Felieton

Słowianie i Tatarzy leżą pod choinką

Molla-Nasreddin-The-AntiModern-Biennale-Gwangju

Slavs and Tatars muszą mi wybaczyć, że ich sztukę wplątałem w politykę, ale czynię to, ponieważ w ich praktyce dostrzegam szansę na ocalenie zdrowego rozsądku.

Nie mam czasu na spacery, reportażowe wstępy, opisy miejskiej przyrody, przymiotniki i detale, deskrypcje nastrojów czy charakterystykę pogody. Zresztą: polska zima syfiasta jest raczej niż biała, ale i tak trudno mi się zatrzymać i to zauważyć. Jak słyszę w sklepie, „pracujemy do 22.00, a potem idziemy pod sejm”. Inni już nawet nie próbują pogodzić spłaty kredytu z obywatelskimi obowiązkami, nieprzekonani do metod walki i osób stojących za protestami. Jest wielu takich jak ja, którzy nie mają ochoty wysłuchiwać panów z PO, Nowoczesnej, SLD i PSL-u, na których nie głosowali.

Przychodzę w odwiedziny pod parlament najjaśniejszej Rzeczpospolitej w momencie, kiedy przemawia Tomasz Lis, z którym nie łączy mnie nawet próg podatkowy. Jestem w stanie docenić, że to akurat on prosi zgromadzonych, tuż po zagłuszeniu buczeniem przez tłum kolaboranta niepokornych, aby nie okazywali agresji wobec dziennikarzy TVP. Zasadniczo różni nas jednak to, że Lis, jak wielu innych, uważa, że zły Kaczyński wygrał, ja natomiast twierdzę, że obecna opozycja przegrała, ponieważ przez wiele lat ciężko pracowała na tę katastrofę. Na pohybel obydwu stronom barykady idę więc do Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim w Warszawie na wystawę duetu Slavs and Tatars.

Wystawa Usta usta to podsumowanie dziesięciu lat działalności „słowiańsko-tatarskiego” kolektywu artystów. Nadaje się do medytacji w odosobnieniu, której potrzebuję: pierwszą mantrę lub modlitwę warto poświęcić wielkiej choince zwisającej do góry nogami z sufitu. W gałęzie zamiast chińskich bombek i lukrowanych pierników pełnych E220 wpleciono długie czerwone żarówki przypominające miecze świetlne, choć film Gwiezdne wojny: Łotr 1 nie przebija się przez doniesienia o łotrach z sali kolumnowej. Minister Gliński, który przez chwilę grał rebelianta, krytykując „Wiadomości” TVP za ataki na niezależne organizacje, był również łaskaw udzielić dofinansowania MKiDN wystawie w CSW. Drugą ręką, poprzez podległe sobie Narodowe Centrum Kultury, dał Janowi Pietrzakowi nie 100, a 500 tysięcy złotych, jak udowodniło niezawodne Oko.press. Obejmując tę wystawę swoim światłym finansowym wsparciem (bardzo skromnym w porównaniu z gażami Pietrzaka), sprawia, że trudniej mi go krytykować, choć rzuca tylko ochłapy z pańskiego stołu Prezesa.

Akolici PiS-u powiedzieliby, że tak samo postępowało PO, a mnie by dodatkowo przygadali, że w Hali Odlotów w TVP Kultura w latach 2013–2016 niepokorni wyklęci występowali jako samotni jeźdźcy pośród przeciwników. Nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem, choć z drugiej strony nie mogę się skoncentrować na wystawie Slavs and Tatars, myśląc o błędach i wypaczeniach ośmiolatki Tuska. Fakt, że rozumiem zadawnioną frustrację prawicy, nie oznacza, że nie widzę różnic w przesuwaniu granic powstrzymujących każdą władzę. Próbuję zrozumieć przeciwnika, tak jak w 2001 roku usiłowałem pojąć intencje Osamy Bin Ladena. I wtedy, i dziś oburzano się na mnie, ponieważ mylono „rozumienie” z „usprawiedliwianiem”: emocje zawsze biorą górę nad trzeźwym osądem sytuacji.

Fakt, że rozumiem zadawnioną frustrację prawicy, nie oznacza, że nie widzę różnic w przesuwaniu granic powstrzymujących każdą władzę.

A w CSW pod choinką stoi rzeźba – zabawka z placu zabaw: kolorowy plastikowy Hodża Nasreddin jedzie na osiołku, patrząc w tył, skoncentrowany na widokach przeszłości zamiast na świetlanej przyszłości. Można wsiąść i pojechać z tym bohaterem niezliczonych ludowych, a zarazem mistycznych przypowieści, który przypomina, że nie należy się bezwolnie poddawać pędowi ku nowoczesności. Choć modernizacja nieuchronnie nastąpi, a niemądry osiołek będzie parł w jej stronę, warto pamiętać o przeszłości i tradycji, poświęcić uwagę temu, co osiołek zostawia za sobą. Minister Gliński, Prezes i ich gwardia przyboczna chętnie by się pod tym podpisali, ale Slavs and Tatars nie są ani z PiS-u, ani z KOD-u. W przeciwieństwie do wszystkich stron politycznego konfliktu zajmują się tłumaczeniem: między językami, alfabetami, kulturami, religiami. Są synkretyczni, parę lat temu podczas wystawy w galerii Raster mówili, że przypominają handlarzy na azjatyckim bazarze, którzy wykładają w instytucjach sztuki elementy z różnych stron świata, szukając, poprzez różnice, wspólnych problemów świata od muru berlińskiego aż po mur chiński.

