Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Więzienie za krytykę Izraela? Kontrowersyjne prawo podzieliło Francję

W czwartek 16 kwietnia w Zgromadzeniu Narodowym rozpoczęła i skończyła się debata nad propozycją „walki z nowymi formami antysemityzmu”. Za „zbyt ostrą” krytykę Izraela miało grozić wieloletnie więzienie i choć opór społeczny zmusił rząd do rewizji planów, nie oznacza to rezygnacji z projektu.

ObserwujObserwujesz
Tłum na propalestyńskiej demonstracji, na środku widoczny baner z hasłem „Ce n’est pas une guerre, c’est un génocide"
WTF

1

Czy nienawiść do Izraela z zasady łączy się z antysemityzmem? Takiego zdania jest duża część francuskiej sceny politycznej, o czym świadczą przepisy zaproponowane niedawno przez polityków obozu prezydenckiego, z poparciem prawicy i nacjonalistów. Przewidywały one kary m.in. za odmawianie Izraelowi prawa do istnienia oraz porównywanie działań rządu Netanjahu do nazistów. W związku z falą krytyki macroniści zdecydowali się wycofać projekt z porządku obrad Zgromadzenia Narodowego, ale zapowiadają, że po poprawkach wróci on do parlamentu.

Pomysłodawczynią legislacji w jej oryginalnej formie była Caroline Yadan, deputowana założonej przez Emmanuela Macrona partii Reinassance, wybrana w okręgu zagranicznym obejmującym między innymi Włochy, Turcję i Izrael. Liberalna polityczka jest szczególnie lojalna wobec wyborców z tego ostatniego państwa, konsekwentnie reprezentując we Francji punkt widzenia Tel Awiwu. Co konkretnie znalazło się w jej kontrowersyjnej ustawie, napisanej właśnie w tym duchu?

Czytaj także Jaki kraj, taki Czarzasty. Pedro Sánchez przed Trumpem i Izraelem nie klęka Patrycja Wieczorkiewicz

Loi Yadan, czyli bicz na krytyków Izraela

Będące przedmiotem dyskusji prawo wprowadziłoby do kodeksu karnego m.in. przestępstwo publicznego wzywania do zniszczenia państwa uznawanego przez Republikę Francuską, co w zamyśle jego promotorów odnosiło się głównie do Izraela, chociaż można się zastanawiać, czy np. antyrosyjskie hasła na demonstracjach w obronie Ukrainy również nie mogłyby zostać uznane za łamiące te przepisy. Odmawianie innemu państwu prawa do istnienia groziłoby karą aż pięciu lat pozbawienia wolności.

W dalszej kolejności loi Yadan zakładało penalizację nie tylko bezpośredniego, ale też „pośredniego” usprawiedliwiania terroryzmu, co obejmowałoby np. przedstawianie działań terrorystów jako aktów oporu. Ponownie chodziło przede wszystkim o Izrael i chęć praktycznego zakazania jakiejkolwiek formy pochwalania Hamasu, czasem ambiwalentnie ocenianego np. przez polityków Francji Niepokornej oraz aktywistów propalestyńskich. Gdyby jednak prawo uchwalono, nie skończyłoby się na ściganiu domniemanych sympatyków terrorystów – deputowana Yadan nie ukrywała, że jej propozycja miała na celu uczynić nielegalnym chociażby używanie hasła „From the river to the sea, Palestine will be free”. Potencjalnie karalne byłoby również rozpowszechnianie map i grafik, na których Palestyna zajmuje całe terytorium Izraela.

Zmiany w prawie objęłyby też penalizuję negowania Holocaustu. W przypadku zatwierdzenia loi Yadan karalne byłoby nie tylko podważanie historyczności tego ludobójstwa, ale też jego banalizacja lub umniejszanie – w zamyśle polityków obozu prezydenckiego podpadałoby pod to porównywanie Izraela do III Rzeszy, chociażby poprzez zestawianie zbrodni IDF z dokonaniami Wehrmachtu lub publikowanie karykatur Netanjahu w mundurze esesmana.

Szkodliwe prawo a opór społeczny

Można się spierać, na ile trafne i w dobrym smaku jest doszukiwanie się analogii między ludobójczą polityką nazistowską a aktualnymi działaniami Izraela, ale poważne wątpliwości wzbudziło ryzyko tak dalece posuniętego ograniczenia wolności słowa w tych kwestiach. Organizacje propalestyńskie wraz z partiami lewicowymi od tygodni mobilizowały Francuzów, gromadząc tłumy na demonstracjach i zachęcając do poparcia petycji do Zgromadzenia Narodowego, która kwalifikowała propozycję obozu prezydenckiego jako zamach na swobody demokratyczne i kryminalizację zasłużonej krytyki zbrodniczych działań Izraela.

Pod apelem o odrzucenie loi Yadan podpisało się ponad 700 tysięcy obywateli, co stanowi drugi wynik w historii petycji składanych do francuskiego parlamentu. Większą liczbę podpisów zebrała tylko ta przeciwko loi Duplomb – w przypadku prawa napisanego pod dyktando lobby farmerskiego deputowani zignorowali głos narodu, ale Rada Konstytucyjna unieważniła najbardziej szkodliwe zapisy, które dopuszczały użycie trujących pestycydów. Podobne rozstrzygnięcie wydawało się przez chwilę najlepszym możliwym scenariuszem dla przeciwników prawa Yadan, ponieważ sama petycja została z miejsca odrzucona przez komisję Zgromadzenia Narodowego. Centrowi i prawicowi deputowani podjęli taką decyzję pomimo faktu, że rządowa propozycja wzbudziła opór nie tylko lewicowej opozycji i aktywistów propalestyńskich, ale też różnych grup zawodowych.

