Ukraina jest jednym z niewielu państw na świecie, w którym prawo zezwala na surogację, inaczej zwaną macierzyństwem zastępczym. Oznacza to, że kobiety mogą dobrowolnie, za uprzednio uzgodnione wynagrodzenie, urodzić dziecko innej parze. Zapłodnienie odbywa się metodą in vitro, surogatka nie może być dawczynią komórki jajowej i nie ma genetycznego związku z maluchem. W odróżnieniu od USA, gdzie ta procedura jest dostępna dla każdego niezależnie od płci, orientacji seksualnej, sytuacji rodzinnej i stanu zdrowia (z usługi mogą skorzystać np. panie, które chcą zachować figurę), w Ukrainie jest zarezerwowana dla małżeństw, w których kobieta nie może zajść w ciążę lub jej donosić. Na dowód tego biologiczni rodzice muszą przedstawić dokumentację medyczną.
Jak działa legalne macierzyństwo zastępcze w Ukrainie i kto może z niego skorzystać
Od 2013 roku, tj. od chwili wprowadzenia prawa zezwalającego na macierzyństwo zastępcze, do ukraińskich klinik zaczęły pielgrzymować pary z całego świata, m.in. Włoch, Hiszpanii, Finlandii, Kanady, USA, Wielkiej Brytanii, a nawet Chin. Stoją za tym niskie koszty zabiegu (od 40 do 70 tys. euro – w Stanach trzeba zapłacić od 120 do 200 tys. dolarów), wysoki poziom medycyny reprodukcyjnej i fakt, że rodzice biologiczni są od razu wpisywani do świadectwa urodzenia (w niektórych krajach za matkę uznawana jest surogatka, która musi zrzec się praw do dziecka, po czym odbywa się proces adopcji przez matkę biologiczną). Poza tym w Ukrainie jest wiele kobiet chętnych do urodzenia dziecka innym parom. Muszą one mieć od 22 do 39 lat (to kryterium nieznacznie różni się w zależności od kliniki) i dodatnie Rh, cieszyć się dobrym zdrowiem, urodzić wcześniej co najmniej jedno dziecko i być wolne od nałogów. Liczba porodów drogami natury nie może przekroczyć trzech, a cesarskich cięć – jednego. W przypadku mężatek niezbędna jest zgoda małżonka.
Popyt na surogację sprawił, że przed wojną w całym kraju było kilkadziesiąt klinik świadczących tę usługę, najwięcej znajdowało się w Kijowie. Zgodnie z danymi Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy z 2020 roku matki zastępcze rodziły około 1500 dzieci rocznie, w 95 proc. przypadków rodzicami byli cudzoziemcy.
Rosyjska inwazja na Ukrainę gwałtownie zakłóciła funkcjonowanie branży. Kliniki z personelem i wyposażeniem w pośpiechu przenosiły się do zachodnich regionów kraju. Biologiczni rodzice z zagranicy odbierali swoje dzieci z kilku- lub kilkunastomiesięcznym opóźnieniem. Zabrakło małżeństw chętnych do skorzystania z usługi. Jak szacuje międzynarodowa organizacja Growing Families, po wybuchu wojny rynek zastępczego macierzyństwa w Ukrainie skurczył się o 90 proc. Część klinik i matek zastępczych przeniosła się do Gruzji, gdzie surogacja jest dozwolona od lat 90.
Turystyka reprodukcyjna mimo rosyjskiej inwazji
Z biegiem czasu wojna stała się nową normalnością i branża zaczęła się odradzać. Po tym, jak do Kijowa wróciła większość placówek, bezdzietne pary z całego świata znowu zaczęły przyjeżdżać do Ukrainy, bo ich pragnienie dziecka okazało się silniejsze od strachu przed rosyjskimi rakietami i dronami.
Jednym z takich małżeństw byli czterdziestoletni Elena i Igor z Macedonii Północnej, szef kuchni i menedżerka spa w Hiltonie. Przez dziewięć lat bezskutecznie próbowali począć dziecko – kobieta przeszła trzy inseminacje domaciczne i cztery zabiegi in vitro. „Wszystko na nic. Choć lekarze mówili nam, że nie ma przeszkód ku temu, żebym zaszła w ciążę w sposób naturalny” – mówi Elena w wywiadzie dla BBC.
