UE

Okupują uniwersytet, bo wiedzą, że w kraju Orbána nie będzie kompromisu

Dotychczasowa historia oporu przeciwko władzy Orbána pokazała, że pragmatyczne czy umiarkowane rozwiązania nie są możliwe. Jeśli partia chce cię zniszczyć, nie uratuje cię żadna gotowość do ustępstw. Dlatego studenci walczą o autonomię uczelni i nie zamierzają ustąpić. Korespondencja z Budapesztu Szilárda Istvána Papa.


Rok akademicki na budapeszteńskim Uniwersytecie Sztuk Filmowych i Teatralnych (Színház- és Filmművészeti Egyetem, SZFE) miał rozpocząć się 1 września w nowym modelu instytucjonalnym. Latem rząd przeniósł prawa własności uniwersytetu, wcześniej publicznego, w ręce prywatnej fundacji. Radzie nadzorczej nowej fundacji, która została po kumotersku obsadzona zwolennikami rządzących, jak dotychczas nie udało się jednak wejść na teren kampusu. Studenci i studentki naprędce zorganizowali bowiem okupację uczelni.

Nauczanie nie rozpoczęło się w pierwszych dwóch tygodniach roku akademickiego. Działalność dydaktyczna ruszyła dopiero piętnastego dnia okupacji i to nie dlatego, że nowi zarządcy SZFE zdołali odzyskać kontrolę nad instytucją. Studenci i studentki sami (z pomocą wykładowców) zorganizowali sobie edukację autonomiczną.

Węgierski uniwersytet dołączył do „wrogów narodu”. Po co Orbanowi ta wojna?

„Nie akceptujemy ani narzuconego nam kierownictwa, ani decyzji podejmowanych ponad naszymi głowami” – oświadczyli studenci 14 września na konferencji prasowej, na której ogłosili utworzenie „eksperymentalnej republiki edukacyjnej”. Tak nazwali nowy tryb nauki, oparty na autonomii społeczności studentów. Nie ma planów zajęć, studenci i studentki sami mogą wybierać interesujące ich kursy, a uczestnictwo w codziennym podtrzymywaniu okupacji ma tę samą wartość co uczestnictwo w zajęciach.

„Jesteśmy wspólnotą twórczą, nie potrzebujemy planów. I jesteśmy tu obecni, nie potrzebujemy list obecności” – mówili studenci na konferencji prasowej.

Takie konferencje urządzano niemal każdego dnia od ogłoszenia okupacji rankiem 1 września. Poprzedniego wieczora tysiące obywateli zgromadziły się wokół kampusu głównego SZFE, na wąskiej uliczce w śródmieściu Budapesztu. To było „drugie ostrzeżenie” – kolejny etap protestów przeciwko radykalnej transformacji węgierskiego szkolnictwa wyższego, przeprowadzanej przez rząd Viktora Orbána.

Fot. Szilárd István Pap/Mérce

W lipcu na Węgrzech ustanowiono prawo, które oddało kilka państwowych uczelni wyższych pod kuratelę prywatnych fundacji (SZFE jest siódmy na liście, a do końca 2020 roku ma być ich w sumie osiem – tłum.). Sam model wprowadzono już w 2019 roku. Został wypróbowany na największej węgierskiej szkole biznesu i ekonomii, Uniwersytecie Korwina, a potem rozszerzony na kolejne.

Chociaż rząd twierdzi, że te przemiany, wzorowane na modelu amerykańskim, mają podnieść „konkurencyjność” węgierskich uniwersytetów, krytycy mówią raczej o dwóch zagrożeniach.

Po pierwsze, podnosi się wiele głosów, że chodzi po prostu o kolejny krok w stronę prywatyzacji, która jeszcze pogłębi istniejące już nierówności w węgierskim szkolnictwie wyższym. Prywatyzacja może doprowadzić do dramatycznego wzrostu kosztów edukacji, a zatem uniemożliwić uboższej młodzieży jakąkolwiek mobilność społeczną. Rząd przyznał nowym właścicielom uniwersytetów udziały w wielkich węgierskich korporacjach (takich jak OTP czy MOL) i zapewnił, że programy stypendiów dla „dzieci utalentowanych” zostaną podtrzymane. Faktem pozostaje jednak, że edukacja wyższa w byłych instytucjach publicznych, powołanych dla dobra wspólnego, stała się towarem luksusowym.

Fot. Szilárd István Pap/Mérce

Z drugiej strony, obserwatorzy słusznie uważają prywatyzację za kolejną próbę zaciśnięcia chwytu Fideszu na gardle każdej węgierskiej instytucji. Rady nadzorcze nowych fundacji uniwersyteckich wypełniono ludźmi bliskimi rządowi. W niektórych przypadkach powoływano nawet obecnych ministrów – na przykład Judit Vargę, ministrę sprawiedliwości, która została członkinią rady nadzorczej niedawno sprywatyzowanego Uniwersytetu w Miszkolcu na północnym wschodzie kraju.

Na przewodniczącego nowej, prywatnej fundacji posiadającej prawa własności do SZFE rząd wyznaczył okrytego złą sławą dyrektora Teatru Narodowego, Attilę Vidnyánszkyego, czołowego bojownika toczącej się obecnie kulturkampf przeciwko wszystkiemu, co niewystarczająco nacjonalistyczne i chrześcijańskie. Pośród członków rady jest dyrektor strategiczny węgierskiej firmy naftowej MOL oraz dyrektor generalny Slovnaftu, słowackiej rafinerii, spółki zależnej od MOL-u.

Do rady nie powołano nikogo ani z personelu SZFE, ani z senatu uniwersyteckiego.

Reforma Gowina, czyli „nadzorować i karać”

Transformacje niektórych uczelni przeprowadzono z udziałem studentów i wykładowców, ale Vidnyánszky nie jest człowiekiem kompromisu. Pod koniec sierpnia rada pod jego przewodnictwem przyjęła nowe przepisy, które w zasadzie pozbawiły SZFE jakiejkolwiek posiadanej dotychczas autonomii. Uniwersyteckiemu senatowi, organowi samorządowemu w tej i innych węgierskich szkołach wyższych, odebrano prawo do nominacji rektora i dziekanów oraz prawo głosu w sprawach finansowych uniwersytetu. Niedługo potem cały senat i byłe kierownictwo uczelni złożyli rezygnację, podobnie jak wielu wybitnych wykładowców i wykładowczyń oraz cieszących się międzynarodowym uznaniem reżyserów, reżyserek, aktorek i aktorów.

Od początku okupacji studentom i ich sympatykom udało się zorganizować kilka większych demonstracji ulicznych, między innymi ludzki łańcuch łączący kampusy SZFE z budynkiem parlamentu. Przez ten ludzki łańcuch studenci i studentki wysłali legislatywie żądania dotyczące przywrócenia uczelni autonomii. Rząd dokumentu nie przyjął. Protestujący zostawili go „pod opieką” jednego z wielkich kamiennych lwów, strzegących głównego wejścia do neogotyckiego budynku parlamentu.

Orbán, ręce precz od uniwersytetów!

 

Trudno przewidzieć, jak długo studentom SZFE uda się przetrzymać swoich ciemiężycieli poza murami uczelni. Historia konfrontacji oddolnych miejskich ruchów oporu z przytłaczającą potęgą państwa nie daje wielu powodów do optymizmu. Z drugiej strony, okupacja SZFE pokazuje nie tylko, że w nieposłuszeństwie obywatelskim wciąż jest siła, lecz także że nowe pokolenia uczą się od swoich poprzedników, walczących z kolejnymi zakusami Orbána.

Na przykład w 2013 roku studenci i studentki najbardziej prestiżowego uniwersytetu w kraju, ELTE, podjęli okupację wydziału humanistycznego, protestując przeciwko proponowanym przez rząd drastycznym cięciom liczby miejsc na studiach bezpłatnych. Brak doświadczenia, apatia rówieśników, brak wsparcia ze strony wykładowców oraz pełna moc ofensywy medialnej Fideszu zdławiły te protesty w ciągu dwóch tygodni.

Polak, Węgier – dwa bratanki. Do niszczenia samorządów

Inicjatywa studentów i studentek SZFE praktycznie pod każdym względem przewyższa heroiczną, ale raczej nieskuteczną okupację ELTE. Co najważniejsze, udało im się utworzyć własne, autonomiczne instytucje i udowodnić całemu krajowi siłę indywidualnej i zbiorowej autonomii. Pomimo niewielkich różnic zdań cieszą się również wsparciem wykładowców, którzy – w przeciwieństwie do ich kolegów i koleżanek z ELTE w roku 2013 – zapewne zrozumieli, że na Węgrzech Orbána nie ma miejsca na pragmatyczne, umiarkowane rozwiązania czy kompromisy. Jeśli partia chce cię zniszczyć, nie uratujesz się z tej sytuacji negocjacjami i gotowością do ustępstw. Albo się od razu poddasz, albo odpowiesz na atak.

Widać, że studenci i studentki robią postępy w nauce oporu. To powinno napełnić przeciwników autorytaryzmu Orbána nową nadzieją.

**
Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Szilárd István Pap

| Korespondent Krytyki Politycznej w Budapeszcie
Szilárd István Pap jest politologiem, komentatorem i dziennikarzem portalu Merce.hu. Korespondent Krytyki Politycznej w Budapeszcie.