Miasto

Mieszkowski: Teatrowi grozi dziś cenzura ekonomiczna

Ciągle istnieje możliwość ograniczenia wolności artystycznej, choć nie ma już urzędu cenzorskiego na Mysiej.

Dawid Krawczyk: Widzę, że niektóre obrazy w twoim gabinecie stoją oparte o ścianę. Zacząłeś się pakować?

Krzysztof Mieszkowski: Nie, nie. Za dużo ich jest po prostu i nie mam gdzie powiesić kolejnych. Mam tu prace Witka Liszkowskiego, wybitnego artysty malarza, który w naszym teatrze zatrudniony jest na etacie malarza dekoracji. Trudno dzisiaj żyć artyście tylko z uprawiania swojej sztuki, gdy jak wielu innych pozbawiony byłby podstawowych osłon socjalnych. Polska jest jednym z niewielu krajów w Europie, gdzie artyści są właściwie wyjęci spod prawa.

Myślałem, że zmieniasz gabinet po tym, jak zostałeś odwołany z funkcji dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. O decyzji marszałka w tej sprawie dowiedziałeś się 29 sierpnia.

To było absolutne zaskoczenie.

Zaskoczenie? Przecież to nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś próbuję cię zwolnić.

Chyba po raz piąty. Ale to wciąż było zaskoczenie, bo od maja prowadziliśmy z Urzędem Marszałkowskim rozmowy, negocjacje. Obiecaliśmy sobie, że nic się nie wydarzy przed końcem wakacji i rozpoczęciem sezonu. Przyjechałem z urlopu i okazało się, że nie mamy zapłaconej faktury za prąd, a Tauron grozi, że go nam wyłączy. Już wiele razy się tak zdarzało. Ciepłą wodę też nam wyłączają, na szczęście w czasie wakacji. Kiedy produkowaliśmy spektakle, zwlekaliśmy również z opłatami za Scenę na Świebodzkim – dostawaliśmy pisma, że ją nam odbiorą. To jest po prostu absurdalne, chore, że nie mamy pieniędzy na opłacenie sceny, która 30 listopada będzie obchodziła swoje 20-lecie – sceny z ogromnymi tradycjami, na której wystawiali między innymi Jarocki, Lupa, Klata i Strzępka.

Niedługo przestaniesz pełnić funkcję dyrektora naczelnego, ale zostajesz w teatrze i dalej będziesz ustalał jego linię programową jako zastępca dyrektora ds. artystycznych.

Ustaliliśmy to wspólnie z Małgorzatą Omilanowską, minister kultury, i Cezarym Przybylskim, marszałkiem województwa dolnośląskiego. To pani minister wyszła z propozycją porozumienia. Musimy teraz wybrać nowego dyrektora naczelnego. Najważniejsze, że dzisiaj jest już inna sytuacja niż 29 sierpnia. Urząd Marszałkowski wycofał się ze swoich wcześniejszych pomysłów. Teraz wspólnie próbujemy zbudować nową filozofię pracy dla Teatru Polskiego. Wiadomo również, że musi się zmienić struktura finansowa teatru – ten fakt został wreszcie zaakceptowany przez wszystkie strony, które brały udział w negocjacjach.

Jeszcze kilka tygodni temu wicemarszałek Dolnego Śląska Radosław Mołoń przypominał w mediach, że dostajecie publiczną dotację i ona powinna pokryć potrzeby finansowe teatru. Co się dzieje z tymi pieniędzmi?

Gdybyśmy regularnie płacili rachunki za stałe koszty utrzymania teatru – prąd, wodę, wywóz śmieci – to pochłaniałyby one 90% całkowitej dotacji. Nie mielibyśmy za co produkować i grać przedstawień. Problem z finansowaniem teatru sięga co najmniej dwudziestu lat wstecz. Po pożarze głównej sceny w 1994 roku koszty funkcjonowania tego obiektu nie zostały oszacowane na nowo. Trzy lata później dług teatru wynosił już ponad 1,6 miliona złotych. Dzisiaj są to 3 miliony. Nie chcemy nic więcej ponad to, żeby Urząd Marszałkowski wywiązywał się ze swoich obowiązków zapisanych w ustawie (art.12), czyli zapewniał nam podstawowe warunki pracy.

O tych 3 milionach mówisz od dobrych kilku lat. Rok temu w teatrze został zatrudniony specjalista ds. finansów Grzegorz Stryjeński. Dzisiaj już nie pracuje, ale problem długu pozostał.

Stryjeński przygotował dwie analizy finansowe, które potwierdziły nasze wcześniejsze wyliczenia. Władze zdążyły się zmienić, a my ciągle tkwimy w tym samym punkcie. Liczę na to, że za rok nie będziemy musieli już o tym rozmawiać. Mam nadzieję, że ministerstwo wróci do współprowadzenia instytucji kultury, które w dużej części współfinansuje. Wydaje się to logiczne.

Skoro wystarczyła jedna rozmowa, żeby zmienić podejście do finansowania teatru, to może twoje zwolnienie wcale nie wynika z „braku dyscypliny budżetowej”. Szef Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego Jacek Gawroński jest od dawna jednym z najzagorzalszych krytyków waszych spektakli. Kiedy kilka miesięcy temu na głównej scenie odbywał się pokaz Golgota Picnic, Gawroński protestował pod teatrem z grupą, która chciała powstrzymać projekcję.

fot. Kamila Kubat, Gazeta Wyborcza Wrocław

Pokaz Golgoty Picnic był dla nas niesamowitym przeżyciem. Ponad tysiąc dwieście osób ustawiło się w kilometrowej kolejce, żeby wejść do teatru i zobaczyć spektakl. Drugie tyle stało po drugiej stronie i protestowało przeciwko tym, którzy chcieli obejrzeć nagranie. Na szczęście udało się uniknąć jakichkolwiek ekscesów i nie doszło do żadnych aktów agresji.

Po spektaklu podszedł do mnie młody chłopak, którego ojciec protestował pod teatrem, i powiedział mu, że jak wejdzie do środka, to przestanie być jego synem.

Bardzo bolesne, emocjonalne podziały naszego społeczeństwa było widać tam jak na dłoni. Zapraszałem uczestników protestu, żeby weszli do teatru, żeby zobaczyli projekcję.

Jacka Gawrońskiego też?

Oczywiście, szefa Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego też, ale odmówił. Bez dialogu nie można budować społeczeństwa obywatelskiego. Ale i tak uważam, że dużo bardziej niebezpieczna jest cenzura ekonomiczna.

Co masz na myśli?

Ciągle istnieje możliwość ograniczenia wolności artystycznej, mimo że nie ma już urzędu cenzorskiego przy ulicy Mysiej w Warszawie, a treści i formy naszych spektakli nie zatwierdzają funkcjonariusze państwowi.

Jeżeli urzędnicy uznają program teatru za nieprawomyślny, to po prostu mogą obciąć mu dotację do poziomu, który nie pozwala na produkowanie i granie przedstawień.

Jeżeli w przededniu 250-lecia istnienia publicznego teatru w Polsce dowiaduję się, że nie mamy pieniędzy na wystawienie Dziadów, to mam ochotę zapytać: po cholerę my w ogóle kształcimy tych młodych scenografów, muzyków, aktorów, reżyserów, jeżeli później nie możemy wykorzystać ich talentów właśnie w publicznym teatrze?! Pierwszy i drugi termin, który ustaliliśmy z Michałem Zadarą, reżyserem Dziadów, musieliśmy przesunąć, ponieważ brakowało środków. Przy trzecim podejściu postanowiłem zrobić spektakl właściwie bez pieniędzy, ponieważ premiera Dziadów Adama Mickiewicza bez skreśleń, zrealizowana w całości, od dawna była oczekiwana przez naszą publiczność. Nie zamierzałem jej zawieść.

Czy takie sytuacje dzieją się tylko we Wrocławiu?

Nie, ale nie wszyscy koledzy dyrektorzy mówią o tym głośno. Nie powinniśmy poddawać się tej swoistej autocenzurze. Trzeba w otwarty sposób mówić o wszystkich problemach. Namawiam kolegów i koleżanki, którzy prowadzą instytucje kultury, żeby mieli odwagę przyznać, że robią coraz mniej przedstawień, z coraz biedniejszą scenografią, że coraz mniej płacą artystom i pracownikom, że coraz częściej zawieszają granie. Że zmuszeni są marginalizować społeczną obecność teatru. Uważam, że wspólnymi siłami powinniśmy wypracować skuteczny ustrój finansowania  instytucji kultury.

Rozpoczął się właśnie dziewiąty sezon Teatru Polskiego we Wrocławiu pod twoim kierownictwem. Dużo mówisz o demokracji, ale jednocześnie masz bardzo autorską wizję instytucji, którą kierujesz. Czy teatr, który prowadzisz, jest demokratyczny?

Jestem dyrektorem i biorę odpowiedzialność za wszystkie decyzje. Ale myślę, że trudno byłoby mnie posądzać o brak otwartości, zamknięcia na dialog. Wiele pomysłów, które realizujemy, pochodzi od moich współpracowników. Zawsze też konfrontuję podejmowane decyzje z radą artystyczną. Staramy się zachowywać demokratyczną strukturę i budować demokratyczny program. Inaczej nie miałoby to sensu, tym bardziej że ostateczna ocena  pracy teatru  należy do publiczności. Najważniejszego  i najtrudniejszego naszego partnera.

Czytaj także:

Monika Strzępka: Czasem mam wrażenie, że miasto to tor przeszkód

 

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Wspieramy środowisko naturalne i prawa zwierzątCHCĘ POMÓC!