Nadzieje małżonków odżyły, gdy pewnego dnia Elena zobaczyła na Instagramie reklamę kijowskiej kliniki Biotech, jednej z największych w Ukrainie. Postanowili skorzystać z jej usług. „Zewsząd słyszeliśmy, że to szaleństwo. Jednak aby zostać rodzicami, byliśmy gotowi na wszystko” – opowiada Igor. Po raz pierwszy przyjechali na Ukrainę w lipcu 2024 roku. W Kijowie nie było prądu, całymi nocami wył alarm lotniczy. Podczas rosyjskiego ostrzału Elena i Igor spędzili 10 godzin w piwnicy. Nie zniechęcili się. Przeszli badania oraz pobranie spermy i komórki jajowej. Gdy wrócili do domu, klinika informowała ich o każdym etapie procedury: wytypowaniu odpowiedniej surogatki, stymulacji hormonalnej, przeniesieniu zarodka do macicy, ciąży i jej przebiegu.
W marcu tego roku urodził się ich syn Aleksander. „Brakuje słów, by opisać uczucie, gdy po tylu latach starań po raz pierwszy trzymasz w ramionach własne dziecko ” – mówi Elena. Wzruszony Igor dodaje: „To najlepsze, co nam się kiedykolwiek przytrafiło”. Po porodzie poznali surogatkę, która wydziergała dla noworodka kocyk. Okazało się, że ma męża i dwójkę własnych dzieci.
Oglądaj wideokast Oleny Babakovej:
Małżonkowie nie wstydzą się sposobu, w który na świat przyszedł ich syn. Uważają, że wraz z surogatką wyświadczyli sobie wzajemną przysługę. Igor porównał macierzyństwo zastępcze do pieczenia muffinki – mieszasz składniki, wkładasz je do piekarnika i czekasz, aż będzie gotowa.
Ale to Eldorado może wkrótce się skończyć.
Krytyka surogacji. Spór o etykę macierzyństwa zastępczego
Organizacje społeczne, politycy, feministki i zwykli obywatele coraz głośniej protestują przeciwko liberalnym zasadom zastępczego macierzyństwa. Przytaczają argument, że kobiety są traktowane jako brzuchy do wynajęcia. Jest w tym ziarno prawdy, bo w czasie ciąży panie nie rozporządzają własnym ciałem, a wszystkie decyzję w sprawie ich zdrowia i życia podejmują biologiczni rodzice. Surogatka Anastasia z obwodu żytomierskiego, którą poznałam na forum „Surogatne macierzyństwo”, opowiedziała o znajomej, której bez jej wiedzy i zgody usunięto drugi płód, ponieważ zagraniczni zleceniodawcy marzyli o jednym dziecku. Co więcej, matka zastępcza dowiedziała się o zabiegu z dużym opóźnieniem.
Kolejnym argumentem przeciwko surogacji jest przekonanie, że bogaci klienci z Zachodu wykorzystują niedolę Ukrainek. W odpowiedzi na te zarzuty przedstawiciele klinik mówią, że żadna kobieta nie została zmuszona do urodzenia dziecka. Rzeczywiście, panie robią to dobrowolnie. Ale najczęściej skłania je ku temu ciężka sytuacja finansowa spowodowana toczącą się wojną – kobiety zostają surogatkami, aby zapewnić byt własnym dzieciom.
Potwierdza to przypadek wspomnianej Anastasii. Ma 29 lat i sześcioletniego syna, którego ojciec nie płaci alimentów. Jej pensja ledwie wystarczała na życie, więc w 2024 roku zdecydowała się na udział w programie surogacji. Po stwierdzeniu ciąży dostała 400 dolarów, potem otrzymywała po 500 miesięcznie do samego rozwiązania, a po urodzeniu zdrowego dziecka – jednorazowo 19 tys. Teraz szuka kolejnego małżeństwa i – jak przyznaje – robi to wyłącznie dla pieniędzy.
Także 22-letnia Karina w wywiadzie dla BBC przyznała, że do urodzenia dziecka innej parze zmusiła ją trudna sytuacja finansowa. Jej dom w rodzinnym Bachmucie zniszczyli Rosjanie, więc wraz z chłopakiem wyjechała do Białej Cerkwii w obwodzie kijowskim, a potem do Kijowa, gdzie urodziła się ich córka Uljana. Ojciec dziecka uchylał się od mobilizacji i dlatego nie mógł legalnie pracować, więc zarabiać na życie zaczęła Karina. Jako że jej pensja barmanki nie wystarczała dla trzyosobowej rodziny, postanowiła zostać surogatką. Uczyniła to wbrew swojemu chłopakowi i jego rodzinie, mówiąc: „Moje ciało, moja sprawa”. Obecnie jest w ciąży i wkrótce urodzi dziecko parze z Chin. Otrzyma 17 tys. dolarów.
