Świat

Bogaci nie płacą podatków, bo nie są biedni. Czego nie rozumiecie?

Internetowy magazyn ProPublica opublikował zeznania podatkowe amerykańskich miliarderów, którzy – niespodzianka! – podatków właściwie nie płacą. Prawica uznała, że doszło do przestępstwa, a administracja Bidena szuka osoby, która wyniosła poufne dane.

Dwudziestu pięciu najbogatszych Amerykanów – wśród nich Jeff Bezos, Elon Musk, Warren Buffett, Michael Bloomberg i Mark Zuckerberg – nie płacą praktycznie żadnych podatków. Niby wszyscy o tym wiemy, ale co innego domniemywać, a co innego zobaczyć ten bezczel w akcji.

Dokumenty wyniesione z amerykańskiego Internal Revenue Service – raczej przez sfrustrowanych pracowników niż przez rosyjskich hakerów – zostały zweryfikowane i opublikowane przez Jesse Eisingera i jego ekipę w magazynie ProPublica, którego nazwa stała się synonimem mocnego dziennikarstwa śledczego. W tym roku Eisinger odebrał już Pulitzera za raport o machlojkach na Wall Street i jest to pierwszy przypadek, gdy taką nagrodę otrzymuje publikacja stricte internetowa.

„Dziś rano ProPublica wypuściła najważniejszą historię, jaką kiedykolwiek udało się nam opublikować” – Stephen Engelberg, naczelny tej medialnej organizacji pozarządowej, napisał na Twitterze 9 czerwca, w dzień publikacji pierwszego artykułu. Złożyły się na niego dokumenty podatkowe 25 najbogatszych Amerykanów z omówieniem luk w prawie podatkowym, z których korzystają, oraz sposobów unikania obciążeń, które ponoszą wszyscy zwykli obywatele.

Miliarderzy się bogacą, reszta biednieje. Czas na podatek majątkowy?

Dokumenty pokazują, jak starannie przemyślane i lukratywne są konsekwencje budowania systemu podatkowego wokół przychodu, a nie wokół kapitału. Kapitał, na który można zaciągać kolejne nisko oprocentowane pożyczki, okazuje się nie słodkim bonusem i wisienką na torcie dla bogatych, ale niezawodną metodą pomnażania nieopodatkowanego majątku i powodem, z którego żyjemy w „drugiej pozłacanej erze” Ameryki. Jest czymś więcej niż hipotetyczna złota statuetka dla Paris Hilton za wspieranie walki z rakiem lub darmowy szampan do pokoju hotelowego Lady Gagi. To sposób na życie poza systemem podatkowym z dostępem do wiecznego życia na kredyt.

Nie pierwszy raz słyszymy, że najbogatsi nie płacą. W 2020 roku „New York Times” opublikował raport, z którego wynikało, że ówczesny prezydent Donald Trump zdołał uniknąć płacenia podatków za 11 z ostatnich 18 lat. Król giełdy Warren Buffett, który znajduje się na liście ProPublica, od lat z dumą podkreśla, że płaci podatki według stawki niższej niż jego sekretarka.

Nie wiemy, kto dostarczył zeznania podatkowe dziennikarzom ProPublica. Oni również, jak twierdzą, nie wiedzą, kim są ich informatorzy, utrzymują jednak, że informacje są zweryfikowane, również na podstawie źródeł prywatnych.

Jak mówią, są świadomi, że zeznania podatkowe to informacje poufne i że żadna z osób na liście nie złamała prawa. Jednocześnie pokazanie tego, jak naprawdę działa amerykański system podatkowy, leży w interesie publicznym. Dziennikarze ProPublica dodają, że sami nie wykradli tych danych ani nie zlecili ich wyniesienia, natomiast mają ich całe mnóstwo – z ostatnich 15 lat – i zamierzają opublikować na tej bazie całą serię artykułów.

Administracja Bidena pracuje nad pewnymi zmianami w prawie podatkowym, jednak jej pracownicy zastanawiają się głównie, czy nie podnieść podatku dla korporacji, obniżonego przez Trumpa do 21 proc.

Takie zmiany nie będą mieć wpływu na akumulujące się bogactwa amerykańskich miliarderów, którzy nie płacą centa od rosnącego na wartości kapitału. Ten – np. w przypadku akcji Amazona – nie będzie opodatkowany, jeśli akcje kupiono na rynku pierwotnym. Podatek zostanie naliczony, dopiero kiedy przejdą one w następne ręce – jeśli w ogóle.

