Świat

Igrzyska w Tokio. Komu potrzebny jest objazdowy cyrk przemysłu sportowego?

Skandal goni skandal, a jednak jeszcze niedawno seksizm uchodził bezkarnie, o niepełnosprawnych milczano, a ludzie, których wysiedlano dla kilku minut narodowej chwały olimpijskiej, nic nie znaczyli. Igrzyska w Tokio podsumowuje Joanna Wiśniowska.

Organizatorzy igrzysk olimpijskich cynicznie wykorzystali Naomi Osakę do ocieplenia wizerunku po seksistowskich skandalach − ustaliły japońskie media. I tak, gdy już wydawało się, że skandali wokół tokijskiej imprezy było dość, pojawił się kolejny.

Od skandalu do skandalu

Dwa lata temu pełniący od 2001 roku funkcję prezesa Japońskiego Komitetu Olimpijskiego Tsunekazu Takeda nie ubiegał się już o kolejną reelekcję. Został oskarżony o korupcję. W zamian za poparcie kandydatury Tokio na gospodarza igrzysk miał przekazać łapówki delegatom z państw afrykańskich. Oprócz tego pojawił się wątek zapłaty 2 mln dolarów firmie doradczej Black Tidings z siedzibą w Singapurze, która powiązana była z Senegalczykiem Lamine Diackiem, przewodniczącym Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), którego w 2015 roku oskarżono o przekupstwo i pranie pieniędzy. W końcu francuski sąd skazał Senegalczyka na cztery lata więzienia za korupcję, z czego dwa lata w zawieszeniu.

Kolejna bomba wybuchła w lutym tego roku, gdy Yoshiro Mori, szef komitetu organizacyjnego, stwierdził, że kobiety „mają problem z kończeniem rozmów”.

− Kobiety mają skłonność do rywalizacji i jeśli jedna podniesie rękę, by mówić, wszystkie inne też poczują taką potrzebę − powiedział. Działo się to w czasie, gdy trwała dyskusja o zwiększeniu liczby pań w zarządzie komitetu. Mori nie chciał ustąpić, ugiął się dopiero pod naciskiem sponsorów.

Wszystkie olimpijskie mity i hipokryzje

czytaj także

Na kolejną aferę nie trzeba było długo czekać. W marcu zmuszony do ustąpienia ze stanowiska został dyrektor kreatywny Hiroshi Sasaki. Porównał on japońską artystkę estradową plus-size Naomi Watanabe do świni. Powiedział, że mogłaby zagrać rolę „olympig”.

Ale to nadal nie był koniec. Bohaterem kolejnego skandalu był kompozytor Keigo Oyamada, znany jako Cornelius, który skomponował muzykę na ceremonię otwarcia. Tuż przed inauguracją igrzysk wyszło na jaw, że Oyamada w dzieciństwie zastraszał i dręczył niepełnosprawnych kolegów z klasy, później w wywiadach przyznając się do tego bez poczucia winy. Przepraszając „z głębi serca”, zrezygnował z miejsca w zespole kreatywnym.

I to właśnie te wszystkie afery miała przykryć zapalająca olimpijski znicz Naomi Osaka. Jak ujawnił japoński magazyn „Bunshun”, scenariuszy przebiegu ceremonii otwarcia było 11, w żadnym znicza nie zapalała tenisistka, mieli to zrobić baseballiści Hideki Matsui, Shigeo Nagashima i Sadaharu Oh.

− Część osób uznałaby to pewnie za pozytywną zmianę, ale nie mamy przekonania, że cyniczne wykorzystanie Osaki jest warte pochwały − przekonują dziennikarze „Bunshun” cytowani przez portal sport.pl.

Bajki o korzystnym wpływie na gospodarkę

Igrzyska olimpijskie to skarbonka bez dna, od 1960 roku impreza średnio przekraczała swój początkowy budżet o 172 proc. Nie inaczej jest z tokijską olimpiadą. Początkowo na imprezę zamierzano wydać 7,3 mld dolarów, ale rzeczywiste wydatki to ponad 30 mld. Absurdalność tych ogromnych kosztów podbija brak kibiców i kibicek na wybudowanych za ogromne pieniądze sportowych arenach.

