Świat

Rasizm tak amerykański, jak coca-cola

donald-trump-ku-klux-klan

Zamiast zastanawiać się , czy instytucje USA przetrwają prezydencję Trumpa, musimy zadać sobie pytanie, czy instytucje te da się wykorzystać w służbie niesprawiedliwości. Pamiętajmy, że to w USA powstało wiele praw, na których wzorował się ruch nazistowski w Niemczech.

Czy Stany Zjednoczone zaleje fala nazizmu? Pomimo wydarzeń tak przerażających, jak w Charlottesville w weekend 11-13 sierpnia, najkrótsza odpowiedź brzmi: nie.

W Charlottesville, gdzie mieści się założony przez Thomasa Jeffersona Uniwersytet Wirginii, biali nacjonaliści, separatyści, neonaziści, członkowie Ku Klux Klanu i inne podobnie myślące grupy zebrały się wokół sztandarów ze swastykami i przemaszerowały przez miasto w nazistowskim stylu: z płonącymi pochodniami. Z biegiem kolejnego dnia doszło do bandyckich wybuchów przemocy. Jeden z białych suprematystów posunął się do tego, że wjechał samochodem w tłum kontrmanifestantów, zabijając jedną osobę i raniąc dziewiętnaście innych.

Charlottesville i długi romans Trumpa ze skrajną prawicą

W listopadzie ubiegłego roku grupy odpowiedzialne za przemoc w Charlottesville upajały się zwycięstwem Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, a sam Trump niespecjalnie kwapił się do odżegnywania od ich działalności. Gdy podczas kampanii wyborczej publicznie poparł go były Wielki Mag KKK David Duke, Trump ze skandaliczną powolnością zwlekał z odcięciem się od Duke’a i jego popleczników. Jako kandydat na prezydenta, Trump wielokrotnie nawoływał do przemocy, jednocześnie okazując bezgraniczne uwielbienie dla przywódców autorytarnych, takich jak Władimir Putin.

Chcemy pokoju? Zabierzmy Trumpowi Twittera

Niedługo po wydarzeniach w Charlottesville Trump wydał nijakie oświadczenie, potępiające nienawiść „z wielu stron”, a tym samym postawił znak moralnej równości pomiędzy rasistami a ich przeciwnikami. Dwa dni później, pod rosnącą presją, prezydent wypowiedział się bardziej stanowczo, jednoznacznie potępiając KKK, neonazistów i innych białych suprematystów, by następnego dnia powrócić do przypisywania „obu stronom” winy za przemoc.

USA bardzo daleko do III Rzeszy

Owszem, to wszystko jest odrażające. Ale trzeźwy obserwator dostrzeże, że Stanom Zjednoczonym wciąż daleko do koszmarnej rzeczywistości Niemiec roku 1933. Demokratyczne instytucje USA wciąż mają się dobrze, partii opozycyjnych nie zdelegalizowano, a sądy nie straciły niezależności.

Ponadto Trump nie jest naczelnym przywódcą partii politycznej z frakcją paramilitarną. Nie buduje się nieludzkiej infrastruktury w rodzaju Dachau, Auschwitz czy Treblinki. Nawet wymyślony przez Trumpa mur na granicy z Meksykiem utknął na etapie planowania, bez przyznania mu funduszy przez Kongres USA. Ten sam Kongres nie zamierza też przegłosowywać żadnej ustawy nadającej prezydentowi władzę dyktatorską, w przeciwieństwie do Reichstagu, który zrobił to dla Hitlera w marcu 1933 roku. Co nie mniej istotne – amerykańska prasa jest dziś najbardziej nieustępliwa i dziarska od lat.

Susan Buck-Morss: Niewidzialny niewolnik

Pragnienie posiadania władzy autorytarnej dostrzegają u Trumpa chyba wszyscy. Ale nie dostanie tego, czego chce. Nie będzie nazistowskiej dyktatury w USA.

Tradycja rasistowskich praw w USA

Tylko że pytanie, czy Stanom Zjednoczonym grozi autorytaryzm, nie jest tym najważniejszym. Chociaż instytucje amerykańskie dziś stoją w mocy, historia uczy nas, że nie są odporne na machinacje rasistowskich programów politycznych. Przecież to w USA powstało wiele praw, na których później wzorował się ruch nazistowski w Niemczech.

Na początku XX wieku Stany Zjednoczone Ameryki i ich kwitnące instytucje demokratyczne przodowały na świecie w rasistowskim prawodawstwie. Oczywistym przykładem są tu prawa Jima Crowa na amerykańskim Południu, gdzie organy ustawodawcze białych ustanawiały prawa narzucające segregację rasową i niszczące wiele osiągnięć okresu rekonstrukcji po wojnie secesyjnej. Na tym przykładzie bynajmniej się nie kończy. Skrajna prawica Europy podziwiała również amerykańskie przepisy imigracyjne z początku XX wieku, pomyślane tak, by wykluczać „niechciane” rasy. Hitler w Mein Kampf wyróżnił Amerykę jako „to państwo”, które czyni postępy w tworzeniu „zdrowego” porządku rasowego.

Rzeczywiście, w tym czasie w trzydziestu stanach USA obowiązywały prawa przeciwko krzyżowaniu ras, mające strzec czystości rasowej. Demokratyczne instytucje USA na początku XX wieku nie stanęły na drodze takim przepisom. Przeciwnie, prawa przeciwko krzyżowaniu ras były wytworem amerykańskiego systemu demokratycznego, który pozwolił w pełni dojść do głosu rasistowskim poglądom wielu Amerykanów. Sądy USA podtrzymywały te prawne innowacje, wykorzystując elastyczność prawa precedensowego, by decydować, kto uzyska uprzywilejowany status „białego”.

Jak Robert E. Lee stłumił powstanie przeciwnika niewolnictwa Johna Browna

Naziści zwracali na to baczną uwagę. Gdy sporządzali swoje własne statuty rasowe – ustawy norymberskie z 1935 roku – zgłębiali amerykańskie prawo jako modelowe.

Instytucje w służbie zła

Dziś, zamiast zastanawiać się , czy instytucje USA przetrwają prezydencję Trumpa, musimy zadać sobie pytanie, czy instytucje te da się wykorzystać w służbie niesprawiedliwości. Przecież w Ameryce nadal panuje ten sam wrzący od sprzeczności porządek demokratyczny i elastyczne prawo precedensowe, co na początku XX wieku, mimo że prawa rasowe już nie obowiązują. Instytucje może już nie tworzą praw Jima Crowa, ale wymiar sprawiedliwości wciąż pozostaje żywą ilustracją zinstytucjonalizowanego rasizmu.

Amerykanie powinni się wstydzić, że ich instytucje państwowe położyły podwaliny pod nazistowskie prawo rasowe. Nie muszą natomiast obawiać się groźby odrodzenia nazizmu, pomimo widocznej ambiwalencji Trumpa wobec potępienia białych suprematystów. Prawdziwym zmartwieniem Amerykanów powinien stać się potencjał ich instytucji do wspierania zła rasizmu, które – choć przyznajemy to niechętnie – jest tak amerykańskie, jak coca-cola.

Oto ostateczny dowód na socjopatię Trumpa

**
James Q. Whitman jest profesorem prawa porównawczego i zagranicznego w Yale Law School oraz autorem książki Hitler’s American Model: The United States and the Making of Nazi Race Law (Amerykański model Hitlera. Stany Zjednoczone a tworzenie nazistowskiego prawa rasowego).

Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska. Śródtytuły od redakcji.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

no cóż, wobec przemocy i nienawiści muzułmańskiej wielcy tego świata zachowują się również bardzo powściągliwie.

>Niedługo po wydarzeniach w Charlottesville Trump wydał nijakie oświadczenie, potępiające nienawiść „z wielu stron”, a tym samym postawił znak moralnej równości pomiędzy rasistami a ich przeciwnikami. Dwa dni później, pod rosnącą presją, prezydent wypowiedział się bardziej stanowczo, jednoznacznie potępiając KKK, neonazistów i innych białych suprematystów, by następnego dnia powrócić do przypisywania „obu stronom” winy za przemoc.

Obrzydliwe kłamstwo, ten wiec, na który przyszli "naziści" nie był przez nich organizowany, a miasto wyraziło na niego zgodę. To antifa pojawiła się by blokować legalny pochód przy użyciu siły. Teraz wy szczujecie ludzi, który się bronili. Oczywiście atak samochodem to czyn karygodny, ale kłamanie ludziom w twarz że przemoc była jednostronna albo że potępianie przeciwników "nazistów" jest równoznaczne z rasizmem jest po prostu śmieszne.

> Przecież w Ameryce nadal panuje ten sam wrzący od sprzeczności porządek demokratyczny i elastyczne prawo precedensowe, co na początku XX wieku, mimo że prawa rasowe już nie obowiązują. Instytucje może już nie tworzą praw Jima Crowa, ale wymiar sprawiedliwości wciąż pozostaje żywą ilustracją zinstytucjonalizowanego rasizmu.

Czyli konował nie potrafi udowodnić że prawo dyskryminuje czarnych, wiec twierdzi że przecież wszyscy wiedzą że "system" dyskryminuje czarnych i to koniec jego argumentacji.