Czytaj także Chanuka i izraelski Braun, albo czemu Żydzi nie śpiewają kolęd w Knesecie Aleksander Kamkow

Reporterzy Bez Granic wytknęli ryzyko zamknięcia ust dziennikarzom, których raporty na kontrowersyjne tematy mogłyby zostać uznane za apologię lub trywializację terroryzmu. Przedstawiciele organizacji zastanawiają się, czy za sprawą mało precyzyjnego loi Yadan karalne nie okazałyby się opisywanie retoryki grup terrorystycznych oraz dokumentowanie ich propagandy. Z podobnych powodów przeciwko prawu opowiedział się związek zawodowy prawników, nazywając propozycję Yadan zagrożeniem dla wolności słowa i ostrzegając, że tak niejasno sformułowane przepisy pozwoliłyby sędziom arbitralnie decydować, co stanowi myślozbrodnię, a co nie.

Szeroko zakrojone i płynące z różnych stron protesty zachwiały przekonaniem przynajmniej części polityków z obozu prezydenckiego. W kuluarach niektórzy zarzucali swojej koleżance rozpoczęcie kampanii, która jest po prostu nieopłacalna politycznie. Według sondażu sprzed niecałego roku wyraźna większość Francuzów popiera objęcie Izraela sankcjami, w tym nałożenie embarga czy odwołanie ambasadora. Czy w tym kontekście penalizacja antysyjonizmu przysporzy rządowi zwolenników? To mało prawdopodobne – zapewne dlatego część centrowych deputowanych zamierzała zagłosować wbrew swoim partiom. To z kolei skłoniło rząd do wycofania loi Yadan ze swojej agendy, przynajmniej tymczasowo.

Wojujący syjonizm paliwem dla antysemityzmu (tego prawdziwego)

Zapowiedziano, że poprawiony projekt prawa „przeciw nowym formom antysemityzmu” zostanie przedstawiony w czerwcu, po nowej rundzie konsultacji i zapewne złagodzeniu najbardziej kontrowersyjnych zapisów. Proizraelscy politycy nie składają broni i zamierzają agitować na rzecz jak najdrobniejszej korekty, niezależnie od niskiej popularności swoich propozycji. Debata wokół loi Yadan jest przy tym o tyle znamienna, że równie dobrze mogłaby się odbyć w dowolnym innym kraju, gdzie istotna część sceny politycznej pozostaje wierna sojuszowi z Tel Awiwem i broni go na wszelkie możliwe sposoby. Zresztą, niektóre państwa już mają ten etap za sobą – w Niemczech policja zatrzymuje za głoszenie propalestyńskich haseł, a władze Wielkiej Brytanii prześladują organizacje uznane za antyizraelskie, takie jak Palestine Action.

Obrońcy Izraela wytrwale dążą do zrównania antysyjonizmu z antysemityzmem. Chcą w ten sposób skompromitować i zmarginalizować środowiska propalestyńskie, wyrzucając je poza obręb dozwolonej debaty publicznej. Umyka im, że w ten sposób lepiej od zwalczania antysyjonizmu wychodzi im normalizowanie antysemityzmu. Bo skoro w tej wizji Izrael jest tożsamy z żydowskością, to wychodzi na to, że odpowiedzialność za zbrodnie wojenne i agresywną politykę międzynarodową spada na ogół Żydów, a nie na konkretne państwo.

Czytaj także „Antysemityzm” jako knebel wystawia Żydów na jeszcze większe niebezpieczeństwo Patrycja Wieczorkiewicz

Pod tym względem politycy pokroju Yadan (nie wspominając o Netanjahu i władzach izraelskich) swoimi działaniami wyświadczają niedźwiedzią przysługę ludności żydowskiej. Jeśli sprzeciw wobec ludobójstwa czy inwazji na sąsiednie kraje będą traktowane jako przejawy antysemityzmu, to wielu ludzi zamiast zaprzestać krytyki Izraela stanie się bardziej podatnymi na propagandę zajadłych antysemitów pokroju Grzegorza Brauna, oskarżających Żydów o bycie źródłem wszelkiego zła na świecie. Już teraz w mediach społecznościowych widać niespotykaną wcześniej sympatię do treści negujących Holocaust lub szerzących teorie spiskowe o żydowskim rządzie światowym, a każde kolejne loi Yadan będzie te nastroje jedynie podsycać.

Kryminalizacja wynikającego z humanitarnych pobudek oporu wobec prowadzonych przez Izrael wojen czy histeria wokół kwestii tak błahych, jak wymowa nazwiska Epsteina, ośmieszają walkę z realnym antysemityzmem. Na razie Francuzom udało się uniknąć uchwalenia prawa, które w imię obrony Izraela ograniczałoby swobodę wypowiedzi i penalizowało krytykę popełnianych przez rząd Netanjahu zbrodni. Gorzej, że jeśli chodzi o trywializację antysemityzmu, mleko zdążyło się rozlać.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie