Felieton

W sprawie legalizacji gwałtów

Alek Minassian Elliot Rodger

Zasadnicza teza stojąca dziś za ruchem, w imię którego zamachów dokonali Minassian i Rodger, głosi, że rewolucja obyczajowa była największą porażką w historii cywilizacji. Pozwoliła bowiem kobietom dokonywać wolnych wyborów seksualnych, zamiast oddawać się mężczyznom jako podporządkowane (i wybrane przez nich) żony.

Po koniec kwietnia 25-letni Alek Minassian wjechał w Toronto w grupę przechodniów, uśmiercając dziesiątkę z nich i raniąc kolejne kilkanaście. Został ujęty przez policję kilka ulic dalej. Premier Kanady Justin Trudeau nazwał jego czyn „bezsensownym atakiem i okropną tragedią”.  Przed atakiem sprawca opublikował na Facebooku swój manifest.

Sprawa wjechała na żółte paski całego świata i przycichła, kiedy okazało się, że sprawca był biały, ale zostawmy to. Przyjrzyjmy się lepiej manifestowi Minassiana. To może od końca: Elliot Rodger to 22-latek z Kalifornii, który w 2014 roku zastrzelił sześć osób w imię zemsty na „zepsutych dziwkach”, czyli kobietach, które odrzucały jego zaloty. „Chads and Stacys” to imiona symbolizujące „normików” – coś jak „Sebix i Karyna”, tylko z naciskiem na powodzenie w życiu seksualnym. „Incel” to z kolei skrót od involuntary celibate – mimowolny celibat – określenie ruchu zrzeszającego osoby (młodych, białych, heteroseksualnych mężczyzn), które życia seksualnego nie mają, choć bardzo by chciały.

„Rząd powinien dystrybuować mężczyznom kobiety i zalegalizować gwałt. Świat, w którym mężczyzna nie może sobie zaruchać, kiedy ma na to ochotę, jest wbrew męskiej naturze”.

„W kinie macałem jakiejś dupie brzuch przez cały seans, ale była zbyt sparaliżowana ze strachu, by zareagować. Kiedy film się skończył, uciekła”.

„Kobiety to bezużyteczne cipy. Prawie wszystko, co zostało wynalezione, zostało wynalezione przez mężczyzn, nawet pieprzone tampony!”

„Chciałbym wysłać kobiety do obozów koncentracyjnych i obserwować z wieżyczki, jak umierają”.

„Nadejdzie jeszcze czas, kiedy kobiety będą się nas bać, a nie nami gardzić”.

Tak w przeważającej większości wyglądają posty na forach, na których komunikują się incele.

Fun fact: termin „incel” wymyślony został na początku przez amerykańską studentkę, która pod koniec lat 90. uruchomiła w internecie forum dla osób z kłopotami w życiu seksualnym. Jak mówi, w założeniu miała być to „inkluzywna społeczność” dla osób wszystkich płci i orientacji.

Zasadnicza teza stojąca dziś za ruchem, w imię którego zamachów dokonali Minassian i Rodger, głosi natomiast, że rewolucja obyczajowa była największą porażką w historii cywilizacji. Pozwoliła bowiem kobietom dokonywać wolnych wyborów seksualnych, zamiast oddawać się mężczyznom jako podporządkowane (i wybrane przez nich) żony. W efekcie kobiety śpią, z kim chcą, czyli z atrakcyjnymi facetami, ci gorsi pozostają na lodzie. Potrzebne jest zatem „powstanie samców beta”.

Liczący 40 tys. użytkowników subreddit /r/incels – jedno z głównych forów, na którym spotykali się incele – został zbanowany przez Reddita z powodu „nawoływania do przemocy”. W istocie, wiele postów zawierało instrukcje, jak kobiety gwałcić, deformować, a nawet torturować na śmierć. Po banie incele przenieśli się m.in. na forum incels.me, love-shy i liczne prywatne kanały komunikacji. Tam w spokoju sączą mizoginistyczny jad, knują teorie spiskowe i wysławiają pod niebiosa Rodgera oraz Minassiana.

Czy incele to marginalna grupka frustratów, która w rzeczywistości jest niegroźna, a do tego połowa z nich to trolle? Może tak. Kłopot w tym, że bańka informacyjna, w której się znajdują, ma coraz potężniejszą infrastrukturę. Z własnym językiem opisu rzeczywistości, własnymi liderami i własnymi politycznymi celami, które w łagodniejszej wersji podobają się również wyznawcom mocniej osadzonych w mainstreamie nurtów politycznych – neokonserwatyzmu czy alt-right.

Jak Tumblr-lewica przegrała z South Park-prawicą

Ruch inceli ma swoje korzenie w czasach, kiedy grożenie sobie nawzajem śmiercią nie było codziennością przeszło połowy mieszkańców globu, czyli zanim powstał internet. Pierwsze ruchy na rzecz praw mężczyzn pojawiły się w latach 70. – część z nich (men’s movement) akceptowała postulaty feminizmu, zauważając, że narzucone role płciowe dręczą również mężczyzn, inne z kolei (men’s rights movement) występowały przeciwko feminizmowi, sądząc, że doprowadził on do dyskryminacji męskiej płci.

