogli o tym rozmawiać.

Rzekoma pomoc kobietom - "ofiarom nierządu", która ma polegać na karaniu mężczyzn, to obłuda, która prowadzi jedynie do obierania prostytutkom chleba i klientów. Niemieckie rozwiązania są dobre, a zmianę na lepsze przyniesie wzrost zarobków w kraju i poprawa na rynku pracy, a nie restrykcje.

Rozumiem, droga Pani „radosna pracownico seksualna”, że Pani radość jest jakąś wartością najwyższą i żeby ją Pani zapewnić należałoby odpowiednio zaprojetować prawo, a cała reszta się nie liczy, i jakies tam straty uboczne w postaci wyzysku i niewolnictwa, to nic w porownaniu z tym, ze nie może Pani zatrudnić sobie sekretarki..
Pisze Pani "niby gwałcone dziewczynki z Kambodży, wzruszenie ". Czemu "niby" uważa Pani, że dane, które przytacza autorka są nieprawdziwe - na jakiej podstawie? Przypominam na marginesie, że "bo mi się nie przydażyło" to żaden argument na podważenie danych statystycznych. Na tej samej zasadzie mogłabym powiedzieć, że morderstwa się nie zdażają, bo mnie nikt nigdy nie zamordował. 🙂
Dziwi mnie również, że nie uważa Pani, że drwiny z tego są trochę nie na miejscu? Jeśli to Pani nie wzrusza, no cóż nie musi, ale trochę szacunku jednak wobec ofiar by się należało.
Parę drwin i losowe żąglowanie słowami kluczowymi typu, że artykuł jest "wyjatkowo patriarchalny" to dość słaba polemika, nie sądzi Pani?

Asdf myślisz zjawisko z patologią.
Nikt nie kwestionuje, że istnieje niewolnictwo, czarny rynek i że sprowadzone są kobiety i dzieci z Bangladeszu gwałcone i zmuszane do pracach w nielegalnych burdelach.
Ale to nie jest koronny argument na rzecz całkowitej delegalizacji prostytucji.
To trochę tak jakbyś chciał zdelegalizować małżeństwo bo dochodzi do przemocy domowej, albo zdelegalizować transport bo dochodzi do wypadków motoryzacyjnych.

Stwierdzenie "wyjątkowo patriarchalny" jest trafne - dowodzi już tego sama bibliografia, która w połowie to źródła angielskie. Na temat niewolnictwa i prostytucji można znaleźć bardzo dużo materiałów po polsku, a nie wiem ile czytelników Krytyki tak świetnie zna angielski, żeby czytać opracowanie kryminologiczne po angielsku.

Ponadto artykuł jest po prostu kiepski
Autorka operuje ogólnikami na poziomie cyt:
"Niemcy po zalegalizowaniu prostytucji w 2002 r. rozważają teraz wycofanie się z tego modelu, jako rozwiązania, które nie zdało egzaminu"
Równie dobrze można by powiedzieć:
"Polska po udostępnieniu kobietom tabletki dzień po rozważa ponowne objecie leku wymogiem recepty, a nawet zdelegalizowanie bo nie zdał on egzaminu".
Tyle, ze zapomniałem dodać, ze powyższa opinia to zdanie ultrakonserwatywnego rządu, który wyprowadził na ulice masowe manifestacje.

„Asdf myślisz zjawisko z patologią.
Nikt nie kwestionuje, że istnieje niewolnictwo, czarny rynek i że sprowadzone są kobiety i dzieci z Bangladeszu gwałcone i zmuszane do pracach w nielegalnych burdelach.
Ale to nie jest koronny argument na rzecz całkowitej delegalizacji prostytucji.”

Nie rozumiem czemu nie jest. Jeśli w przypadku legalizacji mamy do czynienia z nasileniem tego zjawiska, to moim zdaniem jest. Chyba chcemy je ograniczać?

„To trochę tak jakbyś chciał zdelegalizować małżeństwo bo dochodzi do przemocy domowej, albo zdelegalizować transport bo dochodzi do wypadków motoryzacyjnych.”

