Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Rosja chce sprowadzić do Armenii 100 tysięcy wyborców. Ale Paszynian nie zamierza zrywać z Moskwą

Stawką niedzielnych wyborów nie jest zerwanie z Moskwą. Armenia próbuje raczej nauczyć się lawirować między Rosją a Zachodem.

ObserwujObserwujesz
Trzy białe urny do głosowania na lotniskowej taśmie bagażowej, na każdym etykieta z napisem "Moskwa - Erywań"
Kontekst

🗳️ W niedzielę 7 czerwca w Armenii odbędą się wybory parlamentarne. Rządząca Umowa Społeczna premiera Nikola Paszyniana prowadzi w sondażach, ale nie ma pewności, czy będzie w stanie samodzielnie utworzyć stabilną większość.

🇷🇺 Według ustaleń Reutersa rosyjskie władze rozważały sprowadzenie do Armenii nawet 100 tysięcy Ormian mieszkających w Rosji, aby zwiększyć poparcie dla przeciwników Paszyniana. Moskwa odrzuca zarzuty dotyczące ingerencji w wybory.

Rosja odpowiada za 82 proc. dostaw gazu do Armenii i około 35 proc. jej handlu zagranicznego. Przed wyborami Moskwa ograniczyła import części armeńskich produktów i zagroziła utratą preferencyjnych dostaw surowców.

Walka
Serce

2

– Codziennie z Rosji przylatuje do Armenii ponad 30 samolotów. Są pełne – mówi Stiopa Safarian, analityk z Armenian Institute of International and Security Affairs. – I u nas, i w Rosji zaczęły się już wakacje. W tym roku Ormianie mieszkający w Rosji mogą do nas przyjechać po kosztach. Rosja płaci za paliwo albo bilety lotnicze dla całych rodzin.

Według ustaleń Reutersa rosyjskie władze rozważały sprowadzenie przed wyborami nawet 100 tysięcy Ormian mieszkających w Rosji, aby zwiększyć poparcie dla przeciwników Nikola Paszyniana. Nie wiadomo, ilu rzeczywiście przyjedzie, ani jak zagłosują. Wiadomo jednak, że Moskwa bardzo nie chce stracić wpływów w Armenii.

7 czerwca Ormianie i Ormianki wybiorą nowy parlament. W europejskich mediach powtarza się, że będzie to wybór między Rosją a Zachodem. Kłopot w tym, że to zbyt proste. Wybory zdecydują o przyszłości Armenii, ale nikt nie postuluje zerwania z Rosją. Chodzi raczej o ustalenie, ile tej Rosji jest Armenii potrzebne.

Ile Rosji potrzebuje Armenia?

W niedzielę Ormianie i Ormianki będą mogli wybrać między 18 ugrupowaniami politycznymi. Przedwyborcze sondaże pokazują, że opozycja może uzyskać nawet 40 procent poparcia, tyle samo osób nie zdecydowało jeszcze, na kogo odda swój głos. Nie wiadomo więc, jak ostatecznie rozłożą się siły w nowym parlamencie.

Największą popularnością cieszy się Umowa Społeczna, partia rządzącego od 2018 roku Nikola Paszyniana, polityka, który uchodzi za prozachodniego i proeuropejskiego. Zaraz po niej w sondażach prym wiedzie prorosyjska trójca: Silna Armenia, Alians Armenia i Kwitnąca Armenia. Aby dostać się do parlamentu, partia musi przekroczyć próg 4 procent, a koalicja – 8 procent. Zgodnie z armeńskim prawem w ławach, prócz partii rządzącej, muszą zasiąść trzy opozycyjne ugrupowania.

Paszynian ma dość trwały elektorat – szczególnie poza Erywaniem, gdzie wyborcy dostrzegają inwestycje w drogi, szkoły i lokalną infrastrukturę. Dla części społeczeństwa jego ostrożna polityka zagraniczna to próba wyprowadzenia kraju ze stanu permanentnej wojny.

Premier Paszynian swoją główną konkurencję nazywa „trójgłową partią wojny”. Jeśli bowiem wygrają, jego zdaniem, dojdzie do kolejnej wojny z Azerbejdżanem. Armenia walczyła z sąsiadem niemal od końca istnienia Związku Radzieckiego. Poszło o Republikę Górskiego Karabachu, która leżała na terenie Azerbejdżanu, ale w większości zamieszkiwali ją Ormianie. W latach 90. doszło do wojny, a w jej wyniku Armenia zajęła Karabach i okupowała siedem regionów wokół niego, tworząc z nich strefę buforową. Azerbejdżan w 2020 roku odbił okupowane tereny i znaczną część Karabachu. We wrześniu 2023 roku zmusił Ormian do opuszczenia terytorium, a 1 stycznia 2024 roku nieuznana przez nikogo Republika Górskiego Karabachu oficjalnie przestała istnieć. Aktualnie trwają rozmowy pokojowe, których gwarantem z armeńskiej strony jest Nikol Paszynian.