Marihuana nie dla sportowców. Przynajmniej na razie

A mimo to ciągle powtarza się historyjki o tym, jak korzystnie na gospodarkę wpływa organizacja igrzysk. Według badań opublikowanych w „Journal of Economic Perspectives”, a cytowanych przez „New York Timesa”, rzeczywiste rzekome gospodarcze efekty „są albo bliskie zeru, albo stanowią ułamek tego, co przewidywano przed imprezą”.

Profesor Andrew Zimbalist, jeden z czołowych naukowców zajmujących się biznesem olimpijskim − człowiek, przez którego wstrzymano złożenie oferty przez Boston na organizację igrzysk w 2024 roku − uważa, że sposób, w jaki przeprowadzane są igrzyska, jest „ogromne rozrzutny”.

− Napełniają kieszenie ludzi, którzy tego nie potrzebują. Z punktu widzenia środowiska naturalnego, koszty są przerażające: Japonia wycięła drzewa zasadzone na igrzyska w 1964 roku, aby stworzyć „strefę życia” na tegoroczne igrzyska. To miało być globalne wydarzenie sportowe, a stało się czymś zupełnie innym − mówi w rozmowie portalem Smith College.

Wycieńczeni

„Ten klimat nie nadaje się na igrzyska” − alarmował „Japan Times”.

Kończący zmagania triatlonowe zawodnicy słaniali się na linii mety, podtrzymywani czy cuceni przez trenerów. I to mimo że ich start przesunięto na godz. 6.30, żeby ominąć upał. Zwycięzca rywalizacji Norweg Kristian Blummenfelt po wyścigu był skrajnie wycieńczony, po przekroczeniu mety wymiotował. Ostatecznie z miejsca zawodów wyjechał na wózku inwalidzkim. Taki sam los spotkał hiszpańską tenisistkę: Paula Badosa nie dokończyła ćwierćfinałowego meczu w olimpijskim turnieju tenisowym przez upał. Z kortów zwożono ją na wózku, na głowie miała mokry ręcznik.

Takich obrazków na tych igrzyskach było mnóstwo. Temperatury w Tokio znacznie przekraczały 30 st. C., gorąco podbijała wilgotność powietrza.

Jak to się ma do zapewnień organizatorów, którzy w aplikacji złożonej w ramach kandydatury do organizacji IO napisali, że „w tym czasie klimat jest idealny dla sportowców”, co ma „pomóc im osiągać jak najlepsze wyniki”?

Igrzyska w 1964 roku odbyły się w październiku, żeby uniknąć upałów. Prawie sześćdziesiąt lat później, w dobie katastrofy ekologicznej, średnia temperatura tylko wzrosła.

Sposoby na upał w miastach i dowody na to, że betonoza zabija

Jules Boykoff, politolog i jeden z największych krytyków igrzysk rozgrywanych w takiej formule, przedstawił szokującą informację.

„MKOl wiedział, że ekstremalne warunki cieplne narażają sportowców na niebezpieczeństwo. Olimpijczycy podpisali oświadczenie, że jeśli doświadczą «poważnych obrażeń ciała lub nawet śmierci» spowodowanych COVID-19… lub ekstremalnymi warunkami termicznymi podczas uczestnictwa w Igrzyskach, nie będą mogli pociągnąć organizatorów do odpowiedzialności” − zatweetował Boykoff, załączając zdjęcia deklaracji.

Kropla drąży skałę

Ale w igrzyskach jak w lustrze odbiły się także inne społeczne problemy i tak wielka impreza stała się wdzięczną sceną do zwrócenia uwagi na palące kwestie.

Jake Hoyle, Curtis McDowald i Yeisser Ramirez, trzej amerykańscy szermierze, przed swoim pierwszym meczem na igrzyskach założyli różowe maseczki. Był to protest wymierzony w kolegę z drużyny, Alena Hadzica. Oskarżono go o nadużycia seksualne. Wkrótce został zawieszony, a jednak trafił do drużyny jako rezerwowy. Przed meczem tylko on stał na planszy w czarnej masce.

Kilka dni później Raven Saunders, amerykańska kulomiotka, stojąc na olimpijskim podium, skrzyżowała nadgarstki w geście przecięcia, symbolu „w którym spotykają się wszyscy uciskani ludzie”. Sama jest lesbijką i czarną kobietą, wielokrotnie doświadczyła dyskryminacji, była także blisko samobójczej śmierci. Jej postawa i głośne mówienie o depresji, której doświadczyła, były kolejnym wątkiem w rozmowie o zdrowiu psychicznym podczas tych igrzysk.

Simone Biles, jedna z największych gwiazd tych igrzysk, gimnastyczka, która z Rio wywiozła cztery złote i jeden brązowy medal, w Tokio nie wystąpiła w czterech kolejnych konkurencjach i to nie z powodu kontuzji, ale „problemów mentalnych”. Otrzymała wiele głosów wsparcia m.in. od Paula Pogby, piłkarskiego gwiazdora Manchesteru United, czy Justina Biebera.

Poruszające były słowa, które Biles napisała po tym, gdy ze świata nadeszły słowa otuchy: „Mnóstwo miłości i wsparcia, które otrzymałam, uświadomiło mi, że jestem dla ludzi czymś więcej niż tylko gimnastyczką, która odnosi sukcesy. Nigdy wcześniej w to nie wierzyłam”.

− Zrobiłam to dla siebie − powiedziała tuż po tym, jak w ostatniej konkurencji zdobyła brąz.

Jej postawa to kolejna kropla drążąca skałę. Może w końcu kibice i kibicki zobaczą w zawodnikach i zawodniczkach ludzi, a nie maszyny stworzone dla rozrywki.

Ale jedną z pierwszych sportsmenek, która głośno mówi o zdrowiu psychicznym, jest wspomniana już Naomi Osaka. Pod koniec maja w swoich mediach społecznościowych napisała: „Mam wrażenie, że ludzie nie zwracają uwagi na zdrowie psychiczne sportowców”. Potem zrezygnowała z udziału w konferencjach prasowych po meczach wielkoszlemowego Rollanda Garrosa, właśnie ze względu na kondycję psychiczną. A do tego chwilę przed igrzyskami w Tokio na jednej z platform streamingowych ukazał się miniserial, w którym japońska tenisistka bardzo wiele mówi o swoich wątpliwościach, a także trudnych chwilach z którymi się mierzy.

Sport appeal, not sex appeal

To były też igrzyska, przed którymi osoby odpowiadające za realizację transmisji zapowiedziały rozprawienie się z seksualizowaniem wizerunku zawodniczek. Podobno jedną z mantr powtarzanych przez olimpijskich urzędników jest: Sport appeal, not sex appeal.

− W naszych relacjach nie zobaczycie wielu rzeczy, które pokazywano w przeszłości, szczegółów i zbliżeń na niektóre części ciała − mówił Yiannis Exarchos, szef Olympic Broadcasting Services.

To bardzo ważna informacja, zwłaszcza gdy w pamięci ma się np. lekkoatletyczne mistrzostwa świata sprzed dwóch lat w Dosze, w Katarze. Kamery usytuowano tam w blokach startowych, tak że zawodniczki i zawodników można było oglądać „od spodu”. Wiadomo, że przeszkadzało to głównie skąpiej ubranym kobietom.

Ale to tylko jeden z setek przykładów tego, jak telewizja pokazuje sport.

Pierwsza transpłciowa sztangistka jedzie na Igrzyska Olimpijskie

W czasie igrzysk echem odbijała się informacja o tym, że finansowo ukarano norweskie piłkarki ręczne rywalizujące na plaży, bo założyły dłuższe spodenki, co nie spodobało się organizatorom.