Ci drudzy, w dużym skrócie, byli antyfeministami, mizoginami i bronili patriarchatu jak lwy, ale przynajmniej nie przesyłali sobie instrukcji, jak za pomocą baterii wypalić kobietom oczy, żeby nie mogły robić loda innym facetom. To na skalę masową zaczęło być możliwe dopiero w „manosferze” (manosphere), internetowej bańce antyfeministycznych aktywistów.

Obok nieco łagodniejszych w wymowie magazynów („A Voice for Man”) znaleźć w niej można blogi „artystów podrywu” (pick-up artists), aktywistów „separatyzmu płciowego” (Men Going Their Own Way) czy ideologów „neomaskulinizmu” (neomasculinity). Na stronie register-her.net możesz powiesić zdjęcie kobiety, która rzekomo fałszywie oskarżyła cię o gwałt. Niektóre portale pojawiają się i szybko znikają, tak jak radykalnie patriarchalny „The Spearhead”, który nieoczekiwanie się zamknął, gdy jego redaktor ogłosił, że „żona urodziła dziecko i musi sobie znaleźć pracę”. Ofertę manosfery uzupełniają oczywiście grupy w mediach społecznościowych, fora, imageboardy i subreddity.

Aby zostać świadomym użytkownikiem manosfery, należy wziąć „czerwoną pigułkę” (red pill), to znaczy – jak w Matriksie – zrozumieć, że to mężczyźni, a nie kobiety są dyskryminowaną grupą. Marzysz o „jednorożcu” (unicorn), czyli kochającej, wiernej i tracącej z tobą dziewictwo dziewczynie. Takie jednak nie istnieją, bo feminizm zmienił kobiety w „hipergamiczne kurwy” (hypergamous sluts), które chcą uprawiać seks tylko z facetami o wyższym statusie społecznym niż one same. Twierdzą przy tym, że chciałyby spotykać się z „miłymi chłopcami” (nice guys), a w rzeczywistości lecą tylko na „dupków” (jerks). AWALT – All Women Are Like That. Dlatego trzeba je wszystkie pozabijać albo przynajmniej srogo pokarać. Więcej tutaj.

Podczas gdy mniej radykalnie nastawieni użytkownicy manosfery próbują jeszcze dyskutować na bardziej „poprawne politycznie” tematy – o prawach rodzicielskich ojców, kwestii obrzezania czy bagatelizowanych przypadkach przemocy domowej wobec mężczyzn – głównym nurtem płynie nawołujący do przemocy, mizoginiczny, a przy tym często również homofobiczny i rasistowski ściek generowany przez ruchy zbliżone do inceli.

Prawo do niemilczenia

Nie można wykluczyć, że najbardziej szokujące hasła to sprawka trolli – post, który stał się viralem w amerykańskim femiinternecie, wygląda trochę jak pasta napisana na afterze. Ciężko oszacować, na ile ruch inceli to „bait”, na który dały się złapać „normiki”. Ciemne zakątki internetu – to wiemy już na pewno – bardzo ciężko badać klasycznymi narzędziami służb specjalnych, dziennikarstwa czy nauki. Głównie dlatego, że nigdy nie wiadomo, co jest na serio, a co jest zaledwie podważającą normy społeczne prowokacją.

Ale to właściwie nie ma żadnego znaczenia. Tak jak powiedział pan Poe – parodia jakiegokolwiek ekstremizmu nie jest w internecie możliwa, bo bez zaznaczenia żartobliwej intencji będzie wzięta na serio. Więc nawet jeśli do wypalania oczu kobietom wzywają chichoczące nad smartfonem na szkolnej przerwie nastolatki (tak jak dawniej dzwoniło się do szkoły z informacją, że jest bomba), liczy się efekt.

Nawet jeśli do wypalania oczu kobietom wzywają chichoczące nad smartfonem na szkolnej przerwie nastolatki (tak jak dawniej dzwoniło się do szkoły z informacją, że jest bomba), liczy się efekt.

A efekt jest taki, że setki samotnych, pozbawionych perspektyw  chłopców, niekiedy ofiar przemocy w domu i szkole, znajduje w manosferze wyjaśnienia swoich niepowodzeń. Kolejne tysiące – tych może i lepiej sytuowanych, lecz niewystarczająco krytycznie myślących, by zdemaskować trollerską prowokację – z ekscytacją przyklaskuje językowi, który negocjuje normy („poprawność polityczną”) narzucone im przez świat. Jakaś niewielka część skłonna jest przy tym nawet do popełnienia zbrodni. Mainstream się natomiast na to wszystko oburza – ku uciesze wszystkich poprzednich – i bezsilnie obserwuje, jak manosferyczna – czy jakakolwiek inna w podobie – bańka dojrzewa i pęcznieje. O nowych wyznawców, ekspertów i kanały komunikacji.

I tak się właśnie kończy świat.

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Wiceprezeska zarządu Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka, studiowała w Krakowie, Berlinie i Tbilisi. Zajmuje się Europą Środkowo-Wschodnią, Kaukazem Południowym i tematyką migracyjną. Publikuje m.in. w Krytyce Politycznej, „Nowej Europie Wschodniej” i „Polityce”. W Ha!arcie huczy, redaguje, tłumaczy z niemieckiego i ogarnia fundraising.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.