No nie do końca, organizuje się przecież tak transport, żeby do wypadków dochodziło jak najmniej, np. Wprowadzając ograniczenia. Natomiast nie ma danych, że w przypdaku małżeństw, np cześciej niż w przypadku konkubinatów dochodzi do przemocy domowej, więc argumnet konkretnie nie trafiony.
Jest natomiast tak że rozwiązania skandynawskie prowadzą do zmiejszenia niewolnictwa seksulanego i wyzysku, a w przypadku rozwiązań niemieckich i holenderskich do zwiększenia. Tak to jest koronny argument na rzecz takich rozwiązań. Podobnie jak np dane które dowodzą, że wprowadzenie takiego a takiego rozwiązania w ruchu prowadzi do spadku liczby wypadków, w stosunku do krajów, które zastosowały rozwiązanie przeciwne jest argumentem za wprowadzeniem takiego rozwiązania.

„Stwierdzenie "wyjątkowo patriarchalny" jest trafne - dowodzi już tego sama bibliografia, która w połowie to źródła angielskie.”
Przepraszam czemu źródła angielskie dowodzą, że coś jest wyjątkowo patriarchalne? Jest to jakiś bardziej patriachalny język?

Cyt.:
"Jest natomiast tak że rozwiązania skandynawskie prowadzą do zmiejszenia niewolnictwa seksulanego i wyzysku, a w przypadku rozwiązań niemieckich i holenderskich do zwiększenia. Tak to jest koronny argument na rzecz takich rozwiązań."
Jeśli jest tak jak mówisz to masz słuszność. Ale autorka nie przytacza takich danych a jedynie stwierdza że tak jest z własnego autorytetu.
Powinna przytoczyć konkretne liczby z konkretnego okresu oparte o jaką metodologię były robione itd. Pamiętaj, że polska ultraprawica dane statystyczne o gwałtach interpretuje tak, ze u nas jest ich mniej niż w Szwecji więc za gwałty odpowiada straszny gender. statystyki wymagają gruntownej wieloaspektowej analizy, a nie tylko stwierdzenia, że "tak jest"

Cytowanie dużej ilości źródeł angielskich w tekście o charakterze publicystycznym (to jest artykuł w gazecie a nie doktorat autorki) podkreśla poliglotyzm autorki i gwarantuje, że większość czytelników, np. ja nie przeczyta tych źródeł (bez zapoznania się się ze źródłem i jego metodologią nie mogę się odnieść de jego zawartości).

No ok, ale autorka chyba chciała zawrzeć dużo informacji a miała do dyspozycji ograniczoną ilość znaków bo to artykuł w krypie, reszte można sobie samemu posprawdzać i dodać te konkrety w komentarzu, co byłoby super.

No właśnie przytacza. Np. patrz źródło nr 5). Ok faktycznie jest po angielsku, ale wydaje mi się mimo to, że zarzut o podkreślanie poliglotyzmu poprzez podawanie angielskich źródeł jest troszkę przesadzony. Angielski to nie jest jakiś wyjątkowo egzotyczny i trudny do opanowanie język, żeby można podejrzewać, iż ktoś się chwali, iż opanował. Jest to ogólnie używany międzynarodowy język nauki, Esperanto niestety się nie przyjęło, a skoro przedmiotem rozważań jest jak porównanie sytuacji w różnych krajach które zdecydowały się na przyjęcie takich rozwiązań, to zrozumiałe jest wykorzystanie międzynarodowych źródeł. Autorka te źródła streszcza, a w ostateczności do weryfikacji można się posłużyć choćby google translatorem, co powinno już dać jakieś pojęcie.

Propozycja tłumaczenia opracowania statystycznego translatorem google to chyba dowcip. Tłumacz google zna angielski jeszcze gorzej ode mnie.

Czytanie opracowania statystycznego to nie tylko sprawdzenie kilku cyfr. One wymagają wszechstronnej analizy. To troche tak jak ze stopą bezrobocia w Polsce. Rejestrują sie nie tylko ludzie szukajacy pracy, ale także tacy, ktorzy mają prace na czarno lub np. gospodynie domowe, które pracy nie chcą ale chcą bezpłatnego ubezpieczenia zdrowotnego (ale wszyscy figurują w tej samej tabelce).

