Kraj

Łętowska: Sądownictwu potrzeba pracy wychowawczej, a nie ustaw

Fot. Marta Modzelewska

Lepsza od reform obowiązującego prawa, byłaby dobra egzekucja tego prawa i większa przejrzystość postępowań i orzecznictwa.

Pomysły „reformatorskie” PiS w obszarze sądownictwa przez krytyków tej partii bywają nieraz traktowane jako „błędne recepty na słusznie zdiagnozowane problemy”. Wielu krytyków status quo retorykę „demokratyzacji wymiaru sprawiedliwości” czy „przywrócenia sądów społeczeństwu” bierze za dobrą monetę – nawet jeśli dostrzega manipulacyjny charakter argumentów PiS i nie uważa proponowanych nowelizacji ustaw o KRS, o ustroju sądów powszechnych i o Sądzie Najwyższym za dobre. Tymczasem sama diagnoza PiS o potrzebie „demokratyzacji” judykatywy opiera się na wyjątkowo opacznym rozumieniu problemów wymiaru sprawiedliwości i raczej zamazuje problem niż pomaga dotrzeć do jego źródeł.

Duda jeszcze nie ocalił niezależnych sądów

Władza sądownicza bowiem z natury rzeczy nie jest demokratyczna w sensie wyboru jej członków przez parlament czy wprost podporządkowania wybranej przez suwerena władzy wykonawczej. Demokratyczna rola sądownictwa polega na tym, że racją jego działania jest dobro wspólne, a ramy działania wyznaczane są przez prawodawcę. Chodzi zatem o to, by sądy były przed społeczeństwem odpowiedzialne – reformy Zbigniewa Ziobry i większości parlamentarnej PiS zmierzają w stronę podporządkowania ich władzy politycznej, nie dotykają natomiast kluczowej kwestii odpowiedzialności.

Tym bowiem, co naprawdę domaga się zmiany, jest przekonanie sędziów, a właściwie jego brak, co do potrzeby sensownego dialogu z obywatelami stykającymi się z wymiarem sprawiedliwości na co dzień. Powinien on przejawiać się w treści i formie uzasadnień do wydawanych orzeczeń – o ile bowiem uzasadnione jest, aby np. pisemne uzasadnienie wyroku sądu niższej instancji przygotowano w taki sposób, by było zrozumiałe przede wszystkim dla sądu instancji wyższej, o tyle wypowiedzi ustne sędziów powinny w jasny sposób pokazywać, że sąd wydawał wyrok nie tylko zgodnie z literą prawa, a zatem legalnie, ale także według reguł sprawiedliwości.

Żeby wymiar sprawiedliwości miał demokratyczną legitymację, opinia publiczna musi widzieć i rozumieć, że sprawiedliwość, a nie tylko prawo jest podstawą wyroku – jak mawiał lord Gordon Hewart, „Justice must not only be done; it must also be seen to be done”, a więc „nie wystarczy, by sprawiedliwości stało się zadość, musi być także widoczne, że sprawiedliwości stało się zadość”. To zaś jest szczególnie ważne w praktyce sądów najwyższych – bo ich partnerem w dialogu są – i to nie na ostatnim miejscu – także inne władze (egzekutywa i legislatywa) i społeczeństwo, a nie tylko koledzy-prawnicy. Zaniedbania w tym zakresie to nieumiejętność zdyskontowania  własnych sukcesów, nieuzyskanie demokratycznej legitymizacji przez transparentność i zbieranie cięgów za błędy nie tylko własne, ale i nieudolność ustawodawcy. Bo sądy się stykają z obywatelami, „sprzedając” im – często marnej jakości – produkty ustawodawcy, który sprzedaje towary zazwyczaj nieprzetestowane i produkowane w pośpiechu. Albo żąda, aby sprzedawca na zapleczu, chałupniczo  wyprodukował coś, na co jest popyt, ale czego sam ustawodawca wyprodukować nie potrafi (co pokazuje np. problem kredytów frankowych).

