Świat

Koniec ery prezydenta Correi

rafael-correa

Wybory prezydenckie w Ekwadorze mają znaczenie z co najmniej dwóch powodów: jednym jest „różowa fala”, a drugim Juliana Assange.

Istotna polityczna zmiana czeka nas w Ekwadorze. Podczas pierwszej tury wyborczej zwyciężył lewicowiec, Lenin Moreno, który w drugiej turze zmierzy się z konserwatystą Guillermo Lasso. Tym samym po dziesięciu latach urzędowania Rafael Correa przestanie być prezydentem tego niewielkiego kraju.

Dzisiejsze wybory w Ekwadorze uchodzą jednak za test uznania dla dziedzictwa Correi, który uważany jest za jednego z najciekawszych polityków XXI wieku w Ameryce Łacińskiej. Sprawdźmy, dlaczego tak jest.

Dziedzictwo

Będą to pierwsze od 10 lat wybory, kiedy na kartach do głosowania nie pojawi się nazwisko Rafaela Correa. W czasie dekady rządów tego lewicowego polityka Ekwador przeżył głęboką przemianę społeczno-gospodarczą nazywaną „Rewolucją Obywatelską”.

Correa porównywany jest – często błędnie – do zmarłego w 2013 r. wenezuelskiego polityka Hugo Chaveza. Jednakże różnice pomiędzy nimi są dość znaczne. Chavez był wojskowym, a Correa profesorem ekonomii. W młodości zafascynowany teologią wyzwolenia i encyklikami Jana Pawła II, Correa sam o sobie mówi per „lewicowy chrześcijanin”. Rewolucja Correi nie kopiowała „rewolucji boliwariańskiej” – ekwadorski lewicowy rząd był bardziej pragmatyczny, wojsko mniej zaangażowane, a gospodarka bardziej zróżnicowana niż w Wenezueli.

Correa zdobył popularność w 2005 jako minister finansów sprzeciwiając się dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Już wtedy sceptycznie odnosił się do projektu układu o wolnym handlu z USA, za to z sympatią spoglądał na lewicujących liderów latynoamerykańskich: Hugo Chaveza, Evo Moralesa czy Nestora Kirchnera. Po czterech miesiącach porzucił stanowisko ministra finansów i założył partię Alianza PAIS. Miał wszystko, aby pokochały go masy: charyzmę, talent polityczny, wykształcenie (studiował ekonomię na amerykańskim Uniwersytecie Illinois i w Belgii), dobry wygląd, zna dwa języki obce (angielski i francuski) i mówi językiem keczua, czym podbił serca autochtonów. Startując w kampanii prezydenckiej 2006 roku odwoływał się do mas, krytykował zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na kontynencie, polityczne elity i neoliberalizm. Stał się kandydatem zbuntowanych, autochtonów, biedoty, studentów oraz ruchów ekologicznych. W wyborach prezydenckich zwyciężył.

Za rządów Correi Ekwador uzyskał stabilność polityczną i ekonomiczną. Praktycznie zaraz po zwycięstwie uchwalił nową konstytucja, która m.in. zakazuje wykorzystywania pracy dzieci przed ukończeniem 15. roku życia, ustanawia obowiązek nauki aż do ukończenia szkoły średniej, zapewnia darmową edukację na poziomie wyższym a także dostęp do bezpłatnej służby zdrowia. Zapewnia też niskooprocentowane kredyty dla małych przedsiębiorstw. Nie dopuszcza za to aborcji i małżeństw homoseksualnych ani adoptowania przez nie dzieci. Duży nacisk jest położony także na kwestie ekologiczne (zakaz upraw GMO, prawo do czystej wody). Przejęto również większą kontrolę nad złożami ropy naftowej, a czarne złoto jest ważnym źródłem finansowania projektów socjalnych.

Od czasu przejęcia władzy przez Correa dochody 40% najbiedniejszych Ekwadorczyków wzrosły ośmiokrotnie, a poziom ubóstwa w ciągu dekady spadł z 40% do poniżej 23%.

Latino digest

Rafael Correa krytyki nie lubi

Wielu zwraca też uwagę na autorytarne zapędy ekwadorskiego przywódcy. Dobrze o tym przekonali się dziennikarze opozycyjnego „El Universo” – Narodowy Trybunał Sprawiedliwości skazał jego dziennikarzy na 3 lata więzienia za artykuł, w którym stwierdzono, że prezydent sam kazał ostrzelać wojsku szpital, w którym internowano go podczas nieudanej próby zamachu stanu z 30 września 2010 roku, podjętej przez policję w obronie jej interesów zawodowych. Przedstawiciele Międzyamerykańskiego Stowarzyszenia Prasy, Międzynarodowego Instytutu Prasy oraz Reporterzy bez Granic uznali wyrok za nieproporcjonalny do winy. Ostatecznie ekwadorski przywódca ułaskawił skazanych dziennikarzy.

