USA: „Wielka rezygnacja” pracowników. Ludzie po prostu odchodzą
Politycy wyszli z założenia, że nadal będziemy robić to, co do nas należy, bo zawsze tak było. Bo mieliśmy nadzieję na przyszłość. Ta nadzieja właśnie zgasła.
Politycy wyszli z założenia, że nadal będziemy robić to, co do nas należy, bo zawsze tak było. Bo mieliśmy nadzieję na przyszłość. Ta nadzieja właśnie zgasła.
Stawianie na politykę wzrostu kosztem polityki społecznej kończy się tym, że nie mamy spodziewanego wzrostu, za to wciąż mamy biedę.
Wiemy o tym doskonale, ponieważ w ostatnich latach częściowo udało się zmniejszyć skalę ubóstwa wśród dzieci. A skoro tak, to nierozwiązywanie kwestii biedy również jest decyzją polityczną.
Liban to dziś państwo upadłe, które zmaga się z jednym z najpoważniejszych współczesnych kryzysów humanitarnych.
Są bloki, których miasto nie remontuje. Trafiają tam osoby, które „psują atmosferę” w innych blokach socjalnych. Jak ludzie zobaczą, że może być gorzej, to może się przestraszą.
Słuchając, jak liberałowie argumentują przeciw podniesieniu podatków najlepiej zarabiającym, można pomyśleć, że podatek to jakiś rodzaj kary za kradzież.
Płaca minimalna powinna rosnąć, bo korzyści ze stopniowego jej podnoszenia wyraźnie przewyższają ewentualne koszty.
Doszukiwanie się sprzeczności między pracą i socjalem jest przejawem wyjątkowo prostackiego sposobu myślenia.
Co roku miliard ludzi zapada na poważne choroby tak przez świat lekceważone, że dorobiły się nazwy „zaniedbywane choroby tropikalne”.
Nie ma żadnych wątpliwości, że zaciskanie pasa ma fatalne skutki dla gospodarki. Wszyscy to już wiedzą. Skąd zatem te lamenty, gdy państwo kieruje pieniądze do biedniejszych?