Nie jest przy tym prawdą, że postulat kierowania się przy orzeczeniach regułami sprawiedliwości pojawił się dopiero w uzasadnieniu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS – bo to normalnie obowiązująca zasada naszego systemu prawnego. Należy po prostu egzekwować skutecznie to, co już w polskim prawie jest zapisane, a nie zmieniać to prawo na siłę. Potrzeba nam raczej pracy wychowawczej niż legislacyjnej.

Łętowska: Tego „wygaszenia” już się nie da odkręcić

Dobrym przykładem nieporozumień co do wad wymiaru sprawiedliwości jest sprawa reprywatyzacji – zamiast powoływać komisję śledczą o wyraźnie politycznym charakterze, Ministerstwo Sprawiedliwości mogłoby dokonać przeglądu orzecznictwa sądów administracyjnych i cywilnych niewątpliwie znajdzie w tych orzeczeniach wiele informacji o tym jak administracja, adwokaci, a za nimi sądy – na skróty, powierzchownie, bez niezbędnego ważenia sprzecznych interesów i bez umiejętności odsiewania plew od ziarna – formalistycznie stosują prawo. Tyle że porządna analiza orzecznictwa jest trudna i żmudna. Tymczasem dla celów politycznych organizuje się tu gonitwę po peryferiach problemu, zamiast sięgać do jego sedna.

Wielu przeciwników obecnej władzy, ale krytycznych wobec status quo domaga się – także od opozycji – wskazania alternatywnych propozycji reform sądownictwa. Pewne rozwiązania prawne mogłyby naprawić niektóre bolączki naszego wymiaru sprawiedliwości – wprowadzenie instytucji sędziów pokoju to z pewnością dobry pomysł, podobnie jak np. wydłużenie okresu przedawnienia w sprawach dyscyplinarnych wobec sędziów, co byłoby dobrym uzupełnieniem do już wprowadzonej jawności postępowań dyscyplinarnych. Nie zaszkodziłoby również miarkowanie wielu przejawów nadmiernego formalizmu – np. zniechęca się  sędziów w procedurze do posługiwania się notoriami (a więc okolicznościami im znanymi) w imię fantomu szybkości postępowania. Przydałyby się w ogóle systematyczne analizy (takie jak analiza przyczyn wypadków) i np. dociekanie, dlaczego robi się błędy w stosowaniu prawa europejskiego.

Jak to zrobić, zanim nas zatłuką

Podkreślam jednak, że to nie tylko w reformie obowiązującego prawa, a na pewno nie takiej jak zaproponowana i siłą realizowana, leży klucz do poprawy jakości polskiego wymiaru sprawiedliwości.  Ani on przeżarty korupcją, ani gotów orzekać na telefon. Po co wszystkich obrażać na prawo i lewo? Nie trzeba czterdziesto- i pięćdziesięciolatkom wmawiać ubeckiej proweniencji ani życiorysów.  Wygrażając pięścią, upokarzając i wyrzucając nie pozyska się sojuszników w dziele reform prawa ku lepszej jego egzekucji i większej przejrzystości postępowań i orzecznictwa. To żmudna robota wymagająca współdziałania. Żaden pakiet rewolucyjnych ustaw ani zgeneralizowana wymiana kadr – tego nie rozwiąże. Sens miałby pakiet – może – ale wielu, drobnych, przemyślanych zmian, upowszechnienia dobrych praktyk.

Nie wierzę zresztą, aby ktokolwiek przejął się mymi propozycjami. Lepiej gonić za ustawodawczym mirażem, niż po prostu obserwować orzecznictwo „na co dzień” i na czas sprzątać prawo.

Notował Michał Sutowski.