Jeżeli zestawienie nie zawiera takich danych lub chociaz informacji o nich to jest bezwartościowe (tak samo jak polska średnia zarobków podawana obsesyjnie zamiast dominanty lub ilość katolików w Polsce podawana tylko w oparciu o liczbę ochrzczonych dzieci).

Propozycja tłumaczenia opracowania statystycznego translatorem google to chyba dowcip. Tłumacz google zna angielski jeszcze gorzej ode mnie.
Czytanie opracowania statystycznego to nie tylko sprawdzenie kilku cyfr. One wymagają wszechstronnej analizy. To troche tak jak ze stopą bezrobocia w Polsce. Rejestrują sie nie tylko ludzie szukajacy pracy, ale także tacy, ktorzy mają prace na czarno lub np. gospodynie domowe, które pracy nie chcą ale chcą bezpłatnego ubezpieczenia zdrowotnego (ale wszyscy figurują w tej samej tabelce).
Jeżeli zestawienie nie zawiera takich danych lub chociaz informacji o nich to jest bezwartosciowe (tak samo jak polska srednia zarobków podawana obsesyjnie zamiast dominanty lub ilość katolików w Polsce podawana tylko w oparciu o liczbę ochrzczonych dzieci).

Święta Ladacznica

Zadanie maturalne z języka polskiego na poziomie podstawowym. Wskaż właściwą interpretację użycia słowa "niby" w wypowiedzi Świętej Ladacznicy.
a) Święta Ladacznica uznaje przytoczone dane za nieprawdziwe.
b) Święta Ladacznica uważa autorkę za hipokrytkę, która z jednej strony epatuje obrazami gwałtu, a z drugiej strony mówi o ofiarach per "żywy towar".

Ofiary hadlu ludźmi nie zasługują na drwienie z nich. Ale autorka tych wypocin, która traktuje je instrumentalnie - jak najbardziej.

Ponieważ cały tekst ma wymowę "ja jestem mądrą doktorką i się na tym znam, a ty jesteś głupią dziwką i siedź cicho", nie silę się na lepszą polemikę. Szkoda mojego czasu. Wbrew temu, co się roi autorce, ja też podlegam kapitalistycznemu przymusowi ekonomicznemu, a czas to wszak pieniądz 🙂

Alphonse Mephesto

"ŻYWY TOWAR" to tak samo urocza fraza, jak "sexworkerka". W klasyfikacji orderowej mamy 1:1.

To jest współczesny język ekonomii, nie wymyśliła go ani autorka a ni Święta Ladacznica. W każdym podręczniku akademickim z zakresu zarządzenia od lat funkcjonuje termin "Zasoby ludzkie". Im tez się należy ten order.

Powinnam wybrać odpowiedź b), nie zaś odpowiedź a)?
Zgadłam?
Jeśli udało mi się mi się poprawnie rozwiązać owoż zadanie maturalne, to jeśli byłaby Pani jeszcze w stanie znaleźć czas, żeby wyjaśnić. Skoro nie uznaje Pani tych danych za nieprawdziwe, to jak w świetle tego odczytać Pani postulat legalizacji prostytucji? Bardzo to ciekawe.

Święta Ladacznica

Zgadłaś.
O legalizacji jedynie napomykam w swoim tekście i gdybym mogła, to bym go przeredagowała tak, żeby te fragmenty w ogóle wyciąć. Zdecydowanie chodzi mi o DEKRYMINALIZACJĘ (caps dla autorki polemiki), a z legalizacyjnymi fragmentami się ciut zapędziłam. Już dawno tak nie uważam, bo jest pewna kolosalna wada legalizacji, którą mi niedawno wskazano: jeśli usługa seksualna byłaby podmiotem legalnej umowy w Polsce, pracownice i pracownicy seksualni nie mogliby odmówić jej wykonania. Czyli można by było zupełnie legalnie nas zgwałcić. Generalnie osoby z branży i sojusznicy są przeciw legalizacji i z tym pani dr Grzyb się bardzo, ale to bardzo zapędziła, kiedy pisała o monotonności dyskursu. No ale pasowało jej to do retoryki, więc... 🙁

Ok, dobrze że to mówisz, ale wiesz, ona zajmuje się kryminologią i jest czujna na tego typu zabiegi pojęciowe. To jest bardzo odpowiedzialne używać takich pojęć, dlatego faktycznie wygląda to trochę tak, że mieszasz pojęciami w celu jakiejś manipulacji, a pani Grzyb po prostu wykonuje dokładnie swoją pracę i nie szafuje pojęciami, tylko patrzy jak inni to robią.