Jak Ameryka zareagowała na te rewelacje? „New York Times” zachwycony, „Wall Street Journal” sceptyczny, „National Review” oburzony. Nie dziwi więc również, że oburzony jest „szef Senatu”, republikanin Mitch McConnell, który uważa, że i dziennikarze, i sygnaliści stojący za informacjami złamali prawo i powinni iść do więzienia. Nie można stawiać interesu publicznego ponad złotą wolność amerykańskiej jednostki – upiera się prawica.

Bilans pandemii w USA: 41 milionów bezrobotnych, miliarderzy bogatsi o pół biliona

Konserwatywni komentatorzy podkreślają, że nie należy mylić przychodu z bogactwem oraz że akumulowanie kapitału tradycyjnie było i powinno być wynagradzane. Podkreślają też, że wartość bogactwa Elona Muska zależy od tego, jak w danym momencie stoją akcje Tesli, a bogactwo Bezosa od wyceny akcji Amazona. Ta wartość zmienia się i będzie się zmieniać, łącznie z możliwą całkowitą stratą wartości. Tak się robi biznes w Ameryce.

Pytanie sprowadza się do tego, czy normalni, przeciętni obywatele mają faktycznie dość sposobu, w jaki urządzone jest amerykańskie społeczeństwo. I czy pora zacząć wprowadzać zmiany i powrócić do ery sprzed Reagana, gdy najwyższa stawka podatkowa wynosiła nawet 90 proc.

Podczas gdy większość Amerykanów wydaje się akceptować, że realna stawka podatkowa spada wraz z ilością posiadanego bogactwa, Jesse Eisinger i jego ekipa pokazują, że tak być nie musi. Nie ma żadnego powodu, by faworyzować zakumulowane bogactwo kosztem przychodu, zwłaszcza w czasach, gdy najbogatsi Amerykanie zyskują w skali roku całe miliardy, często płacąc podatki według stawki 1–4 proc. Kapitał i zgromadzone bogactwo nie są na bieżąco opodatkowywane, więc ich wartość rośnie nieproporcjonalnie szybciej niż kapitał z zarobków. W ostatnich latach mówimy wręcz o eksplozji fortun, którym nie przeszkodziły ani pandemia, ani zagrożenie klimatyczne, ani obniżający się globalnie poziom życia.

Pandemia to dla nas wszystkich wielka szansa! Nas, miliarderów

Zdaniem Eisingera przy przeciętnych zarobkach rzędu 60 tysięcy dolarów rocznie (pensja dobrego nauczyciela, początkującego wykładowcy) Amerykanin płaci około 14 proc. podatku dochodowego. Dzięki pomocy księgowych Bezos też niby zarabia symboliczną pensję – 80 tysięcy rocznie – i tylko od niej płaci podatek. Korzysta jednocześnie ze wszystkich możliwych ulg podatkowych, w tym z odpisu na dzieci.

Z roku na rok najbogatsi bogacą się niezwykle szybko, państwo zaś korzysta na tym realnym przychodzie mało lub prawie w ogóle. Maksymalne 37 proc. płaci bardzo niewielu, bo wiedzą, jak tego uniknąć.

IRS i Departament Sprawiedliwości zapowiadają śledztwo w sprawie wycieku danych. Ale ProPublica jest pewna wartości swoich rewelacji, porównywanych już do publikacji Edwarda Snowdena lub słynnych akt Pentagonu z czasów wojny w Wietnamie. Dziennikarze są też pewni, że chroni ich pierwsza poprawka do konstytucji, gwarantująca prasie wolność słowa.

Uderza, że wśród nazwisk 15 najbogatszych mamy praktycznie wyłącznie białych mężczyzn. Poza nimi gdzieś tam kręci się jedynie była już żona Bezosa, Jill, oraz spadkobierczynie fortuny Walmartu i batonika Mars.

Zamknij oczy i policz do dwustu miliardów

czytaj także

Prawica tymczasem twierdzi, że w raporcie nie ma nic nielegalnego poza samym faktem jego opublikowania. Nie widzi w nim żadnej wartości, bo z ujawnionych dokumentów nie płynie wiedza, której nie mielibyśmy wcześniej.

Eisinger się zgadza: „Nie powiedzieliśmy nic nowego. I to jest właśnie najbardziej przerażające. Po prostu na przykładzie konkretnych liczb i nazwisk opisaliśmy, jak działa system”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.
Zamknij