Grupy tubylcze i ekolodzy oskarżają rząd o wprowadzenie chińskich przedsiębiorstw naftowych i górniczych do obszarów chronionych (m.in w parku narodowym Yasuni). W ostatnim czasie dużo mówiło się o skandalu korupcyjnym. W Ekwadorze w latach 2007-2016 urzędnicy rządu mieli dostać 33,5 mln dolarów łapówki za kontrakty dla brazylijskiego Odebrechta, który w ciągu ostatniej dekady korumpował premierów, prezydentów, ministrów czy biznesmenów w prawie całej Ameryce Łacińskiej ( m.in. w Brazylii, Wenezueli, Peru, Argentynie czy w Panamie). Korupcja, która uchodzi za jedną z największych plag Ameryki Łacińskiej, dotyka także lewicowych władz Ekwadoru.

raffael-correa-2
Fot. Presidencia de la República del Ecuador, Flickr.com

Wstawanie z kolan

Poza przemianami społeczno-gospodarczymi, głębokie zmiany zaszły także w polityce zagranicznej. Nastąpił gwałtowny zwrot w relacjach pomiędzy Quito a Waszyngtonem. W przeszłości Ekwador stanowił przykład typowej republiki bananowej, gdzie wielkie korporacje pospołu z Amerykanami dzielili wielkie wpływy, a przywódcy, dyktatorzy, pozostawali pod dużym wpływem Białego Domu. Rafael Correa dość okazale zamanifestował swą niezależność od USA, do tego stopnia, że Ekwador za jego rządów jawił się niektórym komentatorom jako ostoja antyamerykanizmu w Ameryce Łacińskiej.

Już na inauguracyjnym przemówieniu z 15 stycznia 2007 roku Correa stwierdził, że część długu zagranicznego Ekwadoru jest „bezprawna”, ponieważ została zaciągnięta przez reżim wojskowy. Rok później ogłosił on zawieszenie spłacania zagranicznego zadłużenia. Zamknął amerykańską bazę wojskową w Manta. Stwierdził, że chętnie udzieli dalszego pozwolenia na funkcjonowanie bazy Amerykanom pod warunkiem, że pozwolą ekwadorskim wojskom założyć własną w Miami. W 2011 roku doszło do sporu pomiędzy rządem w Quito a amerykańskim naftowym gigantem Chevronem – ekwadorski sąd w lutym 2011 roku nakazał firmie wypłatę odszkodowania w wysokości 8,6 mld USD za wyrządzone szkody naturalne. Do dalszych napięć doszło rok później, gdy ekwadorskie władze przyznały azyl polityczny Julianowi Assange’owi, założycielowi demaskatorskiego portalu Wikileaks, a lewicowe władze nie wykluczały też, że mogliby taki azyl przyznać Edwardowi Snowdenowi.

Stany Zjednoczone w 2010 roku Ekwador wpisały na… czarną listę Financial Action Task Force (organizacja, która zwalcza pranie brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu). Według prezydenta Rafaela Correi stało się tak, gdyż jego kraj utrzymuje bliskie stosunki z Iranem. Mimo tego Ekwador Correi rozszerzył stosunki dyplomatyczne z Kubą oraz z innymi lewicowymi rządami w Ameryce Łacińskiej, a także z Chinami. Z Unią Europejską podpisał umowę o wolnym handlu. Dzięki takiej polityce Ekwador zaczął się bardziej liczyć na polityce światowej.

Fidel – życie po życiu

Co po Correi?

Wybory prezydenckie w tym niewielkim państwie mają też symboliczne znaczenie w polityce światowej, bo zadecydują o dalszym losie Juliana Assange’a. Losy założyciela WikiLeaks będą w dużej mierze zależeć od wyników wyborów prezydenckich w Ekwadorze.

Tegoroczne wybory prezydenckie dadzą nam również odpowiedź, czy Ekwadorczycy zechcą zmian, czy też kontynuacji obecnej polityki. Gdy Rafael Correa zwyciężał w wyborach w 2006, w Ameryce Południowej rządzili tacy przywódcy, jak Lula Da silva, Hugo Chavez, Evo Morales, Jose Mujica czy Nestor Kirchner. Był jednym z wielu lewicowych liderów w regionie. Okres ten nazywany był czasem lewicową bądź „różową falą” w Ameryce Łacińskiej. Dziś klimat polityczny na latynoamerykańskiej ziemi jest całkiem inny. W ostatnim czasie prawica przejęła władzę w Argentynie, Brazylii czy Peru. Czy czeka to także Ekwador? Przekonamy się 2 kwietnia.


Tomasz Skowronek – komentator geopolityczny i publicysta, specjalizujący się w problematyce międzynarodowej w szczególności dotyczącej Ameryki Łacińskiej oraz Europy Południowej. Publikował m.in. na portalach „Obserwator Międzynarodowy”, Stosunki.pl, Histmag.org, Magazynkontakt.pl, a także w dzienniku Trybuna.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Lasso chyba ma za sobą już jedną porażkę w wyborach. Tym razem spodziewam się drugiej. Swoją drogą, będzie kuriozalnie jeśli prezydentem zostanie facet o imieniu Lenin…