Z kolei wszystkie prorosyjskie partie w swoich programach obiecują wyborcom ponowne przyjrzenie się procesowi pokojowemu, a nawet powrót karabachskich Ormian do swoich domów. I też straszą wojną. Tyle że w przypadku wygranej Paszyniana ma ona przyjść ze strony Rosji.

Moskwa straszy gazem i ukraińskim scenariuszem

Władimir Putin podczas konferencji prasowej z okazji Dnia Zwycięstwa powiedział, że Armenia niepokojąco zbliża się do Unii Europejskiej i przypomniał, że 12 lat temu podobnie zachowywał się Kijów. Dodał, że to wszystko doprowadziło do „specjalnej operacji wojskowej”, która trwa do dziś. Jego słowa były też odpowiedzią na fakt, że na początku maja w stolicy Armenii, Erywaniu, po raz pierwszy odbył się szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP), w którym udział wzięli m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron, sekretarz generalny NATO Mark Rutte czy przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Jednak najbardziej rozjuszyło zaproszenie na EWP Wołodymyra Zełenskiego. Moskwa uznała, że ​​Armenia złamała obietnicę niepodejmowania działań przeciwko Rosji.

Premier Armenii robi wszystko, by nie dać się sprowokować. Informuje, że od 2022 roku nie popiera polityki Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy, a jego zbliżenie z UE wynika z chęci dywersyfikacji w zakresie zarówno bezpieczeństwa, jak i gospodarki. Armenia jest bowiem wysoce uzależniona gospodarczo od Rosji, a w zakresie bezpieczeństwa do czasu wojny z Azerbejdżanem w 2020 roku zależała głównie od niej.

Czytaj także Rosja porzuciła Armenię, a teraz chce ją odzyskać. W niedzielę wybory Paulina Siegień

– Za nasze próby dywersyfikacji, tuż przed wyborami, Rosja postanowiła nas ukarać. Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego uznała, że w naszych kwiatach znajdują się bakterie, w rybach pasożyty, a w warzywach i owocach – owady. Coś się też nie spodobało w wodzie mineralnej, koniaku i winie. Zaczęła jednocześnie straszyć podwyżką cen gazu (prezydent Rosji ostrzegł, że cena gazu w Europie przekracza 600 dolarów za 1000 metrów sześciennych, podczas gdy Rosja sprzedaje gaz Armenii za 177,50 dolara – przyp. SB). Putin domaga się też, żebyśmy jak najszybciej przeprowadzili referendum, w którym obywatele sami zdecydują, czy chcą być z Rosją, czy z Europą – mówi Stiopa Safarian, analityk z Armenian Institute of International and Security Affairs (AIISA).

Jednocześnie, jak podkreśla Safarian, premier Armenii pokazuje, że jego kraj nie jest wrogiem Rosji, ani nie zamierza wychodzić z Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Nie podejmuje żadnych nerwowych ruchów.

– A to niewyobrażalnie drażni Rosję, bo ta chciałaby, żeby Paszynian zaczął się tłumaczyć, wziął na siebie odpowiedzialność za jej obrazę, zareagował jakąś formą agresji. W takiej sytuacji Rosja miałaby pretekst, by móc karać Armenię – mówi Safarian.

Czytaj także Jak Mołdawia stała się poligonem rosyjskich wpływów Paweł Jędral

Rosja i tak Armenii szkodzi, ale pod przykrywką. Na początku 2026 roku w sieci ruszyła ogromna kampania dezinformacyjna, która stawia Paszyniana w złym świetle. Jeden z fejków, który dość dobrze podziałał na wysiedlonych z Karabachu Ormian, mówi o tym, że Paszynian planuje zasiedlić na terenie Armenii 300 tys. obywateli Azerbejdżanu. W kampanię zaangażował się osobiście Władimir Putin. Na spotkaniu, które na Kremlu odbył z premierem Armenii 1 kwietnia, zasugerował, że nie podoba mu się, że nie każdy obywatel może swobodnie brać udział w wyborach, a niektórzy kandydaci znajdują się w areszcie domowym.

Oligarcha na plakacie

Chodziło mu oczywiście o Samwela Karapetiana, założyciela Silnej Armenii. Karapetian to oligarcha, którego majątek szacuje się na 4,1 mld dolarów, osobisty przyjaciel Putina i, jak dowodzą dziennikarze śledczy The Insider, tajny współpracownik FSB. Plakaty z jego twarzą wiszą w całej Armenii, choć sam Karapetian nie ma prawa wziąć udziału w wyborach, bo zgodnie z armeńskimi przepisami taka możliwość istnieje tylko dla osób, które mają tylko i wyłącznie armeńskie obywatelstwo i przez ostatnie cztery lata mieszkały na terenie Armenii. Samwel Karapetian prócz armeńskiego posiada jeszcze obywatelstwo  rosyjskie i cypryjskie, a większość wymaganego prawnie czasu mieszkał w Rosji. Został też oskarżony przez władze Armenii o nawoływanie do obalenia rządu, pranie brudnych pieniędzy i unikanie płacenia podatków. To jednak nie przeszkadza mu widnieć na plakatach.

– Silna Armenia sprytnie wykorzystała lukę w prawie, zgodnie z którą na plakacie wyborczym można narysować to, co się chce. No więc wstawili Samwela – tłumaczy Safarian. – To, że im na to pozwolono, to także chytry krok Paszyniana i jego wiadomość do Kremla: zobaczcie, niby nie może brać udziału w wyborach, a jednak bierze. Formalnie nie uczestniczy, ale jest. Poza tym Paszynianowi opłaca się, by Silna Armenia brała udział w wyborach. W innym wypadku ich wyborcy oddaliby swoje głosy na Alians Armenia, na którego czele stoi Robert Koczarian.

To były prezydent Armenii. Pełnił tę funkcję w latach 1998–2008, okresie, który zapisał się w armeńskiej pamięci jako czas dzikiej korupcji i nieograniczonej wręcz władzy oligarchów. Koczarian jest członkiem klanu karabachskiego, który rządził w Armenii przez dwie dekady. Ma ogromny elektorat negatywny, ale stoją za nim (w większości) wypędzeni z Karabachu Ormianie (nie każdy z nich ma prawo głosu, dostaje się je wraz z armeńskim obywatelstwem) i część ormiańskiej diaspory.

– Koczarian jest ostoją mitów, na których diaspora opiera swoją miłość do Armenii – mówi Safarian. – Kiedyś rozpierała nas duma z każdego Ormianina, który dorobił się wielkich pieniędzy obojętnie w jakim zakątku świata. Nigdy nie odbieraliśmy diaspory jako zagrożenia. Nawet wtedy, gdy ludzie ci pracowali dla obcego wywiadu, wierzyliśmy, że jedno, czego chcą na pewno, to dobro Armenii. Niedawno doszło do nas, że diaspora to wielki hamulcowy rozwoju naszego kraju. Opierają się na mitach założycielskich: ludobójstwie z 1915 roku, Araracie i Arcachu (armeńska nazwa Karabachu – przyp. SB). Przez diasporę każde wyjście poza mit jest zdradą. Ale nie da się iść do przodu, grzęznąc w historii.

Paszynian chce lawirować

Jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy przewiduje, że po niedzielnych wyborach do armeńskiego parlamentu wejdzie Umowa Społeczna Paszyniana i cała prorosyjska opozycja. Zdaniem Stiopy Safaraniana wszystko więc zostanie po staremu, zmienią się tylko twarze.

– Dla Paszyniana taka sytuacja będzie bardzo dobrym wyjściem – tłumaczy Safaranian. – Będzie rządził przez kolejne pięć lat, a na tle prorosyjskiej opozycji będzie wyglądał jak prawdziwy prozachodni polityk. O ile nie mam wątpliwości co do tego, że Paszynian w głębi duszy jest demokratą, to jestem jednocześnie pewien, że kompletnie nie jest prozachodni. Gra takiego, bo tak złożyła się geopolityczna sytuacja.

To prawda. Jego rozczarowanie Rosją rosło od początku wojny z Azerbejdżanem o Karabach. Armenia jako członkini Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, na którego czele stoi Rosja, liczyła na pomoc sojuszniczki w czasie wojny. Ale ta jej nie udzieliła. Rosja nie udzieliła oczekiwanej pomocy nawet w 2022 roku, kiedy Azerbejdżan zaatakował Armenię właściwą, nie tylko sporny Karabach. Potem nie ruszyła palcem w czasie eksodusu blisko 100 tysięcy Ormian z Arcachu.

– To był moment, w którym Paszynian zmienił podejście, ale to nie znaczy, że stał się proeuropejskim politykiem. Nie możecie myśleć na Zachodzie, że Armenia teraz odwróci się od Rosji, jak to zrobił kiedyś w Gruzji Saakaszwili, a my od razu jako społeczeństwo staniemy się Europejczykami. Tak nie będzie. Lubimy Rosjan, nie jesteśmy rusofobami, okej, przestaliśmy im ufać, ale to nie znaczy, że się od nich odwrócimy. Paszynian prawdopodobnie będzie premierem przez kolejne pięć lat i kiedy będzie miał prorosyjską opozycję w parlamencie, będzie mógł wygodnie lawirować między Rosją a Zachodem. Putinowi powie, że przecież ma swoich u władzy, a na Zachodzie będzie się tłumaczył, że opozycja go hamuje. Wilk syty, owca cała.

Czy będzie więc zgodnie ze znanym na Kaukazie porzekadłem: każde wybory są ważne, żadne niczego nie zmieniają?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x