Nie rozumiem, w jaki sposób legalizacja wpływa na przymus wykonywania usługi seksualnej? Jeśli dobrze rozumiem,w razie legalizacji, usługa seksualna będzie mogła być legalnie świadczona, możliwe będzie zawieranie ważnych umów jej dotyczących, z jej wykonywaniem będzie związany obowiązek podatkowy itd. W którym miejscu oznacza to przymus zawierania umowy o świadczenie tej usługi czy brak możliwości odmowy jej wykonania?

Na czym polega różnica między sexworkerką a prostytuką?

Ok o dekryminalizacje czerpania korzyści przez osoby trzecie. Ale czy nie obawiasz się właśnie tego, że takie rozwiązanie ułatwi pracę handlarzom ludzi przynajmniej na ostatnim odcinku, co pokazuje przykład niemiecki, że takie zagrożenie istnieje? Rozumiem, że to by Ci ułatwiło organizację pracy, ale mimo wszystko, to jednak jest spory problem przy okazji.

Przecież te teksty podpisywane Św.L. pisze jakiś szczwany sutener 😉

Święta Ladacznica

I bloga też?
Czemu tak trudno uwierzyć, że jestem autentyczna? Bo mam IQ sporo powyżej przeciętnej? Bo lubię seks? Bo nie jestem cichą ofiarą? Bo zabieram głos w swojej sprawie?
Zastanów się, jakie przekonanie nie pozwala Ci uwierzyć w moje istnienie. To może wiele powiedzieć o Twoim stosunku do kobiet i do seksu.

święta kunegunda

Kobieto, czy interesuje Cię coś poza Tobą? W ogóle masz litość dla tych kobiet? Czy reprezentujesz jakieś lobby?

Alphonse Mephesto

Takie przekonanie, ze sam kiedyś pracowałem podszywając się pod nieistniejące prostytutki albo wróżki (przez sms - 4zł +VAT).

Święta Ladacznica

No dobrze, a co ja niby mam z mojego bloga?

Podaj adres, jestem ciekaw co tam piszesz.

Fajnie, ale co dokładnie Autorka proponuje w zamian? Bo 4 czy 5 latek więzienia plus kilkanaście milionów na koncie to dla takiego przestępcy żadna kara(oni się szczycą tym, że siedzieli w klatce, nawet jeżeli nic na tym nie zarobili, a co dopiero w przypadku tych, którzy po wyjściu nie wracają do jakiegoś obsranego blokowiska, tylko do wilii z basenem i nowego ferrari, elo).

Chyba pora zrozumieć, że bronienie wszystkich "wykluczonych" to stanowisko wewnętrzne sprzeczne, tj. bronić prostytutki(czyli ofiary przestępców) i jednocześnie samych przestępców, to trochę tak, jak jednocześnie stawać w obronie zebry i lwa, który wpierdala tę zebrę. Jeżeli chcemy naprawdę ochronić tę zebrę, musimy odstrzelić lwa/zamknąć go w zoo/oddzielić zebrę od niego jakimś polem minowym czy czymś/uświadomić mu, że jeżeli ruszy tę zebrę to czeka go odstrzał albo naprawdę dłuuuuugi pobyt w naprawdę nieprzyjemnym zoo(wiem, że to porównanie jest trochę chybione, bo lew to nie człowiek itd.). Inaczej mówiąc, jeżeli uznajemy prostytucję za gwałt, to za skorzystanie z usług prostytutki(czyli za gwałt) powinno grozić jakieś 25 lat więzienia, zaś za sutenerstwo(czyli wielokrotne zmuszanie do poddawania się gwałtowi jakieś 35). Inaczej jakakolwiek "walka" chuja da, bo żaden bandzior nie boi się tych 3 czy 4 lat w więzieniu.

