Unia Europejska

Jak przechytrzyć lockdown: metoda na austriackiego biznesmena z modlitewnikiem

Austria wprowadziła prawdopodobnie najsurowsze ograniczenia w Europie, starając się opanować kolejną falę pandemii. Rząd chce tak zmusić do zaszczepienia się wszystkich kwalifikujących się do tego mieszkańców kraju. Czy to się może udać? Czy oprócz kija i marchewki na niezaszczepionych trzeba też mieć paragraf?

Władze austriackie zdecydowały się na ostrą zmianę kursu w polityce pandemicznej. Do obowiązku noszenia maseczek FFP2 w miejscach publicznych od 8 listopada dołożono pakiet obostrzeń dla niezaszczepionych, który praktycznie wykluczał ich z życia społecznego. Ulica wiedeńska szybko nazwała je „lockdownem sznyclowym” (niem. Schnitzel-Lockdown), gdyż osoby nieposiadające certyfikatu covidowego musiały pożegnać się z kotletem i piwem w knajpie.

Wprowadzona reguła 2G (od niem. Genesene i Geimpfte) umożliwiała swobodny wstęp do zamkniętych przestrzeni społecznych, jak kawiarnie, tylko ozdrowieńcom i zaszczepionym.

Minął tydzień. Od 15 listopada dla niezaszczepionych zaczęły obowiązywać ograniczenia w poruszaniu się poza własnym gospodarstwem domowym. Rozpoczęto też szczepienia dzieci powyżej pięciu lat.

Kolejny tydzień to już powszechne restrykcje dla wszystkich, zwane nieco myląco lockdownem. Potrwają co najmniej do 13 grudnia. Potem zaś nad niezaszczepionymi wisieć będzie dalej ograniczenie 2G. Negatywny wynik testu już nie przywróci pełni wolności.

Przedsiębiorcy z branży turystycznej drżą o sezon narciarski, a zwłaszcza okres bożonarodzeniowy. Przedpandemiczna liczba 75 mln noclegów turystycznych rocznie skurczyła się w zeszłym roku do 5,6 mln. Lockdown ma jednak zastopować falę pandemii, uratować i święta, i sezon – tłumaczą rządzący.

Kanclerz Alexander Schallenberg z konserwatywnej Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP) 19 listopada ogłosił zamiar wprowadzenia – na razie słabo zdefiniowanego – obowiązku szczepienia od 1 lutego 2022 roku. Jego niedopełnienie będzie wiązało się z karami finansowymi. Ostatnio kanclerz stwierdził także, że w tej chwili nie przewiduje „końca lockdownu dla niezaszczepionych”.

Gwałtowny zwrot w polityce obostrzeń pandemicznych

W ciągu ostatniego miesiąca rząd centralny dokonał niemal całkowitego zwrotu w polityce pandemicznej. Sebastian Kurz, poprzedni szef rządu i partyjny kolega Schallenberga, zanim jego kariera uległa gwałtownemu załamaniu ze względu na poważne oskarżenia korupcyjne, tryskał raczej właściwym sobie optymizmem. Powtarzał, że Austria jest na najlepszej drodze do opanowania pandemii. Trzeba tylko się szczepić.

Z początku nowy kanclerz kontynuował retorykę Kurza. Jeszcze parę tygodni temu Schallenberg twierdził, że „nie widzi powodu, dla którego dwie trzecie zaszczepionych miałoby tracić swoją wolność ze względu na to, że jedna trzecia zwleka ze szczepieniem”. Ostrzeżenia Wolfganga Mücksteina – ministra zdrowia z koalicyjnej partii Zielonych – i jego propozycje lokalnych lockdownów raczej wywoływały irytację konserwatywnych koalicjantów, niż skłaniały ich do zmiany retoryki i planów.

Jednak z początkiem listopada gwałtownie zaczęła rosnąć liczba chorych. Od października średnia tygodniowa liczba nowych zachorowań na 100 tys. mieszkańców wzrosła z niecałych trzystu do ponad tysiąca. W niektórych krajach związkowych, jak na przykład w Górnej Austrii, zaczęły zapełniać się szpitale, a personel medyczny blisko był punktu, w którym musiałby decydować, komu zapewnić właściwą opiekę.

Dzięki transportowi do klinik w innych częściach państwa udało się wprawdzie czasowo zmniejszyć presję na lokalną ochronę zdrowia. Ale jednocześnie jasne się stało, że sytuacja wymaga drastycznych działań, by ograniczyć liczbę nowych zakażeń.

Czemu lockdown, czemu tak późno?

