Świat

Debatował Biden z Trumpem (po raz drugi i ostatni)

Według Trumpa Ameryka ma najczystsze powietrze, najczystszą wodę i sadzi miliardy drzew. – Zobaczcie tylko, jak okropne jest powietrze w Chinach, w Indiach i Rosji! – wołał prezydent. – Obrzydliwe!

Po raz drugi i ostatni, na dwa tygodnie przed wyborami – choć w pełni sezonu wyborczego, bo ponad 45 milionów Amerykanów zagłosowało już za pośrednictwem poczty – republikanin Donald Trump i demokrata Joe Biden starli się w czwartek 22 października w Nashville w stanie Tennessee. Trump bardzo się starał być miły – co przyniosło wręcz upiorny efekt – a Biden ani razu się nie pogubił. Co więcej, obaj przypuścili kilka sensownych ataków pod swoim adresem.

Tym razem debatę prowadziła Kristen Welker z telewizji NBC. Rozpoczęła debatę od koronawirusa i wzrostu zachorowań w wielu stanach w ostatnich dniach. Trump mówił pierwszy i oczywiście stwierdził, że gospodarka wraca do normy, teraz już „rozumiemy”, jak zachowuje się ten wirus, śmiertelność spadła o 80 proc., a szczepionka jest kwestią tygodni. Nie będzie też problemu z dystrybucją, bo tym zajmie się wojsko, które już czeka na miliony fiolek. Zdaniem prezydenta COVID-19 to „problem na całym świecie”, a Stany i on sam radzą sobie znacznie lepiej niż inne kraje, od których tylko odbiera gratulacje. „Winę za pandemię ponoszą Chiny” – powtarzał Trump jak mantrę.

Biden kontra Trump, czyli stary człowiek i moron

Biden ripostował, że Trump nie ma żadnego planu, że pandemia miała się zdaniem prezydenta skończyć przed Wielkanocą, a na szczepionkę nie ma co liczyć przed połową przyszłego roku. „Do tego czasu umrze kolejne 200 tysięcy Amerykanów” – powiedział Biden i obiecał, że jako prezydent będzie apelował o powszechne noszenie maseczek (z czym ostro walczy prawica, zwłaszcza na poziomie lokalnym) i że zarówno szkoły, jak i biznesy potrzebują pieniędzy, które republikanie blokują w Senacie od paru dobrych miesięcy.

– Joe lubi siedzieć w piwnicy – rzucił Trump i dodał, że on i inni ludzie nie są w stanie długo w piwnicy wytrzymać.

Bez funkcjonującej gospodarki „ten naród nie istnieje”, dodał Trump i zapewnił, że ludzie uczą się żyć z koronawirusem.

– Ludzie umierają – odparł Biden i roztoczył wizję pustych krzeseł przy kuchennych stołach po tych, którzy odeszli.

– To nie jest moja wina – powiedział Trump i zaraz wspaniałomyślnie dodał: – To też nie jest wina Joego. To wina Chin.

Ważnym tematem wieczoru była kwestia tego, kto jest bardziej skorumpowany i kto skąd bierze pieniądze. W prawicowych mediach hula kolejny odcinek sagi pt. Hunter Biden na Ukrainie, a Trump usilnie próbował wgryźć się w temat.

Biden nie dał się jednak w to wciągnąć, mimo że historia jest prawdopodobnie autentyczna, jak twierdzi np. ikona sygnalistów, dziennikarz Glenn Greenwald. Znamienne jest to, że kampania Bidena nie zaprzeczyła doniesieniom. Na szczęście dla tego kandydata większość mediów wydaje się tak zaangażowana emocjonalnie w zwycięstwo demokratów (lub w pokonanie Trumpa), że nikt poważny tej historii nie tyka.

Rękopis znaleziony w Ukrainie, czyli szkatułkowa historia impeachmentu

– Pokaż swoje zeznania podatkowe albo przestań gadać – powiedział Biden do Trumpa, który był też przepytywany na okoliczność swojego „chińskiego konta”. Prezydent zaryzykował nawet twierdzenie, że jeśli w 2016 roku zapłacił mikroskopijne 750 dolarów podatków, to dlatego, że rok wcześniej przepłacił. A może te 750 dolarów to tylko opłata za złożenie formularza.