Surogacja w Ukrainie pod presją: spory legislacyjne, wywóz dzieci i przyszłość branży
Przeciwników surogacji martwi wywożenie ukraińskich dzieci za granicę. W świetle prawa rodzicami maluchów są rodzice biologiczni, po których dziedziczą one obywatelstwo. Jednocześnie należy przyznać, że prawo niewystarczająco chroni dzieci z surogacji. W mediach szerokim echem odbiła się historia chińskiego chłopca o imieniu Wej, urodzonego cztery lata temu we wspomnianej klinice Biotech. Wskutek przedwczesnego porodu doszło do niedotlenienia mózgu dziecka, które do dziś nie potrafi utrzymać głowy, mówić czy siedzieć. Biologiczni rodzice nie przyjechali po syna, klinika umyła ręce. Obecnie Wej przebywa w domu dziecka i ma zerowe szanse na adopcję.
Pod względem prawnym macierzyństwo zastępcze jest uregulowane tylko fragmentarycznie. W gruncie rzeczy jedyny normatywny akt stanowi rozporządzenie ministerstwa zdrowia „w sprawie stosowania technik wspomaganego rozrodu w Ukrainie” z 9 września 2013 roku. Pojedyncze zapisy regulujące tę procedurę znajdują się w Kodeksie cywilnym. W ubiegłym roku podjęto próby uregulowania surogacji. W Werchownej Radzie złożono dwa projekty ustaw – bardziej konserwatywny autorstwa Rady Ministrów i mniej restrykcyjny deputowanego Aleksandra Danucy. Choć diametralnie różne, mają wspólny cel – ukrócenie surogacji dla par z zagranicy.
Pierwszy projekt, który zdążył upaść, zakładał zakaz komercyjnego macierzyństwa zastępczego. Rodzić dzieci innym parom miałyby kobiety spokrewnione z biologiczną matką: siostry, kuzynki, ciocie. Drugi projekt zezwala na komercyjną surogację, ale wynagrodzenie ma polegać na utrzymaniu ciężarnej, finansowaniu jej opieki medycznej oraz rekompensacie za utratę dochodów i zdrowia w czasie ciąży. Nie określono jednak wysokości wypłat. Kolejnym wymogiem jest posiadanie ukraińskiego obywatelstwa przynajmniej przez jednego biologicznego rodzica. Jeśli drugi małżonek pochodzi z kraju, gdzie surogacja jest prawnie zakazana, np. z Francji, zabieg byłby niemożliwy. Poza tym biologiczni rodzice nie mogliby zrzec się praw do dziecka po jego urodzeniu, co – jak tłumaczy dr nauk prawnych Kateryna Moskalenko – jest sprzeczne z art. 143 Kodeksu rodzinnego.
Zwolennicy nowelizacji liczą, że zakaz surogacji dla par z zagranicy pomoże w rozwiązaniu problemów demograficznych w Ukrainie, gdzie po wybuchu wojny populacja skurczyła się z 42 do 32 mln, a stosunek urodzeń do zgonów wynosi 100 na 280. Te oczekiwania są co najmniej naiwne. Trudno sobie wyobrazić, że obecne i potencjalne matki zastępcze, często samotnie wychowujące własne potomstwo i z trudem zarabiające na życie, zabiorą się do sprowadzania na świat kolejnych obywateli.
W oczekiwaniu na ustawę branża szuka rozwiązań, aby utrzymać się na rynku. Zachowujący anonimowość właściciele klinik z forum „Surogatne macierzyństwo” deklarują przeniesienie biznesu do Gruzji i Armenii. Udało im się znaleźć lukę prawną w ukraińskim ustawodawstwie – matka zastępcza może zrzec się praw do dziecka na rzecz jego ojca cudzoziemca. A co najważniejsze – nie zabraknie kobiet gotowych do rodzenia dzieci. Anastasia nie chce rezygnować z surogacji, bo tylko w ten sposób może zarobić godziwe pieniądze. Karina twierdzi, że jest gotowa świadczyć tę usługę dopóki pozwoli jej na to stan zdrowia.
**
Violetta Wiernicka – autorka wielu książek, m.in. Polki, które rządziły Kremlem, Sekrety Ukrainy i Rosjanie w Polsce oraz zaplanowanej na maj Polacy w Ukrainie. Czasy carskie. Publikowała w „Polityce” i „Newsweeku”. Doktora nauk humanistycznych. Specjalizuje się w historii polskiej społeczności prawosławnej. Wydała monografie Prawosławni w Łodzi i Prawosławna diecezja łódzko-poznańska.


!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.