Na kwestię seksualizacji kobiecego ciała podczas igrzysk zwróciły uwagę niemieckie gimnastyczki artystyczne. Podczas kwalifikacji Sarah Voss, Pauline Schäfer, Elisabeth Seitz i Kim Bui założyły stroje, które zakrywały praktycznie całe ciało, do tej pory gimnastyczki występowały w bardzo wyciętych strojach.

− Chcę, żeby wszystkie kobiety w każdej dyscyplinie miały możliwość samodzielnego decydowania o tym, co chcą nosić − mówiła Seitz w rozmowie z Deutsche Welle.

Biles, Osaka, niemieckie gimnastyczki, norweskie piłkarki ręczne. Wszystko to odnotowała na swoim facebookowym profilu Rebecca Solnit: „Te młode kobiety są wzorem dla dziewcząt, innych młodych kobiet i wszystkich osób w tym, jak stawiać granice, bronić siebie, nie pozwalać innym dyktować, co jest słuszne i rozsądne, i domagać się swojego prawa do godności, samostanowienia i dobrego samopoczucia. Kobiety, które powiedziały »nie«. Kobiety, które ceniły siebie i ufały swojemu osądowi” − napisała amerykańska eseistka, historyczka i działaczka feministyczna.

Tęczowe Polki

Ale w Polsce igrzyska w Tokio zostaną zapamiętane także z innych względów. W czasie, w którym w kraju od miesięcy trwa nagonka na społeczność LGBTQ+, a prezydent mówi o „ideologii gorszej niż komunizm”, dwie lesbijki stanęły na olimpijskim podium, a trzecia tuż przed olimpiadą dokonała coming outu.

Ta ostatnia to strzelczyni Aleksandra Jarmolińska, która zapowiedziała, że niedługo poślubi swoją partnerkę. Dodała także, że reprezentuje Polskę i chce mieć w niej równe prawa, w tym prawo do uznania jej małżeństwa, prawo do bezpiecznego życia rodzinnego.

„Chcę móc startować́ w biało-czerwonych barwach ze świadomością̨, że mój kraj traktuje mnie z należytą̨ mi godnością̨. Wspieram równość małżeńską dla wszystkich, bo… Miłość Nie Wyklucza” – napisała na swoim instagramowym profilu.

Zmagania Aleksandry Jarmolińskiej na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio już się zakończyły – reprezentantka Polski w…

Posted by Miłość nie wyklucza on Tuesday, July 27, 2021

Medalistki z Tokio, żeglarka Jolanta Ogar-Hill i wioślarka Katarzyna Zilmann, coming out mają już dawno za sobą. Obie na gratulacje Andrzeja Dudy musiały poczekać.

„Trzymam kciuki za sukcesy WSZYSTKICH naszych Olimpijczyków i jestem duchem z Nimi zawsze, czy zdobywają medal czy nie. Szanuję KAŻDEGO, kto ciężko trenuje by godnie reprezentować Polskę. Z wielką radością przyjąłem srebrny medal naszych Wioślarek. Gratuluję i dziękuję! Brawo!” − napisał Andrzej Duda na Twitterze po sukcesie osady wioślarskiej. Zrobił to kilkadziesiąt godzin po tym, jak Polki wpłynęły na metę jako drugie i zdobyły srebro. W przypadku gratulacji za inne medale Duda prezentował wręcz sprinterską formę.

Żeglarki − w porównaniu z wioślarkami − gratulacji doczekały się znacznie szybciej, ale i tu nie obyło się bez wpadki. Prezydent zapomniał przy nazwisku Ogar-Hill dodać nazwisko jej żony. Choć niektórzy bronią go, bo żeglarka na łódce wypisane miała jedno nazwisko, także tylko jedno odczytano, gdy wchodziła na podium.