– Mamy kupę pieniędzy – powiedział prezydent o swoim biznesie.

Biden, co zrozumiałe, nie chciał wdawać się w dyskusje o wyczynach swojego syna na Ukrainie, trzymał się więc argumentu, że teraz nie chodzi o jego rodzinę ani o rodzinę Trumpa, tylko o miliony amerykańskich rodzin przed telewizorami.

Debata wiceprezydencka w USA: Trump napawa dumą, a liberalne poglądy lepiej schować

Trump wychwalał swoje relacje z Koreą Północną, a za miernik sukcesu podał, że przecież nie ma wojny. Biden argumentował, że polityka Trumpa „legitymizuje” reżim w Korei Północnej, który zbroi się bardziej zdecydowanie niż kiedykolwiek przedtem.

Wrócił temat „dzieci w klatkach” na granicy z Meksykiem, z których ponad 500 wciąż pozostaje bez kontaktu ze swoimi rodzinami. Trump stwierdził, że dzieci podróżowały same albo z bandytami, a klatki zbudował Obama.

Biden mówił o nich jako o narodowej hańbie Ameryki. Obiecał, że jako prezydent już w pierwszych miesiącach swojej administracji otworzy „ścieżkę do obywatelstwa” dla milionów nielegalnych imigrantów w USA.

– Systemowy rasizm istnieje w Ameryce – powiedział Biden, na co Trump zauważył, że tylko Abraham Lincoln zrobił więcej dla czarnych niż Trump.

– Jestem najmniej rasistowską osobą na tej sali – powiedział Trump, chociaż przyznał, że nie widzi widowni, ale nieważne.

Dzieci w klatce, czyli hańba Ameryki

Trump próbował jechać na twierdzeniu, że Biden jako wiceprezydent nie wdrożył żadnego ze swoich świetnych pomysłów. Jego najmocniejszym momentem było stwierdzenie, że zabrał się za politykę właśnie dlatego, że Joe przez osiem lat nic nie zrobił i gdyby Joe wykonał lepszą robotę, Trump nie musiałby startować na prezydenta w 2016 roku. Biden zaklinał, że nauczył się na błędach.

Nie zapomniano o środowisku: Trump utrzymuje, że Ameryka ma najczystsze powietrze, najczystszą wodę EVER i sadzi miliardy drzew. – Zobaczcie tylko, jak okropne jest powietrze w Chinach, w Indiach i Rosji! – wołał prezydent. – Obrzydliwe!

Bidenowi tymczasem udało się w końcu powiedzieć coś sensownego o nowej, zielonej gospodarce. „Zmierzenie się ze zmianą klimatyczną to nie tylko nasz obowiązek – mówił – ale sposób na stworzenie milionów nowych miejsc pracy”. Przyznał też, że sukcesywnie będzie zmierzał do pełnej eliminacji ropy i inwestycji w odnawialne energie.

– To bujda na resorach – odpierał Trump. – To zabije naszą gospodarkę.

Trump ma gdzieś dowody naukowe. Ciekawe, co powie na prokuratorskie

W końcowej wypowiedzi Trump przypominał ludziom, jak świetnie miała się gospodarka, zanim nie przyszła „plaga z Chin”, i prognozował, że rządy demokratów to gwarancja kryzysu gospodarczego, jakiego świat nie widział.

Biden zaapelował o honor, uczciwość i równe szanse dla wszystkich. Dodał, że nie może się doczekać wyborów.

Obaj wypadli lepiej niż ostatnio, więc chwała im za to. Bidenowi pomogło głównie to, że bronił się z lepszej pozycji niż Trump. Generalnie dał radę i po raz drugi udowodnił, że niezależnie od tego, ile razy sam sobie przerwie, jest w stanie dokończyć z sensem prawie każde zdanie.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.
Zamknij