Felieton

Czy śmierć Wajdy jest antypolska?

Prawicowe media jakby zapomniały, co pisały o Wajdzie jeszcze parę dni temu, i składają mu pokłony.

Minęło już trochę czasu, odkąd niszczarki pochłonęły wizytówki Pawła Potoroczyna, byłego dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza. O nowej strategii polskiego rządu na promocję Polski ani widu, ani słychu. Przez fejsbuczany feed przemknęła mi co prawda informacja o eksporcie dewocjonaliów na Filipiny oraz ukróceniu separatystycznych brewerii w postaci Design Silesia , ale konkretów – jak właściwie skutecznie promować Wielką Polskę – brak.

Dlatego też z ciekawością wybrałam się na sympozjum o kształtowaniu wizerunku Polski za granicą. Na wydarzenie do Nowego Jorku zjechały tuzy tematu: Anna Anders, Piotr Gliński i Reduta Dobrego Imienia.

Zaczęła Anna Anders, bo panie przodem. Streściła historię wizerunku Polski: przez lata był on „marvellous” (m.in. dzięki międzynarodowej sławie Romana Dmowskiego, „tłumaczonego na obce języki” Henryka Sienkiewicza oraz gościa, który przysłużył się wynalezieniu telewizora), dopóki nie pojawiła się Anne Applebaum, „one of the most destructive powers”, i jej agenci, czyli wiadomo czyj rząd.

Następnie na katedrę wspiął się minister Gliński.

„Obraz Polski jest zły – grzmiał. – Mógłbym przytoczyć statystyki, ale ogólnie rzecz biorąc jest bardzo zły, mimo heroicznych dokonań i narodowego dziedzictwa”.

Obiecał przeciwdziałanie na poziomie MKiDN („Dołożymy wszelkich starań, aby powstał film promujący prawdę o Polsce, którego wartość artystyczna będzie co najmniej zadowalająca”) oraz zaprzyjaźnionych z rządem instytucji, np. PAP (która winna stać się częścią „holistycznej strategii obrony polskiej godności za granicą”).

Po wykładzie minister Gliński odpowiedział na nurtujące dziennikarzy polonijnych pytania („Byłam ostatnio w Polsce, w Rzeszowie, tam są takie piękne krajobrazy, takie piękne fabryki, dlaczego nie możemy się tym promować?” – „Właśnie dlatego odwołaliśmy dyrektora Potoroczyna”), wysłuchał ich sugestii („Przydałby się anglojęzyczny kanał telewizyjny, takie polskie Russia Today” oraz „trzeba coś zrobić z portretowaniem polskich przestępców w kinie hollywoodzkim”) i zapewnił, że „now we are doing this erection” (znaczy się z kolan). Następnie zaprosił na wykład Macieja Świrskiego, prezesa Reduty Dobrego Imienia, bo „skoro elity są w kryzysie, musimy więcej współpracować z NGO-sami”.

I to już był hardkor. Godzina o „polskich obozach koncentracyjnych”, „polskich obozach śmierci”, „polskich komorach gazowych” oraz „polskim SS” (?!). O tym, że pojęcia te wymyślił w latach 50. niemiecki wywiad, żeby odsunąć od siebie odpowiedzialność za Holocaust i wprowadzić RFN do NATO. O tym, że wspierali ów wywiad Rosjanie, opowiadając aliantom o polskim antysemityzmie, by nie dopuścić do powstania niepodległej Rzplitej. „No wonder” – mówił jak jest prezes Reduty – że pogrom w Kielcach zdarzył się w tym samym czasie. A i dziś DPA – niemiecki PAP – celowo i ze złą wolą nadal te slogany powtarza.

Zebrana publiczność kiwała głowami, klaskała i wachlowała się egzemplarzami czasopisma „Nowy Jork Abecadło” (na okładce obszerny materiał pt. Murzyni znowu wyszli na ulicę). Nikt nie zadawał pytań dotyczących tego, co słyszeliśmy, wyrażano za to głosy poparcia i pytano, jak można pomóc w walce z wrogiem. Też mi było gorąco, ale liczyłam, że gdy skończy się wyliczanka kto winowat, pojawią się konkretne plany, przykłady i dobre praktyki.

I owszem, pojawiły się. Na scenie wystąpił Gregory Fryc, prezes PANGEA Alliance. Wraz ze swoją organizacją przygotował na Greenpoincie graffiti o powstaniu warszawskim. Niestety graffiti zostało zamalowane przez antypolskie siły: „Jak Żydom coś zamalują swastykami, to przyjeżdżają media, a tu nic”. PANGEA Alliance dokonało jednak interwencji i ściągnęło trzy nowojorskie telewizje; graffiti udało się zrekonstruować. „To było jak z Warszawą: coś zbudowaliśmy, zniszczono nam to, więc odbudowaliśmy”. Rozochocony burzą oklasków Fryc podał kolejny przykład: zaproszenie Kamila Bednarka na festiwal Reggae Invasion, „bo, jak wiadomo, polska scena reggae jest jedną z najważniejszych na świecie”.

A potem był lunch i nagle okazało się, że choć oficjalnym językiem sympozjum był angielski, wszyscy mówią po polsku.

Sympozjum nie doczekało się też na szczęście żadnej recepcji w amerykańskich mediach.

Dwa tygodnie później zmarł Andrzej Wajda. Czy nagły wzrost popularności zdrajcy narodu ucieszy ministra Glińskiego et consortes? Prawicowe media jakby zapomniały, co pisały o Wajdzie jeszcze parę dni temu, i składają mu pokłony (w końcu lepszy martyrologiczny Wajda niż subwersywny Munk). Daję jednak głowę, że nie minie miesiąc i okaże się, że śmierć Wajdy była w zagranicznych mediach tematem zastępczym, zasłoną dla kariery Smoleńska. Jedno jest pewne: z okazji medialnych wspominków minister Gliński ma niepowtarzalną okazję, żeby się dowiedzieć, że Historia Roja nie jest ani pierwszym, ani jedynym, ani najlepszym filmem o żołnierzach wyklętych.

**Dziennik Opinii nr 288/2016 (1488)

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Wiceprezeska zarządu Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka, studiowała w Krakowie, Berlinie i Tbilisi. Zajmuje się Europą Środkowo-Wschodnią, Kaukazem Południowym i tematyką migracyjną. Publikuje m.in. w Krytyce Politycznej, „Nowej Europie Wschodniej” i „Polityce”. W Ha!arcie huczy, redaguje, tłumaczy z niemieckiego i ogarnia fundraising.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

O czym ma być ten tekst? Co to ma być za język? To wygląda jak wklejonych kilka przypadkowych rozmów z fejsbuka. W sumie na tym etapie to co za różnica 😀

Stosując zatem język autorki, zapytam - co się tutaj odjaniepawla?

No dobrze, powiedzmy, że koncept "polskich obozów" nie powstał w l.50 z inicjatywy wywiadu RFN. Ale w takim razie skąd takie i inne kwiatki? Jakiś pomysł?
http://wiadomosci.wp.pl/polskie-obozy-koncentracyjne-w-niemieckim-podreczniku-6039150122132097a