Ale o czym ty bełkoczesz? Nikt nie ma zamiaru zwiększać kar za korzystanie z usług prostytutek, wręcz przeciwnie. W czym miałoby to niby pomóc?

Chodzi mi o to, że albo legalizacja prostytucji, albo walka z prostytucją na poważnie, czyli między innymi poprzez radykalne zaostrzenie kar za korzystanie z usług prostytutek oraz za sutenerstwo.

No to w takim razie opcja numer 2 odpada zupełnie bo jest antyludzka.

Nie mam zdania w sprawie modelu regulacji prostytucji, zresztą żaden model nie jest jest jednoznacznie lepszy od innego.
Pani Grzyb apriorycznie zakłada prostytucję jako przejaw męskiej opresji wobec kobiet. Z tym przekonaniem polemizować nie będę, spróbuję jednak polemizować z uzasadnieniem tegoż poglądu, tym bardziej że pani Grzyb próbuje występować z pozycji naukowego autorytetu.
Pisze, że prostytucja jest najczęściej brakiem innych opcji. Nawet kiedy nie jest kobieta fizycznie zmuszana do niej, trudno mówić o dobrowolności. Tyle że sama prostytucja nie jest w tym wyjątkowa. Np. panie sprzątające toalety też pewnie pracują w tym zawodzie tylko dlatego że nie mają innej opcji, zawód ten też głównie przyciąga kobiety z nizin społecznych. Nie chodzi o to, że zakładam znak równości między sprzątaczkami i prostytutkami. Chodzi mi o sam mechanizm, w niemałej liczbie "normalnych" zawodów ludzie pracują, bo muszą, a nie że praca w tym zawodzie jest realizacją ich marzeń. Różnica jest wyłącznie jedna, te zawody uznajemy za użyteczne, prostytucję nie.
Podobnie to, że w Niemczech większość prostytutek to cudzoziemki również nie czyni tę branżę wyjątkową, wiele prac fizycznych opiera się na imporcie siły roboczej. Problem, który pani ledwie zauważa, to fakt, że faktycznie cudzoziemki spoza UE mają problem z legalizacją swojego pobytu, stąd są narażone na działania grup przestępczych (bo nie mają innej możliwości). Gani w pani Grzyb w całości model niemiecki nie zastanawiając się nad jego szczegółami.
Pani Grzyb twierdzi natomiast, że w wyniku modelu szwedzkiego liczba ofiar handlu ludźmi się zmniejszyła (o ile?). Czy jednak pani znalazła analizy, które pokazują jaka liczba Szwedów wyjeżdża do innych krajów po płatny seks?
Ostatni rzecz do której chciałem się odnieść, pani Grzyb polemizując z polską prostytutką/seksworkerką (niepotrzebne skreślić) odwołuje się do przykładu Indii czy Kambodży twierdząc, że tam jest prawdziwy obraz prostytucji. Nie za bardzo wiadomo na czym opiera tę prawdziwość, jest to zresztą argument bardzo wykrętny, bo obojętnie jak w Polsce regulować będziemy prostytucję, to warunków w kambodżańskim burdelu niestety nie zmienimy.
Tyle z mojej strony.

Tylko że Pani Grzyb pisała o Kambodży w odpowiedzi na popularny trend reprezentowany przez Świętą Ladacznicę m.in. i sexworkerki z zachodnich metropolii, polegający na pisaniu że prostytucja to coś wyzwalającego dla kobiety, co jest niebotyczną manipulacją i hipokryzją, nie ma nic wspólnego z losem większości prostytutek, stąd przykład jak wygląda życie większości prostytutek, które nie są escort girl biezneswoman tylko niewolnicami seksualnymi, tak samo jak było w imperium osmańskim (dzisiaj też w Turcji niewolnicami seksualnymi są uprowadzone Syryjki (kobiety i dzieci).

Gdy Niemcy przejdą na model nordycki, Polska zalegalizuje, stając się taką bliską Tajlandią. W końcu ciężko latać do Bangkoku co weekend. Makes perfect sense...