Poza ochłodzeniem, zmuszającym do częstszego przebywania w pomieszczeniach zamkniętych, były prawdopodobnie dwie główne przyczyny gwałtownego wezbrania czwartej fali zachorowań.

Po pierwsze, w Austrii szczepienia przebiegają opornie. Wedle porównawczych danych udostępnionych przez European Centre for Desease Prevention and Control zaszczepiło się do tej pory prawie 65 proc. całości populacji. To wprawdzie dużo w porównaniu z państwami regionu, takimi jak Węgry (58 proc. zaszczepionych), Czechy (59 proc.), Słowenia czy Polska (po 54 proc.), ale znacznie mniej od sąsiednich Włoch (73 proc.) czy Niemiec (68 proc.), nie wspominając już o europejskiej prymusce Portugalii (81,5 proc.).

Portugalska lewica gra va banque

czytaj także

Drugim powodem była niechęć do wprowadzania stopniowych i lokalnych ograniczeń, połączona z rządową retoryką, która długo usypiała czujność ludzi. Pandemia ponownie rozlała się po całym kraju.

Wcześniej częściowych lockdownów nie wprowadzano z powodu taktyki politycznej. ÖVP czuje na sobie oddech partii bardziej populistycznych i prawicowych. Na krytyce wszelkich ograniczeń pandemicznych i przymusowych szczepień próbuje się odbudować Austriacka Partia Wolnościowa (FPÖ), od której część elektoratu odsunęła się po „aferze z Ibizy”. Na tej wyspie sfilmowano ówczesnego przewodniczącego stronnictwa i austriackiego wicekanclerza, Heinza-Christiana Strache, w trakcie negocjacji sugerujących, że chciał ściągnąć kapitał rosyjski do austriackich mediów, by te popierały tzw. wolnościowców. Strache stracił stanowisko w partii i rządzie, a sama FPÖ – trzecią część poparcia.

Kompromitujące taśmy obalają rządy, ale nie zmieniają polityki

Obecnie wielu polityków tego stronnictwa krytykuje ograniczenia pandemiczne i odnosi się ze zrozumieniem do postulatów antyszczepionkowców. Na razie specjalnie im to nie pomaga, bo w krytyce polityk antypandemicznych inni są bardziej wiarygodni.

Antyszczepionkowcy – wzburzeni mieszczanie

Nie próżnują siły, dla których kwestia szczepień jest tematem numer jeden. W połowie listopada różne ruchy zdołały zmobilizować 40 tys. przeciwników polityki pandemicznej do demonstracji na wiedeńskich plantach (Ringu). Najbardziej widoczna była skrajna prawica, ale demonstracja była wielonurtowa.

Luźna koalicja Menschen Freiheit Grundrechte (MFG, Ludzie – Wolność – Prawa Podstawowe) zdobyła ponad 6 proc. głosów we wrześniowych wyborach do parlamentu kraju związkowego (Landtagu) w Górnej Austrii. Choć podebrała głosy głównie FPÖ, głosi poglądy nie tylko altprawicowe. Oprócz niechęci do szczepień MFG na sztandary wzięło upowszechnienie nauczania domowego zamiast szkolnego, wprowadzenie powszechnych lekcji etyki, wyższe opodatkowanie międzynarodowych koncernów czy zniesienie obowiązkowej przynależności pracowników i przedsiębiorców do izb. Te ostatnie w Austrii są istotne, za ich pomocą negocjuje się wiążące branżowe układy zbiorowe. Przynajmniej część antyszczepionkowców wywodzi się więc z klasy średniej, w której styl życia i małe biznesy uderzyły ograniczenia pandemiczne i kryzys gospodarczy.

Czemu Austriacy się nie szczepią?

I tutaj dochodzimy do zasadniczego pytania: jakie są powody, dla których akcja szczepień przebiega w Austrii wolniej niż w wielu innych państwach Unii? W mediach utrwaliła się narracja, która podkreśla historyczne powody podziału w Europie na ufający instytucjom państwa Zachód i sceptyczny wobec nich Wschód. Austria miałaby się znajdować – jak zawsze – gdzieś pośrodku.

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

czytaj także

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

Kristen Ghodsee i Mitchell A. Orenstein

To rozumowanie ma pewne podstawy, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się ogólnej szczepionkowej mapie Europy. W czwartym tygodniu listopada w żadnym państwie byłego bloku wschodniego poziom wyszczepienia nie przekroczył 60 proc., a we wszystkich państwach starej Unii – z wyjątkiem Austrii i Niemiec – oscylował wokół lub przekroczył 70 proc.