„Za każdym razem, gdy oglądam ich prace, mam wrażenie, że Slavs and Tatars zarazem wykorzystują wolność wpisaną w obecny idiom sztuk wizualnych, ale i biorą na siebie wynikającą z tego odpowiedzialność. Są równocześnie zbyt artystyczni dla akademików i zbyt naukowi dla artystów”. Tak pisałem przed laty w ich katalogu podsumowującym projekt badawczy Niesforne nosówki, pokazywany w polskiej „bramie do Orientu” – Galerii Arsenał w Białymstoku.

Z tych samych powodów ich prace są łamigłówkami, często trudnymi do rozwikłania dla postronnego obserwatora, choć ekspozycja w Warszawie, podobnie jak te w Nowym Jorku, Dubaju, Berlinie czy Stambule może po prostu służyć estetycznej medytacji – bez zgłębiania ukrytych cywilizacyjnych sensów. Jeśli jednak podejmie się próbę ich interpretacji, to można dostrzec, że dla Slavs and Tatars np. religia nie jest obcym zjawiskiem, skutkiem przesądów i zabobonów. Choć należą do globalnego obiegu sztuki, ich podejście nie jest elitarystyczne, podkreślają, że np. kosmopolityzm (który w Polsce postrzegamy jako cechę elit) jest czymś bardzo ludowym, zakorzenionym właśnie w religijnym, eklektycznym myśleniu mas.

Podsłuchałem, jak „Słowianie i Tatarzy” zapytani o to, jakie cele stawiają sobie po dziesiątej rocznicy działalności, powiedzieli, że muszą wyostrzyć język w sposób, który pozwoli im zachować wpływ na radykalizującą się rzeczywistość. „Musimy wyostrzyć go tak, aby jednocześnie stał się bardziej otwarty. Nie jest sztuką przemawiać do coraz węższej grupy odbiorców. Chodzi o to, żeby trafiać do szerszej publiczności, nie tracąc nic ze złożoności przekazu i broniąc swoich pozycji”.

To samo wyzwanie powinni już parę miesięcy temu postawić sobie działacze KOD-u, przedstawiciele opozycji w Polsce oraz wszyscy inni, którzy chcą, aby odbyły się kolejne wolne i demokratyczne wybory parlamentarne. Skoro mimo wszystkiego, co robimy od roku, poparcie dla PiS-u nie spada, to może powinniśmy działać inaczej? „Tutaj oni walczą w imię jakichś zupełnie bocznych spraw, a skala protestu, jaką zastosowali, jest tak nieporównywalna do wydarzenia, że przypomina strzelanie z armaty do muchy”. Tak straszy naszym puczem tajemniczy pan Ryba w portalu wpolityce.pl. Nie mamy wyjścia – musimy się zastanowić, dlaczego tak wielu wierzy jemu czy komentatorom prawicy mówiącym, że „podeptaliśmy święta”? Trudno mi nie zgodzić się z Adamem Ostolskim, który napisał, że ostatni kryzys wzmacnia Kaczyńskiego.

Ten kryzys umocni Kaczyńskiego

Może więc zamiast leżeć pod choinką bądź sejmem, Wawelem, trybunałem czy innym pałacem, trzeba przestać się obrażać na religię, lud, 500+? Dokonać niemożliwego – przynajmniej zacząć proces translacji, przekładu, zrozumienia?

Może zamiast leżeć pod choinką bądź sejmem, Wawelem, trybunałem czy innym pałacem, trzeba przestać się obrażać na religię, lud, 500+?

Slavs and Tatars muszą mi wybaczyć, że ich sztukę wplątałem w politykę, ale czynię to, ponieważ w ich praktyce dostrzegam szansę na ocalenie zdrowego rozsądku. Przed laty pokazywali pracę z tekstem „Derwisz rzekł: pomiędzy zachodnią alienacją a wschodnią podległością, wybieram: …”. W wolne miejsce wciąż należy wpisywać nie jedną, a wiele potencjalnych treści, co brzmi naiwnie i znów dostanę tu burę, ale nic nie poradzę: jestem romantycznym pragmatykiem.

Bio

Max Cegielski

| Dziennikarz, pisarz

Dziennikarz, pisarz. W TVP Kultura współprowadził „Halę Odlotów” uhonorowaną nagrodą Grand Press w 2015 roku. Autor między innymi książek „Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu” (Nagroda imienia Beaty Pawlak, 2009), „Mozaika. Śladami Rechowiczów” (2011), oraz „Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata” (2015). Twórca i kurator projektów artystycznych: Migrujący Uniwersytet Mickiewicza (Stambuł), Global Prosperity (Gdańsk, Warszawa). Współautor (wraz z Anną Zakrzewską) wielu reportaży i dokumentów telewizyjnych o sztuce współczesnej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

A może to Zachód jest tym osiołkiem, który prze do przodu z podróżnikami spoglądającymi wstecz? Peryferia zbyt często ze względu na zacofanie próbują być bardziej hej do przodu popadając w absurdalne karykatury postępu. I co mi po duchowości nie opartej o materialność historyczną zakrzepłą, która bije tak mocno w krajach zachodnich dobrze usadzonych w XIX wieku? Jeśli nie wierzę w nowoczesne fetysze modernistyczne w estetyce, to między innym ze względu na upadek wyobrażeń przyszłości jako postępu w makro skali z wpływem totalnym, tak że ludzie z okolic roku 2000 w wyobrażeniach z lat 60tych mieli chodzić w skafandrach ery astronautycznej w wyślizganych, ascetycznych wnętrzach. Naiwne obietnice śmigłowca i basenu dla każdego. Cały postęp poszedł w mikroskalę, w biotechnologię, elektronikę, genetykę. Fetysze maxi-nowoczesności obumarły.