***

Prof. Ewa Łętowska – prawniczka, znawczyni prawa cywilnego, konstytucyjnego, administracyjnego oraz praw człowieka. Była rzecznik praw obywatelskich, była sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Trybunału Konstytucyjnego.

PiS. Zwyczajna polska dyktatura

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Pani prof.Łętowska jest wielka. Mimo, że odegrała brzydką rolę u schyłku komuny uwiarygadniając gnijący reżim Jaruzela poprzez przyjęcie z jego ręki funkcji pierwszego rzecznika praw obywatelskich. Jest więc przykładem dowodem na to, że można wyrwać się z uwikłań, bo nie ma wątpliwości, że jest w dobrym rozumieniu tego słowa liberałką, a nie złogiem PRLu. Jej krytyka środowiska sędziowskiego jest daleko bardziej wnikliwa niż walenie dwuręcznym młotem przez PiS. I rzeczywiście, wiele, chociaż nie wszystkie mankamenty polskich sądów dałyby się naprawić egzekwując obecne prawo. Tym gorzej to świadczy o Platformie, że mając taki instrument w ręce przez 8 lat nic nie zrobiła, a teraz odgrywa Katona. Chwalę prof.Łętowską nie podzielając jednak jej stosunku do Prawa. Powtórzę, co już tu kiedyś pisałem przywołując Marka Jurka. Państwo prawa państwem prawa, ale ono też ma u niej swoje granice. Mianowicie u p.Łętowskiej ponad prawem stoją wartości liberalne. Przepisy mają być interpretowane w świetle tych właśnie wartości zastępujących chrześcijaństwo. Czy nie jest to zamiana siekierki na kijek? Przykładem jej "elastycznego" podejścia do Prawa było dowodzenie wbrew zapisowi konstytucji, iż małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety więc związki homoseksualne mogą być wzięte pod parasol państwa tak jak małżeństwa tradycyjne. Przecież to jest podobne podejście do Konstytucji, które ma J.Kaczyński, tylko biegun wartości inny (zaznaczam, ze to nie jest głos w dyskusji o małżeństwach osób tej samej płci, a o stosunku do Prawa).

Ma rację, że egzekwowanie obecnych przepisów wyeliminowałoby liczne mankamenty wymiaru sprawiedliwości

Czyli zdaniem Pani Profesor sędziowie tak jak do tej pory powinni sami siebie wybierać i pozostawać poza jakąkolwiek formą zewnętrznej, demokratycznej kontroli. A poprawę wszelkiego rodzaju patologii w tej zamkniętej kaście uzyskamy uprzejmymi prośbami. No cóż, to trochę jak argumentacja Korwina, że podatki niepotrzebne, bo bogacze z dobrego serca, poprzez filantropię wspomogą potrzebujących ubogich, ufundują zdolnych dzieciom tychże stypendia szkolne, a w razie choroby sfinansują leczenie.
Tyle że - co za niespodzianka - zaufanie do dobrego serca i szlachetności ludzi jakoś często zawodzi. Sędziowie wydają kupione wyroki (patrz afera reprywatyzacyjna) albo wyroki rażąco niesprawiedliwe (patrz przypadki opisywane przez Janusza Wojciechowskiego), a bogacze zamiast fundować stypendia wolą sobie budować pałace.

Wścieka mnie tryb procedowania przez PIS ustaw o KRS, SN i sądach powszechnych, wścieka mnie pomysł wymiany pod naciąganym pretekstem wszystkich sędziów SN, wścieka mnie usuwanie obowiązku zasięganie opinii sędziów przez Ministra Sprawiedliwości (przy mianowaniu prezesów) albo przez posłów (przy procedowaniu ustaw), ale z całego serca popieram demokratyzację powoływania sędziów. Posiadanie przez kwalifikowaną większość sejmową decydującego wpływu na skład KRS to jeden z możliwych środków (a przy obecnej konstytucji bodajże jedyny sensowny) za pomocą którego można ten cel osiągnąć.

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!