Co ciekawe, oba nazwiska pojawiły się w tweecie ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka.

Trzy polskie lesbijki należą do grupy co najmniej 170 nieheteronormatywnych sportowców i sportowczyń występujących w Tokio. Takie wyliczenia poczynił portal zajmujący się tematyką LGBTQ+ Outsports. To oznacza, że w Japonii rywalizowało trzy razy więcej zawodników i zawodniczek z tej społeczności niż pięć lat temu w Rio. Oprócz tego w stolicy Japonii rywalizowała pierwsza transpłciowa zawodniczka − Laurel Hubbard z Nowej Zelandii.

„Igrzyska, idźcie do diabła”

Gdy Osaka zapalała znicz, w okolicach stadionu tysiące obywateli i obywatelek protestowało przeciwko organizacji imprezy krzycząc: „Igrzyska, idźcie do diabła!” oraz „W tej chwili zatrzymajcie ceremonię otwarcia!”. Jeszcze miesiąc przed rozpoczęciem igrzysk przeciwko imprezie było 60 proc. Japończyków i Japonek, tuż przed otwarciem niechęć deklarowało aż 80 proc. ankietowanych. 350 tys. mieszkanek i mieszkańców stolicy podpisało petycję o odwołanie igrzysk.

Ale protestowano także poza Japonią, strajki odbyły się m.in. w Nowym Jorku, gdzie niesiono banery z hasłami: #NOlympicsAnywhere. W 2028 roku gospodarzem kolejnych ma być Los Angeles.

Przeciwnicy organizacji tak ogromnej imprezy w czasie pandemii nazwali ją „COVID Games” i wytykali Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu, że nie szanuje woli mieszkańców i pomija niewygodne fakty, a robi to, bo przekłada swoje zyski ponad wszystko inne.

„MKOl, który szczerze wierzy, że jest liderem globalnego ruchu społecznego, został ujawniony jako nic więcej niż objazdowy cyrk globalnego przemysłu sportowego, gotowy upewnić się, że nadawcy dostaną to, czego potrzebują, bez względu na wszystko” − pisał David Goldblatt w „Guardianie”.

Ale Goldblatt na łamach brytyjskiego portalu zwrócił także uwagę na inny problem i powód protestów − wysiedlenia. Przez IO w 1988 roku w Seulu i dwadzieścia lat później w Pekinie wysiedlono 2 mln osób, podczas igrzysk w Rio 60 tys. osób musiało opuścić swoje domy. Często je zastraszano, a miejsca, do których przenoszono, były odległe i o gorszym standardzie.

W sumie, jak informuje „The Washington Post”, 300 tokijskich gospodarstw domowych zostało wysiedlonych, aby zrobić miejsce dla budynków sportowych wzniesionych specjalnie na igrzyska. Dla niektórych to nie pierwsze wysiedlenie, bo dotknęło ich to także w 1964 roku, również z powodu igrzysk olimpijskich, które wówczas odbywały się w stolicy Japonii. Reuters przywołuje historię 87-letniego Jinno, którego dotknęło podwójne wysiedlenie. Drugie, gdy on i jego żona mieli po osiemdziesiąt lat. Zostali oszukani, stracili na przeprowadzce. − Gdyby nie igrzyska, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej − mówił Jinno agencji.

Coraz mniej jest już miast-kandydatów, które ubiegają się o organizację tej wielkiej imprezy. Coraz częściej mówi się, że czas na reformę igrzysk. To kluczowe, zwłaszcza w trakcie katastrofy klimatycznej, ale i kosztów, które generują dla lokalnych społeczności. Igrzyska w Tokio z pewnością tej dyskusji się przysłużą.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Joanna Wiśniowska
Joanna Wiśniowska
Dziennikarka
Dziennikarka związana z „Gazetą Wyborczą Trójmiasto” i „Wysokimi Obcasami”, publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, newonce.sport i magazynie „Kopalnia. Sztuka Futbolu”.
Zamknij