Jednak przy uważniejszym spojrzeniu na te dane historyczny bagaż nie tłumaczy wszystkiego. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego Portugalczycy czy Włosi mieliby być bardziej ufni wobec instytucji niż Austriacy, Niemcy i Francuzi, skoro te ostatnie mają zarówno długą tradycję państwową, jak i usługi publiczne na wysokim poziomie.

W austriackiej mikroskali też nie wydaje się, by bagaż kulturowy był decydujący: choć w różnych landach proporcje zaszczepionych i niezaszczepionych są podobne, to we wschodnich państwach związkowych, jak Burgenland czy Wiedeń, jest stosunkowo więcej zaszczepionych niż w zachodnim Tyrolu, graniczącym z Włochami. A przecież w stolicy mieszka proporcjonalnie znacznie więcej imigrantów z bardziej sceptycznych wobec szczepień państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Częściową odpowiedź na pytanie o powody niechęci do wakcynacji można znaleźć w ciekawych badaniach Uniwersytetu Wiedeńskiego. Wedle nich 34 proc. zgadza się lub częściowo się zgadza z twierdzeniem, że boi się skutków ubocznych szczepionek. Co piąta osoba w Austrii uważa, że dopuszczone szczepionki nie są wystarczająco bezpieczne. Prawie 24 proc. myśli, że jest „niewystarczająco dobrze poinformowana”, a 30 proc. – „częściowo” poinformowana o składzie preparatów.

Niepewność i lęk utrzymują się w dużej części społeczeństwa. Jeśli zaś przyjrzymy się powodom zaszczepienia, to ponad dwie trzecie badanych wskazuje chęć ochrony siebie, połowa – ochrony innych osób, a prawie jedna trzecia – wiarę w to, że szczepionki umożliwią powrót do życia sprzed pandemii. Badania powtarzane z miesiąca na miesiąc sugerują utwardzanie się stanowisk lękowych wobec szczepionek, dodatkowo mogą mieć one różne podłoża.

Kij i marchewka zamiast paragrafu

W tym kontekście wielu nad Dunajem zastanawia się, czy działania rządu, który w ostatnim czasie stawia na przymus szczepień i kary finansowe, to najtrafniejsza strategia. Zwłaszcza w państwie takim jak Austria, w którym w przeciwieństwie do na przykład Polski szczepienie dzieci nie jest obowiązkowe, a tylko zalecane. Juryści zresztą już sugerują, że z powodów prawnych obowiązek szczepień, o ile w ogóle wejdzie w życie, to raczej z bardzo licznymi wyjątkami.

Retoryka rządu wydaje się więc bardziej zdecydowana od samych działań. Jeśli wczytać się w ograniczenia rzeczywiste podczas „lockdownu”, dotyczą one głównie sklepów, barów, jarmarków bożonarodzeniowych, sal koncertowych i innych miejsc publicznych. Aby wyjść z domu, powodów jest kilkanaście: od sportu i rekreację, przez odwiedziny mieszkającego osobno partnera życiowego, aż po zaspokojenie potrzeb religijnych. Znajomy przedsiębiorca na wszelki wypadek porusza się z modlitewnikiem.

Problem polega na tym, że władze austriackie stają przed nierozwiązywalnym dylematem: żeby osiągnąć odporność stadną, wedle zaleceń Instytutu im. Roberta Kocha trzeba wyszczepić 85 proc. populacji. Im większy jednak administracyjny nacisk na lockdown i szczepienia, tym bardziej bronią się osoby obawiające się z różnych powodów szczepień.

Wydaje się – tę tezę formułować wypada przypuszczająco – że największy sukces w nakłanianiu do szczepień odniosły państwa, które wprowadziły wyraźne rozróżnienie między swobodami osób zaszczepionych i niezaszczepionych. Oraz konsekwentnie trzymają się tej linii, nie dopuszczając niezaszczepionych i osób bez maseczki do przestrzeni publicznych, jednocześnie pozostawiając dużą wolność osobom zaszczepionym i o wystarczającej ochronie immunologicznej.

Im więcej w akcji szczepień przymusu, zamiast nagród i ograniczeń, tym bardziej postawy lękowe lub niezdecydowanie wobec szczepień mogą przeradzać się w opór, a w konsekwencji – w tożsamość polityczną. Podobnie będzie zapewne i na Wschodzie, i na Zachodzie.

***

Krzysztof M. Zalewski – wiceprezes Instytutu Boyma. Pisze o tych zmianach w Azji, które mają największy wpływ na Polskę i Europę.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij