UE

Borrell: Koronawirus to wspólny wróg, a wojnę wygra tylko zjednoczona Europa

josep-borrell

Musimy wyprodukować leki i szczepionki, które staną się globalnym dobrem publicznym. Musimy ograniczyć szkody gospodarcze. Musimy ponownie otworzyć europejskie granice. Tylko solidarna i działająca razem Unia Europejska może tego dokonać. Joseph Borrell o europejskiej odpowiedzi na kryzys COVID-19.


BRUKSELA – Kontrast między ciszą ulic i placów Europy a burzliwą, bolesną codziennością wielu jej szpitali jest przejmujący. Covid-19 przetacza się nie tylko po Europie, lecz także po całym świecie. Już teraz wiadomo, że po pandemii nasz świat nie będzie taki sam. Ale jak się zmieni, będzie zależeć od naszych dzisiejszych decyzji.

Musimy potraktować wirusa jak wspólnego wroga. Choć to nie wojna, potrzebujemy niemal wojennej mobilizacji zasobów.

Tymczasem w kryzysie instynktownie zamykamy drzwi na klucz i chcemy radzić sobie sami. Ta reakcja, choć zrozumiała, jest kontrproduktywna. Liczenie tylko na siebie oznacza wręcz, że walka będzie trwać dłużej, a koszty ludzkie i gospodarcze będą dużo wyższe. Choć wróg wywołał odruchy nacjonalistyczne, możemy z nim wygrać jedynie transgraniczną koordynacją – w Europie i poza nią.

Potrzebujemy wspólnego międzynarodowego podejścia, by poradzić sobie z pandemią i by wesprzeć najsłabszych, m.in. w krajach rozwijających się i w strefach konfliktów. Naciskałem na to w niedawnych dyskusjach z ministrami spraw zagranicznych G-7 i z wieloma innymi. Unia Europejska musi być i będzie częścią tych działań.

Przyszedł czas, by pokazać, że solidarność to nie puste słowo. Szczęśliwie w Europie już się to dzieje: Francja i Austria wysyłają ponad trzy miliony masek do Włoch, a Niemcy przyjmują i leczą pacjentów z Włoch i Francji. Po pierwszej fazie odmiennych krajowych decyzji wkraczamy w fazę konwergencji, w której centralna rola należy do UE.

Na koronawirusa Chiny polecają autorytaryzm

UE tymczasem przyspiesza z decyzjami o łatwiejszych wspólnych zamówieniach na niezbędny sprzęt medyczny, ze wspólnymi bodźcami gospodarczymi oraz z koordynacją konsularną, by ściągać do domu obywateli UE, którzy utknęli za granicą. Na wirtualnym posiedzeniu Rady Europejskiej przywódcy UE uzgodnili, że zintensyfikują wspólne działania, m.in. stworzą europejski system zarządzania kryzysowego, jak i wspólną strategię radzenia sobie z koronawirusem.

Kryzys wokół Covid-19 to nie bitwa między krajami czy systemami. Na różnych etapach pandemii Europa, Chiny i inni wzajemnie się wspierali, okazując sobie pomoc i solidarność. UE wspierała Chiny, gdy na początku roku wybuchła epidemia. Teraz Chiny wysyłają sprzęt i lekarzy, by pomagać dotkniętym pandemią krajom na całym świecie.

Robimy „rozpoznanie bojem”, bo na tę epidemię nie ma algorytmu

To namacalne przykłady globalnej solidarności i współpracy; muszą one stać się normą. Można powiedzieć, że Covid-19 przyspiesza bieg dziejów. Cokolwiek się zmieni, UE musi pozostać stroną jednoczącą i promować współdziałanie z Chinami i USA na rzecz walki z pandemią i jej pokłosiem. Tylko wtedy, gdy te trzy potęgi obiorą ten sam kierunek,
G-20 i ONZ faktycznie będą mogły coś zdziałać.

Poza międzynarodową koordynacją rządową należy poszerzyć też współpracę naukowców, ekonomistów i decydentów. Podczas kryzysu finansowego w 2008 r. G-20 odegrała fundamentalną rolę, ratując upadającą globalną gospodarkę. Dziś znów pilnie potrzebujemy takiego globalnego przywództwa.

Priorytety globalnej współpracy są cztery. Po pierwsze, musimy połączyć zasoby, by wyprodukować nowe leki i szczepionkę, które powinny stać się globalnym dobrem publicznym. Po drugie, musimy ograniczyć szkody gospodarcze poprzez koordynację stymulatorów fiskalnych i monetarnych oraz ochronę globalnego handlu towarami. Po trzecie, powinniśmy zaplanować skoordynowane otwarcie granic, gdy tylko organy zdrowotne dadzą nam zielone światło. I wreszcie: musimy współpracować w walce z dezinformacją.

Teorie spiskowe, dezinformacja i ksenofobia: skrajna prawica wobec koronawirusa

Wyniki niedawnego wirtualnego szczytu G-20 wskazują taki właśnie ogólny kierunek. Ale w najbliższych dniach i tygodniach trzeba będzie podtrzymać i w pełni wdrożyć globalne i wielostronne inicjatywy.

Wraz z globalnym rozprzestrzenianiem się wirusa musimy zwrócić szczególną uwagę na jego rosnący wpływ na kraje niestabilne, w których może on zaostrzyć istniejące kryzysy bezpieczeństwa. W Syrii, Jemenie, Strefie Gazy czy Afganistanie miliony ludzi od lat cierpią z powodu konfliktów. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby koronawirus pojawił się w regionalnych obozach dla uchodźców, gdzie usługi sanitarne i zdrowotne są już przeciążone i dokąd pracownicy humanitarni już teraz z trudem dostarczają pomoc.

Zapomniane Lesbos. Uchodźcy w czasach koronawirusa

czytaj także

Jest także Afryka, ogromnie ważna. W wyniku epidemii eboli z lat 2014–2016 i innych chorób kraje Afryki mają doświadczenie, którego w obecnym kryzysie brakuje Europie. Ale systemy opieki zdrowotnej w Afryce na ogół wciąż są słabe, a liczba zakażonych rośnie.

W wielu krajach rozwijających się ludzie często nie mają wyboru: muszą codziennie wychodzić z domu i zarabiać na życie w nieformalnej gospodarce. Co gorsza, mycie rąk i zachowywanie dystansu mogą być dużo trudniejsze, gdy nie zawsze starcza bieżącej wody, a rodziny zazwyczaj żyją stłoczone.

Przyszedł koronawirus i wyrównał

czytaj także

To walka, na której wygranie potrzeba pieniędzy. Kraje rozwijające się są w dużej mierze finansowo zależne od trzech źródeł: inwestycji zagranicznych, przekazów emigrantów i turystyki. Wszystkie trzy jednak teraz bardzo mocno osłabły. Przepływy kapitału zmalały globalnie o 60%, gdyż inwestorzy uciekają w bezpieczne miejsca, a migranci tracą pracę i nie są w stanie wysyłać pieniędzy do domu.

Stoimy w obliczu globalnej recesji i aby zapobiec krachowi gospodarczemu w krajach rozwijających się, potrzebne będą znaczne wsparcie finansowe i linie kredytowe – i to niebawem. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest koordynacja między bankami centralnymi i międzynarodowymi instytucjami finansowymi.

Chcemy większej reakcji UE na koronawirusa? Dajmy jej narzędzia

Na koniec warto zauważyć, mimo ogólnego przygnębienia, że jest szansa na zakończenie wieloletnich konfliktów. Już widać pewne pozytywne oznaki współpracy między rywalami. Przykładowo Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt niedawno wysłały pomoc do Iranu, który został szczególnie mocno dotknięty Covid-19. Nikt nie może sobie pozwolić, by toczyć kilka wojen jednocześnie. Jak apelował sekretarz generalny ONZ António Gutterres, powinniśmy wykorzystać kryzys jako szansę na przywrócenie pokoju.

Świat wszedł w obecny kryzys w sposób nieskoordynowany: zbyt wiele krajów ignorowało sygnały ostrzegawcze i działało w pojedynkę. Teraz wyraźnie widać, że wyjść z tego możemy tylko wspólnie.

**
Josep Borrell jest Wysokim Przedstawicielem Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa oraz Wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej.

Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.