W każdym razie nierząd jest w Polsce sprawniejszy od rządu, mimo że dziwka tańsza od ministra i uczciwsza.

Tępota pani Grzyb naprawdę uderza. Dziennikarzyna piszę długi tekst o dobrowolności, a nie rozumie nawet co to znaczy.

Magdo, widać słabo ci idzie rozumowanie więc wytłumaczę jak dziecku:
Jeżeli ktoś umiera z głodu i ma możliwość podjęcia pracy, nawet słabo płatnej. To nadal robi to dobrowolnie. Przeciwieństwem dobrowolności jest przymus, a przymus może być wywierany tylko przez drugiego człowieka. Jak ktoś cię zmusza do pracowania za grosze, mimo że ktoś chce cię zatrudnić za lepszą stawkę to wtedy jest przymus.

W innym wypadku, gdybyś chciała być intelektualnie uczciwa (tego się nie spodziewam po komunistce) musiałabyś przyznać że dyrektor banku jest zmuszany do wykonywania tej pracy, bo chce kupić jacht za kilka milionów. Tak samo jak inny człowiek jest zmuszony do pracy bo chce kupić jedzenie.

Więc zanim zaczniesz pisać, to się doucz, bo ci będzie wstyd.

Po powyższym tekście oraz artykułach wokół tematu i dyskusji widać wyraźnie, że poza dziwkami z bogatym życiem wewnętrznym nikogo interesującego w tym kraju nie ma. Polecam ładne lalala na temat oraz film Klute z 1973 (Fonda, Sutherland), który pokazuje w jakiej czarnej dupie znajduje się polska średniowieczna mentalność. Właściwie wczesnośredniowieczna. https://youtu.be/GurkREc-q4I

Konstytucjonalista

Taka "Ladacznica" to może być maman, czyli burdel-mama, to może być płatny pismak na garnuszku jakiegoś właściciela burdelu, a cała akcja dalszym zmiękczaniem mózgu. Trzeba być nienormalnym, żeby nie rozumieć, że czerpanie zysku z czyjejś prostytucji zawsze kończy się przemocą, i jest samo w sobie rodzajem handlu "żywym towarem", zatem najgorszą z możliwych formą bestialskiego zwyrodnienia.

Prostitution excite la société pour de bon et depuis longtemps. Tout est compréhensible dans les pays civilisés où les services sociaux s'occupent des cas particuliers. En Pologne la situation n'intéresse que des sociologues et l'église. Cette dernière au lieu de trouver une solution chrétienne de pardon et du travail avec les cas particuliers stigmatise et ridiculise le drame personnel d'un ou d'une individu. La situation économique ne facilite pas de retour à la vie sociale normale. Alors comment concilier le culte et rites avec le problème des gens qui se vendent pour un sou pour survivre ?

"Jeśli legalizacja prostytucji to najlepsze rozwiązanie dla kobiet pracujących w prostytucji, to dlaczego w Niemczech ze wszystkich prostytutek w liczbie między 400 tys. a 1 mln, zaledwie 44 „zalegalizowały” się jako prostytutki?"

To jeden z najgłupszych pomysłów - rejestrowanie się jako prostytutka, gdzie ten zawód kojarzy się bardzo źle czego dowodem jest chociażby ten artykuł. Taka osoba już na zawsze dostaje łatkę ofiary lub osoby z problemami i tak będzie oceniana. Ilu z nas chciałoby w przyszłości zmienić zawód, zająć się czymś innym? Prawie wszyscy przez całe życie przechodzimy jakąś drogę, wyobraźcie sobie, że nie możecie tego zrobić, bo jesteście z góry określeni, ponieważ 20 lat temu narzucono na Was wymóg rejestracji. Czy to nie większy przymus i zniewolenie? Właśnie dlatego prostytutki się nie rejestrują i nie będą tego robić, dopóki postrzeganie tego zawodu jest takie, jakie jest. Prostytutki chcą dekryminalizacji, czyli właśnie zmiany takiego myślenia, a nie przymusu rejestrowania się. To ogromna różnica i nie mylmy tych pojęć.

prostytutki nie są kryminalizowane przecież... dekryminalizacja służy przede wszystkim sutenerom (i sutenerkom).